Minęło sporo czasu od mojej ostatniej wizyty w kringloopie. Mam na myśli sklep w moim mieście, w którym chyba każdy znajdzie coś dla siebie. Wybór rzeczy jak zawsze ogromny i z dobrą ceną.
Rozmawiałam z mamą. Pytała się mnie, czy mam możliwość kupić jej małą, porządną lampkę nocną, bo ona tak jak ja, lubi przed snem czytać. Gdzie znaleźć fajną rzecz? Najlepiej w sklepie z używanymi rzeczami. I tak robiliśmy ostatnie zakupy przed wyjazdem, więc to nie był problem zajrzeć do kringloopa. Znalazłam kilka fajnych lampek i przez messengera pokazałam je mamie. Wybrałyśmy wspólnie tę na drewnianej nóżce, z kremowym abażurem. Ma on klika plamek, ale da się to wyczyścić. Do wyboru było też mnóstwo abażurów luzem, więc dobrałyśmy jeden- będzie na zmianę 🙂 Zdjęcie lampki jest na głównym foto. Leży i czeka w bagażniku.
Musiałam oczywiście zobaczyć, co tam jeszcze ciekawego było.


Nie zabrakło serwisów obiadowych, półmisków, filiżanek i innych takich ładnych domowych rzeczy. Ja rozglądałam się za kokilkami. Oglądamy Master Chefa i był tam fajny i prosty przepis na danie właśnie w tych naczyniach. Po co kupować nowe i drogie, skoro tutaj mam wybór w dużo tańszych i dobrej jakości.


Tym razem zaskoczyła mnie ilość garnków, rondelków i patelni. Do tej pory królował sprzęt AGD. Naczynia były jak nowe, różnej wielkości. Jeśli ktoś zaczyna swoją przygodę z Holandią, to naprawdę opłaca się kupować rzeczy w takim sklepie. Nie przepłaca się, a talerzy, garnków i sztućców ogrom. Wazonów też było sporo. Do wyboru, do koloru.


Zwróciłam uwagę na białą szafkę z trzema głębokimi szufladami. Kosztowała 15€ . W ogóle niezniszczona. Jedyne, co bym zmieniła, to kolor: na brąz 🙂 Zaraz obok stał bardzo wygodny szary fotel z metalowymi podłokietnikami.


Koszmarne lalki niczym z horroru też były. Pawie pióra w wazonie kiedyś bardzo mi się podobały. Teraz uważam, że najlepiej wyglądają na właścicielu, bo w domu zbierają kurz.


Kominek- marzy mi się w salonie. Ten wg mnie jest bardzo ładny. Zamieniłabym oczywiście kolor. Koszt, to 150€. Już widziałam go oczyma wyobraźni przystrojonego na Boże Narodzenie. Może kiedyś…


Po powrocie z Polski zawitam do kringloopa ponownie. Będę chciała kupić kokilki.
Do następnego 🙂
