Do Schiedamu pojechaliśmy, bo trzeba było to i owo załatwić. Nie wszystko poszło zgodnie z planem, ale żeby nie było, że byliśmy tam na próżno, to postanowiliśmy zwiedzić jeden z wiatraków.
Miasteczko leży bardzo blisko Rotterdamu. Powstało w XIII wieku nad rzeką Schie. Zbudowano na niej tamę (hol. dam), dlatego taka nazwa miasta 🙂 Kiedyś mieścił się tutaj port, do którego wpływały statki m.in ze zbożem. Ogromną ilością zboża: żyta czy jęczmienia. Co zrobić z tymi tonami? Najpierw zboże było odpowiednio spreparowane, a potem przerabiane na słód a ten na alkohol. Schiedam słynie z produkcji np ginu.

Niegdyś w mieście stało około 20 ogromnych wiatraków. Stawiano je wysoko z dwóch powodów: łapały więcej wiatru i zwiększono pojemność magazynową i produkcyjną. Najwyższy z nich mierzy 33 metry, co czyni go największym tradycyjnym wiatrakiem na świecie. Młyny nazywa się tzw wiatrakami galeriowymi, czyli posiadającymi balkon/ balustradę. Zbudowane są z cegły, ale wnętrze ze stropami, dachem, śmigłami było z drewna. Dlatego często wiatraki płonęły.

Z tego, co się orientuję, to w tej chwili są trzy młyny dostępne dla zwiedzających: De Walvisch, De Nieuwe Palmboom (drzewo palmowe)- nadal zamieszkały przez młynarza i Noordmolen, w którym mieści się restauracja.
De Walvisch, czyli wieloryb

Udaliśmy się zwiedzić wielorybka. Bilet kosztował 8€. Młyn ten powstał w 1794roku a swoją nazwę zawdzięcza ulicy Walvischstraat, gdzie działał przemysł wielorybniczy, którym zajmowali się rybacy z Schiedam. Zbudowano go głównie na potrzebę produkcji słodu. Ale mielił nie tylko dla palarni. Na początku lat 30tych, wytwarzano w nim nawet magnez. W 1954 roku zamieszkiwała w nim rodzina Kluitów. Niestety nie znalazłam nic na ich temat. Wiatrak był często gruntownie odnawiany.



14 lutego 1996 roku, młyn się palił. Ogień unicestwił całe wnętrza aż po pierwsze poddasze. Dzięki działaniom różnych firm, instytucji i obywateli, w 1999 roku wiatrak wznowił działalność.

Od 2002 roku znajduje się tutaj sklep z wyrobami młyńskim i nie tylko. Na zwiedzających czekają liczne zdjęcia, wyświetlany film o historii miejsca, pamiątki, przewodnik a także mini kawiarnia.




Ja wyszłam z magnesem, widokówką, mąką i słoiczkiem marynowanych warzyw. Ciekawe miejsce. Warto zapewne zajrzeć do pozostałych dwóch młynów, ale nam niestety już czasu nie starczyło. Wiatraki są usytuowane blisko siebie, dlatego miasto można zwiedzać spokojnie pieszo.

Do następnego 🙂
