KILKA RZECZY Z DROGERII

Nie przepadam za Kruidvatem, czyli chyba najbardziej popularną drogerią w Holandii, ale musiałam tam zajrzeć po pracy. I nawet miło się zaskoczyłam. 

Ja zawsze mówię,  że w Kruidvacie to chyba tylko „dziada z babą brakuje”. Tam jest chyba wszystko. Oprócz kosmetyków,  kupić można biżuterię,  chemię,  słodycze,  zabawki, leki. Poza tym Kruidvat się tak naprawdę chowa przy takim Rossmanie,  czy Hebe. Nie ma aż tak dużego wyboru choćby w maseczkach na twarz. Poza tym nie lubię  tego rozstawu regałów.  Nic nigdy nie mogę szybko znaleźć. Zrobię osobny wpis, jak wygląda ta drogeria w środku i pokażę przykładowe ceny. Wcale tanio nie jest, i wolę kupić krem przez internet, ale tym razem potrzebowałam peelingu do skóry głowy. Znalazłam tam bardzo dobry produkt, którego akurat teraz nie było.  Oczywiście zapomniałam nazwy, pamiętam tylko wygląd buteleczki. Kolor włosów też wymagał odświeżenia a chciałam ponownie wrócić do granatowej czerni.

W peelingach dużego wyboru nie było.  Szorowałam gałami po dziale z włosami i znalazłam ten marki Yari,  którą widzę pierwszy raz. Weszłam na ich stronę internetową (niby holenderska firma, która prowadzi sprzedaż hurtową i marketing B2B) i faktycznie mają duży wybór kosmetyków do różnego rodzaju włosów.  Kupiłam ten peeling, bo nie miałam wyjścia.  Zresztą peelingi do skóry głowy,  to moje odkrycie, mimo że są na rynku już od dłuższego czasu. I do tej pory się dziwię,  że nie zaczęłam ich używać już wcześniej.  Tymbardziej, że mam nawroty łupieżu.  Pomaga mi tylko Nizoral, jeśli chodzi o szampony. Wypróbowałam ten scrub.  Jest bardzo cukrowy i lepki, ale szybko się zmywa. Jednak ten poprzedni, to był sztos. Będę szukała go w innych sklepach, bo rewelacyjnie odświeżał skórę głowy i czuć było,  że jest naprawdę czysta.

Kolor granatowej czerni znalazłam jedynie w farbach marki Syoss. W słońcu faktycznie widać granat, ale dla mnie to za mało.  Mam ochotę pokryć włosy całkiem granatowym kolorem. Gdzieś ostatnio przeczytałam,  że problem z czarnym kolorem włosów jest taki, że nigdy nie jest wystarczająco czarny. I coś w tym jest  🙂

Skusiłam się też na spray marki John Frieda, który podnosi włosy u nasady, a mam na tym punkcie hopla. Ostatnio w ogóle wzięłam się za swoje włosy.  Zazwyczaj traktowałam je po macoszemu: jakiś szampon plus odżywka bez spłukiwania,  co jakiś czas farba i tyle. Teraz widzę różnicę. Tę markę lubię,  ma dobre produkty. Spray łączę z pianką dodającą objętości włosom z Lidla, marki Cien.  Efekt jest. Ja po prosty nie lubię oklapniętych włosów. 

Żółty kolor, czyli witamina C. Ten krem oczyszczający widzę pierwszy raz. Jest koreańskiej marki Goodal. Pachnie lekko cytrusowo,  jest biały i gęsty.  Nadaje się raczej na wieczorne oczyszczanie, po całym dniu trzymania skóry twarzy w kurzu, pocie itp. Usuwa brudy dokladnie.  Drogeria ma też swoje produkty, jak np ten tonik rozświetlający w sprayu z wit. C. Kupiłam z ciekawości i już wiem, że nie ostatni raz. Ma przyjemny zapach i ładnie rozświetla skórę i dodatkowo odświeża. 

Moje niedawne odkrycie, czyli maski w płachcie Garnier. O tych różowych już pisałam.  Była znowu promocja 1+ 1 gratis, więc kupiłam też te z wit C. Uwielbiam je.

Kolorówka powiększyła się o nowe marki, np tę z Shein, czyli Sheglam. Ja chciałam tylko lakiery do paznokci i ulubioną czarną kredkę do oczu marki Essence.  Dla mnie jest ona nie do zdarcia. Lepszej nie miałam.  Lakiery wpadły 3: czerwone i beż. Nigdy nie miałam chyba beżowych paznokci a te czerwone niby się trochę odcieniem różniły,  ale w domu stwierdziłam,  że chyba są takie same 🙂

Do następnego 🙂

Dodaj komentarz