STYL VINTAGE W HOLENDERSKIEJ KAMIENICY

Dobry design się nie starzeje. Przedmioty z duszą, które mogą być nieco zniszczone. Ważne żeby miały to „coś”. Tutaj, w Niderlandach mają swój holenderski styl, ale nie boją się łączyć go z innym. I wychodzi to świetnie.

Styl vintage to zamiłowanie do rzeczy starych (nie antyków), z przeszłości, klasycznego designu, a przede wszystkim historii, jaka może się za nimi kryć. Samo słowo „vintage” pochodzi z angielskiego i jest związane z winem 🍷Oznacza dobry rocznik- szlachetne wino z owoców jednego sezonu. Miłośnicy tego stylu wolą wyszperany na pchlim targu podniszczony fotel, niż nowy mebel z modnego sklepu. Wiele osób chce w ten sposób podkreślić swoją oryginalność a kolejne pokolenia odświeżaja stare przedmioty, zamiast kupować nowe. Styl vintage można osiągnąć na dwa sposoby: wprowadzając do nowoczesnego wnętrza wyszukane starocie, albo na odwrót- do starego wnętrza współczesne elementy. Ważne, żeby przy tym zachować dystans. Odpowiednie połączenie nowego ze starym jest kluczem 🔑 do sukcesu, bo nie chodzi o to, żeby zrobić z domu muzeum 🙈 Dobrą bazą będzie np. stara komoda, niski stolik z lat 50tych, fotel dziadka, czy tapeta w wiktoriański wzór. Można to znaleźć na targach staroci, aukcjach internetowych, strychach czy w piwnicach. Można dorzucić dodatki, jak np. sentymentalne bibeloty, starą ceramikę, telefon, zegar lub radio ☎⏰📻 a nawet stare walizki. Dobrze widziane są nawet przedmioty dziwne, ekstrawaganckie czy śmieszne. Na ścianach warto powiesić plakaty retro i płyty winylowe 🙂

Ja swojego domu bym w tym stylu nie urządziła, ale mimo to podobają mi się takie wnętrza. Zawsze można coś ciekawego i oryginalnego wypatrzeć 🙂 Wiele rzeczy jest naprawdę pięknych, a wśród nich świetne są plakaty retro i stare skórzane walizki. Poniżej, w holenderskim mieszkaniu można znaleźć te rzeczy 😊

Styl vintage dobrze obrazuje polską epokę PRLu. W Polsce długo nie potrafiło się dostrzec w nim potencjału-wtedy była fascynacja nowinkami z zachodu i stylem skandynawskim. Chciano zmienić coś w szarej rzeczywistości. Minęły lata i teraz z dystansem i bez stereotypów podchodzi się do designu PRLu. Wiadomo, że ponadczasowe, dobrze zaprojektowane przedmioty nigdy nie wychodzą z mody. Dlatego wrócił kultowy produkt: fotel 366 Chierakowskiego. Był to w tamtym okresie bardzo często spotykany model w polskich pokojach, który stał obok ławy. Holendrzy także docenili ten mebel 😊😁

REGAŁY I PÓŁKI

Regały i półki pełne książek, czyli przegląd holenderskich biblioteczek domowych. Lubię podejrzeć jak to u Holendrów wygląda, bo zawsze wiedziałam, że też chcę taki zbiór lektur w domu.

Podczas urządzania domu, każdy mol książkowy powinien zadbać o to, żeby znalazła się w nim chociaż odrobina miejsca na książki 📚 Jakby nie patrzeć, jest to ważny element wystroju wnętrza. Czasem biblioteczk, to specjalnie zaprojektowane szafki, sprytnie umieszczone we wnękach lub zaadaptowane na potrzeby wnętrza stylowe regały. Są domy, gdzie na bibliotekę przeznacza się np. osobne pokoje. Czasem, wracając z pracy inną drogą, mijamy dom, gdzie od strony ulicy znajduje się pokój, w którym ktoś zrobił sobie bibliotekę. Zimą, gdy paliło się tam światło, widziałam przez wysokie okna kolor ścian- butelkowa zieleń i drewniane regały pełne książek od sufitu do podłogi. Pod oknem stało drewniane biurko z lampką 😊 Czasem bardziej odpowiednim miejscem jest sypialnia albo ściana w holu na piętrze. Ale uważam, że najbardziej klasycznym rozwiązaniem jest salon, gdzie pokaźny zbiór lektur można wyeksponować. Poza tym, jest to pomysł, który gwarantuje wygodę, bo można czytać na kanapie bądź w ulubionym fotelu 🙂 Poniżej zdjęcia typowych regałów umieszczonych właśnie w salonach:

