MINĄŁ KWIECIEŃ…

Czas wrócić do wpisów podsumowujących minione miesiące. W tym przypadku będzie to kwiecień. A że miałam dłuższą przerwę w blogowaniu, to wrzucę też kilka zdjęć z miesięcy zimowych.

Max- piesek dziewczyny mojego brata. Czasem moja mama się nim zajmuje. Co Maxiu lubi? Zaglądać do lodówki 😆

Nad rzeką Narew.

Ławka a’la książka i wierszyk pt. „Cukierkowa dieta”: Za górami, za lasami, hen, w miasteczku niezbyt wielkim, mieszkał sobie Mały Michaś, co uwielbiał wprost cukierki. Nie chciał wcale jeść marchewki, że nie wspomnę o jabłuszkach, a gdy tylko widział groszek, skarżył się na bóle brzuszka 😆

Przejdźmy do kwietnia. Ostatnio, po powrocie z pola tulipanowego, zastaliśmy taki oto widok:

Kotek sąsiadów ma na imię Mattie.

Pierwszy raz w tym sezonie ugotowałam zupę pomidorową ze świeżych pomidorów. Żadnych wzmacniaczy typu koncentrat, czy pasta pomidorowa. Wrzuciłam do blendera kawałki pomidorów (tych wielkich), dodałam bazylię, lubczyk (u mnie suszone) i trochę czosnku (płatki). Zmiksowałam i do bulionu. Wyszła pyszna, lekko kwaśna 🙂

Kwiaty poszły do kąpieli.

Gdy ostatnio rozmawiałam z sąsiadką, mówiła mi jaką potrawkę robi z warzyw do ryżu. Są w niej m.in. kurczak, pomidory i zielona fasolka. Podczas koszenia ogródka przez Pana Męża, sąsiad podał mu przez płot miskę z tym właśnie daniem 🙂 Było pyszne i dobrze doprawione. Ja chyba nie umiem tak idealnie ryżu ugotować.

A ja oszalałam na punkcie tych pitnych jogurtów marki Milbona. Najlepszy smak wiśni i truskawki, jaki próbowałam 😋 I co najważniejsze, nie są wybitnie słodkie. Orzeźwiające i dobrze gaszą pragnienie. Znalazłam je w Lidlu.

W kwietniu były oczywiście urodziny króla, czyli wyjątkowy dzień dla Holendrów. Króluje kolor pomarańczowy a w dużych miastach są parady i koncerty. Holendrzy bawią się wtedy tak, jak Polacy w Sylwestra. Nie można oczywiście zapomnieć o pchlich targach. U nas w mieście, jak zawsze, odbył się na placu w centrum handlowym. My w ten dzień pracowaliśmy do 12:30, ale po pracy pojechaliśmy zobaczyć co tam ciekawego było. Najpierw podjechaliśmy do bankomatu po gotówkę. A tam kartka z napisem: defect. No nic, w centrum handlowym też jest kolejny bankomat. Okazało się, że zlikwidowany. I wróciliśmy do domu z niczym. Pierwszy raz wyszliśmy z pchlego targu z pustymi rękoma 😳

A tutaj ktoś postawił sobie za domem, przy kanale mini wiatrak 🙂

Do następnego! 🙂

ZLOT POTWORÓW

Jechaliśmy do sklepu… Nagle przed nami, przed rondem pojawiły się potwory, czyli typowe amerykańskie ciężarówki. Sklep minęliśmy i pojechaliśmy za nimi.

Jechały na Stare Miasto, tam gdzie port i wiatrak, czyli w część miasta, gdzie wcześniej wynajmowaliśmy mieszkanie. Pierwsza myśl: zlot. Musieliśmy to zobaczyć. Dlaczego? Bo te amerykańskie giganty zawsze robią wrażenie. Mnie zawsze kojarzą się ze świąteczną reklamą Coca-Coli. Te, co tutaj się pojawiły, były na holenderskich blachach. Każdy potworek miał swoją nazwę 😁 Tak, jak łodzie przycumowane w porcie.

