UPOLOWANE W HEMIE

Uwielbiam maseczki w płachcie! I to nie tylko za swoje właściwości. Bo oprócz tego, działają, to jeszcze fajnie wyglądają, no i nie są czasochłonne: nakładam, leżę, czytając książkę, zdejmuję, resztę wmasowuję w skórę 🙂 Zawsze, gdy jestem w jakiejś drogerii, kupuję zapas płacht. A w łazience, trzymam je w koszyczku i wybieram w zależności od potrzeb. Lubię się maskować! I widzę, że regularne nakładanie maseczek, przynosi rezultaty 🙂 W Hemie wybrałam 6 masek.

Stroopwafel- pyszne holenderskie ciastko z karmelem, ale też maseczka z edycji limitowanej 🙂 Zapewnia, że skóra jest oczyszczona i miękka w dotyku. Po aplikacji maseczka sama się nagrzewa i pachnie właśnie tym ciastkiem! Koszt 1,70 euro.

Kolejna, to maseczka z ogórka. Do każdego rodzaju skóry, oczyszczająca. Po użyciu, cera jest odświeżona. Cena, to 1,70 euro.

Maseczka tygrysia 🙂 Ekstrakt z zielonej herbaty i wit. E. Maska przywraca miękkość i nawilża skórę. Cena to 2,50 euro.

Maska niedźwiedzia- morela i ekstrakt z zielonej herbaty. Nawilża, przywraca miękkość i blask skórze. Cena także 2,50 euro.

Maska panda- z niacynamidem, czyli wit B3 i wyciągiem z ogórka. Witamina zmniejsza przetłuszczanie się cery, redukuje ilość wyprysków, zmniejsza pory i wycisza stany zapalne. Ogórek odświeża i oczyszcza. Idealna dla cery tłustej i mieszanej. Cena 2,50 euro.

Maska kot- z lukrecją i ekstraktem z zielonej herbaty. Maska uspokaja i nawilża skórę, sprawia, że znów lśni. Cena 2,50 euro.

Wart uwagi jest także puder brązująco- rozświetlający. Wystarczy odrobina, aby skóra lśniła. Idealny na lato, a także na imprezę. Cena pudrów to ok 5-6 euro.

Kupiłam także krem pod oczy, z ekstraktem z różowego pomelo, filtrem 15, który używam na noc. Wystarczy wklepać kilka kropelek, a skóra wokół oczu jest nawilżona i odżywiona.

Dobrze jest założyć konto na stronie sklepu, gdyż oferuje on sprzedaż wysyłkową i nie tylko. Jeżeli zrobimy zakupy on-line do 21:30 w dzień roboczy i zapłacimy ponad 10 euro, to możemy odebrać swoją paczkę w najbliższym sklepie za darmo w ciągu 1-2 dni roboczych. Sklep wysyła nam maila, kiedy produkty są gotowe do odbioru 🙂 Więcej na stronie https://www.hema.nl/mooi-gezond/persoonlijke-verzorging/gezichtsverzorging

3 NAJPOPULARNIEJSZE SKLEPY Z KOSMETYKAMI W HOLANDII

Zacznę od tego, że tylko jeden z tych 3ech sklepów wygląda jak typowa drogeria. W pozostałych 2óch znajdziemy kupę innego asortymentu. W praktyce wygląda to tak, że idziemy po szampon a wychodzimy z dziesięcioma innymi rzeczami. I to niekoniecznie kosmetykami. Także trzeba uważać, żeby nie wydać bez sensu np 50 euro (!) Zacznę od najmniejszego moim zdaniem sklepu, czyli typowej drogerii:

Zdj z internetu

W Etosie pachnie jak w perfumerii, są wyspy z kolorowymi kosmetykami, np Maybelline, L” oreal, itp. Znajdziemy tam także perfumy i to nie byle jakie, kosmetyki do włosów, kremy,balsamy, żele, toniki… Jednym słowem wszystko, co akurat potrzebne. Marki, jakie zobaczymy, to np Nivea, Kneipp, Schwarzkopf ale także z wyższej półki, np Clinique. Drogeria posiada także własną markę, po którą często sięgam, bo przystępna cena a produkty nie odstają jakościowo od innych. Moim ulubieńcem jest dwufazowy olejek do makijażu. Oprócz kosmetyków znajdziemy biżuterię, ale w małych ilościach. Latem często oferowane są okulary przeciwsłoneczne i klapki japonki. Na zdjęciu wyżej widzimy także apaszki ( też mała ilość) i koszyki, w których można znaleźć produkty w promocji 🙂

Drugim popularnym sklepem (nie całkiem drogerią) jest Kruidvat.

Tam już trzeba uważać, żeby nie ogołocić portfela. Ja nie przepadam za Kruidvatem, bo po prostu się tam gubię. Oprócz kosmetyków typu krem do twarzy (wg mnie- mały asortyment), znajdziemy szafy z kolorowymi (tu akurat duży wybór), mnóstwo preparatów do włosów (duuuży + ), mały dział męski i wieeele innych rzeczy. A są to np. płyny do prania, płukania, ubrania, leki, słodycze na wagę, zabawki, akcesoria dla dzieci, biżuteria, okulary przeciwsłoneczne, chemia gospodarcza, zapachy do domu, poszewki na poduszki, koce i zależnie od pory roku- ozdoby świąteczne. Oczopląs murowany. Wszystko na półkach poupychane i przez klientów przekopane w cały świat, niestety :/ Plusami sklepu są własna marka dobrej jakości, liczne promocje typu 1+1 gratis, albo 5 dezodorantów Rexona, lub żeli pod prysznic Fa (opakowanych w folię) za ok 10 euro. Mnie się takie promocje opłacają 🙂 Sklep posiada także mały dział z miniaturami produktów- idealne w podróż.

I ostatni sklep, a mianowicie Hema.

Tu już jest wyższa szkoła jazdy, bo sklepy sieci Hema są bardzo duże. Pierwszy sklep powstał w 1926 r w Amsterdamie. W tej chwili znajdziemy go także w Niemczech, Belgii, Luksemburgu, czy Francji. Najwięcej jednak jest ich w Holandii. Hema charakteryzuje się gamą produktów do codziennego użytku oraz asortymentem, który jest specjalnie produkowany dla tej sieci. W sklepie znajdziemy np serwis fotograficzny, jedzenie (coś na kształt baru z kiełbaskami), dział z ubraniami (dziecięce, męskie, damskie), akcesoria dla dzieci, rzeczy dla domu, biura, gadżety, biżuterię i wreszcie dział z kosmetykami. Jak wcześniej wspomniałam, asortyment jest specjalnie produkowany dla Hemy, więc sklep ma własną markę. Do wyboru mamy ogrom kolorówki (lubię ich pudry), pędzelki do makijażu, a także kremy do rąk, balsamy, preparaty do włosów i oczywiście maseczki w płachcie!

KOLOR MORZA, CZYLI SERIA GDANSKIN ZIAJA

Ktoś pamięta serię Ziaja Sopot? Teraz furorę (przynajmniej u mnie) robi seria GdanSkin. Nie dość, że moja ulubiona polska marka pochodzi z Gdańska, to jeszcze ma w swojej ofercie takie fenomenalne produkty 🙂 Oczywiście, zawsze wracam z Polski do Holandii z naręczem kosmetyków Ziaji. I nie zawsze jest to TYLKO ta seria, bo zaopatruję się w różności.

Moimi faworytami ostatnio są olejki myjące do twarzy. A ten z Ziaji skradł moje serce całkowicie. Dlaczego? Bo zrobił porządek z moją cerą. Od „wieków” borykałam się z niedoskonałościami. Przeczytałam co nieco o koreańskiej pielęgnacji, czyli m.in o tym, że po zmyciu tapety, przed żelem do twarzy, pierwszy idzie olejek! Wystarczy trochę wypompować go na dłoń i rozsmarować (połączyć warto z masażem). Olejek dokładnie rozpuszcza sebum i czyści porządnie skórę. Spłukujemy ciepłą wodą i możemy nakładać żel myjący. I faktycznie: cera jest lepiej oczyszczona, nawilżona, bo pory się zmniejszyły, zniknęły wypryski, skóra jest gładsza. To działa!

