Nie raz pisałam, że najbardziej lubię robić zakupy w Lidlu, bo tam mam to, co potrzebuję. Nie chodzi tylko o produkty spożywcze, ale też chemię i rzeczy do domu. Dzisiaj będzie głównie o ulubionej marce niemieckiej – Cien.
Trochę czasu minęło zanim przekonałam się do tej marki. Mieszkając w Polsce, bardzo rzadko coś z niej kupowałam. Teraz, może trochę z oszczędności i trochę z lenistwa, bardzo często sięgam po Cien. Nie od dziś wiadomo, że produkty niemieckie są dobrej jakości i nie tak bardzo drogie w marketach. Do tego dochodzi fakt, że nie biegam po drogeriach, bo po prostu nie lubię, nie chce mi się i nie mam czasu. Od tego mam internet i supermarket. No i wreszcie przyszedł kiedyś moment, że musiałam w Lidlu kupić np szampon do włosów, zmywacz do paznokci, czy płyn do płukania ust. Teraz już mam swoje ulubione produkty, których na pewno długo albo i wcale nie zamienię na żadne inne. Odpowiadają mi na 100%.
Pierwszym kosmetykiem jest żel do mycia twarzy. Dawno temu upodobałam sobie żel z Nivea (niebieska tubka) z kwiatem lotosu. Ładny zapach, dobrze mył gębę. Jeśli się skończył, to sięgałam po bardzo podobny z Cien. Inny zapach, ale mycie, pielęgnacja jak dla mnie, taka sama. Ostatnio dowiedziałam się przypadkiem, że Nivea testuje kosmetyki na zwierzętach! 21 wiek i takie coś? No słabo… Kończę więc resztkę produktów tej firmy i więcej do niej nie wrócę, a szkoda, bo dobre rzeczy ma. I teraz cały czas używam żelu z Lidla. Ostatnio wyszły nowe rodzaje: do każdego typu cery i z delikatnym peelingiem. Wybrałam ten pierwszy i jestem zadowolona.

Drugim kosmetykiem jest mleczko do demakijażu w butelce z pompką. Rewelacja! Delikatny zapach, wydajny, delikatny dla skóry i zmywa nawet wodoodporny makijaż. Płyny micelarne i dwufazowe mogą się schować. Lidl ma w swojej ofercie również micele, ale ja ich nie lubię ogólnie. To mleczko dobrze widać na głównym zdjęciu. Do tej pory najlepsze jakie miałam.

I teraz mój ulubiony balsam do ciała, o którym tu już pisałam. Nie wiem nawet którą butelkę już kończę. Ma gęstą konsystencję, ale rozprowadza się szybko i nie pozostawia tłustej warstwy. Bardzo dobrze nawilża i zawsze stosuję go po kąpieli. Ma przyjemny, delikatny zapach- taki kremowy. Lidl w ofercie ma dwa rodzaje tych balsamów. Ja pierwszy raz zastosowałam ten niebieski i tak już zostało. Producent opisuje, że jest z olejkiem z migdałów. Białego jeszcze nie używałam. Ten zaś zawiera olej z awokado. Ja akurat bardziej lubię migdały:)

Żel do golenia. Najszybszy sposób na pozbycie się futra. Pamiętam żele z Gilette dla kobiet, gdy były naprawdę drogie. Teraz identyczne ma w swojej ofercie Action i Lidl. Ja zawsze wybieram ten z wyciągiem z aloesu.

Mydła w płynie i uzupełniacze. Wcześniej kupowałam w Actionie. Potem, przy okazji zakupów w Lidlu, wzięłam mydło migdałowe. Kolor różowy, ładny, delikatny zapach i dobrze się pieni. Teraz kupuję litrowy worek i dolewam do butelki. Tutaj są trzy rodzaje: mleko i miód, oliwą z oliwek i olej migdałowy. Ja pozostaję narazie przy tym trzecim.

I na koniec nowość, która dla mnie jest super. Chodzi o pianki samoopalające. Używałam już różnych a te są chyba najlepsze. Wcześniej używałam odcieniu „dark” a teraz „medium”. Rozprowadzam rękawicą jedną warstwę tylko na nogach. Z racji tego, że po urlopie jestem opalona, to wystarczy mi podkoloryzować tylko nogi. Nie ma smug, kolor nie jest bardzo ciemny i zresztą po myciu pierwsza warstwa schodzi. Zostaje delikatny brąz.

Do następnego 🙂
