ZAMIAST OSŁONKI NA STORCZYKA…

Ostatnio odwiedziła mnie dobra koleżanka. W prezencie, do nowego domu, dostałam od niej storczyka o pięknym kolorze.

Znowu trzeba było kupić osłonkę na tę plastikową doniczke, w której rośnie kwiatek. Skąd wziąć? Należy udać się do kringloopa 😁 Tak, wiem, siedzę tam często. Ale po co przepłacać w ogrodniczym, skoro tam za centy można cuda na kiju znaleźć 🙂 Wpadłam tam i poszłam w regał z drewnianymi pierdołami. W oko wpadły mi drewniane gruszki 🍐🍐 Mam już jabłka 🍎🍎 więc gruszki do kompletu też muszą być 😛

Potem przeniosłam wzrok na talerze, półmiski i inne takie… A że akurat rozkładali nowy towar, to przejrzałam to i owo. Co znalazłam? Za 2 euro taki płaski półmisek na ser 😊

Pan Mąż zaopatrzył się wcześniej w nożyce do cięcia żywopłotu. Trzeba było wyrównać tę zieleninę przed zimą. Jednak ciąć ✂✂ to, wcale nie jest taką prostą sprawą. Próbowałam sama. W kringloopie mąż znalazł za 12 euro elektryczne „nożyce”-trymer firmy Makita. Nie są nowe, mają ślady użytkowania, ale są w dobrym stanie. Teraz z żywopłotem pójdzie łatwiej 🙂

Co jeszcze było? A np taki wielki słój ozdobny z dużymi makaronowymi muszlami. Szkoda, że mam mało miejsca w kuchni…

Zegar na kuchenną ścianę: piękny, duży, ciężki, żeliwny 😊 Ja już zegar mam. Mały, niestety plastikowy, w kształcie patelni z jajkiem sadzonym 🍳

Wśród ozdobnych szkieł, popielniczek, karafek i innych kryształów, zerknęłam na takie małe coś we wzorek kart do gry 🃏

Zawsze oglądam też drewniane ozdoby, jak np afrykańskie maski, zwierzęta czy naczynia. Bardzo mi się podobają, bo pasują do stylu kolonialnego 😊 Ale nawet w kringloopie są pieruńsko drogie. Jedną taką maskę przyłożyłam do twarzy, jak w filmie „The Mask” 🎭😂

Aaaa, i na koniec muszę wspomnieć, że o osłonce zapomniałam… 😒😂

HAGA-SCHEVENINGEN

W pewien ciut wietrzny, deszczowy, ale ciepły dzień, wybraliśmy się do Hagi. Do tej pory byliśmy tam 2 razy- raz przejazdem, a za drugim razem w Madurodamie (parku miniatur). Teraz przyszedł czas na zobaczenie najpopularniejszego kurortu Holandii, czyli plaży, mola i deptaka w dzielnicy Scheveningen.

Scheveningen kiedyś było małą wioską rybacką. Z Hagą łączyła ją tylko jedna ścieżka. Z biegiem lat, zamożni mieszczanie zaczęli dostrzegać uroki pięknej plaży i nadmorskich spacerów. Dlatego wioska rozrastała się, bo zaczęto budować okazałe rezydencje. Scheveningen zyskało status kurortu dla bogaczy i wraz z rozwojem Hagi, stawało się coraz popularniejsze.

Na plaży wznosi się piękny hotel Kurhaus. Jego pełna nazwa brzmi Grand Hotel Amarath Kurhaus The Hague. Robi naprawdę duże wrażenie. Zresztą wg mnie jest podobny do naszego sopockiego Grand Hotelu 😊 Budynek wzniesiono w latach 1884-1885. Został zaprojektowany przez niemieckich architektów i posiadał wielką salę koncertową i 120 pokoi. Lata 60te przyniosły kurortowi kryzys, bo popularne stały się podróże zagraniczne. Holendrzy porzucili swoje plaże na rzecz tych zagranicznych. Hotel zaczął popadać w ruinę. Na szczęście nie dopuszczono do tego, znalazły się pieniądze na remont i został wpisany na listę zabytków. Ponownego otwarcia dokonała księżniczka Beatrix.

Widok od strony ulicy
Widok z plaży

Molo w Scheveningen, to kolejna wizytówka kurortu. Konstrukcja wcina się w morze na długość prawie 400 metrów i jest dwupoziomowa. Na dole mieszczą się sklepiki z pamiątkami i liczne bary i kafejki: można zjeść burgera, gofra albo wypić drinka. Na górze także jest kilka knajpek. Do molo przylega diabelski młyn i wysoka wieża, z której można skoczyć na bungee. Pierwsze molo zbudowane było z drewna i nosiło imię królowej Wilhelminy. Otwarte zostało w 1901r. Konstrukcja nie przetrwała jednak II wojny światowej. Molo, które widzimy dziś, zostało otwarte w 1959 r.

