NIEDZIELA W OGRÓDKU

Dzisiaj wyszło trochę słońca, więc poszliśmy z Panem Mężem do ogródka. Ja na chwasty, a Pan Mąż na szpadel 🙂

Stwierdziłam, że powyrywam trochę chwastów, bo galancie wyrosły. Zobaczyłam też, że wychodzą żonkile i tulipany 🌷🌷i te chwasty tylko przecież przeszkadzają. Ciężko było je wyrywać rękoma, więc wzięłam ” kopaczkę”. No i tu był błąd, bo nie zauważyłam malutkich, ledwo co wyrośniętych z ziemi roślin i trochę im upieprzyłam czubki 😬 Mam nadzieję, że nic im nie będzie. Dałam więc sobie spokój z chwastami na jakiś czas. Poczekam, aż żonkile i tulipany wyrosną bardziej.

Pan Mąż rozprawial się w tym czasie z bambusem. A dokładniej, to z korzeniami, które były wykopane przez poprzedniego właściciela. Żeby zmieściły się do kosza na zielone odpady, to trzeba było je pokroić na mniejsze części. W tym celu z pracy Pan Mąż pożyczył szpadel i nim rozwalił korzenie. My swojego jeszcze nie mamy. Czekamy aż otworzą market budowlany, bo tam można kupić różne rzeczy do pracy w ogródku. Na wiosnę chcemy zrobić coś w nim więcej.

W Polsce jest takie powiedzenie: „Niedzielna praca w gówno 💩 się obraca”. Pamiętam jak to było kiedyś: w niedzielę wszycy się ładnie ubierali, szli do kościoła, potem jedli obiad typu rosół i schabowy i odpoczywali. Nie wiem, czy tak było dokładnie w miastach, ale na wsiach na pewno tak. I pewnie do tej pory tak jest. W Holandii jest inaczej. Ludzie nie celebrują tak niedzieli. Niektórzy często dopiero w niedzielę mają czas, żeby zrobić coś w domu i ogródku. Nie raz widziałam, jak ktoś mył samochód 🚘, przycinał żywopłot, czy rozbrajał starą kostkę brukową przed domem. Praca w niedzielę nikogo tu nie dziwi i nikomu nie przeszkadza. Mnie także. Zresztą ja nigdy niedziel nie lubiłam. Zawsze był to dla mnie nudny dzień. I teraz często wiele rzeczy w domu robię w niedzielę. W sobotę sprzątam a jeśli czegoś nie skończę, to jeszcze zostaje niedziela 😁 W tygodniu po prostu mam mało czasu. Robienie prania, czy praca w ogródku, to coś normalnego w niedzielę. Dzisiaj widziałam np, jak dwóch gości wynosiło starą kanapę. Także nawet małe remonty są tu na porządku dziennym w dzień wolny od pracy 🙂

Zakwitł mi mały krzew iglasty. Na fioletowo. Nie wiem co to za roślina. Szukałam w internetach coś na temat kwitnących iglaków i nic nie znalazłam. Podoba mi się ten krzewik i chcę go zostawić. Pod płotem rośnie krzew liściasty większych rozmiarów i też go zostawię. Chyba to laurowiśnia 🌿🍒

W rowie, pod płotem znowu wyrosły poziomki. Były już raz zlikwidowane, ale nie dają za wygraną. Miały nawet owoce. Próbowałam, ale były niemal bez smaku. Można powiedzieć, że rosną na dziko. Rów chcemy i tak zasypać, bo zbiera się w nim woda a ja kanału na podwórku nie potrzebuję 😅

Wszystkie moje rośliny w koszykach i doniczkach trzymam nadal na dworze pod starym stołem ogrodowym. Na szczęście jest im tam dobrze, nie są zalewane przez deszcz i muszą do wiosny i do postawienia szopki wytrzymać.

Przewiesiłam karmę dla ptaków na drzewo na środku podwórka, żeby była dla nich bardziej widoczna. Widziałam latające sikorki, ale one chyba ziarna wcześniej nie widziały. Może teraz zaczną jeść 🙂

Tam w kącie, gdzie leży kostka, postawimy szopkę 🙂
Dobrze, że mam kalosze 😜

Oby do wiosny 😋🌱🌷🌳🌼🌸

ZROBIŁAM PASTĘ Z WĘDZONEJ RYBY

Posprzątałam dom i stwierdziłam, że zjadłabym coś dobrego… Pan Mąż kupił wędzoną makrele, więc przyszła mi do głowy pasta na kanapki.