Wielu kierowców tirów wyglądało, jak muzycy zespołu ZZTop (który zresztą uwielbiam), czyli długie wąsy i brody+ okulary przeciwsłoneczne. Kierowcom towarzyszyły też panie, często z pieskami. Amerykańskie cudaki wjeżdżały na ogromny parking przy suchym doku. A my podziwialiśmy. Porcja zdjęć:

Dowiedziałam się, że tym modelem jeździł w „Terminatorze 2” T-1000.
😁

A to moi faworyci:

Do następnego 🙂

JEST CIEKAWIE…

…czyli narodowościowy mix w pracy. Bo pracuję już nie tylko z Polakami. Wyjaśnię, jak do tego doszło i dlaczego mi to pasuje. Do tego kilka słów o pomidorach i mojej pracy + instagramowa sałatka.

Zacznę od tego, że sezon już się na dobre zaczął i potrzebujemy nowych ludzi do pracy. Najlepiej, żeby nie przychodzili z innych szklarni z pomidorami, bo szef obawia się wirusa. Jeśli planty zachorują, to czeka nas szybka likwidacja i sadzenie ogórków. A tego nikt nie chce. Pamiętam, że gdy zatrudniałam się 8 lat temu, na szklarni pracowali sami Polacy (oprócz szefów i trzech Holenderek). I co roku były jakieś problemy, kłótnie a nawet bójki. Najwięcej działo się na palarni i kolejny raz cieszę się, że nie palę, bo bycie świadkiem awantur nie jest fajne. Teraz do Holandii przyjeżdżają dziwni ludzie. Sami nie wiedzą czego chcą. To znaczy chcą jednego: od razu wysokiej stawki, mimo że bez doświadczenia i żeby nie musieli się napracować. A tak poza tym, nie przestrzegają zasad i cwaniakują. Ile to już historii słuchałam, jakie to oni mieli stanowiska i stawki. Od razu nasuwa mi się pytanie: to co tutaj robisz, skoro w poprzedniej pracy było ci tak dobrze? Dziwne… Oczywiście nie wszyscy Polacy są źli. Nie wkładam wszystkich do jednego worka. Ale pracować z rodakami nie lubię. Przez te wszystkie lata widziałam tyle porypanych sytuacji i słyszałam tyle bredni z ich ust, że mogłabym książkę napisać. Aż żałuję, że nie pisałam swego rodzaju pamiętnika, bo teraz bym miała kupę materiału na książkę 😜 Co roku się coś dzieje. W polskiej tv lecą jakieś seriale paradokumentalne typu „Trudne sprawy”. Ja tego gówna nie oglądam. Ale to, co się czasem dzieje w pracy, nadaje się na scenariusz do tego typu seriali. Swoją drogą, parę lat temu był u nas taki jeden gość, który wymyślił, że on mógłby zaczynać pracę od 6:00 (bo i tak od 4:00 nie śpi) i pracować max do 15:00, bo musi zdążyć na te „Trudne sprawy”. On to naprawdę oglądał.

Polacy przychodzą do pracy i zaraz odchodzą, bo im zawsze coś nie pasuje. Ostatnio dwie dziewczyny nie pojawiły się i okazało się, że po prostu zwiały. I teraz ich pracę musi wykonywać ktoś inny. Teraz szef zatrudnił pracowników z Rumunii. Oni chcą pracować i się cieszą że tu są. Kilka osób jest z zeszłego roku, kilka nowych. Do tego mamy parę Łotyszów. Drugi sezon już tu są. Fajni ludzie. Przyszło do nas też aż 9 Ukrainek. Fajne, młode dziewczyny. Pracowały dzień i niestety pojawiły się problemy urzędowe, bo Ukraina przecież w Unii nie jest. Gmina zapewniła im lokum i pieniądze na przeżycie, dopóki nie zaczną legalnie pracować. Szef z nimi rozmawiał, powiedział, że u nas mają pracę zapewnioną i czeka na nie 🙂 Z tego, co się dowiedziałam, jedna z Ukrainek to nauczycielka, inna to prawniczka. Miały pracę, ale niestety musiały uciekać. Smutne to strasznie. A jeszcze inna mówi trochę po polsku. I mamy taki kulturowy i językowy misz masz. Mnie pasuje 😁

W tym roku mamy inną odmianę pomidora 🍅 Jest intensywna w smaku i zapachu. Po prostu pyszna. A pomidor, to moje ulubione warzywo. Ja w ogóle jestem team warzywa. Ten sezon należy do dziewczyn. To głównie my ścinamy pomidory. Szef uznał, że jesteśmy szybsze i dokładniejsze od facetów. Nie kombinujemy. Uwielbiam ścinać. Nie jest to ciężka praca. Problemem może być jedynie przesuwanie skrzynek, ale wózki mają rolki i można je łatwo przesuwać. Wystarczy opracować swój system. Poza tym wózki są elektryczne i jeżdżą same. Wygoda.

