DOSADZIŁAM KILKA ROŚLIN

Na dworze wietrznie i co rusz pada. Nie leje, jak z cebra, ale co jakiś czas nadchodzą ciemne chmury, słońce się chowa, podwiewa porządnie i ☁☔ Ale mimo to wyszłam do ogródka, żeby nie przebimbać całej niedzieli.

Nie było zimno. Nawet ciepło. Wiatr mnie nie odstraszył, chociaż go nie cierpię. Wszystko mi latało, ale musiałam dosadzić różnokolorowe fiołki, które czekały na to od zeszłego tygodnia. Do tego dokupiłam nasiona paru innych roślin: celozję, lobelię, petunię i słoneczniki 🙂

Słoneczniki nie urosną dużo, bo to te ozdobne a nie do jedzenia. Miałam takie już raz, rosły na balkonie. Osiągnęły ok. metra wysokości 🌻🌻🌻 Teraz posadziłam je pod płotem.

Petunię posadziłam w koszyku, a celozje podzieliłam na dwie części. Kiedyś kupiłam w kringloopie doniczki-filiżanki. Bardzo fajna rzecz. Są na nich namalowane szafirki i żonkile. Teraz są już odbarwione niestety. Kiedyś miałam w nich właśnie żonkile. Ale teraz stały puste, więc zasiałam w nich celozje. Są to naprawdę piękne rośliny, różnokolorowe, „piórkowate” i np na balkonie prezentują się ekstra. przerabiałam już je 😛

Lobelia będzie rosła narazie w doniczce. Gdy wyrośnie, to posadzę ją na moim a la skalniaku, ale będę próbowała w ten sposób:

Hiacynty poszły bezpośrednio do ziemi, obok tulipanów.

No i fiołki 🙂 Wszystkie posadziłam do wiklinowych koszyków i dwa z nich postawiłam na dwóch pieńkach. Uważam, że fiołki czy inne bratki, to są jedne z roślin, które fajnie się prezentują w ogródku, czy na balkonie. Ostanio w internetach widziałam nawet czarne! Piękne 😊

Zdj z internetu
Żonkile rozmiaru mini mini już niebawem zakwitną.
Szafirki też już wzeszły.

Zasuszyłam też papryczki chili, z których wyciągnęłam nasiona a te wsadziłam do świeżej ziemi do doniczki- wiaderka. Postawiłam to w kuchni i zobaczymy, czy coś wyrośnie 😁

Do domowej flory trafił też filodendron, młodziutka roślina, która już rozwinęła młody liść a kolejny wyrasta 🙂

Parapet w salonie

I wymyśliłam sobie jeszcze drewnianą drabinę+ koło+ pień drzewa z roślinami w ogrodzie 🙂 Kilka inspiracji:

Źródło: pinterest

A w Dordrechcie widziałam przed domem takie coś:

4 różne krzewinki w dużej donicy 🙂

JAK URZĄDZIŁAM SYPIALNIĘ…

Wreszcie wygląda na tyle dobrze, że chce się w niej spać. A czekaliśmy na to od września zeszłego roku…

Tak naprawdę, urządzić nawet tylko jeden pokój, żeby wyglądał tak, jak chcemy, to nie lada wyzwanie. Przekonałam się o tym na własnej skórze, gdy trzeba było np zamówić meble. Ale najpierw, szukałam odpowiedniego koloru farby, bo chciałam mieć kolor kawy z mlekiem na ścianie- podobają mi się ciepłe barwy typu brązy i beże. W markecie budowlanym Gamma, znalazłam kolor, który mi odpowiadał. Pomalowałam pokój i zamówiłam meble. Ale zanim to zrobiłam, to przejrzałam kilka ofert sklepów meblowych w internecie. Polskich sklepów, które sprzedają też towar w Holandii i dużo taniej, niż tutejsze sklepy. Znalazłam fajne meble za rozsądną cenę. Od początku chciałam kolor wenge. Już dawno wpadł mi w oko i nie chce wyjść 😁 W skład kompletu wchodziło: łóżko, dwie szafki nocne, komoda, szafa i… regał. Komoda musiała być, regał niekoniecznie, ale skoro jest, to trzeba brać 🙂 Regał i tak się w pokoju nie zmieścił, dlatego stoi w salonie i zapełniam go książkami. Materac do łóżka w tym sklepie nie podobał mi się, dlatego postanowiłam kupić go na Marketplacu. Po złożeniu zamówienia przyszło nam czekać na meble 6 tygodni. No trudno, nadal spaliśmy w salonie. Po ok 6 tygodniach odebrałam telefon, że dostawa będzie wtedy i wtedy i o tej godzinie. Uff, nareszcie! Zwolniliśmy się z pracy i pojechaliśmy odebrać sypialnię. Panowie od mebli odjechali a ja, na drugi dzień stwierdziłam, że czegoś mi brakuje… Jest tych części do złożenia za mało. Pan Mąż mówił, żebym nie chrzaniła głupot, że mi się wydaje itp. Ok, niech mu będzie. I tak nie mieliśmy czasu na składanie mebli, bo od rana do wieczora, niemal 6 dni w tygodniu w pracy siedzieliśmy. Mimo to, w święta chciałam wreszcie spać po ludzku. Kiedy urwanie głowy w pracy się skończyło, Pan Mąż wziął się za skręcanie sypialni. Trwało to wiele dni, bo robił to sam. Na końcu i tak się okazało, że faktycznie czegoś brakuje 😒 Czego? Stelaża, na którym powinien leżeć materac! Czy oni się nie zdziwili, że została im jakaś część w aucie? Zadzwoniłam do firmy i poprosiłam o stelaż. Na szczęście nie robili problemów i po dwóch dniach, w sobotę przywieźli i wszystko było w komplecie. Brakowało tylko materaca. Ten zamówiłam na Marketplace, bo wybór był ogromny. Zadzwonił do mnie pan z Belgii, że materac dotrze za dwa dni, czyli w… Wigilię 😅 No i dotarł ok godz 18:00. To był dopiero prezent! Człowiek to już stary, jeśli cieszy się z materaca do spania 😜😛 I tak czekaliśmy 72 godziny, aż się rozprostuje. I nareszcie można było się wyspać! A meble? Meble są proste, gładkie, bez ozdób typu gałki.