Kolejny świetny kosmetyk, to mgiełka do twarzy. Absolutny must have! Mega przydatna podczas kilkugodzinnej jazdy autem. Elegancko nawilża i odświeża. A Ziaja w swojej ofercie posiada też inne mgiełki 🙂

Hydrożelowa maseczka do twarzy i serum. Maseczka jest na noc, bez spłukiwania. Ma fajny delikatny zapach. Nakładam ją bardzo często co wieczór, czekam aż się wchłonie. Czasem poprawiam serum, które świetnie nawilża. Jest dobre pod makijaż.

Krem rozświetlający na dzień, to jeden z moich ulubionych kremów. Delikatny zapach, wydajna tubka i oczywiście piękne rozświetlenie, bo posiada drobinki. Najczęściej nakładam go tylko na policzki.

Kolagenowy krem na noc, wygładzający zmarszczki. Osobiście nie wierzę w podział kremów na noc i na dzień. Fakt- może te nocne są cięższe, ale spotkałam się już z lekkimi z dobrym składem. Tego kremu jeszcze nie testowałam. Wykończę opakowanie innego LEKKIEGO używanego na noc i wezmę się za ten. Mogłabym w sumie go nie kupować, ale jak seria, to seria 😉

I mój „przyokazyjny” mały nabytek apteczny (bo lubię takie), to kosmetyczna lanolina firmy Ziaja 🙂 100% lanolina do pielęgnacji przesuszonej skóry dzieci i dorosłych. Przynosi ulgę i łagodzi podrażnienia. Można stosować kilka razy dziennie, w zależności od potrzeb. Po ochłodzeniu tubki, produkt twardnieje. Jeszcze nie miałam okazji do użycia, ale zbliża się lato, skóra się wtedy przesusza i na pewno znajdzie się w użyciu. Więcej o produktach dowiecie się z https://ziaja.com/

Taka mała tubka, a jak ładnie wygląda 🙂

ROŚLINY OCZYSZCZAJĄCE POWIETRZE, KTÓRE MAM W DOMU

Codziennie wdychamy „koktajl” z substancji chemicznych, jak np: benzen, amoniak, ksyleny, trichloroetylen i aldehyd mrówkowy. Te substancje znajdują się m.in w plastikach, detergentach, tuszach do drukarek, klejach, torbach i ręcznikach papierowych, dymie tytoniowym, czy środkach do mycia okien. Ostatnio przeczytałam, że 1989 roku NASA przebadała i wybrała grupę roślin, które najskuteczniej oczyszczają powietrze 🙂 Za oczyszczanie powietrza w dużej mierze odpowiada system korzeniowy rośliny. Naukowcy podkreślają, że na 10m kw pomieszczenia, powinna przypadać co najmniej jedna roślina. Oto lista 18 roślin, które „sprzątają” skutecznie:

  1. daktylowiec niski
  2. nefrolepis wyniosły
  3. nefrolepis obliterata
  4. zielistka Stenberga
  5. aglaonema
  6. dypsis lutescens
  7. figowiec Benjamina
  8. epipremnum złociste
  9. anturium Andrego
  10. liriope szafirkowata
  11. rapis wyniosły
  12. gerbera Jamesona
  13. dracena wonna
  14. bluszcz pospolity
  15. sansewieria gwinejska
  16. dracena odwrócona
  17. skrzydłokwiat
  18. chryzantema wielkokwiatowa

Z proponowanych przez NASA roślin, posiadam 3. Są to:

Zielistka Stenberga
Sansewieria gwinejska
Fikus Benjamina

Oprócz tych roślin, które dobrze oczyszczają powietrze i warto mieć je w domu (jak ja) są także:

Grubosz, czyli drzewko szczęścia 🙂
Trzykrotka
Aloes

AMERSFOORT- ŚREDNIOWIECZNE MIASTECZKO

Amersfoort, to miasto w samym środku Holandii, w prowincji Utrecht, leżące nad rzeką Eem. Wybraliśmy się do niego, gdyż to całkiem niedaleko od Den Bosch. Otoczone jest murami obronnymi i fosą. Dzięki temu starówka otoczona jest malowniczymi kanałami 🙂

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to znowu urocze i klimatyczne uliczki i piękne kamienice. Centrum miasta stanowi oczywiście plac- rynek De Hof. Znajduje się tam wieża kościoła Najświętszej Marii Panny. Zbudowana została w stylu późnogotyckim, wraz z barokowym hełmem liczy 98,33 metry wysokości. Jest trzecią, co do wysokości wieżą w Holandii (o 3ech najwyższych wieżach zrobię oddzielny wpis). Potocznie jest zwana Lange Jan, czyli długi Jan. Wieża była częścią kościoła, który wyleciał w powietrze. To właśnie tutaj wyznaczono kiedyś środek geograficzny kraju 🙂

Oprócz wieży kościelnej, na głównym placu znajdują się liczne restauracje, knajpki i kawiarnie. Jest to idealne miejsce na letni ciepły wieczór.

Koppelpoort- to unikalne połączenie bramy wodnej i lądowej. Jedynej takiej w Holandii. Pochodzi z ok 1425 roku. Bramę można oczywiście oglądać z zewnątrz, ale po wcześniejszym umówieniu, wraz z przewodnikiem, możemy wejść do środka 🙂 My szwędaliśmy się tylko wokoło i powiem Wam, że jest bardzo ładna. Pewnie wieczorem robi dużo większe wrażenie, bo jest oświetlona.

Kawałek od centrum znajduje się Monnikendam. Jest to brama składająca się z dwóch okrągłych wież murowych, połączonych łukiem. Można spacerować na górze bramy, lub wejść do restauracji, która znajduje się w środku. Podobno teraz znajduje się w rozbudowie. Wokoło bramy, na trawniku, wiosną rozkwitają setki kolorowych krokusów 🙂

Muzeum Flehite- znajduje się w trzech murowanych domach, zbudowanych ok 1540 roku. Jako muzeum miejsckie, Flehite opowiada o historii miasta na podstawie obrazów i przedmiotów. Jest tam podobno skrzynia z XV wieku. Zbudowana została z jednego kawałka drewna i wyposażona w 9 zamków. Przechowywano w niej m.in wpływy z grzywien i srebrną pieczęć miasta. My nie zwiedziliśmy muzeum, woleliśmy spacerować po miasteczku i oglądać wszystko z zewnątrz. Mimo, że padał deszcz, nie odebrało to uroku miejscowości. Jeżeli będziecie kiedyś w pobliżu Amersfoort, to warto tam zajrzeć. Nawet godzina wystarczy, żeby zauroczyć się tym miejscem. A jeżeli lubicie cykać zdjęcia (jak ja) to gwarantuję, że na 10 się nie skończy. Amersfoort ma piękną średniowieczną budowę i jest co fotografować 🙂

Muzeum Flehite
Widok z Monnikendam
Groot Tinnenburg

Muurhuizen, to najbardziej reprezentacyjna ulica Amersfoort. Spacerując nią, można się poczuć jak w średniowieczu. Jest piękna 🙂 Miasto zaczęło się rozwijać w 1380 roku i z powodu boomu gospodarczego trzeba było zbudować nowy mur miejski. Stary mur został zburzony i z ok 1500 domów zbudowano nowy wzdłuż linii starego. Ponieważ budowa odbywała się w różnych okresach, pojawiła się duża różnorodność form.