„Sercem domu jest biblioteka”- Jan Parandowski 📚📙📓📖📗📚

ROŚLINY A ZNAKI ZODIAKU

Mam w domu stary zamykany, wiklinowy koszyk, w którym trzymam różne szpargały jeszcze z czasów, gdy mieszkałam w Polsce. Są tam np. strony wyrwane ze starych gazet z różnymi artykułami, które mogą się kiedyś przydać…

I tak, na jednej stronie był artykuł o książkach, które warto przeczytać (to było mi widocznie potrzebne), a na drugiej… horoskop kwiatowo/ roślinny 🌺🌱 Ja w zasadzie nie czytam takich rzeczy, jak horoskopy, przepowiednie itp. Ale że ostatnio siedzę wśród kwiatków różnej maści i sadzę, żeby ten ogródek jakoś wyglądał, to zerknęłam na tę stronę i sprawdziłam, czy wszystko się w moim przypadku zgadza 🙂 Mhm… Coś w tym jest 😜

Jaka roślina pasuje do Twojego znaku zodiaku?

Baran 🐏- Geranium. Roślina lecznicza, która ma wiele zastosowań. Podobnie jak wielozadaniowy Baran, jest nieoceniona jeśli chodzi o jej właściwości lecznicze. Jest najlepsza dla zodiakalnych Baranów, bo pomaga ukoić nerwy, a stosowany olejek z geranium jest skutecznym środkiem na wypryski.

Chyba posadzę w ogródku 🙂

Byk 🐂- Storczyk. Storczyk to piękno. Zodiakalne Byki uwielbiają urokliwe przedmioty, smaczne jedzenie i piękne wnętrza, a w nich rośliny, które mienią się różnymi kolorami. Delikatny storczyk jest doskonałym wyborem zwłaszcza dla tych, którzy lubią otaczać się pięknem na co dzień.

Mam dwa.

Bliźnięta 👭- Kaktus. Bliźnięta uwielbiają wszystko to, co niezwykłe i inne. Kaktusy nie wszystkim przypadną do gustu, natomiast ekscentrycznym Bliźniętom jak najbardziej. Alternatywą mogą być sukulenty, które świetnie wpasują się w otoczenie osób o tym znaku zodiaku.

Mam dwa.

Rak- Paprotka. Rodzinny domator, czyli zodiakalny Rak to urodzony domownik 🏡 Towarzystwa dotrzyma mu delikatna paprotka, która wprowadza harmonię w domu. Dodatkowo pomaga oczyścić powietrze, co pozytywnie wpływa na resztę domowników.

Miałam dwie, ale padły :/

Lew 🐅-Monstera. Monstera to wymarzona roślina dla zodiakalnych Lwów. Okazała i rozłożysta, może być uosobieniem kotów, które uwielbiają błyszczeć. Tworząc z niej piękne konstrukcje, mogą wykreować naturalną dżunglę w zaciszu domu.

Mam, ale inną odmianę.

Panna 👸- Pieniążek. Roślina dobrobytu i szczęścia. Zodiakalna Panna, która jest racjonalna, choć nie wierzy w zabobony i przesądy, z pewnością nie pogardzi taką rośliną. Jest ona prosta w uprawie i zorganizowana Panna będzie mogła idealnie ją pielęgnować i nie zaburzać przy tym swojego rytmu pracy.

Chcę mieć 🙂

Waga- Aloes. Waga kocha piękno jak Byk. Oba znaki są pod panowaniem planety Wenus, co sprawia, że są niezmiernie wrażliwe na otaczający je świat🌎 Aloes to ciekawa roslina lecznicza, najczęściej używana w kosmetyce. Zodiakalna Waga nie pogardzi wyciągiem z liści aloesu, np. do przygotowania maseczki na twarz 🎭

Mam dwa.

Skorpion- Fikus. Świetnie sprawdza się do wnętrz zodiakalnego Skorpiona, które potrafią być dość surowe i ekscentryczne. Roślina ta złagodzi je i wprowadzi nieco harmonii i ogłady. Fikus ukazuje delikatne piękno zodiakalnych Skorpionow ✨💎 które niechętnie dzielą się nim na zewnątrz.

Mam dwa: jeden taki jak wyżej, drugi mały z niestety słabym ulistnieniem.