Po obydwu stronach łóżka, stoją szafki nocne z głęboką szufladą. A na nich lampki nocne, które kupione były ponad 3 lata temu w kringloopie. Żarówki nie były od tamtego czasu ani razu wymieniane. Światło dają bardzo dobre. Na mojej szafce leży oczywiście książka, bo co wieczór czytam i zegarek⏰. Ten jest z kringloopa a materiał, z którego jest zrobiony to… kamień 😊 Chodzi w cały świat, ale ważne jest to, że tyka. Muszę słyszeć tykanie przy uchu. To mnie usypia 😅 Ja w ogóle kocham zagarki 😍

Szafę chciałam z lustrem. W poprzednim mieszkaniu była z drzwiami przesuwanymi. Ta jest z otwieranymi. Na szczęście mieści się i nie obija szafki nocnej. Miejsca ma dużo: na wieszaki+ dwie szuflady i półki. Chcę w niej zamontować światło reagujące na otwierane drzwi. W poprzedniej szafie takie miałam. Kupione w Actionie na baterie, montowane na przylepy z kleju. Fajna rzecz 🙂

Komoda ogromna. Posiada 4 szuflady i szafki z półkami po bokach. Jest tyle miejsca, że dwie półki mam nadal puste. Na komodzie postawiłam bluszcza i chyba dobrze mu tam, bo wypuszcza nowe listki. Oprócz tego stoi tam organizer na zegarki (prezent od Św Mikołaja) i perfumy w koszyku. Koszyk oczywiście z kringloopa 😛 Nad komodą jest jeszcze łyso, ale szukam czegoś fajnego, czegoś w stylu kolonialnym, żeby powiesić na ścianie.

Obok komody, przy oknie stoi mały stoliczek (z kringloopa). Pasuje do całości, bo kolor też wenge. Na nim postawiłam difenbachie. Wsadzona jest do koszyka kupionego w Actionie.

Obok szafy swoje miejsce znalazł rattanowy puf, którego znalazłam na Marketplacu za 5 €. A ten masażer do stóp dorwałam kiedyś na pchlim targu. Skrzypi niemiłosiernie, ale masuje rewelacyjnie.

Muszę stwierdzić z radością, że obrazki na ścianach zmieniają wnętrze. Ten obraz- mapa wisi nad łóżkiem i był kupiony w Actionie. Pamiętam, jak kiedyś modne były, wiszące nad łóżkami, wachlarze japońskie. Mnie się podobają mapy (najlepsze są vintage), albo liście 🌿

Zdj z internetu

Drugi obraz, to zdobycz z pchlego targu. Zobaczyłam i musiałam go mieć. Przedstawia czarno-białe zdjęcie łódki nad brzegiem morza. Na „dnie” obrazu jest piasek z muszlami i rozgwiazdą 🐚🌊 Wszystko za grubym szkłem. Powiesiłam go koło okna i prezentuje się pięknie. W poprzednim mieszkaniu wisiał w salonie nad kanapą.