My nie zwiedzaliśmy całej Hagi. Jak wcześniej pisałam, chcieliśmy zobaczyć hotel, molo i bulwar. Czytałam, że w okresie letnim plażowiczów jest od groma i znalezienie miejsca parkingowego graniczy z cudem. My pojechaliśmy tam w tygodniu i pod koniec września. I tak ledwo udało mam się znaleźć wolne miejsce. Na szczęście udało się zaparkować blisko hotelu i mola. Stwierdziliśmy, że godzina nam wystarczy na zobaczenie najważniejszego. A guzik. Godzina, to mało. Nie przeszliśmy całego bulwaru z knajpami i sklepikami. Skierowaliśmy się od razu na molo. Spacer zaczęliśmy od górnej części, do której prowadzą schody z deptaka.

Po drodze stwierdziliśmy, że zrobimy sobie jazdę na diabelskim młynie. Pamiętam, że będąc w Trójmieście, jeździliśmy na takim w Gdyni i widok na port był super 🙂 Doszliśmy do końca mola, gdzie są dwa zejścia na dół: jedno do wieży widokowej ze skokami i drugie do koła. Bilet: 9€. W Gdyni zapłaciliśmy 50zl od osoby, ale to był sezon letni. I tu muszę napisać, że żałowałam, że w ogóle wlazłam do tej kabiny na młynie. Jak w Gdyni był dzień słoneczny i bezwietrzny, tak tu zachmurzony i na plaży wiało. Co za tym idzie? Bujało nami i niemal zeszłam na zawał 😳😬😵 Prawie oczu nie otwieralam i z samego szczytu plaży i morza nie widziałam. Czekałam, aż wreszcie się to ustrojstwo zatrzyma. A obrotów było chyba ze 4!

Po wyjściu z tego przeklętego koła, udaliśmy się dołem na plażę. Pan Mąż kupił gofra, bo mu pachniało 😀 I znowu przekonałam się, że holenderskie plaże są piękne i szerokie. Morze było wzburzone i wyglądało cudnie 😍🌊 W wodzie było sporo surferów. Ludzie nawet w kurtkach chodzili boso i miałam ochotę zrobić to samo 😊 Do hotelu od strony plaży, blisko nie podchodziliśmy. Wolałam gapić się na fale, mewy i muszle 🐚Chcemy tu przyjechać, gdy będzie ciepło i bezchmurnie, bo podobno zachody słońca są tu piękne 🌅

Pozwolę sobie porównać Scheveningen do Sopotu 😛 Obydwa hotele są piękne i położone na plaży. Holenderska plaża jest jednak ładniejsza, bo baardzo szeroka. Molo? Wygrywa to w Sopocie. Jest dłuższe (część spacerowa wynosi 511,5 m, a 458m wchodzi w morze), bardziej zadbane, czystsze i jest na nim tylko jedna restauracja, co jest dla mnie akurat plusem 🙂 Więc 2:2. Ale! W Sopocie, schodząc z plaży, mijając knajpy, schodzimy na ścieżkę rowerową i park, łączący Trójmiasto. Jest zielono i spokojnie. A w Scheveningen wychodzimy na ruchliwą ulicę pełną hoteli, barów i tramwajów. Zero spokoju i zieleni. Więc 3:2 wygrywa jednak Sopot 😊 Mimo to, uważam, że będąc w Holandii, warto odwiedzić kurort, jak i całą Hagę 😀

MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ KAWY

Ten wpis powstał na wieczór, a powinien rano przy kawie ☕☕ Dowiedziałam się niedawno, że 29 września mamy święto kawy 😊

Ja kawę lubię i piję codziennie rano. Musi być ta zwykła, czarna, fusiasta, gorąca i często ze zwykłym mlekiem. Kiedyś nie lubiłam jej pić, a teraz nie wyobrażam sobie dnia bez kubka kawy. Bo w kubku smakuje mi najlepiej 😄 Muszę też napisać słów kilka na temat picia tego napoju przez Holendrów, bo już dawno zauważyłam, że oni jej piją baardzo dużo…