Strzelec 🔫- Grubosz. Inaczej drzewko szczęścia, to niezwykła roślina, która sprawia, że możesz dzielić się szczęściem. Każda sadzonka, którą podzielisz się, sprawia że rozdajesz szczęście innym. Strzelec uwielbia nie tylko podróże, ale i sprawiać przyjemność innym.

Mam i rośnie dobrze 🙂

Koziorożec 🐐- Sansewieria. Należy do grupy żelaznych roślin, które są niezwykle odporne i wytrzymałe. Dosyć charakterystyczna i niezłomna w działaniu jak Koziorożce. Będzie ciekawym dopełnieniem ich wnętrza.

Mam 3 odmiany.

Wodnik 💦- Skrzydłokwiat. To jedna z lepszych roślin oczyszczających powietrze. Piękne kwiaty w formie skrzydeł i delikatna postura, sprawiają że są niezwykle urodziwe. Dla zodiakalnych Wodników wręcz piękne. To właśnie Wodniki potrafią dostrzec ukryte piękno.

Chcę mieć 🙂

Ryby 🐟🐟- Zamiokulkas. Piękna roślina doniczkowa, która dość często gości u zodiakalnych Ryb. To magiczny kwiat, który potrafi zadbać o rodzinną harmonię, tak jak dbają Ryby. Ten znak lubi ezoterykę i magię.

Chcę mieć 🙂

A w internetach znalazłam jeszcze rośliny kwitnące przypasowane do poszczególnych znaków zodiaku. U mnie sie sprawdza 😁🐏+🌷

TARG OGRODNICZY W LIDLU

Już w zeszłym tygodniu wiedziałam, że wyląduje dzisiaj w Lidlu, bo oglądałam gazetkę marketu a tam reklama mnóstwa kwiatów i gadżetów ogrodowych.

A że to środa, czyli wpadłam tam dopiero po pracy, więc wiedziałam też, że zostaną same ochłapy. No i w sumie nie myliłam się, bo wielu roślin z gazetki już nie było. No trudno. Ale i tak postanowiłam coś wybrać. Z tego co zostało, nie wszystko mi pasowało, a kilka z tych roślin mam już zresztą zasianych w ogródku. To m.in było w gazetce:

Stwierdziłam, że z pustymi rękami nie wyjdę. Pan Mąż poszedł po worek swoich ulubionych warzyw, czyli ziemniaków, a ja grzebałam w roślinach i myślałam co by tu wybrać… Zdecydowałam się na niecierpka Waleriana, szałwię i dwie doniczki lawendy. Lawenda już jakiś czas temu mi się spodobała, a dokładniej jej kolor 💜 Poluję jeszcze na stokrotki 🌼

Niecierpek
Szałwia
Lawenda

Znalazłam też malutkie opakowania z „jajkami”, z których wyrosną miododajne kwiaty 🍯🌺🌸 Czyli taki dziki ogród dla pszczół i motyli 🐝😊 W każdym pudełeczku jest po 6 kulek. Sadzi się je do ziemi, podlewa i po jakimś czasie wyrastają rośliny. Mam już nawet pomysł, gdzie je posieje.

Do tego dorzuciłam 20 litrowy worek ziemi. Jakimś cudem udało mi się o niej nie zapomnieć 😆 Teraz trzeba zacząć polowanie na doniczki, bo tych ciągle mi brakuje. Kilka z nich nadawało się do wyrzucenia, bo zimowały na dworze (nie pomyślałam żeby wynieść je na strych 😒) i popękały od mrozu. Ale na szczęście jest Marketplace a tam zawsze się coś znajdzie za centy 😁 Dzisiaj zauważyłam też, że z ususzonych wcześniej i posadzonych nasion papryczek chili, wyrosły wreszcie młode roślinki 😀 Czyli coś z tego będzie 🙂

A dzisiejsze nabytki zostaną do weekendu w domu. Na dworze dzieją się dziwne rzeczy, a to o tej porze w Holandii raczej nienormalne. Zaczęło się od deszczu, potem pojawił się wiatr, grad a wczoraj nawet śnieg! ☁☔❄ Codziennie doglądam roślin na dworze i na szczęście żyją i są całe. Mam nadzieję, że pogoda się poprawi i w sobotę posadzę nowe kwiatki. Narazie zostawiłam je w salonie na rozłożonym worku na śmieci.

MASECZKI POMYSŁU HOLENDERKI

Te maski nie zanieczyszczają środowiska, bo są w 100% biodegradowalne. Chronią tak samo, jak te z materiału.