Okno- wisi w nim granatowa roleta (po zaciągnięciu, w pokoju ciemno jak cholera, a ja tak lubię) i kremowa zasłona. Te dwie rzeczy zostały po poprzednich właścicielach. Na parapecie postawiłam statek, a to tutaj nad morzem normalne, że ludzie mają morskie ozdoby w domu. Takie statki są często spotykane. Kupiłam go w kringloopie za 5 €, wymaga częstego czyszczenia z kurzu, ale wygląda fajnie 🙂 Oprócz tego, są dwa kaktusy 🌵🌵, które Pan Mąż kupił sobie w sklepie ogrodniczym, ale to ja się nimi muszę zajmować. Do tego budzik w stylu vintage i dwie okrągłe świeczki- służą za ozdoby.

Tak to w tej chwili wygląda 🙂 Ważne, że zrobiło się przytulniej i śpi się dobrze 😴😊 Teraz buszuje po Marketplace i szukam dodatków związanych ze stylem kolonialnym. Chcę też zmienić żyrandol, bo ta metalowa miska nad łóżkiem wygląda koszmarnie 😖

MINĄŁ LUTY…

Najkrótszy miesiąc wreszcie minął. Nie przepadam za lutym, bo w tym czasie już mi wystarczy zimy, jaka by nie była. Czekam na wiosnę i pierwsze żonkile.

W zeszłym miesiącu całkiem porządnie nas przysypało śniegiem ❄❄❄ I nawet przymroziło, bo nie mogłam ulepić bałwana. Ten śnieg naprawdę mnie ucieszył, bo daaawno go nie widziałam. Gdy zaczęło sypać, to cały czas spoglądałam w okno i trzymałam kciuki, żeby nawaliło tego śniegu jak najwięcej 😁

W lutym minął rok, odkąd zaczęłam pisać bloga. Zabierałam się za to już od dawna, ale jakoś nie mogłam się zmotywować, żeby zacząć. Czytałam, że to takie proste i bezpłatne, że zajmie chwilę, itp. Od początku wiedziałam, że chcę pisać o tym, jak mi się żyje na obczyźnie i nie tylko. Zresztą sama lubię czytać takie blogi 🙂 Problem polegał na tym, że ja się z komputerami nie lubię. Nie znam się na nich. Zawsze coś mi się skasuje, zawiesi itp. Poza tym musiałam wymyśleć jakieś logo bloga związane z Holandią. Z pomocą przyszło mi to, że siedziałam w domu kilka tygodni na chorobowym. Więc wreszcie usiadłam przed laptopem i zaczęłam kombinować. I tak codziennie wstawałam ok 6:00, robiłam kawę i zaprzyjaźnialam się z blogowaniem. Ile jak się tych kaw opiłam, ile ja się razy wkurzyłam na to zakładanie bloga… Czasem myślałam, że wywale komputer przez okno. Ale wreszcie się udało, choć dla mnie to proste nie było. Nie jest to jakiś super profesjonalny blog. Jest zwyczajny, ale pisać lubię (teraz wpisy robię na telefonie) i cieszę się, że jednak ktoś czyta te moje wypociny 😊

Minął też rok, kiedy pierwszy raz znalazłam się w holenderskim szpitalu w Rotterdamie. Stresu miałam co nie miara, bo mimo, że chodziło tylko o palca, to skończyło się na operacji pod narkozą i rekonstrukcji nerwa. Co się stało? Zacięłam się nowym nożem we wskazującego palca prawej ręki 😖 Rękę miałam wsadzoną prawie po łokieć w gips. Jakoś to przeżyłam. I przede wszystkim dzięki podejściu lekarzy do pacjenta i świetnej opiece lekarskiej. Pani anastezjolog i chirurg mieli takie dobre humory, że i mnie się on udzielił. W dniu operacji w szpitalu spędziłam ok 5 godzin i bardzo sie zdziwiłam, że przynieśli mi posiłek. I to nie byle jaki 🙂 Wiadomo, jak jest w polskich szpitalach, dlatego Pan Mąż zrobił mi zdjęcie na pamiątkę 😁

Cały czas poszukuję fajnego zapachu do odświeżenia powietrza w domu. Czuć jeszcze trochę starością, szczególnie na dole, ale narazie ścian malować nie będziemy. Dlatego chcę jakiś ładny zapach. Na pewno nie kwiatowy. No i znalazłam co nieco 🙂 Moim numerem 1 jest marka Robijn. Lubię ich płyny do płukania. Gdy się jakiś skończy, to wlewam do butelki wodę, przepłukuje i wlewam to do wody do mycia podłogi. Od razu zapach inny. Teraz odkryłam patyczki zapachowe. Spodobał mi się kolor niebieski. Zapach przypomina świeże pranie.

Oprócz Robijn używam też Glade i też jest to zapach wypranych rzeczy. Czuć go dobrze i długo. Do łazienki idealny.

Pan Mąż skończył wreszcie swój kącik modelarski, który znajduje sie w salonie. Uporządkowal klamoty, poukładal wszystko w organizerach i wziął się za nowy model.