Piękna czerwień.

Moje główne miejsce pracy, to sortownia. Sprawdzam każdą skrzynkę i ważę ją. Pomidory muszą być idealne. Okrągły kształt, odpowiedni kolor, bez zgniecenia, bez pęknięć. Inaczej szybko gniją a takie do sklepu trafić nie mogą. Codziennie ważę po kilka tysięcy skrzynek. W tej pracy trzeba być szybkim, bo do zrobienia jest zawsze kilkadziesiąt palet, po które przyjeżdżają tiry.

Pomidory mają czasem ciekawe kształty:

Jajka
Z nosem
Tak zwane bulwy. Najlepsze na zupę 🙂

Są 4 smaki: słodki, słony, kwaśny i gorzki. Do tego dochodzi jeszcze piąty: umami. Pomidory posiadają ten smak. Umami został zidentyfikowany w 1908r przez japońskiego naukowca Kikunae Ikede. W języku japońskim umami oznacza dosłownie „esencję pyszności”, smak pogłębiający smaczność. Źródłem smaku umami jest kwas glutaminowy. Kikunae opracował przyprawę, który go zawiera. Znajduje się ona m.in. w zupkach chińskich. Dlatego chyba lubię te zupki i pomidory 😛

Na Instagramie często przeglądam przepisy na sałatki warzywne, bo je uwielbiam. Zapisuję je na karteczkach. Muszę sprawić sobie kajet i tam spisywać wszystko. Lubię pisać, ale tylko na papierze. I taką oto sałatkę, super wiosenną znalazłam. Prosty skład i jest pyszna.

Składniki: główka sałaty lodowej, pół zielonego ogórka, kilka rzodkiewek, puszka kukurydzy, koperek, sól, pieprz, jogurt naturalny i majonez.

Zużyłam pół sałaty, siekając ją. Ogórka (ze skórką) i rzodkiewki pokroiłam w drobne plastry. Dodałam pół puszki kukurydzy. Dorzuciłam koperek (u mnie mrożony), dwie łyżki jogurtu, łyżkę majonezu i doprawilam.

Żeby była bardziej pożywna, trochę ją zmodyfikowałam. Dodałam oczywiście pomidora i upieczony filet z kurczaka. Kupuję go w Lidlu. Jest już w kawałkach i naprawdę dobry w smaku.

Wyszło bombowo!

Smacznego! 🥗

NA POLU

Chciałam zobaczyć pole tulipanów. A, że w sobotę pracowaliśmy, to stwierdziłam, że pojedziemy w niedzielę. Znalazłam do wyboru dwa miejsca. I pewnie znaleźlibyśmy się kilkadziesiąt kilometrów dalej, gdyby nie rozmowa z sąsiadką…

W sobotę po pracy zaniosłam jej skrzynkę pomidorów. I tak gadalyśmy pod jej domem niemal godzinę. Powiedziałam, że wybieramy się jutro zobaczyć pola tulipanowe 🌷 Chyba w okolice Lisse. A Margo na to: „Po co aż tam, skoro tu w Hellevoetsluis jest pole. Od zeszłego roku”. Oczy wywaliłam, bo oczywiście nic nie wiedziałam. Wytłumaczyła gdzie to jest. Okazało się, że obok fabryki frytek- FarmFrites. W sumie, to pod miastem. Akurat wiedzieliśmy, gdzie te frytki. Powiedziałam Panu Mężowi, że chyba zmiana planów.

Doszliśmy do wniosku, że najpierw zajrzymy na „nasze” pole tutaj. Jakby co, to pojedziemy dalej. A, że dzień był słoneczny (wiatru jeszcze nie czułam), więc założyłam kieckę. Oczywiście gołe nogi. Mieszkam w Holandii, a tu ludzie już dawno lato poczuli. No to ja nie będę gorsza 😁 Tulipany znaleźliśmy bez problemu. A tam, to już wiało. Zmarzłam. Mimo to, ścieżką między kwiatami musiałam się przejść.

