HISTORIA PEWNEGO GRILLA I KILKA MIEJSC W OGRODACH DO RELAKSU

Z tego, co słyszę i widzę, pogoda w Polsce piękna. W Holandii, w prowincji gdzie mieszkam, maksymalnie 18 stopni. Do tego często pojawiają się chmury i czasami pada deszcz.

W najbliższych dniach, pogodynka w moim telefonie pokazuje deszcz ☔ i temperatury do 17 stopni. Ale kurtkę zimową na dobre odwiesiłam do szafy i w wolnych chwilach (a mam ich niezbyt dużo) doprowadzam ciągle ogródek do porządku. Robię sobie (na raty) mój mały projekt, żeby pamiętać co gdzie posadzić, donoszę roślin i nadal szukam dużego stołu ogrodowego. A nie jest to takie proste, bo np. te z bliskiej okolicy nie podobają mi się, a jak trafi się jakiś fajny stół, to znowu za daleko po odbiór 😒 Myślimy też nad zakupem grilla. Markety budowlane wreszcie otwarte, więc można się rozejrzeć. Holendrzy już poczuli wiosnę 🌱🌿🍀 pełną parą, bo chodzą po mieście z gołymi nogami i w krótkim rękawku 🙂 Niebawem będzie można czuć zapach grillowania na każdym osiedlu 😁 🍖🍗 więc nam też się grill przyda, bo taka kiełbaska upieczona, to jest coś 😋 Nie szukamy jakiegoś wypasionego i drogiego sprzętu. Tutaj ludzie często mają grille gazowe. Mnie odpowiada „kulka” albo „ufo” firmy Weber. Przeglądałam grille w internetach i natknęłam się na historię tej firmy 🙂

Okres przed wynalezieniem grilla okrągłego, był okresem z cegły. W całych Stanach Zjednoczonych używalo się ceglanych grilli, co miało dużo wad, np. były one nieruchome albo mnóstwo popiołu osadzało się na jedzeniu i ubraniu. Pasjonat grillowania i ojciec jedenaściorga dzieci, George Stephen pewnego dnia się wkurzył i wymyślił grill z boi, którą zobaczył podczas żeglowania. W 1952 roku podzielił boję na dwie części, do dolnej przykręcil trzy nóżki i zrobił kocioł, a z górnej pokrywę. Tak powstał prototyp grilla okrągłego i kula stała się symbolem amerykańskiego grillowania. A potem całego świata 🙂

A Holendrzy w swoich ogródkach i ogrodach mają grille różnego rodzaju. I mają też miejsca, w których się grilluje. Znajdują się one np. na tarasach, pod altanami lub nad kanałem. Zawsze jest zestaw wypoczynkowy z parasolem, albo nawet dwa: jeden z wygodnymi siedziskami i małym stolikiem i drugi z dużym drewnianym stołem i krzesłami. Wszystko to w otoczeniu zieleni i kwiatów 🌿🌸 a także ozdób typu lampki czy świece. Oto kilka takich miejsc 😊

Figurki Buddy są tutaj bardzo popularne.

Też chcę mieć takie małe miejsce do grilla i odpoczynku w swoim ogródku 😊🌷🌻🍀🌿🌳🌱🌼

KSIĄŻKA A FILM

Czytam i czytam i oderwać się nie mogę… Zrobiłam sobie przerwę w horrorach i kryminalach i wzięłam się za książkę zupełnie inną, która już długo czekała na swoją kolej.

Najpierw chcę napisać parę słów odnośnie poprzedniej książki pt. „Świat marzeń zakupoholiczki”. To fajna komedia, którą się lekko czyta 🙂 Potem obejrzałam film, nakręcony na podstawie tej książki 📖 pt. „Wyznania zakupoholiczki”.Co lepsze? Wiadomo: książka 😊 Ja wiem, że film trzeba skrócić i tak przeinaczyć, żeby dało się potem oglądać. Ale w tym filmie jest ogrom różnic i scen, których zupełnie w książce nie ma 😒 Nie lubię czegoś takiego i zawsze staram się najpier przeczytać książkę, a potem obejrzeć film i sobie porównać.

No wlaśnie… Najpierw książka, potem film. I niedawno zrobiłam odwrotnie 😬 Zaczęłam czytać jakiś czas temu thriller S. Kinga pt. „Gra Geralda”. Książka męcząca i trzeba się skupić, żeby ogarnąć to, co się tam wyrabia. I tak ją męczyłam, aż w święta wpadła znajoma z kontem na Netflixie, więc szukaliśmy jakiegoś filmu (seriali nie oglądam). Natknęłam się na ekranizacje „Gry Geralda”! Pokusiło mnie żeby obejrzeć. Czytając książkę, miałam nadzieję że koniec będzie nieprzewidywalny. I faktycznie, w filmie jest ciekawy 🙂 No ale książka dalej czeka na przeczytanie 😬 Odłożyłam ją narazie na bok, ale wrócę do niej, bo zawsze wszystko czytam do końca, nawet jeśli robię przerwy. Poza tym chcę mieć porównanie. Czasem czytam 3 książki równocześnie 😅

I teraz znowu wzięłam się za komedię pt. „Stulatek który wyskoczył przez okno i zniknął”. Słyszałam już o tej książce dosyć dawno temu. Zebrała bardzo dobre recenzje a na jej podstawie nakręcono czarną komedię 🙂 Filmu jeszcze nie oglądałam i nie mam zamiaru, dopóki nie przeczytam całości. Widziałam trailer i już wyłapałam kilka różnic 🙈 A sama książka jest świetna, fajnie się czyta i można się pośmiać, bo to, co się w niej wyrabia, czasami przechodzi ludzkie pojęcie 😂 W każdym razie, polubiłam tego stuletniego dziadka, który uciekł przez okno 😅

Polecam ❗😊

ZNALAZŁAM MÓJ ULUBIONY KREM POD OCZY

Znałam drogerie internetową Notino w Polsce a ostatnio natknęłam się na nią też tutaj, w Holandii. Postanowiłam zajrzeć na stronę notino.nl i zobaczyć co mają ciekawego i poszukać mojego ulubionego żelu do mycia twarzy Nivea.