PCHLI TARG W DEN BOSCH

Trwał przez 2 dni. Sobotę i niedzielę. Od 9:00 do 16:30. Dowiedziałam się o nim z fb. Pojechaliśmy w sobotę i o 10:00 byliśmy na miejscu. Pchli targ był na 1 hali, bilet 6 euro. Na miejscu okazało się, że to nie taki typowy targ. Nazwałabym go kolekcjonerskim. Naszym oczom ukazało się mnóstwo klaserów ze znaczkami, monetami, stare numery komiksów i innej prasy, np Playboya. Od groma płyt winylowych, militariów, biżuterii, perfum, porcelanowych lalek, książek, map. Do tego coś dla dużych chłopców, czyli modele aut, kolejek, samolotów, co oczywiście Panu Mężowi się spodobało 🙂 Moją uwagę zwróciły kryształy- widać co nieco na zdjęciu wyżej. To były PRAWDZIWE kryształy! Świeciły się niesamowicie! Oprócz tradycyjnych półmisków i kieliszków, znaleźć można było cudne figurki zwierząt, np papugi, żaby. Drugą rzeczą, na widok której zaświeciły mi się oczy, to emaliowane kanki na mleko, dzbanki, rondelki, kubki. Wszystko w teraz modnym, rustykalnym stylu. Ceny zawrotne! I pomyśleć, że kiedyś na każdej wsi, w każdym domu było tego pełno. Nie zdziwiło by mnie, gdybym zobaczyła tam nawet meble z PRLu 🙂 Ogólnie dostaliśmy oczopląsu!

Kupiłam 1 budzik, bo nie mogłam się powstrzymać 🙂 Uwielbiam zegarki!
Puszki vintage. Widziałam pana, który dokładnie oglądał taką puszkę przed zakupem przez…lupę!!!
Lampy 🙂
5 miniaturek w ślicznych buteleczkach przyjechało ze mną do domu. Dałam za nie 5 euro.
Gitary w mini wersji największych gwiazd rocka! Ja pokusiłam się na instrument Gena Simmonsa z Kiss 🙂

Obejście całej hali zajęło nam ok 3 godz. Każdy z nas wrócił do domu ze skarbami 🙂 Przy wyjściu leżały ulotki- kalendarzyki z datami kolejnych pchlich targów na ten rok 🙂 Aktualny kalendarz można znaleźć tutaj: http://www.vlooienmarktenkalender.nl/ 🙂

KINDERDIJK

Miejsce, jak z obrazka! Kto chce zobaczyć pocztówkową Holandię, musi tu zajrzeć!

Kinderdijk to wieś w prowincji Holandia Południowa, położona ok 15km na wschód od Rotterdamu na polderze, do którego osuszenia zbudowano system wiatraków, z których 19 zachowało się do dziś a 1 z nich można zwiedzić. W tej chwili jest to największe skupisko zabytkowych wiatraków w Holandii i jedna z najbardziej znanych atrakcji turystycznych. Wiatraki Kinderdijk w 1997r zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Do Kinderdijk wybraliśmy się latem. Miejsce od razu nas zachwyciło. Bilety kupiliśmy w kasie+ parking. Nie pamiętam ile kosztowały. Przy kasie znajduje się sklepik z pamiątkami, np widokówkami i małym bufetem. W cenie biletu znajduje się zwiedzanie jednego wiatraka. Turystów mnóstwo, ale warto. W środku wyposażenie z daaawnych lat. Sprzęty, meble, ubrania, fotografie. Zobaczyliśmy dawne życie Holendrów. Wokoło jest mnóstwo ścieżek rowerowych i dla pieszych. Warto zabrać ze sobą coś do jedzenia, bo jest sporo ławek i stolików, gdzie można usiąść, zjeść i podziwiać. Miejsce na trawie też jest dobre 🙂 Chętni mogą wybrać się na wycieczkę łódką. My wybraliśmy piesze zwiedzanie. Oprócz wiatraków, znajdziemy tam podwórko z budynkami gospodarczymi, sadem i ogrodem. Wszystko to, co posiadał kiedyś Holender. A natura bije po oczach. Latem jest słonecznie i zielono. Można się napawać widokami, które są idealne do zdjęć. To trzeba zobaczyć! Aktualne info można znaleźć tu: https://www.kinderdijk.nl/plan/route-adres/