W Holandii podobno wypija się codziennie 6,5 mln litrów tego napoju. I też miliony zarabia się na kawie. Jest tutaj nawet jej festiwal w Amsterdamie. Tu nie pija się samej wody, tylko kawę. To właśnie Holendrzy sprawili, że mała czarna jest teraz popularna na całym świecie 🌍🌎🌏 Początkowo napój znany był tylko w Afryce Wschodniej. Potem stał się znany w krajach arabskich. Znana nazwa „mokka” pochodzi od miasta Mokka w Jemenie. To właśnie z Mokki holenderscy żeglarze wywieźli w XVII wieku Coffea arabica na indonezyjska wyspę Jawę, gdzie roślina świetnie się przyjęła. XVII wiek był Złotym Wiekiem Niderlandów a wypełnione towarem statki ze sprytnymi kupcami pływały po morzach i oceanach całego świata. Wiedzieli, że na kawie da się zarobić. Dlatego rośliny kawowca wywieźli m.in do Sri Lanki i krajów Ameryki Południowej 🙂 Holendrzy twierdzą nawet, że pierwszym największym centrum sprzedaży i konsumpcji kawy był Amsterdam. Początkiem ogólnoeuropejskiej popularności kawy był rok 1715. Wtedy to burmistrz Amsterdamu podarował roślinę kawowca królowi Francji, Ludwikowi XIV. Od tamtej pory i Francja pokochała czarny napój. Początkowo na picie kawy mogli pozwolić sobie tylko najbogatsi. Potem to się wreszcie zmieniło i kawa była popularniejsza od piwa. Na początku XVIII wieku w dużych miastach takich jak Amsterdam czy Haga, zaczęły powstawać coffiehuizen, czyli pijalnie kawy. Holendrzy zarabiają na kawowym biznesie od początku. Jednym z największych producentów na świecie jest firma Douwe Egberts- założona w 1753 roku w małym fryzyjskim miasteczku Joure.

Już wiadomo, że kawa w Holandii była, jest i będzie. W pracy automat do kawy jest zawsze. Na każdej pauzie pija się kawkę. W domu goście częstowani są kawą. Najlepiej z ciasteczkiem 🍪☕ Ciastka są podawane w różnych, kolorowych, metalowych puszkach, które uwielbiam 😊 Holendrzy posiadają w domach ekspresy do kawy i to nawet takie bardzo nowoczesne. Ogólnie tradycją jest podawanie filiżanki kawy z ciastkiem. Jeżeli zaprosi się Holendra do siebie- także w dobrym tonie jest zaproponowanie kawki i ciastka. A takie mamy tu rodzaje ciastek:

Będąc w Holandii, warto zakupić kilka rodzajów tutejszych kaw, bo są naprawdę dobre 🙂

HURAAA! JESIEŃ 🍂🍁

Naszło mnie takie przemyślenie, że kiedy byłam mała, moją ulubioną porą roku było lato 🌞🌳🌾. I trochę też zima, szczególnie czas Bożego Narodzenia ❄⛄. Potem zmieniło mi się i lubiłam wiosnę 🌼🌻🌿 A teraz uwielbiam jesień 🍂🍁🎃🍄

Najbardziej lubię właśnie jesień, chyba dlatego, że wtedy kończą się upały, które ciężko znoszę. I dlatego też, że robi się szybciej ciemno, a ja lubię wieczory i noc. Wieczory z książką. I jest zmiana czasu, więc i pospać można tę godzinę dłużej 🙂 I dzisiaj jest taki kolorowo- jesienny wpis ze zdjęciami, które bardzo mi się spodobały.

W 2020 roku, na półkuli północnej, jesień zaczęła się 22 września i potrwa do 21 grudnia. Wiele osób mówi, że ta pora roku w Polsce, kojarzy im się zazwyczaj z nostalgią i smutkiem. Może ze względu na pogodę, krótkie dni i Święto Zmarłych, które ja akurat lubię. I lubię wtedy wygląd nekropolii, szczególnie wieczorem. A mnie jesień kojarzy się z przyjemnym chłodem, deszczem (a w Holandii, nie dość, że leje, to jeszcze porządnie wieje), kolorowymi liśćmi w parku, czy lesie, grzybami, wrzosami, dyniami, żołedziami,kluczami ptaków🍄🎃☔☁😊 Jest taki wiersz Juliana Tuwima pt „Wspomnienie”, w którym pisał, że „Mimozami jesień się zaczyna, złotawa, krucha i miła”. Utwór wykorzystał Czesław Niemen, wykonując go jako piosenkę.