Pole okazało się ogromne. W zasadzie były dwa pola. Pierwsze, z tulipanami żółto – czerwonymi w pełnym rozkwicie. Drugie, już niemal bez kwiatów. Ale i tak było pięknie 😊

W oddali FarmFrites
Pole przekwitłe. Na ścieżkach mnóstwo płatków.

Wystarczył nam taki widok. W przyszłym roku wybierzemy się dalej, żeby podziwiać inne kolory. Jeżeli jest się w Holandii wiosną, to warto zobaczyć pole kwiatów na własne oczy. Na Facebooku należę do grupy Holenderskie Miejscówki. Ludzie wrzucają tam zdjęcia i opisy miejsc, które warto odwiedzić i które polecają. Fajna sprawa. Oczywiście pola tulipanów zrobiły furorę. Ile ludzi, tyle różnych zdjęć. Jest co oglądać 😊

Po zejściu z pola, pojechaliśmy zobaczyć marinę niedaleko naszego poprzedniego mieszkania. Łódki, łodzie i jachty przycumowane, czekają na sezon w pełni.

Lubię czytać „imiona” łodzi 😁

Do następnego! 🙂

KĄCIK GOTOWY

Dzisiaj sobota, ale my pracowaliśmy. I w pracy doszłam do wniosku, że nie poddam się zmęczeniu i pójdę do ogródka, bo czekała mnie robota w związku z urządzeniem wreszcie miejsca do relaksu.

Wyrzuciłam stare, zepsute doniczki, usunęłam chwasty z płyt chodnikowych i najważniejsze: wyrzuciłam ten ohydny plastikowy stół i dwa zniszczone krzesła. Tzn wyniosłam to na drugi koniec podwórka. Jaśmin zasłania, więc mnie w oczy nie kłuje. Pan Mąż się tego musi pozbyć. No i skosić trawę, bo się mały busz zrobił. W trawie rosną mlecze, poziomki i inne takie. Wygląda to fajnie, lubię wysoką trawę, ale ogródek powinien wyglądać estetycznie.

Zaczęłam od wysiania nasion kwiatów, które ostatnio kupiłam. Poszło sprawnie i mam nadzieję, że coś wyrośnie. Chcę żeby było kolorowo 🙂 Zauważyłam, że wreszcie wychodzą mi frezje.

Do drewnianej skrzyneczki poszły nasiona bratków, które będą stały na drewnianej ławie (swoją drogą, wymaga ona renowacji, bo się przez zimę ciut zniszczyła). Przez zimę padła mi także roślina pienna. Wyrwałam suche badyle i wsiałam mieszankę różnych kwiatów. Niektóre będą się pięły do dwóch metrów 😁

Od znajomej dostałam w doniczce odmianę tulipana i przesadziłam ją do ogródka:

Już kiedyś pisałam, że na przerwach w pracy nie gadam z ludźmi o głupotach. Mam inne zajęcie: przeglądam Marktplaats 😁 I kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu, że warto. Wypatrzyłam tuinbankje, czyli kanapę ogrodową za 20€. I nie trzeba było po nią daleko jechać, bo odbiór był w naszym mieście:) Poprosiłam o zarezerwowanie mebla, bo mogłam pojechać po niego dopiero na drugi dzień. Babeczka się zgodziła i dostała ode mnie skrzynkę pomidorów 🍅

Ogólnie początek mojej pracy wyglądał tak:

A teraz jest tak:

To narazie wystarczy. Więcej nam nie potrzeba. Gdy kwiaty wyrosną, będzie jeszcze lepiej 😊 Dla mnie to miejsce idealne do czytania.

P.S. Przypadkiem odkryłam ciekawy blog: „Bez ogródek”. Prowadzi go Łukasz, którego rośliny, to pasja, hobby i praca. Gościł w „Dzień dobry TVN” i pisze felietony, np w miesięczniku „Mam ogród”. Warto zajrzeć 😊 http://www.bezogrodek.com/?m=1

KOOISTEEBOS

W weekend siedzieliśmy w parku. Naszym ulubionym, zaraz koło domu. Miałam ziarno dla dzikich ptaków, a że lepiej je karmić, gdy jest zima, więc to była ostatnia szansa przed ciepłą wiosną.

