KILKA „PEREŁEK” Z NOWEGO DOMU

Wczoraj, przez cały dzień, robiliśmy porządki w domu. I nadal jest bajzel na kółkach. Dom kupiliśmy od właściciela firmy, który pośredniczy w oferowaniu pracy Polakom i innym obcokrajowcom. Są tutaj jeszcze meble i rzeczy, które firma zabierze w przyszły weekend. Dla nas, to nie problem, bo mamy na czym spać i lodówkę 🙂 Nasze łóżko i szafę zostawiliśmy w poprzednim mieszkaniu nowym lokatorom. I tak były już starawe, bo z kringloopa. Lodówka nie była naszą własnością. A w tej chwili korzystamy z tej firmowej.

Przed nami mieszkało tu wielu Polaków. Sama kiedyś też korzystałam z firmowych domów. Na szczęście tylko trzech i wybyłam potem na prywatne- wynajmowane, bez żadnych współlokatorow. Cisza, spokój i czysto. No właśnie- o czystość mi głównie chodzi. Mieliśmy świadomość, że znajdziemy tu niespodzianki po poprzednich lokatorach, bo widzieliśmy na własne oczy, że ludzie tutaj nie dbają o porządek na firmowych mieszkaniach. Nie wszyscy oczywiście, bo znam osoby, które o czystość walczyły z brudasami. Wiem, że ludzie po pracy zmęczeni itp. Ale jeśli się mieszka np w 4 czy 5 osób, to posprzątanie syfu w weekend jest szybkie. Poza tym, gdyby każdy dbał o porządek wokół siebie i po sobie zawsze sprzątal, to wtedy jest jeszcze prościej. Niszczenie firmowych rzeczy, to druga sprawa. Po co szafka na ubrania ma mieć drzwi? Najlepiej je wyrwać i wyrzucić na podwórko. Potem zrobić z niej prowizoryczny stolik lub ławkę, którą i tak się przypali papierosami. Ludziom niektórym się nie przetłumaczy. Wolą sobie żyć w takim burdelu, bo przecież za parę tygodni czy miesięcy i tak zjadą do Polski a inni niech się męczą z tym syfem i go sprzątają. Smutne to, ale niestety prawdziwe: wielu Polaków nie dba o miejsce, z którego korzysta…

My mieliśmy pozwolenie na przewiezienie naszych rzeczy jeszcze przed wizytą u notariusza. Więc wiedzieliśmy, że firma nie zdąży zabrać gratów i posprzątać. Zresztą uzgodnilismy między sobą, że zabiorą to, gdy będą tylko mogli. Sprzątać zaczęliśmy sami, ale i tak nie są to wielkie porządki. Te zostawimy na urlop 🙂 Natknęlismy się na dwie niespodzianki po dawnych właścicielach domu- Holendrach i dwie właśnie po Polakach. I jak te po Holendrach nie są takie brzydkie, tak te po naszych rodakach- niezbyt przyjemne 😦

Napis na ścianie. Ładny cytat, zresztą Boba Marleya lubię, ale nie jestem zwolenniczką liter na ścianie. Nie podobają mi się takie naklejki z różnymi maksymami, czy obrazkami. Wiem, że to modne i że Holendrzy je sobie upodobali, ale ja jestem na nie. Gdybym już musiała zgodzić się na takie coś, to tylko napis: hakuna matata 😁

Jak Holender weźmie się za podłogi, to mucha nie siada 😂 Widziałam już dużo, ale paneli położonych na wykładzinę jeszcze nigdy. Mało tego! Paneli brakło, więc nie jest to skończone i tak sobie zostało. Kiedyś widziałam ścianę bez kawałka tapety. Pewnie też brakło. No więc zastawili szafą i po problemie. Tu pewnie było tak samo: łóżko, szafa i nie widać.

Kupa jedzenia w pokoju na podłodze- normalne dla niektórych. Dla mnie, nie. Dla mnie logicznym jest odkurzanie też pod łóżkiem. Ale po co? Najlepiej wrzucić chrupki i papierki pod i „pozamiatane”. A to czerwone coś, to damska koronkowa koszulka nocna. Nawet ładna. Szkoda, że babka jej nie zabrała.

A tu chyba jakieś oświadczyny się odbyły. On poprosił ją o rękę a ona wyryła w tapecie odpowiedź. Wcześniej zastanawiała się ze 2 dni. Potem zrobiła napis i kazała mu go znaleźć. Ot, taka historyjka mi się nasunęła 😅 Dobrze, że te tapety brzydkie i wszystko będzie zrywane.

