Jest to jedna z najsłynniejszych przekąsek w Holandii. Można je dostać praktycznie w każdych miejscach, np w budkach ze street foodem. Ogólnie rzecz biorąc- to ryba w panierce, podawana z sosami.
Miałam o tym daniu napisać w podsumowaniu marca. Stwierdziłam jednak, że zasługuje na osobny wpis. Zaraz wyjaśnię o co dokładnie chodzi. Najpierw zaznaczę, że z kibbelingiem miałam do czynienia do tej pory tylko dwa razy. Niestety. I tylko był kupny z marketu. Niestety. Aż wstyd. Mieszkając w Holandii i nie zjeść świeżego kibbelinga, toż to hańba.
Kibbeling powstał w XIX wieku. Nazwa pierwotnie odnosiła się do solonego dorsza. Ryba ta była ważna w diecie Holendrów. Złowioną rybę kroiło się na kawałki. Dobre szły na filety/ steki a resztki typu np policzki, smażono w oleju i również zjadano. Nic się nie powinno marnować. Obecnie kibbeling nie ma z tamtym daniem nic wspólnego. Dobre kawałki ryby macza się w piwnej panierce i smaży na głębokim tłuszczu/ fryturze. Podaje się najczęściej z sosem czosnkowym albo duńskim sosem „remoulade”. Niekiedy z dodatkiem frytek lub bułki.

Danie to najlepiej jeść na ciepło, (gorąco), od razu po przyrządzeniu, bez późniejszego ogrzewania. Tylko wtedy ma niepowtarzalny smak.
Będąc w Lidlu, natknęłam się na przyczepę ze street foodem serwującym np ryby wędzone, sałatki rybne, sosy, owoce morza i właśnie kibbeling przyrządzany na bieżąco. Nie mogłam przejść obojętnie. Postanowiłam zamówić tę przekąskę i na pewno nie pierwszy i ostatni raz. Do tego doszedł sos czosnkowy i sałatka z jajka i paluszków krabowych. Było pyszne! A tu znaleziony przeze mnie przepis na domowy kibbeling, który na pewno wypróbuję: https://twisted-chef.com/blogs/recipes/fish-nuggets-kibbeling
W przepisie nie ma składników na sos czosnkowy. Myślę natomiast, że jest to coś w stylu duńskiego sosu, bo składniki są podobne. Jeśli będę robiła kibbeling, to zrobię dokładnie wg tego przepisu, bo z „remoulade” jeszcze nie miałam do czynienia.

Do następnego 🙂

jak ja kocham Holendrów pracujących w usługach. To najbardziej uśmiechnięci ludzie na świecie! Moja przyjaciółka zawsze jak przyjeżdża do Holandii to mówi, że tutaj nie widać tego, że ktoś może nienawidzić swojej roboty. W Polsce zawsze się ktoś lekko uśmiechnie, ale widać, że siedzi jak za karę. A tutaj kupując oliebollen czy idąc do supermarketu można pogadać z pracownikami i zawsze są przyjaźni w taki niewymuszony sposób. Taki ludzki. Dla osób takich jak ja, które lubią zagadywać postronnych – taki small talk jest nieoceniony. Robi mi dzień.
PS. Dziś mam na blogu posta, który z uwagi na wrażliwą treść będzie wkrótce usunięty. Jak masz czas to zerknij. Zawsze masz ciekawe przemyślenia.
PolubieniePolubione przez 1 osoba