Przeglądając stronę, stwierdziłam że jest tam chyba wszystko. No i szukałam żelu Nivea Visage (niebieskiego do skóry mieszanej). Poprzedni już był na wykończeniu, innej marki, i teraz postanowiłam wrócić do mojego ulubionego kosmetyku. Szukałam i nie znalazłam 😒 Stwierdziłam, że kupię inny. Jest tam też dużo polskich marek, dlatego zdecydowałam się na Green Pharmacy i żel bez mydła, z ekstraktem z zielonej herbaty, alantoina i pantenolem. Pachnie pięknie 😊

Zajrzałam też oczywiście do masek i wypatrzyłam maskę w płachcie firmy Korika z wodą z lodowca Islandii i minerałami. Do tego maska hialuronowa z panthenolem, gliceryną, alantoiną i betainą. Do koszyka trafiły też kolagenowe płatki pod oczy z kwasem hialuronowym. To moje dawne odkrycie i jest doskonałe na zmarszczki. Ja ich widocznych na szczęście nie mam a to znaczy, że działają 🙂

Jeśli chodzi o maski, to wypatrzyłam taką specjalną na noc🌙 Marki Holika Holika i nasycona jest ekstraktem z czerwonego wina 🍷 Ma konsystencję galaretki i działa przeciwstarzeniowo. Nakłada się na twarz, nie zmywa i idzie w kimono 😛 Używałam już podobną, nawilżającą, kupioną kiedyś w TkMax. I byłam zadowolona. Teraz czas na tą. Ma kształt beczułki wina i dołączona jest też szpatułka.

I czas na mój ulubiony krem pod oczy 🙂 Jest polskiej firmy Flos Lek, kosztuje ok 10zl w Polsce, a i tu cena jest bardzo zbliżona. Używałam go już kilka razy i trzymany w lodówce potrafi działać cuda 😊 Na notino.nl znalazłam różne rodzaje. I bardzo się ucieszyłam, że mogę je tu dostać. Kupiłam jeden przeciwzmarszczkowo- wygladzający z ekstraktem ze świetlika lekarskiego. Świetlik jest znany od dawna w medycynie i stosowany w preparatach okulistycznych. Drugi kremik jest rozświetlający z wit. C i także zawiera ekstrakt ze świetlika.

Panu Mężowi też kupiłam co nieco, bo np żel do mycia twarzy i krem Nivea Men. Ma tego używać i basta. Do tego wszystkiego wyświetliła mi się wiadomość, że mogę sobie wybrać prezent 🎁 w postaci ampułek z witaminami. Do wyboru były trzy różne pudełeczka. Zdecydowałam się na intensywne serum z witaminami A, C i E.

😀

MINĄŁ KWIECIEŃ…

Nadszedł maj, ale pogoda pozostawia wiele do życzenia. W mojej prowincji jest więcej deszczu niż słońca. Owszem, wszystko pięknie kwitnie, od kwiatów po drzewa, ale wiele osób nadal chodzi w kurtkach zimowych.

Pamiętam, że trzy lata temu, w maju, już siedziałam w morzu 🌊 a w tym roku może uda się wejść do wody w czerwcu. Termometry rano pokazują 3-4 stopnie. Kilka razy w ciągu dnia było pięknie i słonecznie 🌞 I nawet dosyć ciepło, bo Holendrzy powystawiali przed domy i nad kanały leżaki, a wokoło unosił się zapach grilla. A to tu normalne: temperatura powyżej 10 stopni i słońce, więc trzeba posiedzieć przy grillu 😛🍖🍗🍺 Chyba wszyscy już tęsknią za prawdziwą wiosną i normalnością.

U nas kwiecień obfitował w ciasta 🍰😁 W święta standardowo babka ozdobiona czekoladkami w kształcie wielkanocnych zwierzątek i kwiatów. Potem urodzinowy tort lodowy Oreo, a potem wypatrzona w Lidlu tarta śliwkowa. Pyszna, smakuje, jak domowa.

Do tego pewnego dnia przyszła sąsiadka z ciastem jabłkowym 🍎domowej roboty 🙂 Przyniosła placek w podziękowaniu za pomidory 🍅 Od drugich sąsiadów dostajemy truskawki 🍓 Dodatkowo zaoferowali się, że będą odbierać nasze paczki, bo gdy przychodzi kurier (a ja teraz po sklepach niemal nie chodzę, kupuję przez internet), to zazwyczaj jesteśmy w pracy.