Pasty rybne, to jedno z moich ulubionych smarowideł do chleba 🐟🍞 Dodaję do ryby różne składniki, które akurat mam w lodówce. Ta pasta powstała z jednej makreli i kilku składników: ogórków kiszonych, jajek, małej czerwonej cebuli, szczypiorku, majonezu, musztardy i przypraw.

Makrele obieramy ze skóry i usuwamy ości. Wrzucamy do miski w kawałkach. Jajka ugotowane na twardo, kroimy w drobną kostkę. Ogórki i cebulę obieramy ze skórki i też kroimy w kostkę. Wrzucamy do ryby. Dodajemy posiekany szczypiorek, 2 łyżeczki musztardy i 2 łyżki majonezu. Do tego pieprz czarny, paprykę ostrą w proszku, trochę soli i suszoną natkę pietruszki. Wszystko mieszamy i do lodówki 🙂

Smacznego! 😋

KREDENS

Mebel przeznaczony do przechowywania naczyń i innego wyposażenia stołowego. Kiedyś obecny niemal w każdej polskiej kuchni 🙂

Znany jest od początku XV w. jako mebel skrzyniowy służący do przechowywania sprzętu stołowego. W formie okazałej i zdobnej pojawił się w meblarstwie włoskim w renesansie pod nazwą credenzone, jako mebel pośredni pomiędzy skrzynią a szafą. Był niską, szeroko rozbudowaną szafką zamykaną z przodu dwoma drzwiami, nad którymi znajdowały się też szuflady. Na wierzchu ustawiano dzbany, misy czy puchary.

Jak już kiedyś pisałam, holenderskie salony są duże i często połączone z jadalniami. I bardzo często w tych salono- jadalniach stoi kredens. Czasem dużych rozmiarów, czasem mniejszych. Najczęściej białe, ale zdarzają się też inne kolory. Co jest trzymane w takich kredensach? Zazwyczaj zastawa stołowa: komplety talerzy, waza na zupę, półmiski, serwisy kawowe i do herbaty, albo ozdobne pojemniki, koszyczki. Taki kredens może służyć też jako biblioteczka na książki albo wina 📚🍷lub ustawiane są na nim różne bibeloty i zdjęcia. Poniżej przykłady holenderskiego mebla 🙂

Nasz salon jest spory i połączony z wnęka kuchenną. I obok tej wnęki chciałabym postawić taki kredens, sporych rozmiarów, najlepiej w kolorze jasnoszarym i najlepiej gdyby wyglądał, jak ten z pierwszego zdjęcia poniżej 🙂

KILKA PLANÓW NA NOWY ROK

Zazwyczaj nie robię wielkich planów na Nowy Rok. Ja ich w sumie chyba nigdy nie robię. Nie przypominam sobie, żebym robiła jakieś listy z planami. Ale teraz pierwszy raz spisałam sobie to i owo 🙂

Dlaczego teraz stwierdziłam, że warto sobie zapisać w kajecie kilka planów i celów do spełnienia? Pomyślałam, że zrobię jak typowy Holender: zaplanuję, zapiszę i będę dążyć do realizacji 😁📝📜 A oni naprawdę tak robią, czyli wszystko planują i próbują wszystko robić według tych swoich planów. Nawet mój szef mówił, że dzięki temu Holendrzy odnoszą sukcesy w handlu i prowadzonych przez siebie firmach 🙂 W Polsce mówi się, żeby nic nie planować, bo wtedy nic z tego nie wyjdzie. Ja teraz postanowiłam zrobić odwrotnie. Oczywiście liczę się z tym, że nie wszystko da się zrealizować, bo na świecie nadal jest dziwnie i różne rzeczy się dzieją… Ale warto dążyć do tego, żeby potem wszystko odhaczyć ✔✔✔ Czekam aż otworzą jeden z moich ulubionych sklepów- Primera. Jest to sklepik-poczta z prasą, książkami, upominkami, kartkami np urodzinowymi i kalendarzami/planerami. Potrzebuję nowego kalendarza- notesu do zapisek a tam są wyjątkowo ładne ☺ A moje plany podzieliłam na kategorie.