A ja wynalazłam w Lidlu na dziale piekarniczym, pyszne czekoladowe babki 😋 z nadzieniem a la serek twarogowy. Nie są zbyt słodkie czy mdłe. Dla mnie w sam raz. Ogólnie bardzo lubię holenderskie słodkie bułki, np z cynamonem czy rodzynkami 🙂

Okno wystawowe sklepu modelarskiego. Budowała się tam makieta. Niestety było zamknięte.
Rudo-biały kot wygrzewa się w słońcu, siedząc w donicy 🙂
Lubię robić zdjęcia zwierzętom 🐮

DWIE NOWOŚCI

Na Facebooku należę do grupy, w której ludzie sprzedają polskie książki tu, w Holandii. I właśnie upolowałam dwie, których wcześniej raczej bym nie przeczytała.

Pisałam już wcześniej, że zainteresowałam się kryminałem i podcastami kryminalnymi. Do tej pory pierwsze skrzypce grały horrory. Odkąd kryminalistyka wydała mi się fascynująca (bardziej, niż kryminologia), to ledwo nadążam z czytaniem książek 📚 😅 Bo jeszcze jednej nie skończyłam (thrillero-kryminału) a już bym sięgnęła po kolejną pozycję. A jeszcze czekają horrory Kinga 🙉 Najbardziej ciekawią mnie zbrodnie polskie. Nawet nie przypuszczałam, że może być ich tyyyle… Dlatego zdecydowałam się kupić te dwie książki. Są to: „Tylko martwi nie kłamią” Katarzyny Bondy i „Zimny chirurg” Maxa Czornyj.

„Tylko martwi nie kłamią”, to trzecia część cyklu o policyjnym profilerze, Hubercie Meyerze. Główny bohater musi rozwikłać zagadkę morderstwa zamożnego przedsiębiorcy, Johanna Schmidta, którego ciało znaleziono w jednym z zabytkowych budynków w centrum Katowic. Mężczyzna był właścicielem firmy zajmującej się przetwarzaniem odpadów. Meyer przeczuwa, że sprawa może mieć związek z morderstwem sprzed siedemnastu lat…

Będę czytała w nie takiej kolejności, jak trzeba, ale to mój pierwszy taki typowy kryminał, w dodatku książka polskiej autorki i poza tym, ja ogólnie nie lubię serii, części czy trylogii. Książka (tak, jak film), musi się skończyć raz a porządnie, koniec historii, zamykamy i bierzemy kolejną, inną. Tak lubię 😁 Dlatego tę zacznę od trzeciej części, zresztą nawet nie wiem, czy będę miała chęć sięgnąć po poprzednie. Musi mnie naprawdę wciągnąć. Na początku, przed prologiem, autorka zamieściła dziecięcą wyliczanke i muszę stwierdzić, że zawarcie jej w kryminale brzmi naprawdę złowieszczo… 😁

Max Czornyj pisze podobno kryminały mrożące krew w żyłach. „Zimny chirurg”, to biograficzna powieść o Edmundzie Kolanowskim, okrutnym zbrodniarzu i nekrofilu. Psychopacie, który trafił do podręczników kryminalistyki na całym świecie (nie wiadomo, czy się śmiać 😀, czy płakać😭…) Na podstawie dostępnych źródeł i materiałów archiwalnych, autor opowiada całą historię Kolanowskiego- od dzieciństwa do finałowej egzekucji…

O Edmundzie Kolanowskim co nieco kiedyś czytałam i słuchałam podcastu. Nie pamiętam już co on tam dokładnie wyrabiał, ale wiem, że na pewno było to koszmarne. I z chęcią sobie przypomnę sprawę tego zbrodniarza. Przyznam, że czytałam trochę o nekrofilach i sporo było historii o nich, więc niektóre sprawy już mi się mieszają.

Pani, która mi sprzedała i wysłała książkę, dołączyła do niej krótki liścik, w którym podziękowała za zakup i życzyła przyjemnej lektury 🙂 Miło 😊

GRZEBANIE W ZIEMI I KILKA INSPIRACJI

Niedziela była bardzo ciepła. W zasadzie czuć już wiosnę. Dlatego postanowiłam pójść do ogródka i zrobić trochę porządków.

