Sprzątałam porządnie kuchnię i myślałam co by tu zmienić, dodać, wyrzucić. Za wiele do zmian nie ma, ale za to stwierdziłam, że przydałoby mi się jakieś ładne pudełko na tabletki do zmywarki, bo te cały czas znajdowały się w opakowaniu sklepowym.
Nie chciałam ich nigdzie chować, żeby zawsze były pod ręką a do tego potrzebny mi był jakiś pojemnik. Z racji tego podjechałam na chwilę do kringloopa, bo wiadomo, że tam zawsze coś się znajdzie. Ale najpierw pojechaliśmy na tutejsze „wysypisko śmieci”. Napisałam to w cudzysłowie, bo to nie wygląda jak typowy bajzel z klamotami. Najpierw musieliśmy zdobyć od gminy specjalną kartę (płatną), która upoważnia do wjazdu na ten teren. Wygląda jak typowa karta bankomatowa, Z tym, że nie ma danych właściciela. Przykłada się ją do czytnika i otwiera się bramka. Za nią znajdują się olbrzymie kontenery z opisami, co do którego można wrzucić, np panele, drewno, metal, itp. My musieliśmy pozbyć się starych paneli i płytek po poprzednich właścicielach. Do tego wyrzuciłam stare słoiki i lampę. Miałam też do wyprania kołdrę zimową. Do mojej pralki się ona nie zmieści, ale przy myjące samochodowej i stacji kontroli pojazdów, znajduje się taka jakby pralnia miejska. Stoją dwie olbrzymie pralki i suszarka. Wybiera się program, płaci kartą i odbiera pranie po upływie danego czasu. Następnym razem zrobię zdjęcie. Miałam niecałą godzinę na wypranie kołdry. Nie chciałam zajmować pralki, bo inni też piorą różne rzeczy. Zdążyliśmy podjechać do kringloopa.
Już na starcie zobaczyłam fajne drewniane krzesła ogrodowe. Niestety nawet nie miałabym ich gdzie trzymać.

W środku, wiadomo: cuda- wianki. Ktoś chyba w domu zajmuje się ozdabianiem butelek i sprzedażą, bo przy wejściu stał ich rząd z logo serialu „Gra o tron”.

Oczy mi się zaświeciły na widok różnych słoików, pojemników z metalowym zapięciem. Nie kupiłam, bo mam ich już sporo, ale obejrzeć można.


Do tego były różnego rodzaju kieliszki, czy naczynia żaroodporne. Myślałam nad takimi naczyniami, w których można zrobić np zupę cebulową. Nie było takich, które mi się podobały.


Półmisków, salaterek, wazonów czy doniczek też było dużo. Zresztą dawno mnie tu nie było i zauważyłam sporą zmianę asortymentu i małe przemeblowanie.


Meble też dodano. Do tego doszły w większych ilościach lodówki, czy kuchenki gazowe.


A te wycieraczki i chodniki pojawiły się ponownie. Kiedyś kupiłam jeden pod drzwi do ogrodu i sprawdza się dobrze.

A co ja kupiłam? Bo wiadomo, że na pewno nie jedną rzecz. Pojemnik na tabletki znalazłam. Metalowy z zielonymi listkami.

W moje ręce wpadła lampa, która reaguje na dotyk. Intensywność światła zmienia się za pomocą lekkiego puknięcia w dolną część lampy. Pojedzie ona do Polski do mojej mamy.

Do tego odrzuciłam biały wazon z drewnianym elementem i dozownik do mydła do kuchni.


Spojrzałam jeszcze na grafiki i obrazy. Lubię morskie klimaty, dlatego ucieszyłam się, że znalazłam prostą grafikę z rozgwiazdą w drewnianej ramce. Świetnie pasuje do sypialni i już wisi:

Do następnego 🙂