DOM

Na duże zmiany w domu na tę chwilę nie mamy wielkich planów. Chyba, że coś się zmieni, to spróbujemy działać w kwestii małego remontu. Na dzień dzisiejszy chcemy zrobić dużo w ogródku. Ale to kolejny punkt. Ja na pewno będę chciała powiększać moją biblioteczke, czyli dostawić trzeci regał. W Polsce czekają na mnie kolejne książki 📚 i gdzieś trzeba je będzie poukładać 😊

W holenderskim domu 🙂

W salonie mamy wnęke pod schodami. W tej chwili stoi tam tylko kosz z reklamówkami. Stwierdziłam, że dobrym pomysłem byłoby upchnąć tam półki na wina 🍷🍷🍷Oczywiście drewniane, na pół ściany. A to holenderska inspiracja:

OGRÓDEK

Tu najwięcej pracy. Przede wszystkim musimy zlikwidować wiosną jeziorko, bo padające deszcze robią z niego rozlewisko i błoto jest wszędzie. Żeby je zasypać, trzeba z drugiej części podwórka przenieść trochę ziemi. A że teren jest nierówny, to zasypując bajoro, od razu się wyrówna 🙂 Zostawię sobie mały pagórek, żeby zrobić mały skalniak. Taki z kamieniami i niskimi roślinami. Podobają mi się też kwiatki „wypływające z naczynia” 🌺🌸

Marzy mi się też malutki warzywniak 😊 ogrodzony drewnianymi belkami. Mam nawet miejsce na niego. Z warzyw mile widziane są: sałata, rzodkiewka, por, marchew 🙂

Chcę posadzić dwa drzewka: bez w kolorze fioletowym i magnolie różową 🌺 Bez jest dla mnie nawet ważniejszy niż magnolia. W Polsce na wsiach rosło go mnóstwo a zapach ma oszałamiający 😊 Niedaleko mojej mieściny, jest elegancka wieś- Rockanje. Z willami i piękną dużą plażą nad samym morzem 🌊 Latem czasami tam siedzimy. Na posesjach ludzie mają posadzonych mnóstwo drzewek bzu, więc wiosną spacery uliczkami wskazane 😁

Oprócz drzewek MUSI być roślina o nazwie maciejka ☺ Zapach cudny, który najsilniej czuć w letni wieczór.

Miejsce przed domem też pasuje jakoś upiększyć. Mamy je wyłożone kostką brukową i otoczone jest żywopłotem z bluszczu, więc i tak ładnie wygląda. Ale pod murem chcę ustawić drewnianą ławkę. Nie do siedzenia. Holendrzy przed domami mają mnóstwo takich ławek, na których stoją kosze i doniczki z różnymi roślinami a także sezonowe ozdoby 🌿🎃

W ogródku, po poprzednich właścicielach został plastikowy zniszczony stół ogrodowy z krzesłami i leżakami. Leżaki są w dobrym stanie, więc zostaną. Stołu chcemy się pozbyć. Na jego miejsce wstawimy drewniany stół z ławkami 🙂 Np taki:

MIEJSCA

Zawsze chciałam zwiedzić typowy holenderski wiatrak. I chciałam zobaczyć Kinderdijk. Udało się jedno i drugie 🙂 Teraz chcę spać w takim wiatraku 😁 Wiem, że to właśnie w Kinderdijku jest jeden wiatrak, który jest wynajmowany na noclegi. Nie znam jeszcze szczegółów. Mam nadzieję, że latem uda się załatwić tam nocleg 🌛

W Rotterdamie byliśmy już mnóstwo razy (mieszkamy ok 30km od miasta). Wygląd metropolii nie powalił mnie na kolana. Nie pisałam jeszcze tu o tym mieście. Chciałabym natomiast wejść na wieżę widokową Euromaszt i spojrzeć na miasto z góry po zachodzie słońca 🙂

Interesuje mnie jeszcze Belgia. Do tej pory zwiedziliśmy tylko Brugię. Myślałam, że raczej nie ma w tym kraju nic ciekawego. Myliłam się. Na dzień dzisiejszy chcę zobaczyć Hallerbos- czyli Niebieski Las. Jest to rezerwat przyrody, w którym wiosną zakwitają hiacynty ☺ Byliśmy już wiosną w holenderskim ogrodzie Keukenhof, teraz czas na belgijski. Nie wiadomo, czy dojdzie do skutku ta wycieczka, bo przecież wirus 😒 No, zobaczymy co będzie…

Illustration picture shows the Hallerbos in Halle, renowned for its bluebells, Saturday 15 April 2017. BELGA PHOTO NICOLAS MAETERLINCK

Zbieram magnesy z miejsc, które odwiedzam. Niestety nie wszędzie je kupiłam. Planuję znowu pojechać np do Leiden, Goudy czy Hagi żeby uzupełnić kolekcję. Hage zresztą chcemy zobaczyć też latem, bo morze i plaża są tam piękne 🙂