Cieszę się, że TYLKO takie niespodzianki były. Że nie znaleźliśmy np zużytych prezerwatyw. A piszę to dlatego, że już raz się zdarzyło. Kiedyś firma poprosiła nas (mnie i kilka koleżanek z pracy) o pomoc w sprzątaniu kilku mieszkań po pracownikach. To był grudzień, ludzie zjechali do Polski. Pojechaliśmy, bo przecież to też zarobek. Na 5 mieszkań, tylko jedno było naprawdę czyste. Reszta, to obraz nędzy i rozpaczy, Sodoma i Gomora, syf- malaria. I w jednym takim, pod łóżkiem leżały sobie gumki… Ohyda. Doszłam do wniosku, że na takie tematy, to mogę już książkę napisać 😉 Jeszcze tydzień i urlop. Urlop+ wielkie sprzątanie= ulga 🙂

KUPILIŚMY DOM- CZY BYŁO TRUDNO?

I tak i nie. Tak, bo był problem ze znalezieniem odpowiedniego domu. Nie, bo formalności po znalezieniu wreszcie domu, to przysłowiowa bułka z masłem. Warto też zasięgnąć opinii i wybrać dobrą firmę pośredniczącą w kupnie, która pomoże w załatwieniu kredytu hipotecznego. Chyba, że kupujemy bez pośredników, ale to już inna sprawa. My korzystaliśmy z ich pomocy 🙂

Od początku zależało nam, żeby dom kupić w Hellevoetsluis. Mieszkamy tu już od 6 lat i bardzo nam to miasto przypasowało. Starania o kupno rozpoczęliśmy rok temu. Zgłosilismy się do bardzo znanego w Holandii pośrednika. Zresztą od nas z pracy, z jego pomocy korzystała koleżanka i sporo doradziła też w tej sprawie. Oglądaliśmy już wiele domów, ale żaden nie przypadł nam do gustu. A przecież nie będziemy kupować pierwszego lepszego, bo to inwestycja na lata. Schody zaczęły się, gdy tej koleżance sąsiad zalał mieszkanie… Zero pomocy od firmy. Okazało się, że pośrednik stawia na ilość a nie jakość usług. Nie zdążyliśmy jeszcze z nimi podpisać umowy i zapłacić. Zrezygnowaliśmy z ich usług. Polecono nam mniej znaną firmę i to był strzał w 10 🙂

Zadzwonilismy do firmy i umówiliśmy się na wspólne oglądanie domu. Mogliśmy iść w sumie sami, bo to był „otwarty dom” dla potencjalnych klientów. Każdy zainteresowany wchodził i oglądał kiedy chciał od godz. 10:00 do 16:00. Sympatyczna pani pośrednik przywiozła nam umowę, którą omówiła z nami na kanapie w tym domu i odpowiedziała na każde pytanie. Dowiedzieliśmy się m.in że teraz nastał raj dla sprzedających a kupujący mają pod górkę. Dlaczego? Oprocentowanie w banku niskie i mnóstwo chętnych na kredyt i kupno. Dużego wyboru w domach nie było a ludzie się o nie niemal zabijali. Po wyliczeniu nam zdolności kredytowej, teoretycznie było nas na dom stać. Ale… Przy ogłoszeniach widniały ceny wyjściowe. Czyli np kwotę 250 tys euro należało przebić. Ale jak, skoro bank może pożyczyć „tylko” np 260 tys euro. Kto może więcej dac, ten przebija. Dlatego nawet bardzo zniszczone domy szły za duże pieniądze. Druga sprawa jest taka, że bank przyzna kredyt nie większy, niż wynosi wartość domu, który wycenia rzeczoznawca. Czyli nawet jeżeli mamy zdolność na 300 tys euro, a wartość nieruchomości wynosi np 250, to tyle pożyczy bank. Resztę można dopłacić z własnej kieszeni + wkład własny. Trzecia sprawa, to właśnie ten wkład własny. Słyszałam historie o tym, że kiedyś to nie trzeba było go w ogóle mieć albo tylko z 5 tys euro. W praniu wyszło, że potrzebujemy 7 % od wartości domu. Mieliśmy pieniądze, ale domu nie. Szukaliśmy dalej…

W międzyczasie podpisaliśmy oczywiście umowę z pośrednikiem, odbyło się też drugie spotkanie, podczas którego dobrali nam odpowiednie raty ( co parę lat malejące), ubezpieczenie nieruchomości i na życie ( wypełniliśmy specjalną ankietę dotycząca naszych przebytych i ewentualnych chorób i jeżeli za x czasu np mąż by zmarł wcześniej ode mnie, to ubezpieczyciel spłaca całą hipotekę a ja już raty mam z głowy) i ogólnie ubezpieczylismy się na wszystkie 3 możliwości, np jeżeli poszlibyśmy do kogoś w odwiedziny i z naszej winy doszłoby np do zniszczenia telefonu gospodarza, to ubezpieczenie pokrywa naprawę. Wybrano dla nas też bank- Ing, bo to w nim mamy od początku założone konta.