Przejrzałam doniczki i koszyki. Wszystko było poupychane pod krzesłami i stołem. W małych doniczkach, kiedyś posadziłam małe żonkile i hiacynty. I one teraz wypuściły liście a la trawkę, która rosła w stronę światła. Wyjęłam je i postawiłam na drewnianym podeście w pełnym słońcu ☀

Tulipany 🌷🌷wybiły z ziemi i tym razem dobrze je widziałam. Pozbyłam się chwastów wyrywając je palcami a potem spulchniłam ziemię haczką. Odchwaściłam tylko kawałeczek podwórka, tam gdzie rosną tulipany i żonkile. Pan Mąż pozbył się całkowicie wykopanych korzeni bambusa. Wrzucił je do zielonego kosza, dodał moich chwastów i kosz pełny. Po wywózce zieleniny, zapełnimy znowu, bo trzeba przyciąć bluszcz i wyrwać resztę chwastów. Część podwórka i tak prezentuje się o wiele lepiej, niż wcześniej. Niedługo będziemy mieć łopatę 😅 więc zrobi się jeszcze więcej. A jest co robić, bo trzeba zasypać jeziorko i wyrównać teren. Poza tym czekam, aż tulipany zakwitną, bo mam posadzone czarne, a nie pamiętam, które to są, a kępek jest kilka 🙂

W Lidlu rzucili nasiona warzyw i kwiatów. Chciałabym warzywnik w kącie podwórka, ale to chyba nie w tym roku. Ten kąt jest strasznie zaniedbany. Wyrzucilismy bambusa, ale tam jest dołek i leży kostka brukowa, jakaś siatka, drewno a do tego mnóstwo bluszczu i chwastów. Zanim zrobimy z tym porządek, to będzie pewnie środek lata… Dlatego pominęłam nasiona warzyw, za to wrzuciłam do koszyka kwiaty. Jakie? A takie, które wpadły mi w oko, bo miały ładne kolory 😁 Są to niezapominajka alpejska, powój trójkolorowy i goździk brodaty.

Niezapominajke posadziłam w ogródku obok choinki. Jest na to jeszcze teoretycznie za wcześnie, ale stwierdziłam, że tu jest już ciepło, więc co tam, zawsze coś wyrośnie. Raczej nie mam problemu z roślinami na zewnątrz. Goździki i powój zostały wsadzone do koszyków.

Potrzebuję jeszcze rośliny, która będzie się pięła po drewnianej „drabince”, przy drzwiach wyjściowych do ogródka. Widać ją na zdjęciu wyżej. Opróżniajac kilka doniczek ze starej ziemi, natknęłam się na trzy białe duże cebulki. Nawet nie wiedziałam, że tam są. I w ogóle nie pamiętam, co to za roślina 😳 Wsadziłam je do świeżej ziemi i czekam co z tego wyrośnie…

Hiacynty, które przez jakiś czas trzymałam w domu, przesadziłam do koszyka i zostaną na zewnątrz. Dwa wrzosy są w dobrym stanie i wypuszczają nowe łodyżki. Bratki też dobrze przezimowały, prezentują się dobrze i nawet mają już pierwsze pączki 🙂

Obok bajora wyszły małe żonkile i wyrosła znowu zielona trawa, którą próbowałam wyrwać w zeszłym roku. Stwierdziłam, że wygląda jednak fajnie i ją zostawię. Będę tylko musiała pilnować, żeby się bardzo nie rozrosła.

Iglaki, które kupiłam jakiś czas temu, posadziłam do metalowego wiaderka. Są na tyle jeszcze małe, że zmieściły się do jednego. Dorzuciłam jeszcze drewnianą gęś, która stała na parapecie w kuchni i wystawiłam to przed dom 😁

Oprócz tego, co mam, chcę zrobić jeszcze więcej, żeby to podwórko jakoś się prezentowało. Dobrze by było posiedzieć latem w estetycznym miejscu. Dlatego biegam z telefonem i robię zdjęcia ozdobom ogrodowym, ogródkom czy roślinom. Szukam pomysłów 🙂 Bardzo podoba mi się np. taka drewniana beczka i palma w donicy 😊

A tu kilka rzeczy, które wpadły mi w oko 😁

Takie iglaki chcę posadzić przed domem w donicach.
Paprocie też są ładne. Mamy nawet jedną na podwórku i nie zamierzam się jej pozbywać.
Kwiaty zasadzone w metalowym koszu na śmieci 🙂 Nawet taki pomysł jest fajny. Podobają mi się też w metalowych konewkach.
Drewniana ławka też mi się marzy, ale niekoniecznie błękitna.
Ozdoby na ścianie domu: kwietniki i sztuczne papugi.
Motyle i budki dla ptaków też są fajne 🙂
Drewniana weranda otoczona nie płotkiem, ale liną 🙂

Kot 🐱 sąsiadów obserwował mnie, wygrzewając się na dachu 🙂

HAPPY STONES

Zabawa Holendrów podczas pandemii, czyli ukrywanie szczęśliwych kamieni 🙂 Nie przypuszczałam, że można takie coś wymyślić i mieć z tego taką frajdę!