INNE

Lubię robić zdjęcia. Robię je telefonem i nie są jakiejś super jakości. Chcę więc kupić aparat fotograficzny 📷. Nie profesjonalny, bo nie znam się na takiej fotografii. Potrzebuję takiego dla początkującego fotografa. Zanim go kupię, muszę się oczywiście zapoznać z tematem 🙂

Teraz pozostaje tylko realizacja 💪✌😁

DORDRECHT I ARKA NOEGO, KTÓRA ODPŁYNĘŁA…

W ostatni dzień urlopu pojechaliśmy do Dordrechtu, głównie po to żeby zobaczyć jeden bardzo ciekawy statek. Nic z tego nie wyszło, ale po kolei…

Dordrecht leży w prowincji Zuid Holland, (czyli tam gdzie mieszkam) w delcie Renu i Mozy. Jest to trzecie, co do wielkości miasto tej prowincji, zaraz po Rotterdamie i Hadze. Jest to też jedno z najstarszych holenderskich miast. Posiada kanały i port. Dordrecht prawa miejskie otrzymał w 1220r. Niedługo po tym, mieszkańcy rozpoczęli budowę olbrzymiej katedry. Katedra stoi krzywo, jak niemal wszystkie stare kamienice w tym mieście. To konsekwencja budowania na mokradłach na dębowych fundamentach. W średniowieczu Dordrecht, dzięki portowi stał się centrum handlu winem, drewnem, cukrem, zbożem czy też ceramiką i terakota. Dzisiaj kanały portowe zajęte są tylko przez jachty.

Wzdłuż kanału leży ulica Voorstraat. Podobno jest to najdłuższa ulica handlowa w Holandii. Znaleźć tam można sklepiki np z pamiątkami, rzemiosłem albo z antykami. Na murach, w malowniczych zaułkach dostrzec można graffiti.

Stadhuis van Dordrecht, czyli ratusz miejski, wybudowany w XIVw przez flamandzkich kupców, który służył jako hala targowa. Ok 200 lat później budynek przejęło miasto i od tego czasu pełni funkcję ratusza.

I wreszcie Grote Kerk (Onze Lieve-Vrouwekerk), czyli Duży Kościół zbudowany między 1284 a 1470r. Stał się kościołem protestanckim w 1572r i takim pozostaje do dzisiaj. Budowę wieży rozpoczęto w 1339r Jednak wraz z kościołem została zniszczona podczas pożaru. Pierwotnie miała być zwieńczona iglicą. Ale ze względu na miękką ziemię, powodującą odchylenie, została niedokończona do 1506r. W 1626r zwieńczono ją czterema barokowymi tarczami zegarowymi i niewielkim daszkiem. Wieża ma 275 schodów. Znajduje się tam największy dzwon wahadłowy w Holandii, ważący 10 ton. Czytałam, że wejście do samego kościoła jest bezpłatne a na wieżę kosztuje 1€. My nie skorzystaliśmy.

Auto zaparkowalismy pod galerią handlową, która znajduje się nieopodal katedery. Stamtąd to tylko ok 5 minut spacerkiem pod kościół. Wszystko znajduje się w jednym miejscu, nie trzeba daleko chodzić. Spacerowaliśmy ok 45 minut. Po powrocie na parking okazało się, że 1 godzina parkowania jest darmowa 🙂

A o co chodzi z Arką Noego? Już wyjaśniam. Otóż pewien Holender- Johan Huibers, przedsiębiorca i budowlaniec- miał kiedyś sen. Śniła mu się ogromna powódź, która zalała Holandię. Stwierdził, że wybuduje arkę na podobieństwo tej biblijnej. I zrobił to! Statek został oficjalnie otwarty do zwiedzania latem 2012r. Wymiary to: ok 30 metrów szerokości, 23 metry wysokości i 135 metrów długości, czyli niemal tak samo, jsk w Biblii. Co znajdowało się w środku? Np restauracja i mini zoo. Niestety odwiedziło go za mało ludzi, budowa się nie zwróciła. Właściciel zamknął arkę w 2016r. Od tamtej pory stała caly czas w porcie w Dordrecht i można ją było podziwiać z zewnątrz. No i ja myślałam, że nadal stoi. Pojechaliśmy (od centrum to ok 10min drogi autem) i nic. Zero. Guzik. Po arce ani śladu 😢 Potem dowiedziałam się, że w 2018r ciut się rozbiła i poszła do naprawy. Inne źródła podają, że jest w trakcie wielkiego rejsu i że zmierza do Izraela albo do Stanów. A muszę dopisać, że jest to druga tak wielka Arka Noego na świecie. Pierwsza stoi w Hongkongu, ale to ta holenderska jest jedyną pływającą 😲 Na zdjęciach robi ogromne wrażenie a co to dopiero zobaczyć ją na żywo!