Wreszcie znalazł się dom 🙂 Znajomy Holender chciał pozbyć się domu. Dogadaliśmy się i zadzwonilismy do pośrednika. Jako, że sami znaleźliśmy dom, to firma nie pobrała całej kwoty za pomoc. Ale zajęła się oczywiście resztą formalności i sprawy potoczyły się bardzo szybko. Decyzja z banku z pozytywnym rozpatrzeniem przyszła w niecały tydzień. Przysłano nam na maila papiery do wydruku i podpisu. Wpłaciliśmy na podane konto kwotę na wkład własny, z którego poszła zapłata m.in na notariusza i tłumacza przysięgłego. Spotkanie w urzędzie odbyło się 1 września i trwało ok pół godziny. Parę podpisów i mamy dom i kredyt na 30 lat w Holandii 🙂 Na korzystnych warunkach 🙂 I tak np dom możemy sprzedać za 10 lat ale bank oddaje nam część zapłaconych rat. Nie zostajemy z niczym. Dostaliśmy nawet jeszcze niższe oprocentowanie z racji posiadania kont w tym banku.

Jesteśmy zadowoleni 🙂 Domek jest w Hellevoetsluis, w spokojnej dzielnicy z parkiem i w środku wszystkie pomieszczenia nam odpowiadają 🙂 Z własnego doświadczenia wiemy, że wystarczy chcieć i mieć trochę cierpliwości, żeby „dorobić się” tutaj chaty 🙂

MINĄŁ SIERPIEŃ…

Jak szybko się zaczął, tak szybko się skończył. Dla mnie, to już w zasadzie koniec lata, mimo, że w Holandii pogoda jeszcze dopisuje. A my z Panem Mężem jesteśmy już cholernie zmęczeni… Ale po kolei 🙂

Sierpień był gorący, więc udało nam się wreszcie wybrać na plażę. Siedzieliśmy tam niemal cały dzień: raz na kocu, raz w wodzie i pływając na pontonie. Oczywiście musiałam spalić ciut biedną skórę, bo inaczej „plażing” by był nieudany 😉 Dobrze, że ratował mnie żel aloesowy. Miałam potem dosyć upałów, więc patrzyłam w niebo, bo czekałam na nawet mały deszcz. Owszem, chmury się zbierały, ale ulew z nich nie było 😦

W Actionie jesień pełną gębą, bo można już kupić mnóstwo ozdób do domu i ogrodu, związanych z tą porą roku. Zobaczyłam i stwierdziłam, że chyba już wystarczy lata, że chcę więcej chłodu i deszczu i tej słoty za oknem. Poza tym, te gadżety jesienne są naprawdę bardzo ładne 🙂

W sierpniu bank oficjalnie przyznał nam kredyt na kupno domu 🙂 Mogliśmy powoli zaczynać myśleć o pakowaniu naszych rzeczy. A że mieliśmy wizytę u notariusza umówiona na 1 września, to mogliśmy znosić pudła do mieszkania i wkładać do nich te klamoty, które nie były pierwszej potrzeby. No, ale co innego teoria a co innego praktyka… Przede wszystkim, zrezygnowaliśmy z urlopu w Polsce. Ciężko było, marzyło mi się pójście do lasu na grzyby i spacer z psem. No, ale w tej chwili ważniejszy nowy dom i przewóz rzeczy. Minął 1 września, klucze mamy, śpimy już drugą noc w nowym domu i nadal przewozimy graty. Przerosło nas to okrutnie. Mieliśmy pozwolenie na przewóz jeszcze w sierpniu i meble pojechały busem pierwsze, a reszta „drobnicy” jeździ do tej pory z nami. Sami to pakujemy i wozimy. Do tego praca a po pracy kolejna robota, bo trzeba to jakoś upychać. Koszmar, ledwo ogarniamy a do urlopu jeszcze półtora tygodnia. No nic, jakoś to przeżyjemy a potem pierwsze, co zrobię, to się wyśpię 🙂 A jakbym jeszcze miała mało kwiatków do zwożenia, to przytargałam takiego do kolekcji 😁

I nasze koszmarne pakowanie 😒

Składowisko mebli i pudeł w nowym domu. Jak to potem ogarnąć? Jesteśmy zapudłowani 🙂

Musieliśmy też w międzyczasie podjechać do marketu budowlanego Gamma po parę rzeczy. Natknęłam się na kamienie i gresy na ścianę. Jeszcze nie wszystko przewiezione i rozpakowane, ale już układają nam się w głowach pomysły na remont 🙂

