TANIE I DOBRE…

… czyli moje odkrycie w Lidlu. Chodzi o balsam do ciała i pomadki do ust. Ale nie tylko, bo z Actiona też coś przyniosłam.

Opalam się natryskowo i chcę, żeby opalenizna utrzymywała się jak najdłużej. I dobrze by było, gdyby ładnie schodziła. Jeśli skóra jest sucha, brąz znika „plamiście”. Jeśli używa się dobrze nawilżającego balsamu- ładnie blednie. Skończył mi się balsam, a że byłam na zakupach w Lidlu, to złapałam pierwszy lepszy (tam jest w sumie tylko lidlowskiej marki Cien) i do kasy.

Wzięłam ten z olejkiem z migdałów i nie żałuję:) Wydawać się może ciężki dla skóry i długo wchłaniający. Ale jest inaczej. Wchłania się bardzo szybko, nie zostawia tłustej warstwy i wystarczy odrobina, żeby wysmarować np. ręce. Zapach taki sobie, trochę mi przypomina krem Nivea, ale najważniejsze jest to, że dobrze nawilża i odżywia skórę. No i opalenizna lepiej wygląda i lepiej schodzi 🙂 Stosuję go zawsze na noc.

Drugą rzeczą jest paczka trzech pomadek, też marki Cien. Te, które wzięłam, to mleko i miód. Miód 🍯 jest na skórę najlepszy 🙂 Szminek kolorowych nie używam, ale nie umiem się obejść bez pomadek. Zawsze mam kilka, bo smaruję usta non stop. Nie rozstaję się z nimi. Nie kosztują dużo, a są naprawdę skuteczne w nawilżaniu przez 4 pory roku.

A teraz Action 🙂 Tam z kolei mam ogromny wybór masek w płachcie. A to mój must have 😁 W sklepie pojawiło się mnóstwo nowych rodzajów i zawsze wychodzę z kilkoma nowymi. Wśród nich są oczyszczające, nawilżające, odmładzające, w różne wzorki i kolory i w kształcie mordek różnych zwierząt, np. świni 😛 Po nałożeniu maski, masuję twarz „pierdolnikiem” z wypustkami. Rewelacja. Skóra jest naprawdę dobrze nawilżona i odżywiona.

Dwie odżywki do włosów w sprayu. Wypatrzyłam je już ze dwa lata temu i od tamtej pory zawsze używam. Wydaje mi się, że w Polsce jest większy wybór, jeśli chodzi o odżywki bez spłukiwania. Tutaj najczęściej można spotkać te, które trzeba trzymać na włosach kilka minut. Mnie często się po prostu nie chce czekać i wolę te ekspresowe bez spłukiwania. Znalazłam takie w Actionie i jestem zadowolona 🙂 Jedna jest z olejkiem arganowym i stosuję ją na końcówki a druga z proteinami jedwabiu i witaminą B. Tę używam na całe włosy.

To takie moje kosmetyczne odkrycia w Holandii. Na pewno pojawią się kolejne 🙂

Do następnego 🙂

W MORZU…

Niedziela piękna, zero chmur na niebie i 25°C. Na zewnątrz w ogóle nie wychodziłam, bo już dla mnie za ciepło. Podlałam tylko kwiaty i wieczorem stwierdziłam, że jedziemy na plażę.

Nie pojechaliśmy na tę najbliżej nas, czyli Rockanje. Chciałam jechać 18km dalej, do miasteczka Ouddorp. My wybyliśmy nad morze, a od strony morza wracał sznur aut plażowiczów. Często na niemieckich blachach. Parking był niemal pusty. I naszym oczom ukazały się olbrzymie połacie piachu otoczone wydmami. Też niemal puste. Tamtejsze plaże mają w sumie 18 km długości i są podzielone na 4 części, a każda z nich ma swoją nazwę. Na jednej z nich stoi czerwona latarnia morska, ale tam jeszcze nie dotarliśmy.