Przesypaliśmy ziarno do reklamówki i poszliśmy na spacer. Założyłam zimową kurtkę, bo nie było aż tak słonecznie i trochę wiało. Ptaków było mało. Łabędzia ani jednego. Widuję je teraz na łąkach, bo chyba mają gody. Ale po stawie pływało kilka sztuk małego, czarnego ptactwa z białymi łebkami. Myślałam, że to jakaś odmiana perkoza. I gdy tak rzucaliśmy im ziarno, podeszła do nas Holenderka i zaczęliśmy rozmawiać. Mieszka też przy parku i często karmi ptaki. Łabędziom daje chleb i jedzą z ręki. A ten czarny ptak, to meerkoet – czyli łyska zwyczajna.

Widzieliśmy też jednego ptaka podobnego do łyski, ale ciut mniejszy i z czerwoną plamką na łebku. Pani Holenderka powiedziała, że w parku jest tylko jeden taki, nazywa się water chicken i jest bardzo płochliwy. Faktycznie, podebrał trochę ziarna i uciekał. Polska nazwa tego ptaka, to kokoszka wodna.

Z drugiego końca stawu przypłynęła do nas ptasia rodzinka. Dowiedzieliśmy się, że to gęsi i tak naprawdę pochodzą znad Nilu. Ciekawe 🙂 Nie bały się i z chęcią jadły ziarno. Łyski przeganiały małe pisklaki, bo chciały więcej żarcia dla siebie.

Poniżej dwie rzeźby z drewna:

Ciekawy pomysł skrzynki na listy 🙂

W parku, gdzie wynajmowane są domki letniskowe. To także ogródki działkowe Holendrów.
Krowy na łąkach, to tu widok powszedni 🙂

Do następnego 🙂

PORZĄDKI W OGRÓDKU

Dzisiaj pobiłam rekord, bo nie dość, że leżałam do 12:00 w łóżku, to wysprzątalam cały dom, zrobiłam dwa prania, rozmrozilam lodówkę do umycia i tak się z porządkami rozkręciłam, że o 17:00 poszłam jeszcze do ogródka.

Wczoraj nasypało śniegu i wszyscy wokoło gadali, że będzie sypać cały weekend. Trochę mi to było nie w smak, bo chciałam wreszcie chwasty wyrwać a poza tym nie chciałam żeby zdechły mi kwiatki. Na szczęście dzisiaj wyszło słońce i mimo, że nie było za ciepło, to sporo zrobiłam. Po żonkilach nie ma już śladu. Wzeszły za to tulipany i szafirki jeszcze się trzymają.

Obok rosną malutkie goździki ogrodowe. Widzę, że się przyjęły i wypuszczają młode listki. Czytałam gdzieś, że nazywa się je „całuski”.

Hortensje też wypuściły młode liście. Na podwórku mam dwa krzewy a przed domem jeden.

Przesadziłam też wreszcie palmy mrozoodporne do większych donic. Przez zimę się rozrosły. Obsypałam dookoła kamykami i wsadziłam lampki solarne.

Jedna fuksja przetrwała i wypuszcza nowe listki. Fijołki też dały radę i cały czas kwitną:)

Najważniejszy Jacuś, czyli czerwony agrest. W zeszłym roku zielone liszki zrobiły gołożer i mógł nie przetrwać zimy. Na szczęście mroźnie nie było i Jacek wypuścił nowe listki 🙂 Teraz, gdy tylko zobaczę te zielone gnoje🐛, to pokażę zdjęcie w sklepie ogrodniczym i niech mi znajdą jakiś preparat.

Zasiałam też jakieś kwiatki w zeszłym roku. Nie pamiętam nazwy. Przetrwały zimę i rosną dalej.

Posadziłam też frezje. Zostało mi jeszcze trochę cebulek. I myślę gdzie je wcisnąć. Mam nadzieję, że wyrosną. Do jednej z drewnianych doniczek z kringloopa wsadziłam bratki.