Znalazłam też mnóstwo ładnych cytatów jesiennych. Oto kilka, które szczególnie mi się podobają:

„Gorycz poranka i słodycz jesieni dopiero w późnym wieku się ceni”- Jan Sztaudynger

„Życie ma swój ustalony biologiczny rytm. Od czasu do czasu burze przerywają jego bieg, ale wiosna, lato, jesień, zima, następują po sobie jak urodzenie, życie, śmierć. Tyle, że przyroda zmartwychwstaje. My-nie.”- Zofia Kucowna

Jesienią, jesienią, sady się rumienią, czerwone jabłuszka pomiędzy zielenią”- Maria Konopnicka

Jesień to druga wiosna, kiedy każdy liść jest kwiatem”- Albert Camus

„O szyby deszcz dzwoni, dzwoni. Deszcz dzwoni jesienny i pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny”- Leopold Staff

Jesienią nie idź do jubilerów, aby zobaczyć złoto. Idź do parków!”- Mehmet Murat Ildan

Przysłowia nawiązujące do jesieni też są ciekawe i dotyczą zmian pogodowych, przepowiadających aurę na najbliższe miesiące pór roku 🌷🌞☔❄ Np takie:

Gdy w kwietniu ciepłe deszcze padają, pogodną jesień zapowiadają.

Bartłomiej ukazuje, jaka jesień następuje.

Gdy jesień zamglona, zima zaśniezona.

Na koniec sierpnia śniegiem okryte góry, jesień bez chmury.

Gdy łagodna jesień trzyma, będzie krótka, ostra zima 😊

A czy są filmy odpowiednie do obejrzenia akurat w jesienny wieczór i do tego z jesienią w tle? A są 😊🎥 Oto kilka tytułów, które polecam:

„Halloween„- jest kilka filmów z tym słowem w tytule. A ten jest najnowszy, bo z 2018r. Ostatnia konfrontacja Laurie Strate z prześladowca, przed którym uciekała 40 lat wcześniej. Dla fanów grozy, jak znalazł 😁

„Miłość w Nowym Jorku”- komedia romantyczna o 50- letnim playboyu, który pewnej pięknej jesieni poznaje 21- letnią Charlotte. Warto obejrzeć ze względu na jesienny Nowy Jork 🙂

„Kiedy Harry poznał Sally”- kultowa komedia romantyczna, w której spora część filmu rozgrywa się także w jesiennej scenerii Wielkiego Jabłka.

„Masz wiadomość”- kolejna komedia romantyczna z jesienią w tle na Manhattanie. Dwoje ludzi rywalizujących ze sobą w biznesie książkowym 📚

„Słodki listopad”- dramat, w którym nowojorski biznesmen- karierowicz, poznaje w listopadzie dziewczynę, która postanawia „naprawić” jego życie.

„Dziewczyna z pociągu”- film na podstawie książki- bestsellera. Jest to dobry thriller psychologiczny, który idalnie nadaje się na wieczór 🙂 Książkę czytałam 😊

Jesień ma mnóstwo zalet 😊 Pogoda nie dopisuje? Można ten czas spędzić pod kocem z filmem lub książką. Albo zrobić trochę porządków w domu, tak jak ja 😄 Nawet w typowo jesienny weekend można czas spędzić fajnie. A jeśli za oknem jest „polska złota jesień” , warto iść do lasu lub parku. Ubrać ciepły sweter, termos z herbatą i w długą 😁 Czasem można jeszcze na kocu posiedzieć. Ja postanowiłam ostatnie w miarę ciepłe dni spędzić na ostatnich pracach w ogródku: zasadzić cebulki tulipanów i żonkili, powiesić karmę dla ptactwa i zgrabić ostatnie liście 🍁🍂

W SKLEPIE OGRODNICZYM I DEKORACJA JESIENNA

Pogoda się zmieniła. Zaczęło padać, ale mnie to nie przeszkadza, bo lubię deszcz. Raz nawet burza była 🙂 Takie jesienne wieczory mi odpowiadają, szczególnie, że jeszcze trwa urlop. Postanowiłam wyciągnąć Pana Męża do wielkiego sklepu ogrodniczego, który mieści się w szklarni 🙂

Ja oczywiście oczopląsu tam dostawałam, bo roślin i dekoracji jesiennych ogrom. Ogólnie potrzebowaliśmy jakieś grabki do liści i szczote do zamiatania chodnika. Myślałam też o wrzosie i chryzantemach. Zakupiłam też dwa plecione koszyczki, żeby te wrzosy jakoś się prezentowały. Chryzantemy wsadziłam do koszyków kupionych w kringloopie. Do tego trzy małe dynie i przed domem jest jesiennie 🍂🍁😊

Była promocja na bratki: 10 sztuk za 4 euro! No trzeba było wziąć 🙂 Do tego dwie sztuki ozdobnych kapustek, cebulki tulipanów i żonkili. Jedne tulipany wzięłam czarne, bo zawsze takie chciałam. Reszta jest różnokolorowa. Posadzone na jesień, powinny na wiosnę wyrosnąć.