Dzisiaj zauważyłam u sąsiada kota, który leżał w słońcu na koszu na śmieci z tak obojętna miną, że się zastanawiałam, czy jest znudzony życiem, zmęczony i ma wszystko w nosie. Nawet nie zwiał, gdy podeszłam i robiłam mu zdjęcie 🙂 Ja tak będę wyglądać po przeprowadzce 😂

Aż chce się go pogłaskać… 🙂

A ja kota mieć nie mogę i nawet nie chcę, bo mam dwa ptaszyska 🙂

Teraz pozostaje tylko zakasać rękawy, ogarnąć ten bajzel i myśleć nad zmianą wnętrz, bo urlop spędzimy, jak typowi Polacy, czyli robiąc remont 😛 Do następnego!

DZIEŃ POLSKIEJ ŻYWNOŚCI + ANEGDOTA

Jak ja się cieszę, że tu, w Holandii, jest taki ogrom polskich sklepów 😊 W mojej mieścinie jest tylko jeden, ale dobrze zaopatrzony. Ale już w takim Rotterdamie, czy Hadze, polskie markety można spotkać na każdym kroku.

Inicjatorem tego święta są twórcy Ogólnopolskiego Programu Promocyjnego „Doceń polskie”. Przedsięwzięcie ma na celu propagowanie rodzimych artykułów spożywczych i ich twórców. Egzotyka chyba już nam się przejadła 😉 Od kiedy otworzyły się granice, Polacy zwiedzają świat i kosztują innych, często egzotycznych produktów. Ale na koniec i tak okazuje się, że nie ma jak polskie 🙂 Nasza żywność zyskała już dawno uznanie nas samych, a także jest doceniana na całym świecie 🙂 Z badań wynika, że do najpopularniejszych polskich produktów należą: wędliny, pieczywo i sery. Na stronie Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi znajduje się lista, na której jest 1919 tradycyjnych produktów, np : dolnośląski twaróg sudecki, kujawski groch z kapustą, lubelskie miody, łódzka kiełbasa chłopska, małopolski oscypek, opolska rolada wołowa, kaszanka po kaszubsku, czy śledzik kołobrzeski.

Co tu dużo mówić… Ta pyszna polska żywność jest dla nas, Polaków, żyjących i mieszkających na obczyźnie, towarem bardzo ważnym i potrzebnym. Bo, nie oszukujmy się, holenderskie jedzenie nie podchodzi nam tak ogólnie. Nawet w supermarkecie Albert Heijn, w mieście, gdzie mieszkam, jest regał z polską żywnością: dżemy, miody, kiełbasy, ryby w puszce… Niestety nie zrobiłam wcześniej zdjęcia. Ale towar schodzi, więc smakuje Holendrom 🙂 Mogą to potwierdzić na pewno panie, które pracują w polskich marketach. Wiem, że Holendrzy zaglądają po wędliny 🙂

Znajomi Holendrzy także chwalą nasze potrawy. Jedna dziewczyna tak lubi Polaków, naszą kulturę i jedzenie, że sama często w domu gotuje, np barszcz czerwony. Uwielbia też pierogi i gołąbki 🙂 Inna ubóstwia nasze kiełbasy i makowca. Potrafi to powiedzieć po polsku. Mało tego, kiedyś stwierdziła, że nauczy się piec to ciasto 😁 Przepis miała tłumaczony na angielsko- holenderski i produkty z polskiego sklepu. Co powiedział do niej mąż? „Po co się uczysz piec makowca? To ciasto umieją piec TYLKO Polacy” Problem w tym, że ja akurat nie umiem 😂 Mój szef lubi polskie piwo „Lech” i… bigos. Kiedyś jadł pierwszy raz u pewnych Polaków. Pytał się mnie, ile czasu gotuję bigos. Ja na to, że najkrócej, to dwie godziny, bo potem się go odgrzewa i jest jeszcze lepszy. Zresztą, za każdym razem wychodzi mi bardzo dobry, bo to przecież prosta potrawa i sekret tkwi w podgrzewaniu właśnie. A on na to, że źle, że trzeba gotować nawet pięć godzin! Wtedy jest dobry. No proszę, jaki znawca się znalazł 😂

A ja osobiście lubię nasze sery, wędliny, chleb, ciasta, bigos, śledzie, kluchy śląskie, kopytka, schabowego i zupy 😋😊

WNĘTRZE W JEDNYM KOLORZE

Kiedyś pisałam, że Holendrzy lubią kolor w domu. Jeśli podoba się kolor np czerwony, to potrafią pomalować ściany w tym kolorze, albo wstawić takie meble do kuchni 🙂 Dzisiaj kilka zdjęć domu, gdzie dominuje kolor zielony i jego odcienie: pistacja i mięta 🌿