Wynalazłam też pyszną pastę do kanapek z serkiem mascarpone. Są w niej kawałki wędliny, ale smakuje mi to podobnie, jak wędzony kurczak. Do kajzerki albo bagietki bomba 😊

Pojechaliśmy też nad morze. Był słoneczny dzień i zachciało mi się spojrzeć na zachodzące słońce 🌅 Wdrapalismy się na wydmy, żeby był lepszy widok. Było trochę wietrznie, ale co tam… Piachu w butach był ogrom 😅

Idąc na plażę, mijaliśmy knajpki zamknięte jeszcze na głucho. Obok jednej z nich stał drewniany a’ la płot, przed którym latem są rozstawiane stoliki z parasolami. Na tym płocie powieszonych było dużo ozdób 🙂 Holendrzy ozdabiaja w ten sposób nawet mury swoich domów 🙂

Wracaliśmy ścieżką przez lasek. W oczy rzuciły mi się rośliny o białych drobnych kwiatkach, które były niemal wszędzie. Co mnie uderzyło, to zapach. Pachniało… kiszoną kapustą 😅 Koleżanka podpowiedziała mi, że to może być czosnek niedźwiedzi. Poszukalam w internetach i faktycznie- zapach kapuchy, to czosnek 😅🙈

Znajoma ma znajomą, która pracuje na papryce. I dostała torbę papryk pomarańczowych, czerwonych i żółtych. Podzieliła się ze mną. Dostałam ich mnóstwo i dałam też sąsiadom. A ja jem je na surowo. Lubię, szczególnie te czerwone. Smakują jak jabłka- połączenie koszteli z papierówkami 🙂 Albo moje kubki smakowe są dziwne… 😅 Mogłabym je wsadzić do słoików, ale problem w tym, że ich nie posiadam. Wszystkie wyrzucam.

Moja wysiana papryczka chili rośnie a dwie cebule wypuściły szczypior 🙂

Do moich roślin dołączyły jeszcze dwie różowo- fioletowe margertki. To jakieś ostatnie sztuki z Lidla. Poluję jeszcze na białe 🙂

Jest w Holandii założona pewna fundacja „Domowe gotowanie”. Chodzi w niej o to, żeby podczas pandemii pomagać innym poprzez gotowanie różnych potraw 🙂 Można się posiłkami dzielić np z sąsiadem i jeszcze na tym zarobić. O co dokładniej chodzi? Jeśli ktoś lubi gotować, a ktoś inny nie, albo nie ma czasu, to wyszukuje osobę ze swojej okolicy, która chętnie podzieli się dobrym jedzeniem. Podaje się też powód, dla którego chce się taki posiłek. Umawia się z odbiorcą- osobą która coś fajnego upichciła i ustala kwotę za obiad 🙂 Fajna sprawa.

https://thuisgekookt.nl/

A ja teraz czekam, aż zakwitnie bez 😊

MANIA OPALANIA

Nie lubię słońca. Unikam. Męczy mnie upał. Jedyne, co jeszcze mogę przeżyć, to siedzenie w morzu w gorący dzień. Do solarium też nie pójdę, bo mi szkoda skóry. Ale lubię być brązowa. I znalazłam idealny sposób dla siebie.

Chodzi o opalanie natryskowe 🙂 Korzystałam kiedyś z tego w Polsce. Strasznie mi się spodobało i pewnego wieczora zapaliła mi się żarówka 💡i stwierdziłam, że może tutaj, w Holandii spróbuję się tak opalać. Pytanie: gdzie? Nie było w mojej okolicy opalania tanning spray. Więc wzięłam sprawy w swoje ręce. Pan Mąż ma konto na polskim Allegro. Kupiłam tam cały sprzęt z kursem online do opalania 🙂 Zdobyłam certyfikat i zaczęłam aplikację na sobie. Pan Mąż mi pomógł, bo sam posiada kompresor do malowania modeli, więc wprawę ma. Opaliłam sobie najpierw nogi.

Miałam na skórze samoopalacz, nie zszedł całkowicie. Próbowałam go zetrzeć zmywaczem do paznokci 🙊🙈 Tak się nie powinno robić, bo to wysusza, a opalenizna w sprayu potrzebuje nawilżonej skóry. Ale chciałam już dzisiaj wypróbować spray. Opalenizna nie jest perfect.

Wyszło ciut nierówno, ale to moje nogi, więc nie ma problemu. Mam rajstopy w sprayu, więc wyrównam kolor 😛 A jestem w stanie wypróbować na sobie wszystkie odcienie 😅 A co wchodzi w skład zestawu? Mnóstwo rzeczy:

Namiot
Kompresor na dwa pistolety
Specjalne ochraniacze na części ciała
Płyny z odcieniami opalenizny
Ulotki reklamowe
Spray podtrzymujący opalenizne

Oprócz tego, mam certyfikat, dwa plakaty do salonu i peeling solny o zapachu trawy cytrynowej 🌿🍋 Wolę peelingi cukrowe, więc próbuje opracować swój własny peeling na bazie cukru i oleju kokosowego 🙂 Moje doświadczenie z samoopalaczami i peelingami jest ogromne, więc stwierdziłam, że pora iść w tym kierunku. Odezwało się do mnie kilka dziewczyn, które są chętne na opalanie, więc klientki już są 😊 Za tydzień biorę na warsztat koleżankę z pracy, która będzie robiła za modelkę 😁 Założę stronę na Facebooku i będę działać. A jeśli dobrze pójdzie, to otworzę tu małą działalność 🙂

SŁÓW KILKA O KONINGSDAG I MALUTKIM SKLEPIKU

27 kwietnia król Holandii- Willem Alexander obchodzi urodziny. Były one wczoraj. Jest to święto w Niderlandach i częściowo dzień wolny od pracy.