Przez covid-19, maski stały się nieodłącznym elementem naszego życia i niestety też naszego otoczenia 😷 Jednorazowe maseczki zaczęły zaśmiecać chodniki, ulice czy parki. Sama widziałam ich mnóstwo na parkingu przed supermarketem. Ludzie się nigdy niestety nie nauczą, że kosze na śmieci nie stoją w miejscach publicznych dla ozdoby 😤 Jedna osoba w Holandii zaczęła szukać rozwiązania przyjaznego środowisku. Mamy już dostępne bio alternatywy np. dla plastikowych słomek, siatek na zakupy, jednorazowych pudełek na żywność a nawet szczoteczek do zębów. Przyszedł czas na maski.

Dzieło holenderskiej projektantki Marianne de Groot-Pons po zużyciu można zakopać, ale nawet jeśli zostanie wyrzucone lub zgubione- rozłoży się. W kontakcie z glebą i wodą nawet zakwitnie, co jest dodatkowym atutem, jeśli chodzi o pszczoły 🐝 Maski „Marie Bee Bloom” mają mieć taką samą skuteczność, jak te wykonane z materiału. Do ich stworzenia projektantka wykorzystała papier ryżowy z zatopionymi nasionami kwiatów.

Dodatkowym spoiwem, dzięki któremu nasiona nie wypadają, jest naturalny klej z mączki ziemniaczanej i wody. Gumki na uszy zastąpione zostały bawełnianymi sznurkami. Nawet logo zostało wykonane za pomocą ekologicznego tuszu. Po zużyciu maseczki, można ją zakopać, podlać i po pewnym czasie nasiona zakwitną 🌸🌺 Jeśli zaś ją po prostu ktoś wyrzuci, pod wpływem naturalnych procesów rozłoży się. W tej chwili maseczki produkowane są w niewielkiej pracowni i można je zamówić z wysyłką do Niemiec i Belgii.

Ekologiczna maseczka 🙂

Więcej szczegółów na stronie mariebeebloom.com

MINĄŁ MARZEC…

Lubię marzec. Dlatego, że wreszcie kończy się nędzny luty i dlatego, że w marcu zaczyna się wiosna. A to druga moja ulubiona pora roku.

Wszystko zaczyna powoli budzić się do życia, jest inne powietrze, drzewa zaczynają kwitnąć i człowiek ogólnie ma nadzieję na dobre zmiany. W moim przypadku, to bardziej wiosna sprzyja nowym planom, niż Nowy Rok 🙂 I wiosną ludziom się poprawiają humory, wychodzi się z nory i oddycha świeżym powietrzem 🙂 Poza tym w marcu jest Dzień Kobiet i moje urodziny 🎂 Skończyłam 36 lat, a nie wiedzieć czemu upieprzyło mi się w głowie, że 37 😳 Nie ma to, jak się samemu postarzyć… Jestem typowym zodiakalnym baranem i lubię ten mój znak 🙂

Galeria w Dordrechcie 🙂

Wiosną zaczynają wschodzić i kwitnąć moje ulubione kwiaty cebulkowe, w tym tulipany 🌷🌷🌷 Mimo, że mogę je dostać przez cały rok, to one najbardziej cieszą oczy właśnie teraz. I zawsze mam bukiet w domu. W naszym ogródku już wypuściły pąki a żonkile kwitną pełną gębą 🙂

No i oczywiście wokoło jest mnóstwo śladów wiosny 😊 W drodze do pracy mijamy małą łączkę, na której rośnie mnóstwo małych i dużych żonkili i stokrotek 🌼

Skupiska tych roślin są dosłownie wszędzie. Rosną sobie dziko nad kanałami, w parkach i przy drogach. Między nimi często widać krokusy.

Danie dnia: kaczka w żonkilach 🙂
Łabędzie na łąkach, to bardzo częsty i normalny widok. Wypatruje zawsze czarnych, bo wiem, że w naszych okolicach czasem można je spotkać 😊
Jedno z najczęściej spotykanych drzew, to magnolia 🙂

Kina pozamykane a trzeba czasem jakiś film obejrzeć. No to kino zrobiliśmy sobie sami i wybrałam horror z 1999 roku z dobrym aktorem Kevinem Baconem pt „Opętany”.