W tej rozrywce biorą udział i dzieci i dorośli. I to jest fajne, że nawet starsi wkręcili się w tę zabawę 🙂 O co dokładnie chodzi? Pewna Holenderska rodzina będąc na wakacjach, znalazła pomalowany kamień. Wpadli na pomysł, aby rozkręcić na cały kraj: szukanie radosnych kamieni w czasie corony 👑 Najlepsze są kamyczki wielkości dłoni, czy pięści. Trzeba namalować na nich dowolny obrazek- wesoły, radosny. Mogą to być postaci z bajek, kwiatki 🌺🌸, zwierzęta 🐱🐸🐞🐟, szlaczki, chmury ☁, tęcza🌈 albo optymistyczne hasła, napisy. Ogólnie, co tylko dusza zapragnie… Potem taki kamień kładzie się w jakimś miejscu, np parku. Na facebooku powstały specjalne grupy ludzi, którzy malują i szukają kamyków. I na takiej grupie, osoba, która „porzuciła” kamyk, wrzuca zdjęcie i opis miejsca. Ktoś inny znajduje kamień, również pokazuje zdjęcie i kładzie go gdzieś indziej. Do tego może dołożyć swoje pomalowane dzieło i znowu ktoś inny szuka 🙂 Chodzi po prostu o to, żeby znalezione i kolejne nowe kamienie cały czas umieszczać w innych miejscach, tak aby „podróżowały” 😀 Kamyczki są malowane przez dzieci i przez dorosłych a młodsi mają radochę z poszukiwań. Ten projekt sprawia, że człowiek jest kreatywny i ma ochotę przebywać na świeżym powietrzu, tym bardziej, że czuć już wiosnę 😊 Poniżej kilka przykładów malarskich 🙂

Ja w weekend też maluję i idę ukryć kamyka 😀😁

MOST MOJŻESZA I NIE TYLKO, CZYLI 3 W 1

Jakiś czas temu, wpadła mi w oko w internetach, bardzo ciekawa atrakcja turystyczna, którą chciałam zobaczyć na żywo. I zobaczyłam w weekend. Jest to miejsce warte odwiedzenia 🙂

W sobotę była piękna, wiosenna pogoda. Zapakowalismy się w auto i pojechaliśmy do Brabancji. Zwiedziliśmy miasteczko Bergen op Zoom i zobaczyliśmy na własne oczy Most Mojżesza, który znajduje się niedaleko Bergen, w Halsteren. Ale nie tylko most jest atrakcją 🙂

Sam most nazywa się Mostem Mojżesza ze względu na swoją nietypową budowę- nie znajduje się ponad rzeką, a dosłownie przebiega przez nią. Dzięki temu można przejść przez rzekę suchą stopą, tak jak niegdyś Mojżesz przez Morze Czerwone. Most skonstruowany jest z bardzo trwałego i odpornego na wilgoć drewna Accoya. Prowadzi do jednej z wielu zabytkowych fortec w tym regionie- Fort de Roovere, który oprócz funkcji turystycznej, pełni funkcję rekreacyjną, bo na jego terenie znajduje się wiele ścieżek pieszych i rowerowych.

Po drugiej stronie mostu, oprócz fortu, znajduje się las 🌲🌳 gdzie stoją ławki i jest mnóstwo ścieżek. Można spacerować lub jeździć rowerem 🚴 Usiedliśmy na jednej z ławeczek i wdychaliśmy cudne leśne powietrze- zapach oszałamiający, czuć było wiosnę pełną gębą 😊 Uwielbiam las! 😍Oprócz nas, było mnóstwo innych ludzi, którzy wybrali taki relaks.

Obok mostu znajduje się też wysoka, drewniana wieża widokowa. Wiedziałam o niej już wcześniej, dlatego zabraliśmy ze sobą lornetkę (podczas zwiedzania prawie zawsze jest z nami). I to był znowu dobry pomysł, bo można było zobaczyć Bergen op Zoom 🙂 Złym pomysłem natomiast, było ubranie zimowej kurtki 😒 Nie wiedziałam, że będzie mi AŻ tak ciepło. Owszem, byli ludzie w „zimówkach”, ale nie wchodzili w tych kapotach na wieżę. A ja weszłam i się prawie ugotowałam 😵 A nie zdjęłam jej, bo niosłam torbę z wodą, jedzeniem i lornetkę 😅 Widziałam ludzi tylko w t-shirtach albo dziewczynkę w spódniczce z prawie gołymi nogami- miała podkolanówki. Ale to w Holandii normalne- nikt się nie przegrzewa 🙂 Mimo to, nie żałuję, że weszłam na wieżę 🙂

Miejsce posiada bezpłatny parking- jest to w zasadzie plac (nie ma asfaltu czy betonu), po którym trzeba jechać ostrożnie, bo jest pełen dziur. Teraz była w nich woda a naokoło błoto, więc trzeba było uważać żeby nie ochlapać innych. Most i cały fort otwarty jest całą dobę, wejście bezpłatne. Idealne miejsce na spacer czy piknik 🙂 Adres: Schansebaan 8, 4661 PN Halsteren.