Gdzieś przeczytałam, że Polacy lubią beże, brązy, wszelkie ecru, barwy kości słoniowej, czy popiele. Raz ciemniejsze, raz jaśniejsze. I podobno wnętrza w tej kolorystyce nie sprawdzają się, bo są nudne i nijakie. Coś w tym jest, bo w polskich domach często można spotkać te kolory. Ale nie uważam, że są nudne. Sądzę, że odpowiednio dobrane, sprawiają, że wnętrze wygląda elegancko. Ja nie jestem fanką dzikich kolorów. Wolę właśnie te opatrzone beże 🙂

W tym domu, Holendrzy postawili na kolory wiosenne, rześkie, czyli zieleń i jej odcienie. A jest to kolor ludzi spokojnych, zrelaksowanych, dbających o ład w swoim otoczeniu. Zachowanie takich ludzi jest racjonalne i niezbyt emocjonalne. Wnętrza w jednej barwie odbierane są jako te nowocześnie urządzone. Nie do końca się z tym zgadzam. Poza tym, trzeba tak zestawić odcienie, żeby uniknąć monotonii. A kazda barwa ma dużą ilość odcieni, więc kombinacji też jest dużo 🙂

Pisałam wyżej, że ja akurat lubię spokojne i bezpieczniejsze kolory, np te oklepane beże i brązy. Poniżej zdjęcie znalezione w internetach: połączenie zielonych ścian z brązowymi dodatkami 🙂

Prezentuje się super 🙂

HOLENDERSKA JADALNIA

Patrząc na holenderskie wnętrza, jadalnie mogę podzielić na te duże i małe. Zależy to m.in od wielkości posiadłości. Wiadomo, że salon niemal w każdym domu jest sporych rozmiarów i w jednej jego części stoi zestaw wypoczynkowy a w drugiej ogromny, zazwyczaj drewniany stół z krzesłami. Krzesła to mało powiedziane. O ile blaty stołowe zazwyczaj mi się podobają: drewno jest piękne 🙂 To już „siedziska” niekoniecznie, bo często nie są typowymi, lekkimi drewnianymi krzesłami, a fotelami, które wg mnie dają wrażenie ciężkości. Jeżeli dom jest naprawdę duży (nie typowa szeregówka), to i kuchnia jest spora. I tam można znaleźć drugą mini jadalnię. Często jest to mały, okrągły lub kwadratowy stół z max 4 drewnianymi krzesłami. I takie lubię najbardziej 🙂 Poniżej kilka przykładów typowej jadalni 🙂

Tu raczej nie widać nowoczesności. Jest salon połączony z jadalnio-biblioteką. Na podłodze pstrokaty dywan, który rzadko można spotkać w holenderskich salonach. Stół i krzesła całe w drewnie, jak z góralskiej chatki. Z tego wszystkiego najbardziej podobają mi się retro puszki na regale, drewniana podłoga i okna 🙂

Przykład połączenia kuchni z jadalnią. Ale widać, że jest to spory kawał kuchni, bo i stół duży: drewniany blat+metalowe nogi. Krzesła też nowoczesne, nawet nadawałyby się do jakiegoś biura. Fajna lampa 🙂 A takie wielkie lampy, wiszące nad stołem, to częsta ozdoba jadalni.

Kolejne połączenie z dużą kuchnią, która „wychodzi” zazwyczaj też na salon. Przyjemne pastelowe kolory no i ten stół… 🙂 Mój gust: prosty, drewniany z równie prostymi krzesłami. Plus oczywiście wisząca nad stołem lampa 🙂

I oto jest to, o czym wcześniej pisałam. Czyli ogromny drewniany blat, z topornymi nogami i krzesła- fotele. Podoba mi się tylko blat. Fotele, do tego w białym kolorze, w jadalni odpadają. Na plus zasługuje dywan i kolor ścian 🙂

Typowa jadalnia w typowym salonie. Z tym, że krzesła w miarę normalne. Piszę: w miarę, bo nie mają wyglądu foteli. Nawet ten ażurowy wygląd bym zniosła, ale białego koloru już nie. Czarne mogłyby być 🙂 Stół jest ok.