Coli ogólnie nie piję, rzadko jem popcorn, ale w kinie to można 🙂

Jest w tej chwili kwiecień i mamy święta, dlatego wrzucam zdjęcie jaj, które zawzięcie dzisiaj malowaliśmy mazakami 😛 Są to jajka pasujące do Wielkanocy 2021, czyli w maseczkach 😅😷 Do tego postaci z horrorów 😁 Oprócz tego, ustroiłam trochę dom, żeby było czuć Wielkanoc. Wiadomo, nie jest tak ozdobnie, jak w Boże Narodzenie, ale chociaż kilka ozdób jest 🙂

4 porcelanowe kurki (do jajek), do których wstawiłam świeczki w kształcie jaj. Obok w wazonie oczywiście tulipany 🙂
Gałęzie forsycji a na nich powieszone jajka.
Do małej białej doniczki w kształcie połówki skorupki jajka włożyłam świąteczne czekoladki.

Wielki wazon, w którym jest forsycja, czyli „złoty deszcz”, pochodzi z Actiona, a świeczki w kształcie jajek są z Lidla. Reszta to ozdoby używane, bo kupione w kringloopie.

Wesołych Świąt! 🐣🐰🐑

ZNOWU ZROBIŁAM SOBIE PREZENT

Tak, tak, sama sobie, bo po prostu to jest dla mnie wygodne. I dla Pana Męża też. Wiem najlepiej, co mi się podoba, co lubię i czego akurat potrzebuję.

Mogłabym powiedzieć Panu Mężowi, że chcę to i to, pokazać palcem. Ale wtedy nie byłoby niespodzianki. Poza tym ja nawet tych niespodzianek nie lubię. Lubię wiedzieć, co dostanę- chodzi o trafiony prezent. A co do konkretnego wskazania tego, co bym chciała dostać w prezencie, to już raz tak zrobiłam. Wypatrzyłam w sklepie Kijkshop zegarek z dużą tarczą ⌚ w fajnym pastelowym kolorze (podchodził pod róż). Co znalazłam pod choinką? Zegarek zupełnie inny: mała tarcza, kolor miętowy. Jest ładny, ale to tamten mi wpadł w oko 🙈 Potem mówiłam, że chcę np taką czy taką książkę 📖 Zwykle słyszałam: to sobie kup a ja to zapakuje. Ok, mnie tam pasuje. Wiem przynajmniej, że prezent będzie trafiony 😁 Zresztą z Panem Mężem znamy się już tyle lat, że takie prezenty „bezniespodziankowe” to w naszym przypadku norma. Bo on też zawsze sam sobie coś upatrzy i kupuje. Zresztą mi by było ciężko nabyć coś z rzeczy do sklejania modeli, a to mu się zawsze przydaje. On zna sklepy modelarskie i wie co mu potrzebne.

A prezent zrobiłam sobie z dwóch okazji: Dnia Kobiet i urodzin 🎂 Wynalazłam np dwie książki, które wydały mi się ciekawe: „Pacjentka” i „Szkarłatna wdowa” (pisałam o nich ostatnio). Do tego w sklepie internetowym Bonprix, wypatrzyłam sukienko/tunike na przecenie. Zastanawiałam się nad nią dwa dni. Po pierwsze podobał mi się jej krój- prosty, jak w mordę strzelił, a po drugie nawet kolor mi pasuje. Wcześniej bym się zdecydowała pewnie na czarny, ale chyba pod wpływem wiosny wybrałam ten 😊 Zamówiłam i czekam na przesyłkę.

Na Fb znalazłam stronę marki Lilly Jewellery. Polka mieszkająca w Holandii, sprzedaje fajną biżuterię. Ja noszę ją rzadko, ale spodobały mi się bransoletki na czerwonym sznureczku. Zwykłe, proste, pasują do wszystkiego, a czerwony kolor lubię. Do sznureczka przyczepione są różne zawieszki w kolorze złota, np krzyżyki, pióra czy liść koniczyny 🍀. Ja mam znak nieskończoności, a koniczyna pójdzie do siostry. W paczuszce znalazłam też małą czekoladkę Milka.

Na Fb prowadzona jest strona „Zszyte”. Również przez Polkę żyjącą w Holandii. Dziewczyna szyje niesamowite torby. Ma talent 😊 Upatrzyłam sobie jedną taką w złote motywy liści (ostatnio złoty kolor mi się podoba, a kiedyś wolałam srebrny). Napisałam i dostałam do wyboru wielkość wzoru, materiał pikowany lub nie i długość uszu. Wybrałam i przyszła taka piękna torba 😍

W środku pastelowe ważki i dołączony bilecik z podziękowaniem i napisem: „Kiedy wspierasz mały biznes, wspierasz marzenia.” 🙂

Żeby nie było, że Pan Mąż miał totalnie gdzieś moje święta, to poleciał po bukiet moich ulubionych 🌷🌷🌷 Dołączył je do życzeń. I było ok 🙂