Częściowo wolny, bo np sklepy typu supermarkety są otwarte w określonych godzinach. Urzędy zamknięte. My wczoraj pracowaliśmy. Kupa pracy, więc trzeba było się zjawić. Miało być krótko. Cieszyłam się, bo była piękna pogoda i albo mieliśmy iść na spacer albo porobić coś w ogródku. Przedłużylo się do 15:00. Wkurzyłam się, w domu byliśmy na 16:00 i weny już na nic nie miałam. Dlatego wpis o Dniu Króla robię dzisiaj 😛

W ten dzień ludzie się bawią. Można powiedzieć, że jest to jeden wielki karnawał. I można powiedzieć, że się bawili, ale dwa lata temu. Bo odkąd pojawił się wirus, to imprez nie ma. W zeszłym i w tym roku był spokój. Bez muzyki i tańców na ulicach. Za to standardowo, Holendrzy wywiesili flagi i niektórzy ozdobili domy na pomarańczowo, na cześć rodu królewskiego Oranje.

Tradycyjnie je się też specjalne ciastko, które funkcjonuje jako królewski wypiek- Koningsgebak od 27 kwietnia 1967r, czyli od narodzin obecnego króla. To ciastko, to tompouce (albo tompoes). Jest podłużne, można powiedzieć, że w kształcie cegły. Składa się z dwóch warstw chrupiącgo ciasta francuskiego, przełożone one są śmietankowym kremem. Wierzch wypieku jest oblana pomarańczowym lukrem. Często jest udekorowane bitą śmietaną. W wielu innych europejskich krajach znane są desery mniej lub bardziej zbliżone do tompoes, np napoleonka (Polska), millefeuille (Francja), Napoleon cake (Wielka Brytania), foglie (Włochy), napoleonbakelse (Szwecja). Mnie tompouce kojarzy się z polskim ciastem karpatka. Ale jest słodsze od karpatki i jeśli ktoś nie przepada za słodyczami, to może się przeslodzić 😖 🍰🍰

Z internetu

Co jeszcze się powinno dziać 27 kwietnia, a tego nie było? W ten dzień odbywa się mnóstwo pchlich targów. Są takie typowe ze starociami jak i kramy z rękodziełem, pamiątkami, ubraniami, itp. Coś na zasadzie polskich odpustów. W tym dniu można sprzedawać i handlować bez płacenia podatków. Jeśli ktoś ma wolne w pracy, to i tak ma zapłacone. Swoje małe kramy rozstawiają nawet dzieci i sprzedają np niepotrzebne zabawki. Tutaj dzieciaki przedsiębiorczości i handlu uczą się od małego 🙂 Dwa lata temu byliśmy na pchlim targu w naszym mieście. Towary rozłożone są np na chodnikach.

Co jeszcze lubię, to orkiestry dęte 🙂 🎶🎺 Po mieście chodzi ich zazwyczaj kilka i każda w innych strojach. Przechodzą uliczkami i dają koncerty. Poniżej zdjęcie zrobione dwa lata temu z balkonu wynajmowanego mieszkania.

Holendrzy darzą wielką sympatią rodzinę królewską i lubią hucznie obchodzić ten dzień. Ubierają się w pomarańczowe ubrania, zakładają pomarańczowe peruki, tańczą, śpiewają a w dużych miastach, np Amsterdamie, pływają licznie łodziami po kanałach. Ogólnie pomarańcz rządzi 🍊🍊🍊😁

Z internetu
Z internetu. Rodzina królewska

Na ostatniej lekcji holenderskiego rozmawialiśmy właśnie na temat Koningsdag. Dowiedziałam się np tego, że zasiadająca wcześniej na tronie, królowa Beatrix Wilhelmina Armagard van Oranje, miała obawy co do tego, żeby jej następcą był właśnie Willem. Dlaczego? Bo myślała że sobie w tej roli nie poradzi. Bo Willem to taka „mumcia” 😅 Królowa ma chyba jeszcze jednego syna, ale mimo to posadziła na tronie Willema. Dobry wizerunek pomaga mu utrzymać żona króla- pochodząca z Argentyny Maxima. Jest podobno bardzo sympatyczna i Holendrzy ją szybko zaakceptowali i pokochali.

Z internetu

No więc tak powinien wyglądać normalny Koningsdag. A ja wczoraj wkurzona jechałam do domu i nagle zobaczyłam przydrożny minisklep na kółkach. To była w zasadzie taka budka na kółkach. Na sprzedaż były kwiaty 🌸🌺 Na każdym była cena. Obok stało plastikowe pudełko pełniące rolę skarbonki. Tam wrzucić należało zapłatę. Pan Mąż miał akurat drobne, więc poszłam po rośliny. Chociaż tyle miałam z tego dnia 😛 Wzięłam kilka doniczek. Pamiętam tylko jedną roślinę, którą kupiłam: lobelia. Akurat przy cenie była nazwa 🙂

Ogólnie tego typu „sklepy” to norma w Holandii o każdej porze roku. Ludzie sprzedają w ten sposób np wyhodowane przez siebie kwiaty, warzywa, owoce, swojskie jajka czy jesienne dynie różnej wielkości 🙂 Dla mnie super sprawa 🙂

🌿🐝🌿🐝🌿🐝🌿🐝🌿🐝🌿🐝🌿

OGRÓDEK+ GAZETKA JYSK

Wiosna w Holandii chce przyjść, ale jeszcze ją zima blokuje. Rano termometry pokazują 1 stopień, szyby aut są zaszronione i nawet na trawie jest szron. Po południu w zeszłym tygodniu pokazywało się słońce, a dzisiaj już przewaga chmur i u mnie w mieścinie 9 stopni tylko.