Zdjęcia z internetu

Mam nadzieję, że kiedyś znowu zawita do Holandii i będę miała okazję ją zobaczyć ☺

WILLA W HISZPANII, FRANCJI I BELGII

Ostatnio natknęłam się na ofertę sprzedaży domu w Hiszpanii, dokładniej w Marbelli. Styl hiszpański jest piękny i cena też jest „piękna”, bo to aż prawie trzy miliony euro!

Dzisiaj nie będzie holenderskich domów. Dzisiaj będzie hiszpański, francuski i belgijski😊 Fajnie jest dla odmiany podejrzeć, jak urządzona jest taka willa dla bogaczy 😁 A jest na co popatrzeć. Wnętrza są przestronne z wielkimi oknami, dominuje kolor biały i nowoczesność.

Taras z grillem elektrycznym- coś na holenderskie podobieństwo 😉 Z tym, że ten jest rozbudowany, bo posiada murowaną „kuchnię” ze zlewem i lodówką. No i oczywiście jest też olbrzymi stół 🙂

Piękny duży korytarz z drewnianą podłogą i balustradą z kutego żelaza. Zresztą kute żelazo, to jeden z typowych elementów, które znajdują się w hiszpańskich domach. Z żelaza są też np żyrandole czy oparcia łóżek. Charakterystyczne są też półokrągłe drzwi i okna 😊

Salon jest olbrzymi z równie olbrzymim oknem, z którego rozpościera się piękny widok 😍 W tej części znajduje się kanapa ze stolikiem, z której można podziwiać panoramę. W innej części także komplet wypoczynkowy z kominkiem i tv. Salon połączony jest z jadalnią.

Kuchnia bardzo nowoczesna w bieli z brązową drewnianą podłogą i kawałkiem ściany, na której zrobiono zielnik 🌿🌿 Znalazło się także miejsce na mały stół przy wielkim oknie.

Nie wiem która sypialnia ładniejsza 😅 Obydwie mają swój urok. Jedna ma balkon a druga panoramiczne okno, podobnie jak w salonie. Obydwie mają piękne podłogi i dywany. Gdybym musiała dokonać wyboru, to ta z balkonem 😁

Łazienki są do siebie troszkę podobne- ich wspólną cechą są kamienne umywalki. Dla mnie zdecydowanie ładniejsza jest ta pierwsza. Mimo, że wolałabym wannę z tej drugiej, to tu podobają mi się jasne płytki i drewniana szafka.

Basen to niemal standard w takich willach. Balkon jest pokaźnych rozmiarów, oczywiście z pięknym widokiem i rattanowym kompletem wypoczynkowym 🙂

Oprócz hiszpanskich wnętrz, można zajrzeć do francuskich i belgijskich. Z tym, że nie pamiętam francuskiej miejscowości. Belgijska to Antwerpia. Zdjęcia przedstawiają dwa salony i dwie sypialnie francuskie i jeden salon i sypialnię w Belgii. Wnętrza we Francji, to te w typowych kamiennych domach, jakie znajdują się w urokliwych miasteczkach.

Pierwszy francuski salon, to wielka przestrzeń w białym kolorze z elementami drewna: krokwie, podłoga czy drewniana skrzynia- stolik. Jest też kominek i kącik z książkami.

Drugi ma kilka wspólnych cech z pierwszym: elementy drewniane, białe ściany i kominek. Jest tu dużo więcej bibelotów i dywany. Jak dla mnie, ładniejszy jest ten pierwszy 😊

Ta sypialnia należy do domu, w którym znajduje się pierwszy salon. I znowu biały kolor i krokwie. Bardzo ładna komoda z lustrem. Ogólnie urządzona oszczędnie, ale ładnie 🙂

Ta należy do drugiego salonu. I tu, podobnie jak w salonie, biel, krokwie, dywany i regał z dużą ilością rzeczy. Na środku stoi nawet biurko. I znowu pierwsza sypialnia na plus 🙂

A w belgijskim salonie beże i brązy. Co najbardziej mi się podoba? Ciemne regały sięgające niemal do sufitu wypełnione książkami. Potem będą to fotele (bez poduch) i ława.