Trzeba przyznać, że holenderskie plaże są szerokie, długie i przede wszystkim czyste. Jest ich poza tym ogrom. Po prostu piękne 😊 Na plażach w Ouddorp najlepiej widać odpływy. Od wejścia na plażę, do samego morza, szliśmy dzisiaj niemal kilometr, mijając po drodze mnóstwo muszelek, meduz i bajorek. Miałam na nogach klapki i koniecznie musiałam sprawdzić jaka jest woda. Jeszcze zimna. Ale pierwsze moczenie kopyt zaliczone 😁

A to kilka zdjęć:

Morze niby blisko…
Rozlewisko. Morze jest jeszcze dalej.
Iść, ciągle iść w stronę Słońca…

Do następnego 🙂

KSIĄŻKI B.A.PARIS

Dawno nic nie pisałam o książkach, a czytanie, to jedno z moich hobby przecież. I sporo też pozycji mam przeczytanych. Codzienne wieczorne czytanie popycha mnie do tego, że mam ochotę na jeszcze więcej książek i kolejny regał:)

B.A. Paris, to angielska pisarka, autorka thrillerów psychologicznych. Przełożono je na 35 języków. Przez wiele lat mieszkała we Francji, pracowała w finansach i prowadziła szkołę językową. Po wielkim sukcesie książek, całkowicie poświęciła się pisarstwu i wraz z mężem i pięcioma córkami wróciła do Wielkiej Brytanii.

Jej pierwsza powieść: „Za zamkniętymi drzwiami”, ukazała się w 2016r i została okrzyknięta najlepszym debiutem. Przez wiele tygodni utrzymywała się na liście bestsellerów „News York Timesa”. Rok później wydano „Na skraju załamania”, który powtórzył sukces debiutu. Ta pozycja jeszcze przede mną. W roku 2019 powstała kolejna świetna powieść „Pozwól mi wrócić”.

Ja, jak to zwykle bywa, nie czytam kolejno. Potem muszę w mózgownicy wątki składać, jeśli chodzi o serię. Nie czytam raczej takich- mam tylko jedną ulubioną z wątkami kryminalnymi, ale o tym innym razem. Ze składaniem nie mam problemów:) W tym przypadku, każda powieść ma innych bohaterów i inna jest fabuła. Ja zaczęłam od „Za zamkniętymi drzwiami”. Potem jest „Na skraju załamania”, która jeszcze przede mną. Trzecia powieść, to „Pozwól mi wrócić”, którą niedawno skończyłam czytać.

Doskonałe małżeństwo, czy perfekcyjne kłamstwo? Jest taka para, jak Jack i Grace: on jest przystojny i bogaty, ona czarująca i elegancka. Są nierozłączni. Niektórzy nazwaliby to prawdziwą miłością. Ktoś inny spytałby, dlaczego Grace nigdy nie wychodzi z domu bez męża i dlaczego w oknach ich sypialni są kraty…

Psychoza, wyrafinowana intryga, czy po prostu prawda? Są młodzi i w sobie zakochani. Wyjeżdżają na wakacje do Francji. W drodze powrotnej zatrzymują się na parkingu i ona znika. On zeznaje na policji, jak do tego doszło. Ale niektórzy nie wierzą… Po latach zaczyna jeszcze raz- w nowym miejscu, z inną kobietą. Lecz kiedy decyduje się ją poślubić , jego dawna ukochaną wraca. Rozpoczyna się gra, która wpędza w obłęd…

Od zawsze czytałam horrory. Potem doszły kryminały, a teraz thrillery psychologiczne. Jak się czyta książki B.A.Paris? Szybko i ciekawie. Niektórzy mogą się domyślać, o co chodzi. Ale mimo to, wg mnie, to się nadaje na dobry film. Jest ta zagadka i jest to trzymanie w napięciu. Ciężko się oderwać. Ja osobiście polecam 🙂

MINĄŁ KWIECIEŃ…

Czas wrócić do wpisów podsumowujących minione miesiące. W tym przypadku będzie to kwiecień. A że miałam dłuższą przerwę w blogowaniu, to wrzucę też kilka zdjęć z miesięcy zimowych.

Max- piesek dziewczyny mojego brata. Czasem moja mama się nim zajmuje. Co Maxiu lubi? Zaglądać do lodówki 😆

Nad rzeką Narew.

Ławka a’la książka i wierszyk pt. „Cukierkowa dieta”: Za górami, za lasami, hen, w miasteczku niezbyt wielkim, mieszkał sobie Mały Michaś, co uwielbiał wprost cukierki. Nie chciał wcale jeść marchewki, że nie wspomnę o jabłuszkach, a gdy tylko widział groszek, skarżył się na bóle brzuszka 😆

Przejdźmy do kwietnia. Ostatnio, po powrocie z pola tulipanowego, zastaliśmy taki oto widok:

Kotek sąsiadów ma na imię Mattie.

