SAFARI LIGHT FESTIVAL & MADURODAM

Na początku stycznia odwiedziliśmy jedno ciekawe miejsce, które można zobaczyć zimą. Na koniec stycznia pojawiliśmy się po raz drugi w innym miejscu, też ciekawym. Opisywałam je już tutaj, dlatego połączę to w jeden wpis. Zresztą i tak najważniejsze są zdjęcia.

Jest taki obszar w Holandii, który jest przeznaczony tylko dla dzikich zwierząt i wygląda trochę jak safari w Tanzanii. Można tam wjechać autem i podziwiać zwierzaki. Chodzą samopas, więc auta opuszczać nie można. Nocleg też tam jest dostępny. Zimą zwierząt nie ma dla ludzi. Jest za to festiwal światła. Miejscowość to Beekse Bergen.

Bilety kupiłam on-line z wybranym dniem. Na wejściu znajduje się obszar biwakowy, gdzie dzieciaki mogą w ognisku piec pianki, dorośli mogą wypić kawę czy małe piwko, a do tego są budki z jedzeniem typu fast food. W tym roku zbudowano nową trasę. Zaczyna się ona od typowych holenderskich symboli, czyli serów, tulipanów czy żonkili. Potem przechodzimy już do głównej atrakcji. Widzimy obok siebie, nad sobą tylko różne światła a resztę terenu spowija ciemność. Trzeba uważać pod nogi, chociaż to trudne, bo figury świetlne są niesamowite.

To, co widzimy, to pokaz jedenastu magicznych miejsc, podczas których można podziwiać aż pięć tysięcy świetlnych figur.

Przechodzimy przez wszystkie kontynenty, na których jest fauna i flora do odkrycia. Są też oceany, które chyba najbardziej mi się podobały. Momentami widoki przypominały te z filmu „Avatar”. Światła też migotały a do każdego kontynentu i jego dekoracji dobrana była odpowiednia muzyka, np mijaliśmy Amerykę Południową i Brazylię a w tle grała „Samba”. Dla mnie te wizualizacje świetlne były jak bajka, magia. Wystawa trwa do 9 marca.

Madurodam, czyli Holandia w miniaturze. Byliśmy tam już drugi raz. Pierwszy był chyba z pięć lat temu w porze letniej. Wiadomo, wtedy było dużo ludzi. Teraz, zimą było parę zmian.

Po pierwsze i najważniejsze: rozbudowano Rotterdam. Wcześniej był już chyba najsłynniejszy most, czyli Erasmusbrug a teraz dodano popularną halę targową – Markthal, wieżowce i domki mieszkalne Cubuswoningen. I to właśnie chcieliśmy zobaczyć.

W Madurodamie zjawiliśmy się w piątek. Ludzi malutko, do tego kanały otaczające miniaturowe budowle były czyszczone i niemal puste. W sezonie pływają w nich sporych rozmiarów karpie. Pracownicy zajmowali się czyszczeniem i ogólną pracą porządkową terenu. Chyba nawet pociągów mniej jeździło.

Odwiedziłam sklep z pamiątkami. Magnes Madurodamu już mam, ale kupiłam ten z plażą w Scheveningen. Byłam tam, ale magnesu wtedy nie kupiłam. Do tego doszedł brelok sabot do klucza, widokówki i kubek z motywami holenderskimi.

Do następnego 🙂

Dodaj komentarz