W ogródku za dużo nie zrobiliśmy. Żonkile przekwitły a za to wybiły tulipany. Oprócz tego wzeszły słoneczniki 🌻 które posadziłam pod płotem. Wyrzucałam tam starą ziemię doniczkowa a potem posiałam nasiona. I są to te małe słoneczniki, które ucina się potem do wazonu.

Do tego powschodziły inne zasiane kwiatki. Większość jest w doniczkach, ale niezapominajki wsadziłam bezpośrednio do ziemi i nie wiem, czy coś z nich wyrośnie. Widać coś malutkiego zielonego, ale nie wiem, czy to chwast czy niezapominajka 😅 Dlatego narazie żadnych chwastów nie tykam. Czekam, aż wszystko podrośnie.

Między kostką brukową powyrywałam chwasty i zrobiło się czyściej 🙂 Pan Mąż wyciął część bambusa. Trzeba będzie wyciąć go totalnie, bo inaczej z trawy nic nie będzie, a chcemy przecież trawnik mieć. Wszystkie liście, chwasty, patyki i deski wylądowały w dole po oczku wodnym. Jest niemal pełny, więc dużo ziemi nie będzie potrzeba, żeby całkiem je zakopać.

Tulipany 🌷🌷🌷 mam w trzech kolorach: białym, różowym i czarnym. Czekałam szczególnie na te czarne, bo chciałam zobaczyć jak wyglądają na żywo. No i okazało się, że zdjęcie na opakowaniu cebulek swoje, a rzeczywistość swoje. Nie jest to taka typowa czerń. Raczej granat albo fiolet wpadający w kolor czarny.

Ze znalezionych w jednej z doniczek dużych białych bulw, wyrasta takie coś:

Przypomniało mi się, że w poprzednim mieszkaniu miałam na balkonie takie rośliny, ale zapomniałam jak się nazywają 🙈 Drzewo na podwórku, które jest już w sumie dzikie, w zeszłym tygodniu pięknie zakwito na biało. Nie mam pojęcia co to za gatunek, ale pszczoły pojawiły się momentalnie i było ich mnóstwo 🐝 Powiedziałam Panu Mężowi, że szkoda je wycinać. Przytniemy tylko gałęzie, powiesimy domek dla ptaków i niech sobie dalej rośnie 🙂

Dzisiaj znalazłam w skrzynce na listy 📬 plik gazetek ze sklepów. Przejrzałam je i zainteresowała mnie ta z Jyska. Jak mało kiedy. Znalazłam tam drewniane „płytki”, które po połączeniu tworzą coś na wzór tarasu. Myśleliśmy nad paletami. Ale te drewniane kwadraty też są fajne. W piątek chyba tam zajrzymy i kupimy. Najpierw wymierzymy ile potrzeba.

Przeglądam codziennie Marketplace, bo szukam drewnianego stołu do ogródka. Krzesła mamy. Wystarczy sam stół. Nie plastik. Drewno. A obok taki parasol:

Wymyśliłam sobie, że na stole będą stały doniczki z lawendą i lampiony tego typu:

Nie może oczywiście zabraknąć lampeczek 😁

27 kwietnia będzie święto, czyli Koningsdag, czyli Dzień Króla. W tym roku znowu bez wielkich imprez. Za to 28 kwietnia otwierają się normalnie sklepy, więc będzie można do nich wejść bez umawiania się. W sobotę na pewno zawitam wreszcie do kringloopa 😁 Do tej pory, do mojego ulubionego sklepu można było podejść i powiedzieć co się chce, a pracownicy to przynosili. Ale ja nawet nie korzystałam z takiej możliwości, bo co to za przyjemność, skoro nie można było samemu obejrzeć towaru, grzebać i szukać fajnych rzeczy… Teraz, jak tam wejdę, to mnie końmi nie wywloką 🐎😂 W piątek mieliśmy kolejne 3 godziny lekcji, które szybko minęły. A w sobotę przebimbałam cały dzień. No prawie. W piątek był Dzień Książki 📚 więc zrobiłam porządki na regałach i starłam kurz.

Wracając do ogródka… Mam w głowie cały plan, jak ma wyglądać. I znając życie pewnie o czymś zapomnę. Dlatego wymyśliłam sobie, że zrobię swój projekt ogrodu 🙂 Naniosę wszystko na papier, gdzie zapiszę nazwy roślin 🌿 Mam zamiar się za to zabrać już dzisiaj wieczorem 🙂

8 CIEKAWYCH KUCHNI

Znalazłam kilka wnętrz kuchni holenderskich, które są pomysłowo i ciekawie urządzone. Można w nich znaleźć dużo inspiracji.