Pierwszy raz w tym sezonie ugotowałam zupę pomidorową ze świeżych pomidorów. Żadnych wzmacniaczy typu koncentrat, czy pasta pomidorowa. Wrzuciłam do blendera kawałki pomidorów (tych wielkich), dodałam bazylię, lubczyk (u mnie suszone) i trochę czosnku (płatki). Zmiksowałam i do bulionu. Wyszła pyszna, lekko kwaśna 🙂

Kwiaty poszły do kąpieli.

Gdy ostatnio rozmawiałam z sąsiadką, mówiła mi jaką potrawkę robi z warzyw do ryżu. Są w niej m.in. kurczak, pomidory i zielona fasolka. Podczas koszenia ogródka przez Pana Męża, sąsiad podał mu przez płot miskę z tym właśnie daniem 🙂 Było pyszne i dobrze doprawione. Ja chyba nie umiem tak idealnie ryżu ugotować.

A ja oszalałam na punkcie tych pitnych jogurtów marki Milbona. Najlepszy smak wiśni i truskawki, jaki próbowałam 😋 I co najważniejsze, nie są wybitnie słodkie. Orzeźwiające i dobrze gaszą pragnienie. Znalazłam je w Lidlu.

W kwietniu były oczywiście urodziny króla, czyli wyjątkowy dzień dla Holendrów. Króluje kolor pomarańczowy a w dużych miastach są parady i koncerty. Holendrzy bawią się wtedy tak, jak Polacy w Sylwestra. Nie można oczywiście zapomnieć o pchlich targach. U nas w mieście, jak zawsze, odbył się na placu w centrum handlowym. My w ten dzień pracowaliśmy do 12:30, ale po pracy pojechaliśmy zobaczyć co tam ciekawego było. Najpierw podjechaliśmy do bankomatu po gotówkę. A tam kartka z napisem: defect. No nic, w centrum handlowym też jest kolejny bankomat. Okazało się, że zlikwidowany. I wróciliśmy do domu z niczym. Pierwszy raz wyszliśmy z pchlego targu z pustymi rękoma 😳

A tutaj ktoś postawił sobie za domem, przy kanale mini wiatrak 🙂

Do następnego! 🙂

ZLOT POTWORÓW

Jechaliśmy do sklepu… Nagle przed nami, przed rondem pojawiły się potwory, czyli typowe amerykańskie ciężarówki. Sklep minęliśmy i pojechaliśmy za nimi.

Jechały na Stare Miasto, tam gdzie port i wiatrak, czyli w część miasta, gdzie wcześniej wynajmowaliśmy mieszkanie. Pierwsza myśl: zlot. Musieliśmy to zobaczyć. Dlaczego? Bo te amerykańskie giganty zawsze robią wrażenie. Mnie zawsze kojarzą się ze świąteczną reklamą Coca-Coli. Te, co tutaj się pojawiły, były na holenderskich blachach. Każdy potworek miał swoją nazwę 😁 Tak, jak łodzie przycumowane w porcie.

Wielu kierowców tirów wyglądało, jak muzycy zespołu ZZTop (który zresztą uwielbiam), czyli długie wąsy i brody+ okulary przeciwsłoneczne. Kierowcom towarzyszyły też panie, często z pieskami. Amerykańskie cudaki wjeżdżały na ogromny parking przy suchym doku. A my podziwialiśmy. Porcja zdjęć:

Dowiedziałam się, że tym modelem jeździł w „Terminatorze 2” T-1000.
😁

A to moi faworyci:

Do następnego 🙂

JEST CIEKAWIE…

…czyli narodowościowy mix w pracy. Bo pracuję już nie tylko z Polakami. Wyjaśnię, jak do tego doszło i dlaczego mi to pasuje. Do tego kilka słów o pomidorach i mojej pracy + instagramowa sałatka.