A propo sklepu Kijshop, o którym wspomniałam na początku. Była to sieć sklepów, która zbankrutowała. Nazwa pochodzi od słowa kijken, czyli patrzeć. O co chodziło? Wszystkie towary, np sprzęt rtv czy agd, zegarki i inna biżuteria, sprzęt fotograficzny czy sportowy, znajdowały się w szklanych gablotach. Towar się oglądało, a następnie na specjalnych bilecikach leżących przy gablotach, pisało się kod wybranego produktu, ilość, cenę. Podchodziło się do kasy i obsługa sklepu sprawdzała, czy dana rzecz jest dostępna i przynosiła ją z magazynu. 5 czy 6 lat temu Kijkshop był w naszym miasteczku w centrum handlowym. Potem dowiedziałam się, że stał się bankrutem, bo ludzie woleli wszystko kupować w internecie. Zresztą Holendrzy lubią tę formę zakupów, a teraz w tym czasie sklepy internetowe osiągnęły ogromne zyski. Ja sama z nich już korzystam, bo chodzenie po sklepach i stanie w kolejkach mnie męczy. Poza tym wiele z nich jest zamkniętych.

Tulipany w mieście 🙂

PRZECZYTANE, CZYTAM I DWIE NOWOŚCI

Ostatnio czytanie idzie mi dobrze. Nadrabiam, aczkolwiek nadal więcej książek kupuję, niż zdążę przeczytać. Ale mam mały rekord: książka przeczytana w jeden dzień.

Skończyłam czytać „Pogrzebani” Grahama Mastertona. Jest to książka z serii o policjantce Katie Maguire. Ja za seriami, czy sagami nie przepadam, ale że to mój ulubiony Masterton i że thriller kryminalny, więc czytam. Zresztą nie w takiej kolejności jak trzeba, ale nie przeszkadza mi to 🙂 Ta część opowiada o zbrodni z 1921roku. 90 lat później robotnicy remontujący dom, znajdują zmumifikowane zwłoki kobiety, mężczyzny, dwójki dzieci i psa. Jakby tego było mało, policja musi ścigać groźnego szefa gangu zajmującego się przemytem. Non stop akcja. Czytałam do poduszki i niestety trzeba było odkładać, bo spanie czekało 😛 Były momenty, że odłożyłam czytanie 2 razy na następny wieczór, bo niektóre sceny trzymały w napięciu i musiałam trochę odsapnąć.

Nie jest wskazane mazanie po książkach, ale że to moje, to czasem zaznaczę jakiś cytat 🙂

A teraz ta książka, którą połknęłam w jeden dzień: „Świat marzeń zakupoholiczki” Sophie Kinsella. Główna bohaterka- Rebeka Bloomwood wie wszystko o zakupach. Są jej hobby, robione szczególnie w markowych sklepach. A że jest dziennikarką o umiarkowanych dochodach, udzielająca czytelnikom porad, uwaga! jak najkorzystniej lokować pieniądze, więc na koncie ma nieustanny debet. Ogólnie rzecz biorąc: wydaje więcej niż zarabia. A banki nie lubią czekać… Zmusza ją to do wymyślania niestworzonych historyjek, które mają usprawiedliwić zaleganie ze spłatą kredytu. Rebeka postanawia też zerwać ze swoim nałogiem w ciekawy sposób 🙂 Jest to naprawdę zabawna historia. Czyta się szybko i można się pośmiać. Przed oczami od razu pojawiają się obrazy żywcem wyjęte z amerykańskiej komedii. Przeczytałam tę książkę dlatego, bo musiałam się „odmóżdżyć” po poprzedniej książce. Taki relaks 🙂

Masz depresję? Kup se nowy ciuch 😜

Po komedii przyszedł czas na Kinga i jego „Grę Geralda”. Dawno nic nie czytałam tego autora, więc wzięłam z półki tę powieść grozy. I teraz dopiero sobie zaryłam mózg 😖 Gerald Burlingham, chcąc wnieść trochę pieprzu do małżeństwa, zabiera swoją żonę Jessie do ich domku letniskowego nad jeziorem w Maine (ciekawostką jest to, że większość historii w książkach Kinga toczy się właśnie w stanie Maine. Np. miejscowość Derry z kultowego już „To” też znajduje się w tym stanie). Kiedy łóżkowa zabawa przestaje się podobać Jessie, ta postanawia ją przerwać. Wtedy domek letniskowy staje się sceną grozy. Przykuta kajdankami do łóżka kobieta zostaje sama. Nie licząc trupa męża. Do tego coś czyha w mroku, pojawia się też bezpański głodny pies, który podgryza nieżyjącego faceta. Jakby tego było mało, Jessie prowadzi rozmowy w swojej wyobraźni z innymi osobami. Czyta się ciężko. Trzeba się skupić, żeby ogarnąć co się dzieje. Ale, że ja każdą swoją książkę muszę przeczytać, więc i w tym przypadku tak zrobię. Zajmie mi to pewnie ze 2 miesiące 😳 I mam nadzieję, że końcówka zwali mnie z nóg, bo strasznie lubię takie zakończenia 😊