Sypialnia niedużych rozmiarów i również w odcieniach beżu. Oszczędnie urządzona i podobnie, jak na holenderski styl. Po bokach łóżka rattanowe stoliki nocne i ciekawe lampy 🙂

Gdybym miała wybrać jeden styl i wygląd prezentowanych domów, to wygrywa zdecydowanie francuski, ale z tych pierwszych zdjęć 😍 Jest to typowy styl prowansalski, czyli jeden z piękniejszych na świecie 🙂

KSIĄŻKOWE ZALEGŁOŚCI NADROBIONE

Już jakiś czas temu zaczęłam czytać dwie książki równocześnie. Tak czasem mam 😅 Przez brak czasu wolnego ciężko było je skończyć.

Ale udało się w święta. Doczytałam je w trymiga, bo są świetnie napisane i czyta się jednym tchem 📚 Dwie z nich, to świetne thrillery. Z tym, że jeden, to historia fikcyjna ocierająca się o kryminał. Druga, to książka na faktach, którą czyta się jak thriller. A trzecia, to zupełna inność, bo to książka… kucharska 😁🍲🍝🍛 Przyjechała do mnie z Polski, jako prezent pod choinkę ☺

Pierwsza książka, to thriller Grahama Mastertona, którego uwielbiam, pt „Martwi za życia”. Jest to kolejna część serii, której główną bohaterką jest nadkomisarz Katie Maguire. Sprawa dzieje się w Irlandii. Policjanci walczą z gangami narkotykowymi i w dodatku to nie koniec kłopotów… Zaczynają znikać ludzie. Trafiają oni do kliniki, gdzie są bestialsko okaleczani. Dlaczego? Śledztwo się rozpoczyna… Książka świetnie napisana i trzymająca w napięciu. Czytając jakąś pozycję Mastertona, zawsze się zastanawiam skąd ten facet bierze pomysły 😊😛

Druga książka przedstawia fakty dotyczące największej katastrofy nuklearnej XX w, czyli eksplozji w Czarnobylu. Jest to reportaż, który powstał po ponad dziesięciu latach reporterskiej pracy autora. Adam Higginbotham przedstawia nieznaną dotąd historię Czarnobyla dzięki licznym wywiadom i dostępowi do oddtajnionych akt. Czyta się z zapartym tchem i włos się jeży na głowie, gdy się zrozumie jaka tragedia spotkała mnóstwo ludzi… A rozumie się dużo z tej książki. Mimo, że przytaczane są wątki naukowe i mnóstwo ciekawostek, to zrozumiałam więcej niż oglądając serial. Polecam!

Ostatnia książka, to taka niespodzianka 😛 Dostałam ją w prezencie i wcześniej jej nigdy nie widziałam. Serial „Przyjaciele” oglądałam. Teraz w ogóle seriali nie oglądam. Ostatnim był 5-odcinkowy „Czarnobyl”. Wolę czytać 😊 Autorka książki, Teresa Finney jest wielką fanką tego kultowego serialu. „Przyjaciele” byli częścią jej codzienności. Uwielbiała to, że tak ważne było tam jedzenie. Dlatego napisała tę książkę, która zawiera ok 100 przepisów inspirowane serialem. Jest tu np sprawdzony przepis na pieczonego indyka i kanapkę z tego, co zostało, margarita Rossa, truskawkowy dżem Moniki, sandwicze Joeya i wiele innych. Większość przepisów nazwana jest „po serialowemu” a każdy z nich opatrzony jest zdjęciem 📷 I co fajne, można podejrzeć i spróbować zrobić dania, które jedzą Amerykanie 😛

MINĄŁ GRUDZIEŃ…

Mamy styczeń i koniec dziwnego roku. Chyba wszyscy się cieszą, że już jest po 😉 Dla nas nie był do końca taki koszmarny, bo kupiliśmy dom. Ale mimo to, panu 2020 już dziękujemy…

W grudniu wypuścił pąki kwiat, który jest dla mnie czarną magią, jeśli chodzi o hodowlę- storczyk 🌺 Ten akurat już tu był, gdy nabyliśmy dom. Czytałam raz, że storczyki dobrze rosną w łazience. No i tam wylądował razem z dwoma pozostałymi. Dziwnie został obcięty, bo „kwitnący kikut” rośnie w bok. Ale grunt, że coś z niego jest ☺

