ETRETAT

Ta miejscowość była na mojej liście miejsc do zobaczenia. Oglądałam zdjęcia w internecie i robiły wielkie wrażenie. Na żywo widoki zwalają z nóg nawet w pochmurne, wiosenne dni. Muszę to zobaczyć też latem i koniecznie o zachodzie słońca.

Etretat, to miejscowość i gmina we Francji, w regionie Normandia nad Kanałem La Manche. Miasteczko położone jest pomiędzy białymi, wapiennymi klifami. Aż do XIX w miejsce było trudno dostępne, dlatego zachowało się w doskonałym stanie. Nazywane jest Alabastrowym Wybrzeżem, długim na 100 km pełnym strzelistych klifów.

Wzdłuż wybrzeża ciągną się piękne szlaki turystyczne. W sezonie letnim miasteczko tętni życiem i odwiedza je mnóstwo turystów. Wtedy z parkowaniem (płatnym) jest problem. My zaparkowaliśmy niedaleko ścisłego centrum. Dalej doszliśmy pieszo niedługi kawałek drogi, podziwiając architekturę. Dotarliśmy do deptaka z restauracjami, barami i sklepami z pamiątkami. Etretat to też w pewnym sensie osada rybacka, bo na brzegu stały kutry i łódki a w pobliskich sklepach można kupić owoce morza, ryby i inne smakołyki.

Kolor wody jest piękny, mimo nieciekawej pogody. Ma na to też wpływ wapień. Będąc na plaży, zauważyliśmy, że nadchodził odpływ. Następował dokładnie o tej godzinie, którą sprawdzałam w internecie. Plaża natomiast nie zachęca do typowego plażowania. To za sprawą otoczaków, których są tony. Mają one zapobiegać podmywaniu klifów. Wszędzie można dostrzec tabliczki, które informują o nie zabieraniu kamieni. Czytałam, że turyści mają w nosie zakazy i potrafią wynieść po kilka kilogramów tych kamieni. Wiadomo: ludzie się nigdy nie nauczą. Poza tym, po co komu takie kamienie…

Popularnymi klifami są d’Aval – przypomina on trąbę słonia zanurzoną w wodzie, Iglica i klif d’Amont. Na tym ostatnim znajduje się nieduża kaplica z kamienia Notre Dame. Na ten klif nie wchodziliśmy. Widzieliśmy tę kaplicę z daleka, z góry klifu „słoniowego”. Byliśmy za to pod nim.

Pod klifami również znajdują się tablice z informacjami, że podchodzi się pod nie z na własną odpowiedzialność. Robią ogromne wrażenie i cały czas miałam wrażenie, że jakaś część odpadnie zaraz i trzeba będzie wiać w stronę morza. Jednak gdybym nie stanęła choć na chwilę blisko nich, to bym żałowała.

Jeśli jest odpływ, można wejść do niektórych grot. Można też wpłynąć np do bramy Aval łódką. Widziałam sporo dziur wydrążonych w klifach. Jeśli chodzi o przybrzeżne knajpki, to warto napić się tam kawy- była to jedna z tych, które chciałoby się pić i pić. Rano, restauracyjki miały tylko ofertę śniadaniową, więc o zupie krabowej mogłam zapomnieć, albo przyjść ją zjeść po południu. Na to jednak nie mieliśmy już czasu.

Na szczycie widać kaplicę.

Miejsce mnie urzekło. Koniecznie chcemy tam wrócić latem, koniecznie zobaczyć zachód słońca z klifów. Wypić pyszną kawę i zjeść zupę krabową. Ale to przy okazji, bo musimy zobaczyć mnóstwo innych miejsc. Tym razem przyjedziemy na trzy dni. Wiemy już gdzie spać i gdzie parkować. Będzie prościej. Polecam to miejsce!

Do następnego 🙂

Dodaj komentarz