4 THRILLERY Z KOBIETAMI W ROLI GŁÓWNEJ

Zaraz koniec lutego i zbliża się Dzień Kobiet 🙂 Z racji tego, że jestem na zwolnieniu lekarskim, obejrzałam w tym czasie sporo filmów. Różnych: od głupich komedii, po dramaty 😮 Wybierałam takie, w których zainteresował mnie opis filmu i nazwiska aktorów. I tym oto sposobem natknęłam się na 3 thrillery dotąd mi nieznane, bo jeden oglądałam już ze 4 razy i warto o nim wspomnieć, bo to klasyk. We wszystkich filmach główne role przypadają kobietom, które okazują się jebnięte. I jak to bywa, niszczą życie innym ludziom. Zobaczcie sami!

„Fatalne zauroczenie”

Absolutny klasyk z 1987r. Film dostał nagrodę BAFTA i 20 nominacji. Gwiazdorska obsada: Glenn Close i Michael Douglas. Trzyma w napięciu cały czas. O czym jest? Ano, klasyczny romans, ale kończy się raczej nieklasycznie. Dan Gallagher (Douglas) był szczęśliwym mężem i ojcem. Pewnego dnia jego żona wyjeżdża z córką do rodziców, a mężczyzna spędza weekend ze znajomą z pracy. Po wszystkim chce zapomnieć o wszystkim- było, minęło, ale kobieta robi wszystko, żeby słomiany wdowiec nie wrócił do swojej żony. Jest gotowa posunąć się do ostateczności.

„Niezapomniany”

Film z 2017r. Dostał 1 nominację. W roli głównej Katherine Heigl, znana mi dotąd z komedii romantycznych, np „27 sukienek”. Nie przypuszczałam, że tak dobrze odegra rolę wariatki. Małżeństwo Tessy (Heigl) i Davida przestało istnieć. Kobieta nie jest w stanie pogodzić się z tym faktem i nie potrafi ułóżyć sobie życia na nowo. Jej były mąż nie ma z tym problemu. Udaje mu się znaleźć miłość życia Julię Banks (Rosario Dawson), z którą planuje ślub. Tessa jest zdruzgotana. Powodowana zazdrością i żalem, postanawia zniszczyć nowej wybrance swojego ex życie.

„Obsesja”

Amerykański thriller z 2009r ze świetną obsadą. Gra aktorska na poziomie. Ali Larter, znana z „Oszukać przeznaczenie”, świetnie pasuje do roli psychopatki. Beyonce, za którą niezbyt przepadam, jako aktorka sprawdza się naprawdę dobrze. Nie przypuszczałam, że tak dobrze potrafi grać. I wreszcie Idris Elba, który gra męża i ojca, pokazuje niezłą reakcję na zaloty innej kobiety. Rodzina jak z obrazka- awans męża, cudne dziecko, nowy piękny dom… Pewnego dnia w biurze Dereka na zastępstwie, pojawia się Lisa (Larter). Kobieta jest zawsze świetnie przygotowana, pogodna, miła i ładna. Wydaje się idealną pracownicą. Sytuacja zmienia się, gdy próbuje poderwać Dereka, ale bez powodzenie. Kobieta nie przyjmuje odmowy. Staje się coraz bardziej niezrównoważona…

„Stalkerka”

Film z 2016r, nie jest zbyt znany. Natknęłam się na niego w sumie przypadkiem, a że opis był nawet ciekawy, to postanowiłam obejrzeć. Grace Winston ma męża, dom… Ale cieniem na jej życie rzuca się choroba, która objawia się agresją. Mąż postanawia iść z kobietą do psychiatry. Grace nie wytrzymuje terapii i wychodzi wzburzona. Mężczyzna dowiaduje się, że choroba jest poważna i może skończyć się urojeniami. Długo nie był w stanie pomóc żonie, bo kobieta pozbawia go życia. Zmienia miejsce zamieszkania, pracę. Zaprzyjaźnia się z nowymi sąsiadami- małżeństwem. Postanawia uwieść męża swojej nowej przyjaciółki…