Kuchnia kuchni nierówna. A holenderska już na pewno. Mimo, że meble zdarzają się podobne, to dodatki zmienić potrafią dużo. W Niderlandach lubi się kuchnie w stylu vintage, jak i te bardzo nowoczesne, gdzie nie ma wielu ozdób czy bibelotów. Czasem nie ma ich w ogóle. Mamy tu wnętrza takie i takie. W każdym jest coś, na czym można zawiesić oko 🙂

Biała kuchnia z jasnymi płytkami z szarymi akcentami, które przypominają trochę marmur. Co wyróżnia się tutaj, to złote elementy. Pomieszczenie nie tonie w ozdobach. Na parapecie nad zlewem stoi kilka rzeczy a nad oknem, na półce widać cztery talerze- zapewne delficka porcelana, która słynie z niebieskiego koloru i która bardzo mi się podoba 💙

Kolejna kuchnia vintage, ale mamy tu czarne akcenty: podłoga, ściana, krzesła, blaty, gałki i wiszące lampy, które pasują też do stylu industrialnego. Ozdób też nie jest wiele. Na ścianie obok okna wisi kilka malutkich obrazków, obok widać dwa drewniane wazony z zielonymi roślinami 🌿 i świecznik. Jest to kuchnia w moim guście 🙂

Tutaj kuchnia mała, w zasadzie aneks kuchenny połączony ze schodami prowadzącymi na piętro. Szafki są białe, lśniące i zabudowane. Obok zlewu wiszą dwie drewniane półki. Główną rolę gra, stojąca na środku duża wyspa z kuchenką indukcyjna. Po drugiej stronie- krzesła hokery. Tym, co mi się tu podoba, są kolorowe grafiki, w tym jedna stojąca na podłodze. Zwróciłam na to już dużo wcześniej uwagę, czytając bloga Kasi Tusk. Ma ona w domu sporo grafik w ramkach, które zmienia w zależności od pór roku. I wiele z nich stoi właśnie oparta o ściany na podłodze. Jak się okazuje, obrazki nie muszą wcale być umiejscowione tylko na ścianie 🙂

Nowoczesna kuchnia w czarnym kolorze z marmurowym akcentem. Blaty na wzór marmuru są teraz bardzo modne. O ile prawdziwy marmur jest bardzo drogi, tak na imitację można sobie często pozwolić. Nie wiem, czy w holenderskich domach znajdziemy marmur z Włoch, ale widzę, że robi on furorę i w tym kraju, nawet jeśli nie jest prawdziwy. Jak dla mnie blat w tym wzorze jest ok. Płytki to już za dużo. Tutaj też szafki są zabudowane i też stoją hokery. Co mi się podoba? Postawiona dla kontrastu drewniana komoda z małymi szufladkami 😊

To kuchnia osoby, która lubi kolor niebieski i i jego odcienie 🙂 Podłoga niebieska, sufit błękitny, drobny wzorek na kafelkach i wnętrza wbudowanych w ścianę witryn także. To kuchnia w typowym stylu vintage: zlew+ kran, mosiężne garnki na ścianie i półka pod sufitem pełna różnych naczyń. Podobają mi się drewniane blaty, te małe okna a w nich rośliny o niebieskich kwiatach 🙂

Ponownie nowoczesność. Czarna lśniąca nowoczesność z domieszką szarości i brązu. Ozdób zero. Widzimy jedynie palmę 🌴 w donicy i wazon z kwiatami, stojący na wyspie kuchennej.

I znów kolor niebieski 😁 Zegar nad drzwiami i krzesła też w tym kolorze. Nawet dodatki stojące na blatach. Meble proste i nowoczesne. Ale mamy tutaj trzy szafki w odmiennym stylu. Jest to shabby chic, czyli stary szyk. Są to specjalnie poprzecierane i postarzane meble. Holendrzy nie boją się różnych połączeń, co ewidentnie widać na poniższych zdjęciach 😁

Tu już jest wyższa szkoła jazdy- że się tak wyrażę 😅 Styl industrialny połączony z art deco. Do kuchni wchodzi się po schodach w dół. Drzwi z niej, prowadzą na uliczkę. Czarne ściany, widoczna cegła na dole i wyspa kuchenna są w stylu industrialnym. Półek niemal brak. Kuchenka gazowa z piekarnikiem (zazwyczaj piekarnik jest wbudowany w meble) stoi sobie oddzielnie gdzieś obok. Koło niej wiszą miedziane garnki a dookoła poustawiane są małe lampki. Co jeszcze rzuca się w oczy? Kryształowy żyrandol i wielkie lustro w ciężkiej ramie 🙂 A ja zastanawiam się, czy ta wysoka biała szafka to lodówka 😅

😂

DZIEŃ MARIHUANY

Jak powszechnie wiadomo i wielu twierdzi: zioło w Holandii jest legalne i można palić ile wlezie. Bo tu, to jest tolerancja na wiele rzeczy, w tym na posiadanie używek w postaci narkotyków. Nie do końca tak jest. Spróbuję nakreślić, jak to wygląda w teorii i w praktyce, bo także w Holandii jest wiele stereotypów, które nijak się mają do rzeczywistości.