BERGEN OP ZOOM

W weekend postanowiliśmy wyjść z domu i zrobić małą wycieczkę 🙂 Pojechaliśmy do Brabancji Północnej, gdzie niedaleko granicy z Belgią leży miasteczko słynące kiedyś z tego, że mieszkali w nim cyrkowcy i jarmarczni kuglarze.

Misto położone jest w miejscu, gdzie mieszają się dwa rodzaje gleby: piaszczysta i glina morska. Przez tysiące lat oddziaływaly na siebie, tworząc falisty, pagórkowaty krajobraz, przez ludzi nazywany Brabantse Wal, czyli Wałami Brabancji. Słowo „zoom” odnosi się do granicy tego naturalnie utworzonego wału, a „bergen” oznacza góry/pagórki. Przez miasto płynie rzeka Zoom (wpada do Skaldy), ale nazwa miasteczka nie ma z nią nic wspólnego, bo rzeka została stworzona sztucznie, po powstaniu miasta.

Tak, jak wiele historycznych miejscowości Holandii, Bergen op Zoom powstało w średniowieczu i było ufortyfikowanym portem, otaczały je bagna. Kwitł tam handel, a mieszkańcy szybko się bogacili. Dwa razy w roku, wiosną i jesienią, organizowano jarmarki słynne poza granicami kraju. Zjeżdżali się na nie kupcy z całej Europy. Wszystko się niestety skończyło, gdy Bergen zostało odcięte od morza groblą, przez osuszanie terenów.

W Bergen op Zoom można znaleźć wiele zabytków, np najstarszy hotel czy bramę miejską. Współcześnie odbywają się tu karnawały. W centrum znajduje się Grote Markt, czyli Duży Rynek a na nim m.in liczne knajpki, restauracje i urokliwe kamieniczki. Zobaczymy też:

SINT GERTRUDISKERK, najstarszy i największy kościół ⛪ w Bergen. Jego wieża, zwana przez mieszkańców de Peperbus, góruje nad okolicznymi budynkami.

STADHUIS, czyli rarusz miejski. Jego wygląd jest charakterystyczny dla tego typu architektury z okresu Złotego Wieku. Po dziś dzień odbywają się w nim np ceremonie ślubne.

GEVANGENPOORT, czyli Brama Miejska z XIV w. uważana za najstarszy zabytek w mieście.

DE DRAAK, wzniesiona w XIV w karczma, która teraz służy za hotel- Grand Hotel De Draak (smok🐉). Mieszkańcy Bergen uważają, że jest to najstarsze miejsce tego typu w kraju.

HET MARKIEZENHOF, świetnie zachowany późnogotycki pałac, wznoszący się przy Beursplein. Obecnie znajduje się w nim muzeum miasta, a w dawnych czasach zamieszkiwali tam lordowie a później markizowie Bergen.

Księgarnia
Olbrzymie pióro do pisania 😉

WIEJSKA POSIADŁOŚĆ

Najbardziej podobają mi się domy, które znajdują się w malutkich miejscowościach lub na przedmieściach. Najlepiej takie na wsiach, gdzie jest duża przestrzeń.

Poza miastami wybudowane są tu naprawdę okazałe wille, które mają duże ogrody z pięknymi trawnikami i roślinami. Nierzadko na posesji znajduje się basen czy altana. Taki jest też ten dom 🙂

Salon jest ogromny, pomalowany na biało. Oczywiście to, co jest dla mnie najładniejsze, to drewno: krokwie i podłoga 😊 Na piętro prowadzą drewniane schody, a na zewnątrz wielkie podwójne drzwi. W salonie znajduje się kącik wypoczynkowy z kominkiem i telewizorem. Obok jest drugi, z dwoma fotelami, stolikiem i białym kredensem. Na podłodze leżą dywany.

Jest jeszcze trzecie miejsce do wypoczynku: zadaszony i oszklony taras z fotelem, stoliczkiem, szezlągiem i małym telewizorem. Brakuje mi tu tylko zielonych roślin 🌿

Kuchnia jest duża i bardzo ładna, w kolorze bieli. Połączona jest z tarasem ze zdjęcia wyżej. Z kuchni wychodzą także drzwi na zewnątrz. Meble białe z ciemnymi blatami. Na środku stoi świetna wyspa, nad którą wiszą kryształowe żyrandole. Dla kontrastu- czerwone krzesła 🙂

Jadalnia połączona jest z salonem, ale oddziela ją schodek/stopień. Na środku wielki drewniany stół z czarnymi krzesłami. Nad stołem kryształowy żyrandol. W oko wpadły mi dwa podłogowe świeczniki stojące obok schodka 😊

Domowe biuro, to często spotykane pomieszczenie w takich dużych domach. To jest urządzone w większości nowocześnie, ale posiada nieduży kominek i ciężkie zasłony.