Zacznę od tego, że sezon już się na dobre zaczął i potrzebujemy nowych ludzi do pracy. Najlepiej, żeby nie przychodzili z innych szklarni z pomidorami, bo szef obawia się wirusa. Jeśli planty zachorują, to czeka nas szybka likwidacja i sadzenie ogórków. A tego nikt nie chce. Pamiętam, że gdy zatrudniałam się 8 lat temu, na szklarni pracowali sami Polacy (oprócz szefów i trzech Holenderek). I co roku były jakieś problemy, kłótnie a nawet bójki. Najwięcej działo się na palarni i kolejny raz cieszę się, że nie palę, bo bycie świadkiem awantur nie jest fajne. Teraz do Holandii przyjeżdżają dziwni ludzie. Sami nie wiedzą czego chcą. To znaczy chcą jednego: od razu wysokiej stawki, mimo że bez doświadczenia i żeby nie musieli się napracować. A tak poza tym, nie przestrzegają zasad i cwaniakują. Ile to już historii słuchałam, jakie to oni mieli stanowiska i stawki. Od razu nasuwa mi się pytanie: to co tutaj robisz, skoro w poprzedniej pracy było ci tak dobrze? Dziwne… Oczywiście nie wszyscy Polacy są źli. Nie wkładam wszystkich do jednego worka. Ale pracować z rodakami nie lubię. Przez te wszystkie lata widziałam tyle porypanych sytuacji i słyszałam tyle bredni z ich ust, że mogłabym książkę napisać. Aż żałuję, że nie pisałam swego rodzaju pamiętnika, bo teraz bym miała kupę materiału na książkę 😜 Co roku się coś dzieje. W polskiej tv lecą jakieś seriale paradokumentalne typu „Trudne sprawy”. Ja tego gówna nie oglądam. Ale to, co się czasem dzieje w pracy, nadaje się na scenariusz do tego typu seriali. Swoją drogą, parę lat temu był u nas taki jeden gość, który wymyślił, że on mógłby zaczynać pracę od 6:00 (bo i tak od 4:00 nie śpi) i pracować max do 15:00, bo musi zdążyć na te „Trudne sprawy”. On to naprawdę oglądał.

Polacy przychodzą do pracy i zaraz odchodzą, bo im zawsze coś nie pasuje. Ostatnio dwie dziewczyny nie pojawiły się i okazało się, że po prostu zwiały. I teraz ich pracę musi wykonywać ktoś inny. Teraz szef zatrudnił pracowników z Rumunii. Oni chcą pracować i się cieszą że tu są. Kilka osób jest z zeszłego roku, kilka nowych. Do tego mamy parę Łotyszów. Drugi sezon już tu są. Fajni ludzie. Przyszło do nas też aż 9 Ukrainek. Fajne, młode dziewczyny. Pracowały dzień i niestety pojawiły się problemy urzędowe, bo Ukraina przecież w Unii nie jest. Gmina zapewniła im lokum i pieniądze na przeżycie, dopóki nie zaczną legalnie pracować. Szef z nimi rozmawiał, powiedział, że u nas mają pracę zapewnioną i czeka na nie 🙂 Z tego, co się dowiedziałam, jedna z Ukrainek to nauczycielka, inna to prawniczka. Miały pracę, ale niestety musiały uciekać. Smutne to strasznie. A jeszcze inna mówi trochę po polsku. I mamy taki kulturowy i językowy misz masz. Mnie pasuje 😁

W tym roku mamy inną odmianę pomidora 🍅 Jest intensywna w smaku i zapachu. Po prostu pyszna. A pomidor, to moje ulubione warzywo. Ja w ogóle jestem team warzywa. Ten sezon należy do dziewczyn. To głównie my ścinamy pomidory. Szef uznał, że jesteśmy szybsze i dokładniejsze od facetów. Nie kombinujemy. Uwielbiam ścinać. Nie jest to ciężka praca. Problemem może być jedynie przesuwanie skrzynek, ale wózki mają rolki i można je łatwo przesuwać. Wystarczy opracować swój system. Poza tym wózki są elektryczne i jeżdżą same. Wygoda.

Piękna czerwień.

Moje główne miejsce pracy, to sortownia. Sprawdzam każdą skrzynkę i ważę ją. Pomidory muszą być idealne. Okrągły kształt, odpowiedni kolor, bez zgniecenia, bez pęknięć. Inaczej szybko gniją a takie do sklepu trafić nie mogą. Codziennie ważę po kilka tysięcy skrzynek. W tej pracy trzeba być szybkim, bo do zrobienia jest zawsze kilkadziesiąt palet, po które przyjeżdżają tiry.

