CZY OPŁACA SIĘ ROBIĆ ZAKUPY W POLSKIM SKLEPIE?

Na początku mojej przygody z Holandią nie wyobrażałam sobie kupować i jeść tylko produkty holenderskie. Nie wyobrażałam sobie kanapek bez polskiego pieczywa i wędlin.

A teraz, po tylu latach mieszkania tutaj, nie wyobrażam sobie robić zakupów tylko w polskim sklepie. Na początku zamawialiśmy jedzenie przez stronę internetową, gdzie w weekendy przyjeżdżały pod dom pudła wypełnione polskimi przysmakami. Holenderskie- tylko czasem. Potem Turek otworzył w Hellevoetsluis polski market. I to był szał, bo Polacy rzucili się po zakupy. Nie oszukujmy się, w takim sklepie marża jest duża. Zarabia się w euro i niby tego nie można odczuć. Do czasu… Znam osoby, które tylko tam robią zakupy, bo nie znają bardzo języka i wstydzą się pójść do Lidla. Znam też osoby, które twierdzą, że kuchnia holenderska nie jest smaczna i nie będą kupować w Lidlu, Aldi, czy innym Jumbo. Ale co ma piernik do wiatraka? Przecież z holenderskich produktów można śmiało ugotować polski obiad. O połowę taniej. Taka np kapusta kiszona. O wiele bardziej smakuje mi ta z Lidla niż z „polaka”.

My najczęściej na zakupy jeździmy do Lidla. Tam mamy niemal wszystko, co nam potrzebne żeby do gara włożyć. Warzywa i owoce kupujemy w warzywniaku tureckim (ogromny wybór) i czasem zajrzymy do polskiego marketu. Mamy to wszystko po drodze do domu- sklepy są w sumie obok siebie, ułożone jakby w trójkąt. Jest to wygodne. A z największą listą zakupów idę właśnie do Lidla. W „polaku” kupujemy chleb, wędliny, czasem żeberka czy schab. Czasem są to też parówki, musztarda czy ketchup. No i ogórki kiszone i kasza gryczana.

W Lidlu zaopatrujemy się np w kawę. Duże opakowanie starcza nam na niemal miesiąc. Nie ma tam Tchibo czy Jacobs. Zresztą nie musimy mieć droższej kawy. Ta lidlowska jest smaczna.

Jak kawa, to i herbata. Nie Lipton czy okropna Minutka. Zazwyczaj piję zieloną, ale w domu jest też zwykły earl grey. Zresztą całkiem aromatyczny.

Cukier, który zresztą podrożał też tam kupujemy. Kilogram starcza na miesiąc. Zapasów nigdy nie robimy, bo dla mnie to bez sensu, żywność ma datę przydatności. Kiedyś cukier kosztował chyba 0,89 centów. Teraz:

Ziemniaki, które są ulubionym warzywem Pana Męża. W Lidlu są dwa wory: zielony i niebieski. Jeden rodzaj najlepszy do gotowania a drugi do smażenia. Dla mnie bez różnicy. Nie jem ich non stop a obierać nie lubię.

Olej, ogromna butla, która starcza na bardzo długo. W polskim sklepie takich pojemności nie ma.

Masło i mąka. W polskim sklepie jest np Delma o smaku pieczywa, solona itp. W Lidlu mamy swoje ulubione zwykłe masło, które kupujemy już od dawna. To samo z mąką. Rodzaje różne: od tortowej, po krupczatki. A ja potrzebuję zwykłej, uniwersalnej, która nadaje się dosłownie do wszystkiego. I taką znalazłam:

Mleko- 2 litry, które dodajemy do kawy i sery. O serach nie będę dużo pisała, bo jest ich ogromny wybór w każdym sklepie i każdy pyszny.

Wino. Lubię białe i wytrawne. I tu w supermarketach chyba tylko są takie. Jakiego bym nie kupiła w ciemno, to każde dobre i dobrze gębę wykrzywia 🙂

I na koniec moje odkrycie 🙂 W polskim sklepie też jest, ale to jest według mnie najlepsze. Chodzi o kompot z wiśni w słoiku. Nie robię swojego i nie kupuję też świeżych owoców, bo mam najlepszy z Lidla. Zawsze zaopatruję się w dwa słoiki, do gara+ woda+ trochę cukru i zimny kompot gotowy. Pycha!

Co jeszcze ląduje w naszym koszyku? Zaglądamy na dział pieczywa i sięgamy np po bagietki czy słodkie bułki (o nich muszę osobny wpis zrobić). Potem mięso mielone, albo udka kurze na zupę. Są też słodycze, jogurty, lody, mrożonki (filety rybne, warzywa, gotowe pizze), przyprawy. Chemia też jest dobra (proszek do prania, kostki i płyn do WC, płyn do płukania), najlepsze worki na śmieci. Oprócz tego często zaopatruję się w rośliny, nasiona i zawsze wyrastają. Produkty do wyposażenia domu, dekoracyjne też są warte uwagi. Także jest tego dużo. Bardzo dużo. I z tego wszystkiego można spokojnie ugotować smaczny posiłek. Kwota na paragonie zawsze jest niższa, niż ta z polskiego sklepu.

Do następnego 🙂

4 myśli na temat “CZY OPŁACA SIĘ ROBIĆ ZAKUPY W POLSKIM SKLEPIE?

  1. Mnie bawią polacy kupujący 100proc 0rodukrow w polskim sklepie. Ryż nie jest ani z Polski, ani z Holandii. A produkowany w oparciu o normy UE. Podobnie makarony. Mąka. Cukier. Niektóre produkty w holenderskich sklepach mają z boku napis, że pochodzą z Polski. Na przykład płatki owsiane. Kupuje w holenderskich sklepach bo mam je blisko i są tanie. I atmosfera w polskim sklepie mi się nie podoba. Każdy na każdego się gapi. W holenderskim sklepie mam więcej prywatności. I czuje się lepiej. Do polskiego chodzę po twaróg, śledzie lis era, krokiety z kapustą i grzybami, kawę Inke. Bo tego nie ma u Holendra.

    Polubienie

      1. ogólnie to nie jem kaszy gryczanej, ale mam inną anegdotkę. Nasza firma kupiła kiedyś jakieś insekty zjadające złe insekty w szklarni. Były one przywiezione w papierowych torbach z medium w postaci łusek kaszy gryczanej. Zaśmiałam się, jak mi szef pokazał i wytłumaczyłam czym są te plewy i że my jemy taką kaszę i to są pozostałości po jej łuskaniu. Nie znał ani kaszy, ani łusek. Stwierdził, że to dziwne, że my to jemy. Zdjęcia na google też mu nic nie mówiły. Zakładam więc, że kaszy gryczanej może nie być w sklepach, podobnie jak bobu.

        Polubienie

Dodaj komentarz