Pokój typu biblioteczka 😊 Regały w odcieniu szarym wypełnione książkami i bibelotami. Obok, oczywiście fotel.

Poddasze i dwie sypialnie. Dominuje biel i oczywiście drewno. Zdecydowanie bardziej podoba mi się ta druga, gdzie po bokach łóżka stoją stoliczki nocne z lampkami a „w nogach” piękna drewniana komoda.

Łazienka jest także biała z czarnymi akcentami. Dodatkowo znajdują się w niej: kryształowy żyrandol, gruba zasłona i lustro w złotej ramie.

Ogród, to prawdziwe dzieło 💚😊 Mnóstwo bukszpanu i innych roślin. Znalazło się miejsce na olbrzymi ogrodowy stół, który stoi przy wejściu do kuchni. Do tego wielki basen otoczony drewnianą podłogą, na której stoją (wiadomo), leżaki i parasole. Jest nawet palma 🌴😊 Najbardziej podoba mi się ogrodowa oranżeria pokryta strzechą. Wewnątrz zestaw wypoczynkowy, drewniane akcenty i znowu kryształowy żyrandol. Wszystko prezentuje się elegancko i luksusowo.

Jest to kolejne holenderskie wnętrze, urządzone ze smakiem i gustem 😍

HU HU HA, ZIMA NIE TAKA ZŁA

W styczniu napadało trochę śniegu a na drugi dzień było już po nim. Dlatego, kiedy dowiedziałam się, że do Holandii znowu zawita zima i to całkiem porządna, to za bardzo nie uwierzyłam, ale z drugiej strony się ucieszyłam. I czekałam…

W pracy szef z paniką w głosie powiedział, że będzie sypało: ma spaść aż 50 cm śniegu! I ma być -20 stopni! Taaa, może w Limburgii, ale nie tu nad morzem. Powiedziałam, że -5 to max, co może być. Dla mnie to za mało 😛 Niemal popukał się w czoło. Holendrzy z którymi pracuję, nie wyobrażali sobie, że może być tak zimno! Oni by woleli już +30! Czekają na wiosnę i lato, jak na zbawienie 😅 Pan Mąż też zimna nie lubi. Polacy z pracy także marudzili, że tu zima i zimno będzie… Zdziwieni, że w Holandii. Jak to? Tu już powinno się wiosennie robić przecież… No chyba zapomnieli, jakie zimy były w Polsce kiedyś i jaka jest teraz. Ja jako jedyna byłam i jestem zadowolona, że przymroziło 😁 Patrzą się na mnie, jak na UFO 😂 Ale co ja poradzę, że cieszę się ze śniegu, jak dziecko? Gdy zaczęło sypać, to siedziałam w oknie i patrzyłam jak pada śnieg ❄❄❄ Wyczytałam, że takiej zimy nie było w Holandii od 2010 albo 2013 roku- portale podają różne informacje. W każdym razie, nie było takiej od dawna.

Widziałam w internetach filmik z Amsterdamu, gdzie ludzie (dorośli) tańczą na ulicy, ciesząc się ze śniegu 🙂 Obok domów stoją bałwany ⛄ Jest na tyle mroźno, że woda w kanałach zamarza. Sportem zimowym Holendrów jest jazda na łyżwach- oni to kochają. Woda skuta lodem, to znak, że trzeba wywlec sprzęt i ruszyć pojeździć. Dzisiaj widziałam dwie dziewczyny, które spacerowaly po kanale. Myślę sobie: idziemy do parku sprawdzić, czy porządnie zamarzło jeziorko i przy okazji nakarmić ptaki, co bardzo lubię 😊 No i poszliśmy. A tam jazda figurowa trwa w najlepsze: rodzice z dziećmi na lodowisku, inni przynieśli stołki i termosy, siedzieli na brzegu i patrzyli na zabawę 🙂

Jest zima, jest zabawa ❄⛄

Ja jeździć na łyżwach nie umiem i ten sport nie dla mnie, ale postanowiłam wejść na lód i przekonać się, jak bardzo jest wytrzymały 😁

Miałam nauszniki, bo trochę w uszy zimno 🙂

Karmilismy też ptaki. W jednej części jeziorka woda nie była zamarznięta i tam znaleźliśmy łabędzie, kaczki i perkozy. Gdy tylko podeszliśmy do brzegu, te biedne głodne ptaki niemal biegiem do nas szły. Nie bały się podchodzić blisko. Przyleciały nawet mewy.

W niedzielę ma przyjść odwilż 😒 A mój wniosek zimowy jest taki, że większość Holendrów i ja jedna Polka, bardzo się cieszymy z zimy 😊😛💙