Pomidory mają czasem ciekawe kształty:

Jajka
Z nosem
Tak zwane bulwy. Najlepsze na zupę 🙂

Są 4 smaki: słodki, słony, kwaśny i gorzki. Do tego dochodzi jeszcze piąty: umami. Pomidory posiadają ten smak. Umami został zidentyfikowany w 1908r przez japońskiego naukowca Kikunae Ikede. W języku japońskim umami oznacza dosłownie „esencję pyszności”, smak pogłębiający smaczność. Źródłem smaku umami jest kwas glutaminowy. Kikunae opracował przyprawę, który go zawiera. Znajduje się ona m.in. w zupkach chińskich. Dlatego chyba lubię te zupki i pomidory 😛

Na Instagramie często przeglądam przepisy na sałatki warzywne, bo je uwielbiam. Zapisuję je na karteczkach. Muszę sprawić sobie kajet i tam spisywać wszystko. Lubię pisać, ale tylko na papierze. I taką oto sałatkę, super wiosenną znalazłam. Prosty skład i jest pyszna.

Składniki: główka sałaty lodowej, pół zielonego ogórka, kilka rzodkiewek, puszka kukurydzy, koperek, sól, pieprz, jogurt naturalny i majonez.

Zużyłam pół sałaty, siekając ją. Ogórka (ze skórką) i rzodkiewki pokroiłam w drobne plastry. Dodałam pół puszki kukurydzy. Dorzuciłam koperek (u mnie mrożony), dwie łyżki jogurtu, łyżkę majonezu i doprawilam.

Żeby była bardziej pożywna, trochę ją zmodyfikowałam. Dodałam oczywiście pomidora i upieczony filet z kurczaka. Kupuję go w Lidlu. Jest już w kawałkach i naprawdę dobry w smaku.

Wyszło bombowo!

Smacznego! 🥗

NA POLU

Chciałam zobaczyć pole tulipanów. A, że w sobotę pracowaliśmy, to stwierdziłam, że pojedziemy w niedzielę. Znalazłam do wyboru dwa miejsca. I pewnie znaleźlibyśmy się kilkadziesiąt kilometrów dalej, gdyby nie rozmowa z sąsiadką…

W sobotę po pracy zaniosłam jej skrzynkę pomidorów. I tak gadalyśmy pod jej domem niemal godzinę. Powiedziałam, że wybieramy się jutro zobaczyć pola tulipanowe 🌷 Chyba w okolice Lisse. A Margo na to: „Po co aż tam, skoro tu w Hellevoetsluis jest pole. Od zeszłego roku”. Oczy wywaliłam, bo oczywiście nic nie wiedziałam. Wytłumaczyła gdzie to jest. Okazało się, że obok fabryki frytek- FarmFrites. W sumie, to pod miastem. Akurat wiedzieliśmy, gdzie te frytki. Powiedziałam Panu Mężowi, że chyba zmiana planów.

Doszliśmy do wniosku, że najpierw zajrzymy na „nasze” pole tutaj. Jakby co, to pojedziemy dalej. A, że dzień był słoneczny (wiatru jeszcze nie czułam), więc założyłam kieckę. Oczywiście gołe nogi. Mieszkam w Holandii, a tu ludzie już dawno lato poczuli. No to ja nie będę gorsza 😁 Tulipany znaleźliśmy bez problemu. A tam, to już wiało. Zmarzłam. Mimo to, ścieżką między kwiatami musiałam się przejść.

Pole okazało się ogromne. W zasadzie były dwa pola. Pierwsze, z tulipanami żółto – czerwonymi w pełnym rozkwicie. Drugie, już niemal bez kwiatów. Ale i tak było pięknie 😊

W oddali FarmFrites
Pole przekwitłe. Na ścieżkach mnóstwo płatków.

Wystarczył nam taki widok. W przyszłym roku wybierzemy się dalej, żeby podziwiać inne kolory. Jeżeli jest się w Holandii wiosną, to warto zobaczyć pole kwiatów na własne oczy. Na Facebooku należę do grupy Holenderskie Miejscówki. Ludzie wrzucają tam zdjęcia i opisy miejsc, które warto odwiedzić i które polecają. Fajna sprawa. Oczywiście pola tulipanów zrobiły furorę. Ile ludzi, tyle różnych zdjęć. Jest co oglądać 😊

Po zejściu z pola, pojechaliśmy zobaczyć marinę niedaleko naszego poprzedniego mieszkania. Łódki, łodzie i jachty przycumowane, czekają na sezon w pełni.

