MINĄŁ LISTOPAD…

Jesień w Holandii była ładna. To znaczy, ładna dla mnie. Czyli trochę słońca, mnóstwo kolorowych liści, tysiące litrów deszczu, o czym świadczyło bajoro w moim ogródku, wiatry a nawet huragan. To normalne o tej porze roku. I normalne jest też to, że Polacy tutaj marudzą, że zimno. No zimno, bo jesienno- zimowy czas nastaje.

Na Facebooku należę do grupy: „Grzyby w Holandii”. Tutaj można nazbierać legalnie tylko ilość odpowiadającą opakowaniu pieczarek w sklepie. To jest chyba z 500 gram. Większa ilość grozi mandatem. A że grzybobranie to narodowy sport Polaków, to radzą sobie i tutaj. Chodzą po lasach, parkach i zbierają te grzyby. Wrzucają potem zdjęcia na tę grupę, aby pochwalić się zbiorami i polecają sobie miejscówki. Z jednej strony ja ich rozumiem, bo uwielbiam zbierać grzyby i żal mi dupę ściska, że nie mam tej możliwości a z drugiej strony, bym się chyba bała, że ktoś mnie przydybie i mandat będzie. Niektórzy są odważni. U mnie na osiedlu znalazłam tylko kilka takich okazów:

Zapomniałam nazwy tych grzybów, ale to na pewno nie jest jadalna kania czubajka. Te grzyby można spożywać, ale tylko młode osobniki, jeszcze nierozwinięte. Dziękuję, nie ryzykuję 🙂

W listopadzie roznosiłam sąsiadom ostatnie skrzynki pomidorów. Nie obyło się z ich strony małych prezentów w podziękowaniu. Od Margot dostaliśmy puszkę domowej roboty ciasteczek a od Margo (one naprawdę niemal identycznie mają na imię 🙂) specjalny garnek do gotowania spaghetti. Nowy, nieużywany, ale jej niepotrzebny.

W pracy była już końcówka przed likwidacją starej uprawy i czyszczeniem szklarni. Trzeba było wyciąć wszystkie pomidory, więc na magazynie robota szła pełną parą. Należało przesortować i zważyć dobre warzywa a uszkodzone i stare wyrzucić. Planty były od góry obcięte i powoli więdły.

W Lidlu, jak zwykle sezonowe ozdoby. Zauważyłam, że bardzo modne są tego rodzaju świece:

A mnie podoba się ta świąteczna dekoracja w wazonie:

Odwiedziliśmy też z Panem Mężem centrum ogrodnicze (ostatnio o tym pisałam) i obejrzałam sobie ozdoby świąteczne. Nie kupiłam nic z tego typu rzeczy, bo już sporo rzeczy nagromadziłam a na choince się już nic nie zmieści. Wyszliśmy tylko z wycieraczką na zewnątrz, bo stara była zupełnie zdezelowana.

A tu kilka przykładów dekoracji świątecznych:

Wysłałam kilka zdjęć sąsiadce – Margo. Odpisała, że Aralia jest droga, więc poleca jechać do Niemiec. Tam są też fajne centra ogrodnicze, a przy okazji można zrobić dobre i tańsze zakupy, np w Kauflandzie albo drogerii DM. Odpisałam jej, że mam w planach, bo myślimy nad jarmarkiem świątecznym w Maastricht i ogólnie o zwiedzeniu tego miasta, albo Aachen. I chciałabym obkupić się w chemię niemiecką i kosmetyki firmy Balea. Nie minęło pół godziny, gdy sąsiadka przyszła i przyniosła mi dwa żele pod prysznic i szampon tej marki 🙂

Listopad, pogoda typowo jesienna, czyli dużo deszczu i wiatru. Ale że na plusie, to wcale nie trzeba jeszcze otulać się grubą kurtką. Zawsze znajdzie się ktoś, kto nie czuje zimna 🙂

Jeśli nie ma się specjalnych uchwytów do przewożenia rzeczy na dachu samochodu, można wpaść na inny pomysł. Jaki? Przyczepić paletę:)

Ostatni w tym sezonie prezent w postaci wina od kierowcy tira, który przyjechał po palety z pomidorami. Dokładniej opisując, to dwie butelki hiszpańskiego wina (białe i czerwone) w drewnianej skrzynce. Koleżanka wzięła czerwone a ja białe. Skrzynka została dla mnie. Przydała się do przechowywania rzeczy do scrapbookingu.

Ostatni dzień pracy, a w zasadzie wieczór po przesortowaniu i zważeniu wszystkich pomidorów. Było ciężko, bo skończyliśmy ostatni.

Liści na drzewach brak, ale zielona trawa jest zawsze 🙂

Do następnego 🙂

2 myśli na temat “MINĄŁ LISTOPAD…

Dodaj komentarz