No i dwie nowe pozycje, które wczoraj kupiłam od pana, który prowadzi polską księgarnię w Holandii 📚 Dzisiaj już kurier przyniósł paczkę 🙂 To już jest chyba drugi albo trzeci raz, gdy kupuję tam książki. Pierwsza to znowu Graham Masterton „Szkarłatna wdowa”. Beatrice dorasta w szczęśliwej londyńskiej rodzinie. Jej ojciec, ceniony aptekarz, przekazuje jej wiedzę na temat tworzenia lekarstw i trucizn. Spokój burzy śmierć matki. Następnym etapem życia bohaterki jest przeprowadzka do Ameryki. W miasteczku, w którym mieszka zaczynają dziać się dziwne rzeczy: padają zwierzęta, giną ludzie, bez przyczyny wybuchają pożary. Mieszkańcy są przekonani, że to dzieło szatana 👿 Tylko Beatrice widzi w tych nieszczęściach działanie człowieka a w wyjaśnianiu kolejnych zagadek pomagają jej notatniki ojca…

Druga nowość, to „Pacjentka” Alexa Michaelidesa. Już raz widziałam ten tytuł w internetach i czytałam recenzję. Zainteresowała mnie i teraz miałam okazję ją kupić 🙂 Opowiada o malarce, żonie znanego fotografa, która strzela mu prosto w twarz i na resztę życia pogrąża się w milczeniu. Jako jedyne wyznanie i świadectwo zostawia obraz- autoportret. Jej sprawą zajmuje się psychiatra, który chce rozwikłać zagadkę morderstwa. Intrygujące, prawda?

Do książek dodawane są fajne tekturowe zakładki a la banknoty 💶💶💶 euro. Mam już kilka, a zakładki też zbieram, bo nie lubię zaginania rogów. Zaznaczam też bilecikiem trójwymiarowym z kameleonem, który był przy zakupie rosiczek 😁

To ja 😛😊😁

MAŁA ZMIANA W OGRÓDKU

Mała, a cieszy, bo wreszcie nie ma tego, czego najbardziej chcieliśmy się pozbyć. To znaczy, ja na początku nie chciałam. Podobało mi się. Potem stwierdziłam, że to syf i zajmuje niepotrzebnie miejsce.

Wyrzuciliśmy to mętne bajoro, o wodzie czarnej, jak smoła 😁 Ostatnio nawet nie padało, niebo zachmurzone, ale w miarę ciepło i bez deszczu. Dlatego zabraliśmy się do roboty w ostatni weekend. Pan Mąż wziął plastikowe wiaderko i wylewał wodę z oczka w kąt podwórka, tam gdzie jest kupa chwastów, kostki brukowej i desek+ małe wgłębienie. I tym sposobem, pozbyliśmy się jednego, a zrobiło się drugie 😳 Na szczęście było sucho, więc woda szybko wsiąknęła w ziemię. A Panu Mężowi szybko poszło wylewanie, bo minęła niecała godzina, a na dnie pozostał tylko muł i śmieci. „Pachniało” coco szambonel, ale trzeba było skończyć robotę. Łopata poszła w ruch (wreszcie mamy łopatę, szpadel i nawet siekiere) i ten cały szlam wylądował ponownie w brzydkim kącie podwórka.

To oczko wodne nie było wcale takie płytkie. Gdy weszłam do środka dołu, sięgało mi ponad kolana. Potem wywlekliśmy plastikową formę. Okazało się, że pod nią jest jeszcze gumowy podkład i z tym było więcej roboty. Pan Mąż zapomniał, że obok bajorka wyrosły małe żonkilki i je przydeptał! Na szczęście nie padły. W międzyczasie wyrwałam chwasty między płytami chodnikowymi. Wrzuciłam je potem do pustego dołu razem z wyciętym bambusem.