Jadalnia połączona z kuchnią. Krzesła pod kolor mebli- drewniane, tak jak stół. Chyba najbardziej przypadła mi do gustu ta mała ławeczka 🙂

I kolejne coś, co jest dla mnie dziwne: coś, co przypomina kanapę i dwa (znowu białe!) fotele na przeciwko. Jedynie stół ujdzie. Nawet ten kryształowy żyrandol mnie nie przekonuje, bo to nie mój gust. Fajne są za to, plakaty sztućców oprawione w ramy. Pasują idealnie. No dobra, ramy też bym zmieniła 🙂

Przykład jadalni w kuchni, ale ciut większych gabarytów, bo stół z ciężkim blatem i nogami. Do tego krzesło- fotele. Co mi się podoba? Wieszak na ściereczki kuchenne- sztućce (mimo, że należy do kuchni) i fajna ceglana ściana. A, i jeszcze ta żarówa przytwierdzona do tej ściany 🙂

Te meble ( nie tylko stół i krzesła) ale też te szafki pod ścianą, przypominają mi trochę te nasze polskie z czasów PRLu 🙂 Dlatego jestem w stanie „przełknąć” nawet te krzesła. Ale teraz z innej beczki, bo na uwagę zasługuje też świetne biurko z równie świetnym fotelem 🙂

Fajne, przytulne wnętrze, bo w drewnie. Do tego oczywiście drewniany prosty stół. Krzesła typowo biurowe, w kolorach, ale nawet mi się podoba…

Masywny blat z równie masywnymi krzesłami. Jadalnia w jasnych barwach, dużo światła i spore roślinki na parapecie. Dla mnie największy plus dostają te lampy wiszące nad stołem. Pasują idealnie- odwrócone wiklinowe koszyki 🙂

Przestronna jadalnia, również w jasnych barwach. Ponownie drewniany stół plus krzesła i ława tym razem, niczym z chatki w górach. A lampy nad stołem, w nowoczesnym wydaniu.

Przykład małego stołu w kuchni z czterema „siedziskami”. Dla mnie oczywiście wyglądają, jak fotele. Nie mój gust, ale tak na marginesie: ta wbudowana w ścianę, szklana witrynka jest super 🙂

Tym razem okrągły stół, przykryty nawet białym obrusem 🙂 W wazonie kwiaty. Fajne drewniane krzesła. Mimo, że sprawiają wrażenie masywnych, to nawet mi się podobają. Do tego biała komoda z bibelotami, talerze na ścianie w niebieskim, delfickim kolorze i biały regał z koszykami. Jest sielsko. Wygląda mi to na dużą „hacjendę” na wsi 🙂 Jest to całkiem przyjemna mała jadalnia.

Moje małe podsumowanie: drewniane stoły- TAK! Masywne krzesła o wyglądzie foteli- NIE!

WILLA NA WODZIE

Delft

Woda od zawsze była czynnikiem wpływającym na styl życia w Holandii. Właśnie dlatego w tym kraju barki i domy na wodzie zyskały taką popularność 🙂

Domy i konstrukcje budowane na palach i betonowych platformach zachwycają turystów odwiedzających Niderlandy. Są one także dobrym pomysłem na wykorzystanie przestrzeni. Jedna trzecia tego kraju leży w depresji a dodatkowo 20% terenu zajmuje woda. Holendrzy doszli do perfekcji w budowaniu domów w tak trudnych warunkach. Do popularności domów na wodzie przyczyniły się wysokie ceny gruntów i oszczędność miejsca, którego w Holandii wiele nie ma. Urzędnicy zachęcają mieszkańców do budowy i kupna takich domów- w specjalnym urzędzie można zarejestrować taki budynek. Jest tańszy w utrzymaniu od domu na gruncie, np gaz z butli a ogrzewany jest małym piecykiem, gdyż w Holandii panuje ciepły klimat. Liczbę tego typu jednostek można liczyć w tysiącach. Wiele tego typu domów i barek, posiada spartańskie warunki. Są jednak i wille, które zaprojektowane są w wyspecjalizowanych pracowniach architektonicznych i korzystają np z odnawialnych źródeł energii, czyli paneli słonecznych lub autonomicznych stacji filtrowania wody. Lekkie konstrukcje są przyjazne środowisku. W Amsterdamie i Utrechcie, budowane są całe dzielnice takich domów na zamówienie miasta 🙂

Pod tekstem, kilka zdjęć przedstawiających wnętrze willi w Delft 🙂 Jest bardzo nowoczesne. Dom posiada w salonie duże okna wychodzące na kanał. Nie brakuje w nim także zielonych roślin i stolika z małym akwarium 🙂 Także taras jest „na wypasie”: wyłożony drewnem, z wygodnymi ogrodowymi meblami i… jacuzzi 🙂

Dom nie wydaje się duży, ale posiada (razem z salonem) aż osiem pokoi i kosztuje aż 965.000€.

