Coraz bliżej wrzesień, a co za tym idzie? Jesień i mój urlop. Wreszcie odpoczynek i to trzytygodniowy! Jak ja się cieszę, bo potrzebuję tego. Obydwoje z Panem Mężem potrzebujemy. Ale zacznijmy od początku…
Jak już wcześniej pisałam, w maju odbyły się egzaminy w naszej językowej szkole. Rozdanie dyplomów było dopiero w lipcu. Wszyscy (nie, nie wszyscy, bo kilka osób miało urlop) stawiliśmy się w miejscu, gdzie chodziliśmy na lekcje. Była kawa, soki, owoce, nauczyciele i fotograf, który robił każdemu zdjęcie dla strony internetowej szkoły. Podpisaliśmy dyplomy a oprócz tego mały prezent w postaci świecy o delikatnym, kremowym zapachu.


Myślałam, że uzależniłam się od pewnego dania… Chodzi o ser, pomidorki i czosnek. Pyszne to, ale ostatnio już chyba przesadziłam, bo narazie mam dosyć 🙂

Znalazłam idealne dla mnie w smaku wino. Hiszpański Czarny Kot. Skalpel idealnie zapozował. Zresztą już z nami nie mieszka, bo brat z żoną wyprowadzili się do Rotterdamu. Znaleźli mieszkanie, wynajęli, poradzili sobie 🙂

A niżej jedna z pracujących sobót. Tak, tak, bo ten miesiąc był intensywny jeśli chodzi o pracę, której było dużo.

Zdjęcie przedstawia jedno z wielu pudełek z towarem na wadze. Byłam wtedy sama na magazynie i myślałam, że mnie szlag trafi. Dlaczego? Bo niektórzy mają w dupie to, jak powinien wyglądać pomidor do sprzedaży. Nikt nie kupi małych, zielonych orzeszków. Odcinać się pracownikowi nie chce, nawet pod spodem takie są. I taki jeden z drugim ma gdzieś, że ja muszę się z tym męczyć, żeby zrobić wszystkie palety, podczas gdy oni już wesoło jadą do domu! Dlatego czasem mam dość, dlatego czekam na urlop jak na zbawienie. Chcę odpocząć. I gdy niemal wszyscy latem biorą wakacje i jadą do Polski, ja czekam. Czekam aż wrócą i będą w pracy. Wtedy powiem „nara, wy się teraz męczcie” XD
A swoje wakacje spędzimy tym razem nie w Polsce. Chcemy pełnego relaksu. Mieliśmy ustalony kierunek już wcześniej, ale plany swoje a życie swoje. Dlatego już nie będę planować na dłuższą metę wycieczek, bo wychodzi z tego coś innego. W naszym przypadku najlepiej spontanicznie. Mieliśmy robić trip po Francji w kierunku Lazurowego Wybrzeża, po drodze zwiedzając Awinion. Zobaczyłam to miasto w internetach i bardzo mi się spodobało. Gdy miejsce ze zdjęcia wpadnie mi w oko, to wiem, że jest pięknie. Paryż odpadał od razu- dla mnie przereklamowany. Niestety we Francji wybuchły liczne protesty i zniechęciło mnie to. Wiem, że teraz jest już spokojnie ale wszystko się zmieniło i będziemy zupełnie w innym miejscu. Nie, nie jest to Turcja czy Egipt, bo to bardzo teraz popularne kierunki. Tak samo, jak Wyspy Kanaryjskie. A ja mam tak, że chcę jechać tam, gdzie jeszcze nikt ze znajomych czy rodziny nie był. A że czasem zdarza mi się różne rzeczy robić odwrotnie, to najpierw wypisałam urlop, a potem myślałam nad destynacją. Francja odpadła, ale znalazł się jeden kierunek, który od razu mi się spodobał, nie taki popularny i był w odpowiednim terminie. Ogólnie lubię spędzać czas na zwiedzaniu, leżenie plackiem pod słońcem mnie męczy. Pan Mąż stwierdził, że może chociaż teraz takie wczasy zrobimy: leżeć i nic nie robić. Ważne, że wypasiony basen, obok plaża, więc w sumie nie trzeba było mnie namawiać. Dobra, zarezerwowane i opłacone. Czekamy na paszporty. Oczywiście relacja z wycieczki będzie potem na blogu.
A jak wygląda załatwienie paszportu w Holandii? Wbrew pozorom bardzo łatwo. Najpierw trzeba wejść na stronę internetową konsulatu. Tam jest zakładka: sprawy paszportowe. Zaznaczamy ilość osób i sprawdzamy dostępne daty. Czasem wszystkie terminy zajęte, dlatego warto dużo wcześniej codziennie polować i zaklepac pierwszą datę, która się pojawi w okienku. Z tym nie ma co zwlekać. Godzin wizyty jest kilka- można sobie dopasować i wybrać. Następne wypełniamy wniosek on-line: dane osobowe i o jaki paszport się ubiegamy. Podajemy adres e-mail na który przychodzi do pobrania termin spotkania w konsulacie i kolejny wniosek do wypełnienia. Trzeba też pamiętać o zrobieniu zdjęcia. W tym celu udaliśmy się do urzędu gminy. Stoi tam specjalny automat do zdjęć. Nie trzeba iść do fotografa.