Na końcu podwórka mamy dwa drzewa, a w zasadzie to dwa wysokie pieńki i są to chyba wierzby, których tu pełno nad kanałami. Stwierdziłam, że powiesze na nich jedzenie dla ptactwa 🙂 W sprzedaży były m.in kolby z ziarnami i połówki kokosów, w których, w tłuszczu, zatopione są ziarna. Kupiłam to i zaraz idę wieszać 🙂 W sklepie było też mnóstwo innych rzeczy 🙂

W Actionie były także dekoracje jesienne. Do tego na równi z tymi na Halloween 🎃 i Boże Narodzenie 😄 Dwa tygodnie temu, kupiłam drewnianą tacę+ sztuczne liście i plastikowe dynie. Nie lubię plastiku, a te ozdoby to w sumie takie byle gówno, ale trudno, niech będą. Dobrze, że szyszki są naturalne i małe plastry drewna. Dodałam parę wkładów i w domu też ciut jesiennie 🙂

Jeszcze tylko trzeba ogródek dokończyć, doprowadzić do ładu i składu i zima może przyjść 😜

PIERDOŁY DO DOMU Z INNEGO KRINGLOOPA

W związku z tym, że urządzamy powoli nasze kąty, to znowu chciałam odwiedzić kringloopek 😁 Ale nie ten, co zawsze. Mamy w mieście jeszcze drugi. Można powiedzieć, że podwójny, bo w jednej hali jest wszystko, że „dziada z babą” brakuje, a w drugiej tylko meble. No i pojechaliśmy. Co kupiłam? A to:

Dwa plecione koszyki, bo chciałam kupić wrzos i przesadzić do takich właśnie koszyczkow. Wymyśliłam sobie dekorację jesienną, a takie plecionki sprawdzają się idealnie 🙂

Mała lampka nocna. Spodobała mi się, bo ma drewniane nóżki, a drewno lubię. Żarówka poszła do wymiany, bo świeciła na…czerwono 😬

Pan Mąż wypatrzył taki rondelek. Mamy tylko jeden. A kolejny się przyda. Poza tym w ogóle nie zniszczony.

W toalecie na dole, lampa u sufitu jest przepalona, stara, ale mimo to świeci. Nie podoba nam się i idzie do wymiany. Szukaliśmy fajnego plafonu. I udało się. Trzeba było go tylko wyczyścić z kurzu 🙂

Świeczki z muszelkami 🙂 A ja lubię wszystko, co morskie, więc je złapałam i cyk do koszyka. Pewnie nie pachną, ale one w sumie mają robić za dekorację.

Poszliśmy też na drugą halę, tam gdzie meble. Wpadł mi w oko piękny sekretarzyk- biurko. Kiedyś na taki mebel nie zwróciłabym uwagi. Teraz gust mi się zmienił. Nie mam pomysłu jeszcze, gdzie mógłby stać… Gdybym go kupiła, to zmieniłabym kolor. Nie lubię białych mebli. Przydałoby mi się takie biurko. Już żałuję, że go nie kupiłam. Kringloop będzie otwarty od wtorku. I na 99% pojadę tam. Oby jeszcze mebel był 😊

NIE TAKI SĄSIAD- HOLENDER STRASZNY, JAK GO MALUJĄ

Poznaliśmy naszych nowych sąsiadów: i tych z lewej i tych z prawej strony. Poszliśmy wreszcie się przedstawić. Zabraliśmy ze sobą „prezenty”, tzn pełne skrzynki 🍅. Ale po kolei…

Jak już wcześniej pisałam, przed nami mieszkali tu inni Polacy. Od tych ostatnich słyszeliśmy, że małżeństwo sąsiadów z prawej jest super. Ci po lewej, nie odpowiadali nawet na „dzień dobry” i non stop skarżyli się na hałasy. No to ja sobie myślę, że jakiś powód tej niechęci do Polaków skądś się wziął… Pan Mąż mówi tak: „Dobra, zaczynamy urlop i trzeba iść się przedstawić i przywitać”. Ja byłam, przyznam się, pełna obaw. A już na pewno w stosunku do tych sąsiadów nieprzychylnych Polakom. Ale dobra, poszliśmy zaraz po pracy. Najpierw do tych miłych. Otworzyła nam pani uśmiechnięta i ciut zaskoczona, bo nie wiem, czy nas obserwowała z okna, gdy znosiliśmy klamoty. Możliwe, że jednak tak, bo Holendrzy podobno lubią wiedzieć dużo na temat swoich sąsiadów. Przedstawiliśmy się i powiedzieliśmy skąd jesteśmy i że teraz tu będziemy mieszkać, bo kupiliśmy dom. Pani na to, że wie, że jest jej miło i od razu zapraszała nas na kawę. Była sama, bo mąż w pracy. Grzecznie podziekowalismy i odmówiliśmy, bo my ledwo po pracy. I jeszcze chcieliśmy przecież iść do tych drugich „niemiłych”. Powiedziała, że rozumie i się cieszy z nowego towarzystwa 🙂 Fajnie, super, miło, nie? I potem z duszą na ramieniu zapukalismy do kolejnych drzwi. Ja miałam myśl typu: „Kurwa zamkną nam drzwi przed nosem i będzie siara”… Ale nie! Rozmowa była krótka i miła. Spokojni, fajni ludzie. Podziękowali za warzywa i nawet stwierdzili, że będzie się dobrze mieszkać. A! I też wiedzieli kim jesteśmy i że kupiliśmy dom.