JOHN ATKINSON GRIMSHAW I JEGO OBRAZY

Malarstwo, to nie mój konik. Owszem, znam Van Goga, Rembrandta czy Matejke, ale nie interesuję się tym tematem na tyle, żeby wiedzieć dużo na temat znanych obrazów i ich twórców. Jednak ostatnio w internetach natknęłam się przypadkiem na artykuł poświęcony pewnemu malarzowi. Moją uwagę zwróciły jego prace…

John Atkinson Grimshaw- angielski malarz wiktoriański, urodzony w 1836 roku w Leeds w Wielkiej Brytanii. Zmarł w 1893 roku, także w Leeds. Nie posiadał wykształcenia malarskiego, ale posiadał ogromny talent 🙂 Osiągnął znaczną popularność i czasem wystawiał swoje prace w Royal Academy. Przez większość życia mieszkał i tworzył w Leeds.

Jego obrazy spodobały mi się tak bardzo, że postanowiłam napisać o tym na blogu. A na pewno wiele osób nigdy wcześniej nie słyszało o tym artyście, w tym ja. Dlaczego urzekły mnie jego prace? Jako fanka horrorów i ostatnio także kryminalistyki, lubię mroczne klimaty, które są przedstawione na obrazach 🙂 Grimshaw malował martwe natury, pejzaże, sceny nocne i marynistyczne a ja uwielbiam wszystko, co jest związane z morzem 🙂 Z każdej jego pracy bije tajemniczość.

W internecie można znaleźć wwięcej zdjęć jego obrazów. Ja osobiście chciałabym mieć chociaż jeden na ścianie 🙂 Znalazłam kilka stron, gdzie sprzedawane są reprodukcje w formie plakatów. Jestem pewna, że przynajmniej trzy powiesze na ścianie w nowym domu 🙂

https://www.decormint.com/pl/obrazy/john-atkinson-grimshaw-city-docks-op-a1bdfd430249

http://pl.aliexpress.com/i/32682112819.html

https://www.posterlounge.nl/p/310178.html?gclid=CjwKCAjw1ej5BRBhEiwAfHyh1HIXD80IYqPBEiH4xICxE1DiwYA_z1hQFtudhfsrJ5n332Z6Kh70mRoCKUIQAvD_BwE

Gdy ktoś kiedyś zapyta mnie: Jakiego malarza lubisz? Odpowiem: John Atkinson Grimshaw 😉

MIESZKANIE NA ŁAJBIE

Lejda

Polak nie potrzebuje pozwolenia na zbieranie grzybów, a Holender nie potrzebuje zezwoleń na pływanie po morzu i wodach śródlądowych we własnym kraju. Podobno wyjątkiem są szybkie łodzie motorowe i te, które mają ponad 15m długości. Znam Holendra, który ma i dom i łódkę. Pływanie tą łodzią, to jego hobby. Teraz postanowił sprzedać i dom i tę łódkę. Dlaczego? Bo chce kupić jeszcze większą łódź i w niej po prostu mieszkać 🙂

Czytałam, że pierwsze łodzie zostały zamieszkane od razu po wojnie. Ludzie, po stracie domów, potrzebowali schronienia, więc zamieszkali w przycumowanych barkach, które przestały pełnić funkcje transportowe. Potem barki przejęli hippisi. I tak już zostało, bo pozostał sentyment do mieszkań na łódkach. W latach 90tych barki i łodzie zaczęły budzić zainteresowanie szerokiej klienteli. Teraz mieszkają na nich rodziny z dziećmi, emeryci, czy biznesmeni. Jest to bardzo popularne np w Amsterdamie, gdzie łodzie robią za hotele i znajduje się tam nawet jedyne na świecie Muzeum Łodzi Mieszkalnych 🙂 Mieszkanie na łódce, to po prostu styl życia i coś zupełnie normalnego w Holandii 🙂 Ale nie tylko. Nawet w Polsce, w Warszawie, do brzegu Wisły, stoi przycumowany łódko-dom, gdzie mogą zamieszkać 4 osoby. Łódź jest do wynajęcia za duże pieniądze, ale żaden hotel w stolicy nie ma takiej oferty. W internecie znalazłam informacje, że wielu Polaków zrezygnowało z mieszkania w tradycyjnych domach na rzecz łodzi. W naszym kraju pewnie wiele osób popukałoby się w czoło słysząc: Sprzedaję chałupę, przeprowadzam się na łódkę i będę pływał 🙂 W kraju tulipanów to nie jest udziwnienie, czy jakaś fanaberia. Dla nich to po prostu dom, tyle że na wodzie, nie stoi w jednym miejscu i nad głową nie ma sufitu. Jest pokład. A jak wygląda jedna z wielu tysięcy łodzi w Holandii pod pokładem? Oto kilka zdjęć 🙂

Luksusów może i nie ma. Jest za to zbieranina różnych mebli, mimo to, wnętrze wydaje się przytulne. Poza tym łódź jest na tyle duża, że można ją odpicować na wiele sposobów 🙂 Aha, koszt kupna takiej łajby, to ok 200 tys euro 😮