Dwa kosze z frezjami a obok koszyczki z goździkami.

Pan Mąż stwierdził, że chce mieć na podwórku krasnoludki 🙂 Kupił trzy sztuki. Dwa stoją na podwórku a trzeci przed domem.

Przed domem też zmieniłam wystrój. Wrzosy poszły na podwórko. Przy drzwiach zawisły duże bratki a w metalowej misce są dwa rodzaje roślin: znowu bratki i chyba jakaś odmiana stokrotek.

Wcześniej sadziłam fijołki a teraz bardzo spodobały mi się bratki 🙂 Czeka nas jeszcze naprawa płotu. Stał sobie twardo, więc zwlekaliśmy. Do czasu… Była wichura i płot leżał. Stoi teraz trzymany drutem.

Jakby mało było roślin, to w Lidlu dokupiłam kilka torebek kwiatów. Są oczywiście kolorowe bratki:

Floks, który podobno bardzo lubią motyle 🦋 i powój trójkolorowy:

Mam też mix różnych roślin a także warzywa- groszek i rzodkiewkę 😁 Teraz pozostaje mi pomyśleć, gdzie to posadzić. Ja najpierw kupuję a potem kombinuję, jak to wszystko rozplanować…

Jutro reszta prac, czyli muszę wyrwać chwasty między kostką i wyciągnąć z donic cebulki, które nie wyrosły. Jeżeli nie są zgnite, to trafią do pudełka i na jesień znowu do ogródka. Zostało mi jeszcze przejrzenie i posegregowanie doniczek.

🙂🌷🌷🌷

„BEZ STRACHU”

„Bez strachu. Jak umiera człowiek”, to książka, którą przeczytałam w dwa wieczory. Znalazłam ją w ogłoszeniu Polki mieszkającej w Holandii w miejscowości obok naszej i musiałam ją mieć:)

O czym jest? O tajemnicy śmierci, zagadce odchodzenia, o ciele. Magdalena Rigamonti odsłania fizyczność i metafizykę śmierci w rozmowie z jedynym polskim balsamistą, przed którym ludzkie ciało nie ma żadnych tajemnic. Rozmawia o znakach, zdarzeniach niewyjaśnionych i fizjologii człowieka, z którą mierzy się Adam Ragiel, przygotowując go do ostatniej drogi. Wiele osób nie chce mieć na co dzień do czynienia ze śmiercią. Ale gdy odchodzi ktoś najbliższy, wtedy zaczynają się trudne rozmowy i decyzje. Bliscy przychodzą do prosektorium pełni rozpaczy i z poczuciem straty. A balsamista? Ma ich zrozumieć, opanować emocje i zapytać, czy mama chciałaby trzymać w rękach książeczkę do nabożeństwa, jakiego koloru ma być szminka, a najważniejsze jest to, żeby wyglądała jakby spała…

A tak najdokładniej, jest to wywiad o tym, jak od podszewki wygląda branża pogrzebowa. O swojej pracy opowiada nie tylko pan Adam, ale też jego pracownicy i kursanci. Bo pan Adam posiada swój zakład pogrzebowy i prosektorium z chłodnią, ale też prowadzi kursy. Uczy studentów i innych, którzy chcą pracować w tej branży. Mówi, ile trwa i jak wygląda podstawowy kurs z tanatokosmetyki. Że następny etap, to balsamacja czy nawet rekonstrukcja twarzy. Chciałby otworzyć szkołę z prawdziwego zdarzenia dla kształcących się w branży funeralnej. Jak twierdzi, w Polsce nie jest to temat łatwy. Opowiada też o tym, jak funkcjonuje wiele starych zakładów pogrzebowych, jakie przekręty robią, co jest zakazane a co nie. Mowa jest też o krematoriach, dlaczego są lepsze i „zdrowsze” niż tradycyjny pochówek. Ta książka to kopalnia wiedzy.

W tej książce nie ma tabu. Jest to szczera rozmowa i wyjaśnienie wszystkiego. Ludzie tam pracujący nie mają czasu na filozofię na temat kostuchy. Nie mają czasu na myślenie o zmarłych, nie ma miejsca na płacz. Jest to ciężka praca, realizm i przede wszystkim traktowanie ciał zmarłych z szacunkiem. Nic ich tak nie wkurza, jak bylejakość i traktowanie zmarłych, jak trupów, które powinny się jak najszybciej znaleźć w grobie i gnić.