Siadamy za kotarą, wrzucamy kilka monet (chyba to było 7€) i wybieramy opcję zdjęcia: paszportowe, do dowodu lub prawa jazdy. Głos mówi, jak ustawić głowę, itp. Języki do wyboru: holenderski, niemiecki, turecki, polski. Panu Mężowi poszło szybko, bo już tutaj zdjęcie robił do zmiany prawa jazdy. Mnie ustawienie twarzy średnio szło. Ale udało się. Maszyna wypluła 4 sztuki a do paszportu potrzeba tylko jednego. Wyszłam, jakbym w pierdlu była. Tylko numerka brakowało.
W odpowiednim dniu stawiliśmy się na umówioną godzinę w konsulacie, który mieści się obok ambasady polskiej w Hadze. Przy drzwiach stał pan z listą petentów. Sprawdził, czy tam widniejemy i nas wpuścił. Nie przypuszczałam, że będzie aż tyle ludzi. Poczekaliśmy około 15 minut i podeszliśmy do okienka. Dałam pani urzędniczce potwierdzenie wizyty i dowód. Przysłany mailem wypełniony wniosek nie był jednak potrzebny. Wystarczy na miejscu podać dane a pani wbija w komputer. Zdjęcie skanuje i oddaje. Pobrane są dwa odciski palców i należy się podpisać rysikiem na tablecie. Pani prosiła też o nr telefonu, na który powinien przyjść kod weryfikacyjny. Potem uiszczamy opłatę w wysokości 110€ (sztuka)i dostajemy papier z potwierdzeniem i informacją kiedy można odebrać paszport (około 5 tygodni czekania). Smsem przyjdzie wiadomość, że już gotowy. Poinformowani też zostaliśmy, że owszem, jest możliwość przysłania dokumentu pocztą, ale jeśli mieszka się daleko od ambasady i trwa to nawet 8 tygodni. My mamy około 40 km, więc tylko odbiór osobisty. Przy okienku każde z nas stało około 10 minut.

To coś na mrówki nie zdaje w pełni egzaminu. Owady wchodzą do środka, ale czasem jakieś pojedyncze sztuki szwendają się po blacie Co innego ten pierdolnik do kontaktu przeciw komarom. To działa, nie ma ani jednego, ale niestety szybko się kończy.
Jadłam już różne bagietki, w tym np czosnkowe. Ale te ziołowe z marketu Jumbo przebijają w smaku wszystkie. Kilka minut w piekarniku i niebo w gębie 🙂 Można napchać sera.


A niżej najlepsze leczo, jakie jadłam, które zrobiła moja bratowa 🙂

Do Jyska rzadko zaglądam. Byliśmy akurat w Actionie i obok jest Jysk. Na zewnątrz wystawiony był komplet ogrodowy, który według mnie jest naprawdę fajny. Niżej stół (niestety bez krzeseł) w kringloopie za 130€


W Holandii jeździ wiele ciekawych i nietuzinkowych aut. Ten na zdjęciu, to chyba Mustang.

Kolejny szczeniaczek, który uczy się grzecznie chodzić „przy nodze”

Pan Mąż wskoczył na chwilę do sklepu, a ja rzucałam okiem na kwiaciarnię obok 🙂


Kiedy wreszcie wyżebrałaś u szefa wolną sobotę żeby odpocząć i z radości wzięłaś się za kończenie sprzątania strychu i tyle klamotów pojechało do kringloopa.

Jak to jest? Wcześniej tam kupowałam a teraz oddałam 🙂 Szaleństwo już mi chyba minęło, ale i tak zerkałam na nowy towar. Poszłabym między regały, ale tym razem nie było czasu. Musiałam skończyć robotę.
W drodze do pracy:

Elegancko się zachmurzyło i potem była elegancka burza z piorunami i oberwaniem chmury. Ciemno, jak późnym wieczorem. Aż żal dupę człowiekowi ściskał, że w tamtym momencie nie mógł pod kołdrą jeszcze poleżeć… Lubię burzę. Od tamtej pory czasem porządnie wieje, ochłodziło się i często pada. To chyba koniec lata w Holandii…
Do następnego 🙂

Wyrabianie dokumentów…. W polskiej ambasadzie była masakra. Umawianie spotkanie graniczyło z cudem. Raz w tyg rzucali terminy. Wymagali dokumentów, które kosztowały mnie pieniądze a potem jednak ich nie chcieli. Zaś środek na mrówki… Jest w nl taki granulat. Różowy. Nazwy nie pamiętam. Wsypujesz tam gdzie mrówki chodzą. One go zabierają do mrowiska. Jak królowa to zje to tale mrowisko pasa. Mrówki nie wracają.
PolubieniePolubienie
Tak to jest z biurokracją, nie wygrasz. Dlatego zdziwiłam się, że nam poszło szybko. Dostałam już smsa, że paszporty gotowe. Chyba nawet 5 tygodni nie czekaliśmy. Dzięki za pomysł z granulatem. Będę szukała tego cuda 😁
PolubieniePolubione przez 1 osoba