W piątek, ostatni dzień przed urlopem. Przyjechaliśmy po pracy, parkujemy a tu wychodzi sąsiad (ten, co wcześniej był w pracy i nie poznał nas osobiście). Najwidoczniej czekał na nas. Przedstawił się i mówi, że widzi nas w przyszły weekend na kawie. Ok, przyjdziemy 🙂 W pierwszy tydzień urlopu nawet nie dobiło jeszcze weekendu a tu dzwonek do drzwi. Wróciliśmy akurat dopiero co z zakupów i jedliśmy kapsalony. Pan Mąż otwiera, a tu sąsiad „od kawy”. Mówi, że mamy wpaść teraz na kawę i piwo. Coooo? Przecież umówieni byliśmy na weekend. Ale ok. Poszliśmy. 2 godzinki zleciały przy kawie i rozmowie. Mili, sympatyczni, weseli. Wiele nam opowiedzieli o jeszcze dużo wcześniejszych lokatorach 😬 Np to, że raz mieszkało tu przed nami 9 facetów! Pracowników z Polski. Wesoło nie było. Tzn sąsiadom, bo ci panowie podobno co weekend bawili się wybitnie 😣 No i co się potem dziwić Holendrom… Wychodzi na to, że po prostu wystarczy mieszkać „po ludzku”, być spokojnym, miłym, mówić „dzień dobry”, „dziękuję” i „do widzenia” a przekonają się tubylcy i do obcokrajowców 🙂

CO CIEKAWEGO WYNALAZŁAM W KRINGLOOPIE

Pojechaliśmy dzisiaj z Panem Mężem do ulubionego sklepu ze starociami. Ja miałam w planach poszukać niedużej osłonki na doniczke i dużej doniczki na przesadzenie kwiatka…

Jak to zazwyczaj bywa, wyszłam ze sklepu z paroma innymi rzeczami. A że była dostawa nowego towaru, to miałam w czym przebierać 🙂 W oko wpadły mi drewniano- metalowe stojaki na gazety. Stwierdziłam, że jeszcze nie będę tego kupować a teraz żałuję. Jak zawsze zresztą, bo zamiast brać od razu, to się rozmyślam i potem już tego czegoś upatrzonego nie ma :/ A ja taki gazetnik chcę mieć, mimo że gazet nie czytam, tylko książki. Jest to fajna ozdoba domu. Szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia. Oglądałam też żyrandole. Musimy zmienić jeden w toalecie na dole, bo jest przepalony. Jak na złość w tym temacie wyboru dużego nie było. Przeważały kinkiety. Dobrze, że w miasteczku mamy jeszcze jeden krongloop, więc na pewno coś znajdziemy. A to, co wygrzebałam dzisiaj:

Metalowa puszka w kwiaty za 2 euro. Szukałam takiej większego rozmiaru, bo muszę trzymać gdzieś papuzie ziarno. Z torebek się wszystko wysypuje. Natrafiłam na tą i ją wzięłam. Zmieściło się i ziarno i proso.

Dynia na Halloween 🎃 Jest szklana a z tyłu ma otwór na wkład świeczki. Fajny gadżet nawet na jesień. Lubię Halloween, więc taka dyńka się przyda 🙂

Były trzy obrazki: Nowy Jork, Paryż i Londyn. Żałuję, że nie wzięłam wszystkich trzech :/ Mamy w korytarzu przy drzwiach wbity haczyk na klucze. Stwierdziłam, że taki obrazek będzie się w tym miejscu dobrze prezentował. Chyba jutro kupię pozostałe, bo już widzę, że będą fajnie razem wyglądać. Obrazek pochodzi z Ikei.

Ta osłonka najbardziej mi się podobała. Parę napisów, kawałek oplecionego wokoło sznurka i fajny kolor.

Szklany dzbanek w krowy 🙂 Szukałam takiego na łyżki kuchenne i jest! To już drugi w krówki, jaki posiadam. Świetna ozdoba kuchni.