Ja momentami czytałam tę książkę z otwartą gębą. Jeśli ktoś jest wrażliwy, może tego nie przeskoczyć. Mimo to bardzo polecam, tym bardziej, że pan Adam robi naprawdę dobrą robotę. Jak sam twierdzi: „Zmarli uczą żywych.” Dla mnie to taki polski Bill Basa („Trupia Farma).

Polecam! 🙂

18 CIEKAWOSTEK O KEUKENHOF

KEUKENHOF, czyli najsłynniejszy ogród na świecie pełen roślin cebulowych. Znajduje się w Holandii a dominują w nim moje ulubione kwiaty, czyli tulipany.

Byliśmy go zwiedzić chyba 3 lata temu. Zrobiłam o nim wpis. Robi ogromne wrażenie, bo co roku jest inny układ rabat i motyw przewodni. Piękne miejsce, ale jedne odwiedziny mi wystarczą, bo po prostu zawsze jest tam mnóstwo ludzi. Przez ostatnie dwa lata był niestety zamknięty przez pandemię. Teraz się znowu otwiera, a ja zebrałam garść ciekawostek o nim 🌷🌷

✓ W ogrodzie znajduje się ok. 800 odmian tulipanów.

✓Potrzeba 40 ogrodników, by stworzyć dziesiątki wzorów z kwiatów, które kwitną tylko przez 8 tygodni.

✓Istnieje ok. 6,5 tysięcy odmian tulipanów.

✓Nowe tulipany nie tylko otrzymują nazwy, ale są też chrzczone. Jeśli ktoś chce ochrzcić kwiat, organizowana jest ceremonia z szampanem i wręczany jest certyfikat. Nazwa rośliny zostaje zarejestrowana w Total General Bulb Growers Association.

✓W 2020r z powodu covid ogrody zostały zamknięte po raz pierwszy od 71 lat. Szef ogrodu- Bart Siemerink, powiedział, że w 2020r nie było w ogóle dochodu, a to katastrofa. Straty wynosiły miliony. Ogród ponosi koszty przez cały rok.

✓ Sadzenie 7 mln cebulek, to praca, którą wykonuje się ręcznie. Odbywa się to w 3 miesiące.

✓Jeden z ogrodników- Owen Carroll pracuje tam cały rok, aby te kwiaty robiły wrażenie. Ogród musi być idealny. Ogrodnik Owen zaczynał pracę 33 lata temu i nie znał się na kwiatach.

✓Sezon w ogrodzie zaczyna się od wyrwania z ziemi zeszłorocznych cebulek. Są one potem wykorzystane jako nawóz. Ogrodnikom zajmuje to 2 miesiące.

✓We własnym ogrodzie cebulki można zostawić w ziemi. Jeżeli jednak przeleża tam 2-3 lata, to kwiaty będą coraz mniejsze.

✓Frans Beijk- projektant ogrodu, robi projekt rysując go najpierw ręcznie, potem wrzuca do komputera. Przejście od szkicu do ostatecznego projektu zajmuje ok. 4 miesięcy. Następnie wysyłane są zamówienia do producentów cebulek.

✓Ogrodnicy używają mapy Franza, aby zmierzyć i wyznaczyć granicę ogrodu. Późnym latem dostarczane są cebulki. Są one sortowane wg koloru, kształtu, odmiany a potem sprawdzane pod kątem twardości i wielkości. Każdy worek oznaczony jest numerem odpowiadającym rodzajowi cebulki, aby ogrodnicy nie popełnili błędu.

✓ Kwiaty sadzone są w październiku. Każdy ogrodnik ma swój szpadel- to najważniejsze narzędzie. Owen ma swój już 25 lat.

✓ Żywotność tulipana to ok 1,5 tygodnia. Aby ogrody kwitły przez 8 tygodni, ogrodnicy stosują technikę zwaną „lasagna”. Cebulki ułożone są warstwowo i podzielone na wczesno i późno kwitnące. Odmiana późna sadzona jest najgłębiej i kwitnie w maju. Środkowy rząd kwitnie w okolicach kwietnia. Krokusy są najwyżej i wybijają w marcu.