UROK HOLENDERSKICH ULICZEK

Gdy jesteśmy w jakimś mieście/miasteczku holenderskim, zawsze trafiamy na urokliwe uliczki i deptaki. Nie ma chyba w Holandii miasta bez takiej pocztówkowej alejki. Kiedyś, kiedy pierwszy raz zobaczyłam taką ulicę, dziwiłam się, że to może „aż” tak wyglądać na żywo, bez podrasowania, jak to na niektórych zdjęciach w internetach 🙂

Co jest takiego w tym, że człowiek może spacerować niby zwyczajną ulicą, jakich tu wiele i oglądać, oglądać…? Co sprawia, że uliczki mają swój niepowtarzalny klimat? Długo nie musiałam się zastanawiać na tym. Wg mnie uroku nadają:

*kostka brukowa zamiast asfaltu- tutaj to norma. Asfalt tylko w dużych miastach w centrum i na autostradach. Reszta wybrukowana. Zdarzają się nawet kocie łby 🙂 Można się poczuć jak w średniowieczu 😉

*kamienice z dużymi oknami- takich budynków jest od groma. Kolorowe, połączone ze sobą i często krzywe. W tych wielkich oknach Holendrzy uwielbiają stawiać różne ozdoby i kwiaty. W wielu budynkach są sklepy vintage, antykwariaty, księgarnie. Możecie sobie zatem wyobrazić, jak przyjemnie wyglądają okna wystawowe

*okiennice- okna baaardzo często ozdabiają okiennice i nierzadko takie prawdziwe, drewniane i w różnych kolorach. Po prostu cudo!

*latarnie uliczne- i to nie takie zwyczajne. Te są naprawdę stylowe, mają różne kształty i wyglądają jak żywce wyjęte ze starych filmów kręconych w Londynie.

*rowery- służące jako dekoracja. Bardzo często są to stare „fietsy”, ozdobione kwiatami: zamiast koszyka na zakupy na kierownicy lub bagażniku, mamy doniczki z różnymi kwiatami. I kwiaty są kolorowe i rowery także 🙂

*rośliny- Holendrzy lubią stawiać pod oknami, na zewnątrz różne kwiaty, nierzadko mury domów oplatają piękne rośliny pnące (i nie mówię tu tylko o bluszczu). Do tego dochodzą ozdoby w zależności od pór roku, czy świąt. Na jesień mnóstwo wrzosów a potem dyń, chryzantem i astrów. My te rośliny w Polsce targamy na cmentarze, a tu obstawiają nimi np schody.

*czystość- to się rzuca w oczy. Wiadomo, że w wielkich miastach, szczególnie w ich centrum jest mnóstwo śmieci. Chyba wszędzie na świecie. Także tutaj. Widziałam. Ale w bocznych uliczkach, alejkach jest naprawdę czysto. Nie zobaczy się tak łatwo papierka, czy peta. Dlatego spacer jest przyjemny dla oka 🙂

LEGOWORLD- UTRECHT

Był Dinoworld, więc czas na Lego 🙂 Znowu coś dla dzieci, ale starsi też mieli frajdę. Szczególnie panowie 🙂 To samo miasto i ten sam budynek. Nawet na parking trafiliśmy ten sam. Bilety kupiliśmy na miejscu i poszliśmy zobaczyć, co tam się działo. A działo się duuużo. Mnóstwo stoisk z postaciami, pojazdami, budynkami, makietami. I wszy-stko z klocków. Niektóre świeciły, ruszały się a pociągi jeździły. Pan Mąż oczywiście w 7 niebie 🙂 Przy każdym stoisku siedzieli budowniczy tych cudów. Można było zadawać pytania na temat tego hobby, z tabliczek informacyjnych dowiadywaliśmy się, co to za obiekty, z ilu klocków powstały i jak długo były budowane. Oprócz makiet kolejowych, można było obejrzeć lotnisko, amerykańskie tiry, głowę Terminatora, stadion z Harrego Pottera, makiety Star Wars, Smerfy i wiele innych. A dla jeszcze większej frajdy, rozstawione były stoiska z mnóstwem klocków i każdy mógł coś zbudować 🙂