Zegar za 7,50 euro. Spodobał mi się od razu. Jest otwierany, w środku ma trzy półeczki na jakieś pierdoły. Bardziej spodziewałam się haczyków na klucze 😉 Znalazłam za to zapasową baterię. Wymieniłam i chodzi 🙂

2 doniczki w kształcie skorupek jajek. Idealne, jako ozdoba na Wielkanoc. Już widzę w nich posadzone małe żółte żonkile 🙂

Spora doniczka jest mi potrzebna do przesadzenia kwiatu, który tak mi się pięknie (odpukać) rozrósl, że szkoda aby się dalej męczył. Wypuścił odnożkę, więc muszę ją wsadzić do tej donicy. Szkoda, że ziemi zapomniałam kupić :/ Ogólnie w donicach nie było wyboru. Dobrze, że trafiłam na taką chociaż. Kolor mi odpowiada, bo w większości posiadam białe doniczki.

Dopiero zaczęłam urlop, więc jeszcze mam dużo czasu na bieganie po kringloopach 🙂

KUCHENNE GADŻETY I SPRZĘT, KTÓRY BYM CHCIAŁA

Stwierdziliśmy z Panem Mężem, że jeszcze nie będziemy robić remontu kuchni, tj wymiany mebli, płytek itp. Nie podoba mi się jej żółty kolor, ale nie jest w tragicznym stanie, więc odpuścimy a zajmiemy się innym pomieszczeniem.

Powoli doprowadzam kuchnię do porządku. Czyszcze szafki i próbuję w nich upychać swoje rzeczy. I nie jest to łatwe, bo w poprzednim mieszkaniu, kuchnia miała więcej większych szafek. Tutaj jest 5palnikowa kuchenka (!) z ogromnym okapem. Była wcześniej wymieniana i jest niedopasowana do mebli. Z obydwu stron są szpary i jedzenie z garów śmiało wpada w te dziury 😒 Nam takich rozmiarów gazówka i okap, nie są potrzebne. W tą przestrzeń można dołożyć więcej blatu i szafkę u góry. No, ale jakoś się przeżyje. Oglądałam w internetach zdjęcia fajnych rzeczy, które mogłyby dodać tej kuchni trochę „ładności” 🙂 I wybrałam kilka, które wpadły mi w oczy 👀

Magnesy na lodówkę

Lubię magnesy a im bardziej kolorowe i fajne, tym lepiej. Mam ich kilkanaście, ale są to np z odwiedzonych przez nas miejsc. Chcę też jakieś śmieszne. W mieszkaniu lodówkę mieliśmy zabudowaną. Magnesy wylądowały na okapie i niezbyt mi się to podobało. Teraz lodówka będzie wolnostojąca i tam się je przyczepi 🙂

Dzbanki na łyżki kuchenne

Tutaj są tylko dwie szuflady. W dodatku płytkie i wąskie. Nie mogę włożyć wszystkich łyżek i łych do mieszania w garach. Dobrze, że na sztućce miejsce jest. U Holendrów podpatrzyłam w kuchni emaliowane dzbanki z ładnymi obrazkami, do których wkładane są różnej maści „mieszadła” i wygląda to naprawdę ładnie. Od czego mam kringloopy? Tam jest mnóstwo takich dzbanków za centy 🙂

Chlebak

Nie chodzi o taki chlebak zwykły plastikowy, jakich pełno było kiedyś. Chcę drewniany, a najlepiej z bambusem 🙂 Do tej pory chleb trzymaliśmy w siatce w szafce, bo na blacie miejsca mało. Teraz mam ( o dziwo ) gdzie ten chlebak postawić, więc na pewno go kupię.

Suszarka do naczyń

Nie plastikowa! Nie lubię plastiku. Najlepiej drewniana, bambusowa. Lubię bambus 🙂 Tu też jest zmywarka. Ale podobno po włączeniu jej, wywala korki w chacie 😬 Pan Mąż musi ją sprawdzić. Zresztą trzeba ją najpierw porządnie doczyścić, bo pleśni trochę jest. Narazie trzeba zmywać gary ręcznie. Gdyby okazało się, że nie jest już sprawna, to ta suszarka się przecież przyda.

Grafiki kuchenne

Świetna ozdoba kuchennej ściany! Podobają mi się grafiki vintage, jak i te nowoczesne: np przeliczniki kuchenne. W naszej kuchni jest spory kawałek wolnej, czystej ściany, więc będą pasowały jak ulał 🙂

Pojemniki kuchenne

Szczególnie upodobałam sobie te metalowe (ten pierwszy) na ziemniaki czy cebulę. Warzywa nie walają się w reklamówkach i nie gniją. A takie pojemniki są dodatkowo fajną ozdobą i nie muszę być schowane 🙂 Wydaje mi się, że pasują do każdej kuchni.