Będąc na przedświątecznych zakupach w Lidlu, dorwałam bazylię 🌿. Poprzednia już dawno przekwitla i padła. Czas na nową. Hoduję ją zawsze długo, do wyrośnięcia i wypuszczenia kwiatów, które pięknie pachną. Czuć w całej kuchni ☺

Drewniana gąska jest z kringloopa

Przekonuję się też do lawendy 🌸 tzn do jej zapachu. Do tej pory podobał mi się tylko wygląd rośliny. A ostatnio wynalazłam w drogerii sznurek z pachnącymi lawendowo mydełkami, przetykanymi małymi plasterkami drewna. Wygląda to i pachnie naprawdę fajnie. Zawisło w łazience 😁

W ostatni dzień pracy, przed świętami, dostaliśmy w firmie prezenty 🎁 Pierwszy był od agencji przez którą pracuję. Wcześniej były to np polary i t-shirty. Polary mam już trzy i tak sobie pomyślałam, że cieszyłabym się z plecaka. I tak się stało: dostaliśmy plecaki, bidony i czekoladę 🙂

Czerwony to obok czarnego, mój ulubiony kolor 🙂

Potem od właściciela firmy każdy dostał po pudle a w nim były produkty holenderskie, np piwa 🍺 różne przekąski typu rodzynki w czekoladzie, chipsy, dipy, czekoladki, sosy do makaronu czy parówki w puszce. Do tych parówek podchodziłam zawsze sceptycznie. Ale otworzyłam je na śniadanie i okazały się smaczne 😁 W swoim pudełku znalazłam też świecę o zapachu cynamonu i anyżu i skarpety w choinki 🎄☺

Jedno ze świątecznych śniadań 😁 Pomidory 🍅 i mozzarella z bazylią w kształcie lizaka 😜

Sypialnia wreszcie gotowa, śpimy wreszcie w pokoju a nie w salonie na kanapie. Udało się ją urządzić przed świętami 😛 Ale o tym będzie osobny wpis, bo były z tym przeboje 😒 Widok na podwórko i kot sąsiadów, który koniecznie chce wejść nam do domu, ale mam ptactwo 🐦🐦 więc to nie jest dobry pomysł. Mimo to, kot jest sympatyczny 🙂

Holenderska ulica gdzieś na zadupiu, usłana wierzbami- po zachodzie słońca ☀

A następny tydzień mam wolny. Szef nie robił problemu i dał mi krótki urlop, bo pracy narazie mało. I chyba wezmę się za rozbieranie choinki i chowanie ozdób świątecznych. Nie jest to moje ulubione zajęcie, więc póki będę miała więcej czasu- czas to zrobić 💪🙆

OLIEBOLLEN

Jest Sylwester, więc to czas, gdy jem oliebollen 😊 A są naprawdę smaczne, bo przypominają w smaku polskie pączki domowej roboty.

Co to dokładnie jest? W wolnym tłumaczeniu, to smażone w głębokim tłuszczu kulki pączków 😁 A dokładniej, to tradycyjna holenderska potrawa sylwestrowa, w postaci jasnobrązowej, nieforemnej kulki z lekkiego drożdżowego ciasta, najczęściej z rodzynkami, posypana cukrem pudrem. Nasze polskie pączki są ciut większe, słodsze i nadziewane różnymi smakami. Szczególnie te sklepowe. Ja uwielbiam oliebollen, bo w smaku przypominają mi te domowe pączki, smażone na Tłusty Czwartek 😊

Oliebollen są tradycyjnie spożywane w Holandii w noc sylwestrową (czyli Oud en Nieuw). Przez cały rok można je natomiast kupić podczas kermisów, czyli jarmarkow- wesołych miasteczek. Przez dwa ostatnie miesiące w roku, są dostępne w specjalnych ulicznych stoiskach 🙂

Pączki te pojawiły się na obrazach niderlandzkich mistrzów w XVI w. Istnieje teoria, że były wypiekane już przez plemiona germańskie zamieszkujące te ziemie. Stanowiły ważny element święta Jul, związanego z przesileniem zimowym, które zostało przejęte przez chrześcijan i ustanowione jako Boże Narodzenie. Podczas Jul, ludzie spożywali wiele tłustych potraw, w tym oliebollen, co miało ich chronić przed złymi duchami.