Wygląda to jeszcze okropnie 😖

Z drugiej części podwórka będziemy brać nadmiar ziemi i wrzucać do dołu. Tym samym wyrównamy teren. Ten paskudny kąt też uprzątniemy, wyjmiemy kostkę brukową i chcę tam zrobić trawnik. Nie wiem jeszcze jak: czy wysiać z nasion trawkę, czy kupić gotowe rolki.

Przeglądałam gazetkę Lidla i była reklama krzewów owocowych: porzeczka, agrest, jeżyna, itp. Zależało mi na czerwonym agreście- wieki nie jadłam, a przecież jest pyszny 😋 Poszłam po pracy w dzień dostawy krzewów i co? Jak zwykle trafiłam na ostatki. Dobrze, że ten agrest jeszcze był.

Wykopałam dosyć głęboki dołek, żeby się dobrze zakorzenił. Wyjęłam te cienkie podpórki i już widziałam, że dał radę, bo wypuścił ostatnio więcej zielonych listków 🌿 Ten agrest był w plastikowej doniczce, więc jest odpowiedni do sadzenia w marcu- kwietniu. Najlepiej w słonecznym miejscu i w lekko wilgotnej, przekopanej ziemi. Akurat w tej części podwórka ma dobre warunki i mam nadzieję, że doczekam się owoców. Dorosły krzew ma je w czerwcu. Myślę jeszcze nad białą porzeczką 🙂

Znalazłam ropuszke pod formą oczka wodnego i wyniosłam w bezpieczne miejsce 🙂

W supermarkecie Albert Hijn były na przecenie rośliny zielone 💚 Znalazłam malutką difenbachie i monstere, każda za niecałe 3€. No i musiałam je mieć 😁😊 W weekend będę przesadzać do większych doniczek, bo tym razem nie zapomniałam kupić worka ziemi 🙂

Wczoraj zasiedziałam się znowu na Marketplacu w dziale ogród i znalazłam ogłoszenie z Hagi. Otóż pewna pani Polka chce się pozbyć pięknych roślin: dużej monstery i skrzydłokwiatu. Miała jeszcze dracenę, ale jakoś ta roślina niezbyt mi się podoba. Zapytałam się o te dwie pierwsze. Aktualne 🙂 Napisałam, że w weekend mogę po nie podjechać, ale jeszcze nie otrzymałam odpowiedzi. Czekam, może się uda je odkupić, bo zielonych roślin nigdy za dużo 😊

WILLA W STYLU INDUSTRIALNYM

Dom położony jest nad kanałem. Na zewnątrz i w środku dominuje biel. Ale oprócz tego koloru, ma mnóstwo dodatków w kolorze czarnym, co czyni wnętrze bardzo ciekawym i luksusowym.

Styl industrialny powstał w latach 50tych w Stanach Zjednoczonych. Narodził się z potrzeby zagospodarowania opuszczonych fabryk przemysłowych. Kiedyś był to przymus, dzisiaj to synonim ekskluzywnosci i minimalizmu. Jest to styl przede wszystkim ludzi młodych, wolnych, lubiących miejskie lofty. W USA ogromna liczba opuszczonych obiektów przemysłowych była bardzo atrakcyjna dla artystów. Cenili sobie przestrzeń. Industrial wyróżnia np. brak podziałów na kuchnię, salon czy jadalnię. Najlepiej unikać ścian działowych. Okna niezasłoniete. Jeśli już, to nowoczesne rolety/żaluzje. Lampy w stalowych oprawach, wykonane z metalu lub aluminium. Wyglądające na solidne i trwałe, jakby były zabrane wprost z fabryki. Najlepszymi kolorami we wnętrzu, są takie, które powiększają przestrzeń i sprawiają wrażenie chłodu, czyli odcienie bieli i szarości. Mieszkania powinny mieć surowe wykończenie (lub jego brak 😜). Dobrze jest, gdy widać mur, cegłę, elementy wentylacji, rury. Najlepsze meble, to takie, które wyglądają na zużyte, lub jak z warsztatu. Koniecznie dużych rozmiarów, bo małe w takiej przestrzeni będą wyglądały miniaturowo. Styl industrialny nie lubi dużo dodatków.

W tym przypadku, nie jest to typowo wielkomiejski loft, a wolnostojący dom. Nie widać w nim metalowych rur, czy gołego muru, albo cegły. Jest mnóstwo błyszczącej bieli i płytek. Kuchnia jest bardzo nowoczesna, w salonie na środku stoi kominek. Oprócz tego, znajduje się tam sporo zielonych roślin (dominują palmy 🌴) a w jednej sypialni są nawet krokwie na suficie 🙂 No i oczywiście biel połączona z czernią 😊⚪⚫⬜⬛