Lubię czytać „imiona” łodzi 😁

Do następnego! 🙂

KĄCIK GOTOWY

Dzisiaj sobota, ale my pracowaliśmy. I w pracy doszłam do wniosku, że nie poddam się zmęczeniu i pójdę do ogródka, bo czekała mnie robota w związku z urządzeniem wreszcie miejsca do relaksu.

Wyrzuciłam stare, zepsute doniczki, usunęłam chwasty z płyt chodnikowych i najważniejsze: wyrzuciłam ten ohydny plastikowy stół i dwa zniszczone krzesła. Tzn wyniosłam to na drugi koniec podwórka. Jaśmin zasłania, więc mnie w oczy nie kłuje. Pan Mąż się tego musi pozbyć. No i skosić trawę, bo się mały busz zrobił. W trawie rosną mlecze, poziomki i inne takie. Wygląda to fajnie, lubię wysoką trawę, ale ogródek powinien wyglądać estetycznie.

Zaczęłam od wysiania nasion kwiatów, które ostatnio kupiłam. Poszło sprawnie i mam nadzieję, że coś wyrośnie. Chcę żeby było kolorowo 🙂 Zauważyłam, że wreszcie wychodzą mi frezje.

Do drewnianej skrzyneczki poszły nasiona bratków, które będą stały na drewnianej ławie (swoją drogą, wymaga ona renowacji, bo się przez zimę ciut zniszczyła). Przez zimę padła mi także roślina pienna. Wyrwałam suche badyle i wsiałam mieszankę różnych kwiatów. Niektóre będą się pięły do dwóch metrów 😁

Od znajomej dostałam w doniczce odmianę tulipana i przesadziłam ją do ogródka:

Już kiedyś pisałam, że na przerwach w pracy nie gadam z ludźmi o głupotach. Mam inne zajęcie: przeglądam Marktplaats 😁 I kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu, że warto. Wypatrzyłam tuinbankje, czyli kanapę ogrodową za 20€. I nie trzeba było po nią daleko jechać, bo odbiór był w naszym mieście:) Poprosiłam o zarezerwowanie mebla, bo mogłam pojechać po niego dopiero na drugi dzień. Babeczka się zgodziła i dostała ode mnie skrzynkę pomidorów 🍅

Ogólnie początek mojej pracy wyglądał tak:

A teraz jest tak:

To narazie wystarczy. Więcej nam nie potrzeba. Gdy kwiaty wyrosną, będzie jeszcze lepiej 😊 Dla mnie to miejsce idealne do czytania.

P.S. Przypadkiem odkryłam ciekawy blog: „Bez ogródek”. Prowadzi go Łukasz, którego rośliny, to pasja, hobby i praca. Gościł w „Dzień dobry TVN” i pisze felietony, np w miesięczniku „Mam ogród”. Warto zajrzeć 😊 http://www.bezogrodek.com/?m=1

KOOISTEEBOS

W weekend siedzieliśmy w parku. Naszym ulubionym, zaraz koło domu. Miałam ziarno dla dzikich ptaków, a że lepiej je karmić, gdy jest zima, więc to była ostatnia szansa przed ciepłą wiosną.

Przesypaliśmy ziarno do reklamówki i poszliśmy na spacer. Założyłam zimową kurtkę, bo nie było aż tak słonecznie i trochę wiało. Ptaków było mało. Łabędzia ani jednego. Widuję je teraz na łąkach, bo chyba mają gody. Ale po stawie pływało kilka sztuk małego, czarnego ptactwa z białymi łebkami. Myślałam, że to jakaś odmiana perkoza. I gdy tak rzucaliśmy im ziarno, podeszła do nas Holenderka i zaczęliśmy rozmawiać. Mieszka też przy parku i często karmi ptaki. Łabędziom daje chleb i jedzą z ręki. A ten czarny ptak, to meerkoet – czyli łyska zwyczajna.

Widzieliśmy też jednego ptaka podobnego do łyski, ale ciut mniejszy i z czerwoną plamką na łebku. Pani Holenderka powiedziała, że w parku jest tylko jeden taki, nazywa się water chicken i jest bardzo płochliwy. Faktycznie, podebrał trochę ziarna i uciekał. Polska nazwa tego ptaka, to kokoszka wodna.