Przepis

1 opakowanie suchych drożdży, 4 łyżki cukru, 1 jajko, 500ml letniego półtłustego mleka, 500g mąki pszennej, szczypta soli, 150g rodzynek, butla oleju słonecznikowego

Rodzynki na 15 min namoczyć w wodzie. Drożdże i cukier rozpuścić w letnim mleku i odstawić. Mąkę przesiać do miski i dodać sól. Do mąki powoli dodawać mieszankę mleka, drożdży i cukru, jednocześnie mieszając, aby nie zrobiły się grudki. Po uzyskaniu jednolitego ciasta wbić jajko i dodać rodzynki. Przykryć miskę i odstawić na godzinę do wyrośnięcia. Olej podgrzać np we frytownicy do 180 stopni. Pączki formować dwoma łyżkami posmarowanymi olejem (żeby ciasto nie przywieralo) i po kolei wkładać do oleju. Po kilku sekundach powinny wypłynąć. Kulki należy kilka razy obrócić, aby się równomiernie usmażyly. Gdy uzyskają złocisto- brązowy kolor, wyjąć. Odsączyć na papierowym ręczniku i posypać cukrem pudrem 😊

W sklepach znaleźć można gotowe miksy, z których zrobimy ciasto. Ale najlepiej smakują te domowej roboty. Najlepsze są zaraz po upieczeniu- jeszcze ciepłe ☺ W internecie można znaleźć mnostwo przepisów na oliebollen. Nie różnią się zbytnio od siebie, bo pączki są łatwe do zrobienia. Poniżej przepis z holenderskiej książki kucharskiej, którą posiadam:

Oliebollen ze zdjęć są kupne, bo nie miałam czasu ich zrobić w domu. Przyszły tydzień mam urlopowy, więc spróbuje 😛 Opiszę moje wyczyny na blogu 😁

Eet smakkelijk!

Smacznego!

Gelukking Nieuwejaar! Szczęśliwego Nowego Roku! Aby ten przyszły był bardziej normalny i żeby wróciły stare dobre czasy 😊🎉🎊🎈🍻🎇🎆

SALONOWE INSPIRACJE

Dawno nie było pokazu salonów holenderskich. Znalazłam kilka ciekawych wnętrz i w każdym jest coś, co mi się podoba 🙂

Niekoniecznie są to od razu całe zestawy mebli, czy podłoga. Czasem jest to np zasłona albo lampa. Kominki też mają swój urok, chociaż my takiego nie posiadamy. Bardzo często zwracam uwagę na dodatki: koc lub ozdobne świece 😊

Ten salon jest duży- zmieściła się w nim ogromna kanapa i ława. Ława akurat jest fajna 🙂 Na przeciwko nowoczesny kominek a obok „półki” z drewnianych skrzynek, w których jest drewno na opał. Bardzo fajny i oryginalny pomysł 🙂

Kolejny kominek i kolejny salon, ale w podwójnym wydaniu 🙂 W oczy rzucają mi się dwie rzeczy: pokój jest skromnie urządzony, ale meble są nowoczesne w porównaniu do wnętrza. Jest dużo drewna a kominek jest otoczony płytkami. Z tego, co widzę, są to kafelki w niebiesko- delfickim kolorze i przypuszczam, że są na nich typowo holenderskie obrazki 🙂

Salon w nowoczesnym wydaniu. Fajny kolor ścian i półokrągłe wejście do kuchni. Co jeszcze mi się podoba? Piękna podłoga i ładny dywan 🙂

Salon w świątecznym wydaniu 🎄😁 Już po Bożym Narodzeniu, ale choinki i inne ozdoby jeszcze są 😊 Piękny, duży brązowy kredens, który zmieści mnóstwo kubków i talerzy. Przed kominkiem stoją dwa czarne proste krzesła- bardzo fajne swoją drogą- a między nimi można zauważyć drewniany stolik z drewnianego pnia 🙂

Tu już naprawdę ogromny salon z piękną drewnianą podłogą i biblioteczka 😊 I to jest to, co najbardziej mi się podoba. No i jeszcze ta biała lampa 🙂

Ostatnio bardzo podobają mi się brązy, beże i tym podobne. Fajny czekoladowy kolor ścian i stolika 🍫🍫🍫 No i po bokach jednej z kanap, stoją lampy, które pasują idealnie.

Kolejny salon w nowoczesnym wydaniu. Duże okna i drzwi prowadzące na taras. Znowu drewniana podłoga 😊 Prosty stoliczek i półka. Dla mnie duży plus mają: kanapa, dywan i lampa- trójnoga, która mi się marzy w salonie 😁

A na koniec zdjęcie salonu z kolorem na ścianach 🙂