Trawka, zioło, gandzia, maryśka… Tak naprawdę palona jest na całym świecie, bez względu na to, czy jest legalna czy nie. Dlaczego akurat dzisiaj jest jej dzień? Chodzi o skrót „420”. Dziś o godzinie 16:20 entuzjaści trawki pewnie zapalili jointa. „Legenda” sięga lat 70tych i mówi o trójce uczniów, którzy po lekcjach chodzili na blanta. Przyjaciele spotykali się przy pomniku Louisa Pasteura, czyli „Louim”. Skrzykiwali się hasłem „four-twenty Louie”. Stąd wzięło się popularne wśród palaczy trawki 420 odwołujące się do 4:20 po południu. A 20 kwietnia, to data 20.04, czyli godzina spotkania w przestawionym szyku 🙂

Kilka cytatów znanych ludzi dotyczących marihuany 😜

„Uważam, że marihuana powinna być legalna. Nie palę jej, ale podoba mi sie jej zapach”- Andy Warhol

„Konopie są potrzebne do bogactwa i bezpieczeństwa kraju”- Thomas Jefferson

„Banalne dla naukowców stwierdzenie, że skręt jest mniej groźny od wódki, to dla wielu Polaków trudna do przyjęcia rewelacja.”- Aleksander Kwaśniewski

„Paliłem trawkę, ale się nie zaciągałem.”- Bill Clinton

„Zakaz roślinek napawa mnie śmiechem. Należałoby aresztować Boga za umiejscowienie na ziemskim padole krzewów koki i konopi.”- Zbigniew Hołdys

„Marihuana jest uzdrowieniem narodu, alkohol jest zagładą.”- Bob Marley

Podobno ulice Amsterdamu słyną z charakterystycznego zapachu palonej trawki. Nie wiem, bo jeszcze mnie w Amsterdamie nie było. Ale wiem, jak pachnie zioło, bo nie raz je czułam. W Holandii można mieć przy sobie do 5 gram konopi, którą można kupić w popularnych coffeeshopach. Klienci mają tam duży wybór miękkiego narkotyku. Można też zaopatrzyć się w tzw. „space cookies”, czyli brownie z haszyszem. Co roku tysiące turystów przybywają głównie do Amsterdamu w jednym celu: odwiedzić coffeeshop. Liberalne podejście Holendrów do miękkich narkotyków narodziło się w latach 60tych. Ale uwaga! Ogólnie sprzedaż jakichkolwiek narkotyków jest w Holandii nadal nielegalna. Ale to tylko teoria, bo Holendrzy są znani ze swojej tolerancji. A więc handel jest nielegalny, ale „gedoogd”, czyli tolerowany 😛 i niekaralny. Spełnionych musi być jednak kilka warunków❗

Zdj z internetu

Przede wszystkim coffeeshopy działają cały czas „nielegalnie”. Ale od 1992r w holenderskim prawie są zapisy, które czynią te sklepy tolerowalne. Coffeeshop nie może się reklamować (nie licząc świetlistych neonów). Nie może sprzedawać twardych narkotyków, np kokaina czy heroina. Klienci sklepu nie mogą być obciążeniem dla ludzi mieszkających w okolicach coffeeshopow. Wstęp do sklepu tylko po ukończeniu 18 lat. Jedna osoba może w ciągu jednego dnia kupić w jednym coffieeshopie max 5 gramów miękkiego narkotyku. W samym sklepie może się znajdować max 500 gram narkotyków. Jeżeli odwiedzisz kilka „coffików” i masz przy sobie więcej niż 5 gram, wtedy możesz zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej. Więcej niż 30 gram narkotyku, to kara pozbawienia wolności do 2 lat i grzywna w wysokości około 11 tys. euro 😳 Handel, uprawa i sprzedaż są ostro karane, nie mówiąc już o twardych narkotykach. Podobno rodowity Holender może hodować max 2-3 krzaczki konopi w domu. Ale po pierwsze, musi to być dom własny/prywatny, nie wynajmowany, czy z gminy. I te krzaczki mogą być uprawiane tylko na własny użytek lub na sprzedaż, ale tylko do coffeeshopu. W handlu dostępne są książki „ogrodnicze” opisujące hodowlę zioła. Uprawa kusi obywateli i owszem, hodują marihuanę w domach, garażach czy szklarniach. I zazwyczaj na sprzedaż. Bo Holendrzy handel lubią od zawsze 🙂 Domową produkcję zioła szacuje się w granicach 323 do 766 ton rocznie, a rynek osiąga obroty do 4 mld euro (są to dane policyjne). Także do budżetu państwa idą ogromne sumy. I jak rodowity Holender sobie cicho coś tam hoduje (wie co, gdzie, jak), tak już obcokrajowiec może mieć baaardzo poważne kłopoty związane z nielegalną hodowlą. A jak mieszkam tu ok 8 lat, tak nigdy nie widziałam Holendra, który by palił zioło. Owszem, zdarzają się i tacy, szczególnie młodzi, ale ja nic takiego nie zobaczyłam. Oni raczej żartuja sobie z tego „sportu”.Co innego turyści czy Polacy pracujący tu. Dla niektórych marihuana jest jak tlen. Moje zdanie jest takie: chcesz, pal i płać 💶💶💶 A to wcale takie tanie nie jest. Skoro zarabiasz w większości tylko na to, ok, twoja sprawa. Ale pracowałam z takimi, co nawet w pracy byli ujarani i nie dało się z nimi sensownie rozmawiać. To już raczej przesada. Żeby nie było- zapaliłam. Spróbowałam, bo czemu nie? I to nie dla mnie. Nie palę nawet papierosów, nie umiałam się tym skrętem nawet zaciągnąć, mimo to i tak się dusiłam 😖 Zapach zioła też mi się nie podoba. Z holenderskich używek wolę ich kawę i zimnego Heinekena z butelki 😁🍺 Poza tym, tak naprawdę Polacy, czy inni obcokrajowcy albo turyści, teoretycznie nie mogą kupować miękkich narkotyków w Holandii (twardych też nie). To rozrywka zarezerwowana tylko dla Holendrów. Ale teoria swoje a praktyka swoje- grunt, że forsa się zgadza 😜 Mimo to, burmistrz Amsterdamu chce zakazać kupna marihuany przez turystów, bo ci przyjeżdżają tu tylko po to, żeby ćpać. Popierają ją policja i mieszkańcy. Władze chcą by turyści interesowali się zabytkami i innymi rozrywkami niż coffeeshopy. Jeśli parlament zaakceptuje nowy plan, do sklepu z narkotykami będzie miał wstęp tylko Holender z kartą klubową. Czy to przejdzie? Obcokrajowcy trąbią, że Holandia dużo straci w oczach turystów i straci dużo euro. No cóż… „Mnie to lotto”, bo ja nie jaram 🙂 A jakiś rok temu słyszałam, że wiele „cofików” w Amsterdamie już zostało zamkniętych. W moim miasteczku też jest jeden taki sklep. Znajduje się w uliczce pełnej barów. Mieszkałam poprzednio bardzo blisko niego i długi czas nie wiedziałam, że tam nawet jest 🙈 Znajomi Polacy mi powiedzieli o tym, bo tam często bywali i się dziwili nawet, że o nim nie wiedziałam 😅