Czajnk bezprzewodowy

Kiedyś podobały mi się proste czarne czajniki. Teraz coś mi się odmieniło i stawiam na fajny ciekawy kształt, kolor a nawet wzór 🙂 Widziałem np czajnik vintage w kolorowe kropki. Będę na pewno szukać jakiegoś nietuzinkowego kształtu.

Lodówka SMEG

Wcześniej jakoś kolor czy kształt lodówki nie miały dla mnie znaczenia. Wiedziałam na pewno, że chcę sprzęt niezabudowany, bo muszę mieć gdzie wieszać magnesy 🙂 Potem stwierdziłam, że nie chcę białej lodówki, ale srebrną. Bajery typu kostkarka do lodu, nie są mi potrzebne. Od jakiegoś czasu, w oko wpadły mi lodówki marki SMEG- kultowe, vintage, o pastelowych kolorach. Zresztą w holenderskich domach, sprzęt tej marki ( roboty kuchenne czy czajniki ) można często spotkać. Zobaczyłam tę w kolorze czarnym i oszalałam 😉 Jak pastelowa by mi nie pasowała, tak czarna owszem. Lodówki są cholernie drogie, bo ok 2 tys euro, ale wiem, że na pewno będę ją miała. Ta na zdjęciu jest niska, a są też te wysokie z dużym zamrażalnikiem na dole. Mnie akurat przypadła do gustu ta mniejszych rozmiarów. Zobaczymy, jakie znajdziemy w tutejszych sklepach 🙂

NASZ JEST TEN KAWAŁEK ZIEMI…

Wcześniej był balkon, teraz dorobiliśmy się ogródka 🙂 W zasadzie, to podwórka. Tutaj wiele osób mówi na ten mały plac- ogród. Ja mówię po prostu ogródek.

Oczami wyobraźni widziałam już mini taras z palet, krzaki bzu i mały warzywniak. Teraz jedyne, co chcę, to pozbyć się chwastów i śmieci. Jak wcześniej pisałam, mieszkali tu pracownicy firm. Dlatego nie dziwię się, że „ogród” jest w tak opłakanym stanie. Dobre jest to, że poprzedni właściciel na pół z sąsiadem, postawili nowe ogrodzenie z prawej strony. To jedno jest z głowy.

W ogródku rosną dwa drzewa liściaste i jedno małe iglaste. Nie wiem niestety, co to są dokładnie za drzewka. Ja się cieszę, że w ogóle jakieś są 🙂 Na całą szerokość domu, przy drzwiach wyjsciowych, wyłożone są płyty chodnikowe. W tym miejscu dobry by był podest podświetlany z palet 🙂

Znalazło się nawet miejsce na małe oczko wodne. Niestety nie nadaje się na ozdobę ogródka. Woda czarna, pływa w niej jakaś biała plastikowa kaczka, wokoło kupa chwastów,dwie smętne lampki solarne, nad wodą latają komary ( teraz już wiem, skąd mamy ich tyle w chacie 😒), a dzisiaj zauważyłam, że zrobiły się w tym bajorku ślimaki! Po wyczyszczeniu oczka, pójdą mieszkać do kanału 🐚🐚

Rośnie też resztka bambusa. Piszę „resztka”, bo wczesniej było go tu od groma, ale przy stawianiu ogrodzenia został wytargany z ziemi. Podobno jest to kłopotliwa roślina, a mnie się od zawsze podobała… Obok jest paproc i chyba ją akurat zostawię, bo też mi się podoba 🙂

No i oprócz tych chwastów i innych roślin, znalazłam kupę śmieci m.in zdezelowany stolik ogrodowy z podniszczonymi krzesłami, stary dmuchany basen, grill, jakieś papierki i słoik z petami :/ Do tego, odkryłam na ścianie domu drewnianą drabinkę ( zapomniałam jak się to fachowo nazywa) do pnących roślin 🙂

Na urlopie będziemy mieć tu dużo roboty. Cieszę się, że od przyszłego tygodnia będzie ciepło i bez deszczu. Na jesień elegancko wysprzątamy ogródek i ponownie wrzucę zdjęcia na bloga. Potrzebna będzie też mini szopka- tuinhuis, bo niestety zabrakło jej tu a jest naprawdę przydatna. Bo gdzie schowam rower, doniczki, i inne takie? Wiem na pewno, że nie chcę „wychodnikowanego” podwórka, jak to w zwyczaju mają Holendrzy. Trawka musi być 🙂 Poniżej trzy przykłady ogrodu bez trawy. Ładnie urządzone, ale jak dla mnie, za dużo betonu :/

Jak to się mówi: ciasny (ogródek), ale własny 😊