Z drugiego końca stawu przypłynęła do nas ptasia rodzinka. Dowiedzieliśmy się, że to gęsi i tak naprawdę pochodzą znad Nilu. Ciekawe 🙂 Nie bały się i z chęcią jadły ziarno. Łyski przeganiały małe pisklaki, bo chciały więcej żarcia dla siebie.

Poniżej dwie rzeźby z drewna:

Ciekawy pomysł skrzynki na listy 🙂

W parku, gdzie wynajmowane są domki letniskowe. To także ogródki działkowe Holendrów.
Krowy na łąkach, to tu widok powszedni 🙂

Do następnego 🙂

PORZĄDKI W OGRÓDKU

Dzisiaj pobiłam rekord, bo nie dość, że leżałam do 12:00 w łóżku, to wysprzątalam cały dom, zrobiłam dwa prania, rozmrozilam lodówkę do umycia i tak się z porządkami rozkręciłam, że o 17:00 poszłam jeszcze do ogródka.

Wczoraj nasypało śniegu i wszyscy wokoło gadali, że będzie sypać cały weekend. Trochę mi to było nie w smak, bo chciałam wreszcie chwasty wyrwać a poza tym nie chciałam żeby zdechły mi kwiatki. Na szczęście dzisiaj wyszło słońce i mimo, że nie było za ciepło, to sporo zrobiłam. Po żonkilach nie ma już śladu. Wzeszły za to tulipany i szafirki jeszcze się trzymają.

Obok rosną malutkie goździki ogrodowe. Widzę, że się przyjęły i wypuszczają młode listki. Czytałam gdzieś, że nazywa się je „całuski”.

Hortensje też wypuściły młode liście. Na podwórku mam dwa krzewy a przed domem jeden.

Przesadziłam też wreszcie palmy mrozoodporne do większych donic. Przez zimę się rozrosły. Obsypałam dookoła kamykami i wsadziłam lampki solarne.

Jedna fuksja przetrwała i wypuszcza nowe listki. Fijołki też dały radę i cały czas kwitną:)

Najważniejszy Jacuś, czyli czerwony agrest. W zeszłym roku zielone liszki zrobiły gołożer i mógł nie przetrwać zimy. Na szczęście mroźnie nie było i Jacek wypuścił nowe listki 🙂 Teraz, gdy tylko zobaczę te zielone gnoje🐛, to pokażę zdjęcie w sklepie ogrodniczym i niech mi znajdą jakiś preparat.

Zasiałam też jakieś kwiatki w zeszłym roku. Nie pamiętam nazwy. Przetrwały zimę i rosną dalej.

Posadziłam też frezje. Zostało mi jeszcze trochę cebulek. I myślę gdzie je wcisnąć. Mam nadzieję, że wyrosną. Do jednej z drewnianych doniczek z kringloopa wsadziłam bratki.

Dwa kosze z frezjami a obok koszyczki z goździkami.

Pan Mąż stwierdził, że chce mieć na podwórku krasnoludki 🙂 Kupił trzy sztuki. Dwa stoją na podwórku a trzeci przed domem.

Przed domem też zmieniłam wystrój. Wrzosy poszły na podwórko. Przy drzwiach zawisły duże bratki a w metalowej misce są dwa rodzaje roślin: znowu bratki i chyba jakaś odmiana stokrotek.

Wcześniej sadziłam fijołki a teraz bardzo spodobały mi się bratki 🙂 Czeka nas jeszcze naprawa płotu. Stał sobie twardo, więc zwlekaliśmy. Do czasu… Była wichura i płot leżał. Stoi teraz trzymany drutem.

Jakby mało było roślin, to w Lidlu dokupiłam kilka torebek kwiatów. Są oczywiście kolorowe bratki:

Floks, który podobno bardzo lubią motyle 🦋 i powój trójkolorowy:

Mam też mix różnych roślin a także warzywa- groszek i rzodkiewkę 😁 Teraz pozostaje mi pomyśleć, gdzie to posadzić. Ja najpierw kupuję a potem kombinuję, jak to wszystko rozplanować…

Jutro reszta prac, czyli muszę wyrwać chwasty między kostką i wyciągnąć z donic cebulki, które nie wyrosły. Jeżeli nie są zgnite, to trafią do pudełka i na jesień znowu do ogródka. Zostało mi jeszcze przejrzenie i posegregowanie doniczek.

🙂🌷🌷🌷