I tak to w Holandii wygląda, czyli wcale nie tak różowo, jak się niektórym wydaje 🙂

To jest ciekawe 🙂

POWRÓT SZKOŁY, CZYLI LEKCJE HOLENDERSKIEGO

Zaczęliśmy uczęszczać na lekcje języka holenderskiego. Pierwsza lekcja, a w zasadzie 3 godziny zajęć, odbyły się w zeszły piątek po pracy.

Jakieś trzy tygodnie wcześniej właściciel firmy, w której pracujemy, na pauzie zapytał się nas, czy jesteśmy chętni na naukę niderlandzkiego. Powiedział, że on załatwi nauczyciela i opłaci kurs. Gdzie tkwił haczyk? Jeśli w trakcie nauki ktoś zrezygnuje albo nie zaliczy końcowego testu, to zwraca kasę. My już wcześniej z Panem Mężem chcieliśmy odbyć naukę z nauczycielem, więc od razu się zgodziliśmy. Oprócz nas, naukę zaczęło jeszcze sześć osób, w tym dwie, które dopiero niedawno zaczęły swoje życie w Holandii, więc po holendersku nie mówią niemal nic.

Więc wpisaliśmy się się na listę chętnych podając swoje numery telefonów 📱Pewnego wieczora, odebrałam telefon od nauczycielki Margot, czyli Małgosi (która ma męża Holendra). Odpowiedziałam na kilka pytań odnośnie mojej znajomości języka. Potem dowiedziałam się, że lekcje będą odbywały się w każdy piątek (miałam nadzieję, że w poniedziałek), przez 3 godziny, od 15:00 do 18:00 😳 No cóż… Jak się powiedziało A… Klamka zapadła. W zeszły piątek, trochę zmęczeni po pracy (nasza grupa skończyła pracę ciut wcześniej) poszliśmy na górę w firmie i poznaliśmy się z Małgosia. Sympatyczna kobitka wyjaśniła nam, że zaczniemy naukę od podstaw, żeby te dwie nowe osoby w Holandii nie były w tyle. Mnie to absolutnie nie przeszkadza, bo wiele rzeczy, których wcześniej się sama uczyłam mi się przypomni. Bo nie oszukujmy się, niektóre słówka zapomniałam 😒 Na pierwszej lekcji, zapoznalismy się z etapami nauki, paroma regułkami i zaczęliśmy się przedstawiać i opowiadać o sobie po holendersku. I sporo rzeczy mi się przypomniało. Dostaliśmy też po książce, notatniku i dlugopisie 📓📖 Trzy godziny minęły bardzo szybko, bo rozmawialiśmy też o życiu w tym kraju, o rodzinie królewskiej, czy o historii Holandii 🙂

W domu dotychczas korzystałam z kilku pomocy do nauki holenderskiego. Posiadam m.in. słownik czy książkę Beaty Pawlikowskiej z serii „Blondynka na językach”.

Do tego, na facebooku polubiłam stronę z fiszkami. Moje kupione kiedyś fiszki zabrałam ze sobą na urlop do Polski w celu uczenia się tam języka. Oczywiście nie muszę wspominać, że guzik się na urlopie uczyłam a do tego jeszcze zapomniałam ich zabrać z powrotem do Holandii 🙊😣 Oprócz tego, znalazłam na YouTubie fajne filmiki do nauki.

Robię też swoje notatki. Mam duży kajet, w którym zapisuję słówka i zwroty. Samo pisanie dużo daje (a ja lubię pisać), bo przy okazji się to słownictwo zapamiętuje.

W telefonie mam aplikację Mondly Languages. Codziennie wyświetla się jedna lekcja dotycząca jakiegoś tematu, np. słownictwo związane z wakacjami czy modą. Jestem z niej zadowolona 🙂

Cieszę się, że dostaliśmy taką propozycję od szefa, bo z nauczycielem, wiadomo nauka jeszcze bardziej pójdzie do przodu 🙂 A tej nauki będziemy mieć aż 5 miesięcy i będą zadawane nawet prace domowe 🙂