✓ Ogrodnicy nie korzystają z maszyn, gdyż tulipany mogłyby nie mieć porządanych kształtów i poza tym nie byłyby posadzone warstwowo. Pracują więc codziennie, niezależnie od pogody.

✓ Gdy temperatura gleby jest niższa niż 13°C, skrobia i węglowodany w cebulce rozkładają się, tworząc glukozę. Glukoza jest mniej podatna na zamarzanie i pomaga cebulce wytrzymać niskie temperatury. Gdy temp.wzrasta, glukoza staje się źródłem energii, która pomaga kwiatowi kwitnąć. Aby roślina idealnie wyrosła, powinna zostać w chłodzie przez ok 12-13 tygodni.

✓ Do Holandii tulipany zostały sprowadzone ok 400 lat temu. Były to czasy Rembrandta i Vermeera. Ceny cebulek były niebotyczne. Dom nad kanałem czasem był wart…3 cebulki 😯

✓ Spadek ceny tulipanów nazywa się „tulipomania”. 100 lat temu, pierwsi prawdziwi plantatorzy kwiatowi otworzyli swoje gospodarstwa w okolicach Lisse.

✓ Zdarza się pomieszać cebulki i np.żółty kwiat może pojawić się wśród kwiatów czerwonych. Podobno to wstyd dla ogrodnika.

Pandemia była trudnym okresem. Poza tym praca w KEUKENHOF jest ciężka. Ogrodnicy sadzą kwiaty na kolanach. To jednak nie problem, bo kochają swoją pracę. Kochają również to, że mogą pokazać, co udało im się stworzyć 😊🌷🌷🌷

A ja mam nadzieję, że ogrodu już nie trzeba będzie zamykać. W tym sezonie kwiatowym chcę jednak zobaczyć wreszcie prawdziwe pola tulipanów 😁🌷

NATIONAAL MILITAIR MUSEUM

Jestem do tyłu z kilkoma wpisami, więc będę to nadrabiać teraz. Ten będzie o zwiedzaniu muzeum jeszcze w zeszłym roku, jesienią. Chodzi o Narodowe Muzeum Wojskowe.

Pan Mąż lubi militaria, a ja ogólnie lubię muzea 🙂 Zawsze człowiek coś ciekawego zobaczy i się czegoś dowie. Dlatego postanowiliśmy wybrać się właśnie tam, bo mieliśmy i tak w planach zwiedzić Narodowe Muzeum Wojskowe.

NMW jest częścią Fundacji Królewskich Muzeów Obronnych. Obejmuje również Muzeum Morskie w Den Helder, Muzeum Marechaussee w Buren i Muzeum Morskie w Rotterdamie. Na stronie internetowej obiektu możemy przeczytać, że NMM powstało z połączenia Muzeum Wojska w Delft i Muzeum Lotnictwa Wojskowego w Soest. Aby zabezpieczyć obie kolekcje na przyszłość, armia i lotnictwo podjęły decyzję o budowie wspólnego nowego muzeum. Wizją jest, aby społeczeństwo było świadome powodu istnienia sił zbrojnych, tego że wypełniają ważne zadania rządu a także przekaz wiedzy na temat ich obowiązków. Jest to wgląd w przeszłość, teraźniejszość i przyszły rozwój sił.

Jestem żółtodziobem jeśli chodzi o wojsko, samoloty, itp. Ale oglądałam te eksponaty z zainteresowaniem 😀 Na mnie wrażenie robiły czołgi. Oprócz tanków i samolotów, obejrzeć można samochody i motocykle wojskowe, zobaczyć, jak kiedyś wyglądały karetki i jakie miały wyposażenie, a także spojrzeć na broń albo budowę silników maszyn.

Samoloty są też na zewnątrz.

Zdjęć zrobiłam dużo, bo i dużo jest tam do oglądania. Niestety wszystkiego wrzucić nie mogę. Oprócz samego muzeum, znajduje się tam też sklep z gadżetami. Ja standardowo wyszłam z magnesem a Pan Mąż z dwoma kubkami. Bilety kupiliśmy wcześniej przez internet.

Adres: Verlengde Paltzerweg 1, 3768 MX, Soest