ROŚLINY W HOLENDERSKICH DOMACH

Miały i mają je w domach nasze babcie i mamy. Wpływają na aranżację. Mogą być nie tylko ozdobą i namiastką natury w naszych czterech kątach, ale też potrafią zdziałać wiele dobrego dla naszego zdrowia. Holendrzy lubią mieć wiele roślin w mieszkaniach: od małych kaktusów, po wielkie palmy. Zresztą dziwne byłoby, gdyby mieszkańcy kraju, który słynie z kwiatów, nie mieliby ani jednego kwiatka w domu 😉 Ja też od dawna lubuję się w roślinach i dostaję oczopląsu w kwiaciarniach 😀 Poniżej kilka przykładów salonów z pięknymi roślinami 🙂

Ficus Elastica- efektowna roślina domowa. Pochodzi z Płw. Indyjskiego, Indochin i Malezji. Zachwyca ulistnieniem, czyli dużymi, skórzastymi i ciemnozielonymi liśćmi. Oczyszcza powietrze.

Dracena Marginata- tworzy pióropusz wąskich, długich, zielonych, ostro zakończonych liści. Pochodzi z tropikalnych rejonów Azji, Afryki i Wysp Kanaryjskich.Neutralizuje zanieczyszczenia.

Fikus i dracena

Monstera dziurawa- roślina występująca w lasach tropikalnych od południowego Meksyku po północną Panamę. Niezwykle efektowna i ostatnio bardzo popularna. Ma piękne, duże i błyszczące liście, dodające charakteru wnętrzom.

Monstera

Banan zwyczajny- nazywany też figą rajską. Pochodzi z Azji Południowo Wschodniej. W domowych warunkach lubi słoneczne miejsca i wysoką wilgotność powietrza. Odmiany karłowe osiągają wysokość do 2-3 metrów.

Bananowiec

Figowiec lirolistny- jest jednym z najpiękniejszych gatunków fikusów. Ma duże, błyszczące liście o ciemnozielonej barwie z ozdobnym unerwieniem. W domowych warunkach fikus nie kwitnie. Dorasta do 2-3 m wysokości.

Figowiec lirolistny

Paproć- roślina, która była niemal w każdym polskim domu za czasów PRLu 🙂 Kształty liści paprotek, wnoszą do każdego wnętrza coś egzotycznego. Mimo, że nie kwitną, potrafią zachwycać. Domowe paprocie pasują do każdego pomieszczenia: czy to nowoczesnego futuryzmu, czy klasycznej kuchni. Rośliny te doskonale oczyszczają powietrze i podobno łagodzą promieniowanie urządzeń elektrycznych.

Paproć

Palma Areca- jest rośliną silnie oczyszczającą powietrze i łatwą w pielęgnacji. Pochodzi z Madagaskaru. Nadaje się i do mieszkań i do biur. Jedną z jej cech, jest długa żywotność. W Holandii nazywana jest złotą palmą.

Areca

Palma Livingstona- piękna palma z bardzo dekoracyjnymi, wachlarzowatymi liśćmi. Pochodzi z Południowej Azji. Liście ma błyszczące w zielonym kolorze. Łodygi mają ostre krawędzie. Często w podłoże palmy, wsadzane są dla dekoracji małe kokosy.

Palma Liwingstona

Figowiec Benjamina- naturalnie występuje od południowej Azji po północną Australię. Jest oficjalnym drzewem Bangkoku. Jest łatwy w uprawie, ale bywa kapryśny. Jeśli nie odpowiadają mu warunki- gubi liście. Nie znosi np dymu papierosowego. Jest bardzo popularnym, dekoracyjnym drzewkiem. Dorasta do ok 2 metrów.

Figowiec Benjamina

Sansewieria gwinejska „wężownica”- jest sukulentem liściowym, magazynuje wodę w mięsistych liściach. Pochodzi z Zachodniej Afryki. Jako roślina pokojowa, uprawiana od bardzo dawna. Łatwa w uprawie, długowieczna i wytrzymała na niekorzystne warunki. To zaraz po monsterze, kolejny hit wnętrzarski 🙂

Sansewieria

Z powyższych roślin, na tę chwilę, posiadam małą monsterkę, figowca lirolistnego, dwa rodzaje paproci, dużego i małego Benjaminka i trzy rodzaje sansewierii 🙂 Które z tych roślin są dla mnie najłatwiejsze w uprawie? Figowiec lirolistny i sansewieria 🙂

P.S. Poza roślinami, warto oczywiście rzucić okiem na urządzone salony, pokazane na zdjęciach 🙂