KURS

Jak wcześniej pisałam, nasza wizyta w Polsce odbyła się na potrzeby mojego kursu. Byliśmy w kraju dwa tygodnie i w weekend między nimi spędziłam w Jeleniej Górze szkoląc się w prosektorium. Opiszę tutaj mniej więcej jak to wyglądało.

Do Jeleniej Góry (z kilku przyczyn) dotarliśmy bardzo późno, bo przed drugą w nocy. Zameldowaliśmy się w hotelu Mercure a o pół do trzeciej poszliśmy spać. Kurs zaczynałam o godzinie 9:00.

Obudziłam się pół przytomna, bo spałam tylko trzy godziny. Zastanawiałam się, jak tam wytrzymam do 17:00. Potrzebowałam kawy. Wykupiliśmy śniadania. Tylko, bo na kursie mieliśmy w cenie posiłki. Pan Mąż coś tam sobie podjadał w ciągu dnia a po moim powrocie szliśmy na pizzę. Śniadania w hotelu bardzo dobre i duży wybór.

Przed 9:00 stawiłam się w domu pogrzebowym. Ogólnie było nas 7 dziewczyn. Wypełniłyśmy papiery, która chciała, to mogła się tam jeszcze przebrać, doszło do zapoznania i skierowaliśmy się z naszymi nauczycielami do prosektorium. Jedną z zasad było to, że na każdy dzień szkolenia trzeba było mieć inne, czyste ubranie. Na to należało nałożyć specjalny fartuch (po przerwach zawsze nowy), rękawiczki a jeśli ktoś chciał, to i maseczkę. Szczerze napiszę, że byłam trochę przerażona. Ale nie widokiem zwłok, ale tym, że było nas aż 7 i do tego tylko kobiety. Nie lubię pracować w tak dużej grupie i wiadomo, między babami zawsze do jakiejś kłótni prędzej czy później dojdzie. I doszło.

Teoria trwała może z godzinę a po tym otwarto drzwi chłodni i miałyśmy wyciągnąć ciało na specjalny wózek. Na pierwszy ogień poszedł staruszek, który był chory na cukrzycę- widać było charakterystyczne ślady tej choroby na ciele. Pracowałyśmy na tych zwłokach cały dzień. Każda z nas musiała nauczyć się każdej czynności, którą należy wykonać zanim zmarły dotrze do kaplicy na ostatnie pożegnanie. Nauka obejmowała wydobycie ciała z worka, dezynfekcję, pozbycie się stężenia pośmiertnego, zabezpieczenie wszystkich otworów naturalnych w ciele, zamknięcie odpowiednio powiek i zszycie ust. Od razu zaznaczę, że absolutnie nie używa się kleju. To już dawno odeszło do lamusa a przynajmniej powinno. Łamanie kości, to też bujda. Potem należało pana zmarłego ogolić, umyć włosy, ubrać, zniwelować makijażem plamy opadowe i przywrócić w miarę naturalny wyraz twarzy. Często wstrzykuje się do gałek ocznych i w okolicach ust specjalny płyn, który nadaje twarzy łagodne rysy, wypełnia skórę. Rodzina zmarłego zostawiła ubrania, do tego mieliśmy włożyć do trumny ulubione cukierki zmarłego, chusteczkę, okulary, krzyżówkę i długopis. Powinno się trzymać nerwy na wodzy, ale naprawdę nas to rozczuliło. Efekt końcowy przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania! Starszy pan naprawdę wyglądał jakby spał. To było niesamowite. Umieściliśmy go w trumnie i zawieźliśmy do kaplicy. Obok znajdowała się druga trumna z innym zmarłym. Przy nim stało na stelażu zdjęcie. Spoglądał na nas mężczyzna w sile wieku, młody. Zmarł na raka.  Wyglądał, jak wampir Nosferatu. Dowiedziałyśmy się, że inne prosektorium potraktowało go po macoszemu. I faktycznie: paznokcie brudne, cera szara, twarz zapadnięta. Żal… Wzięli kasę, nie zrobili niemal nic. Współczuję rodzinie.

Widok z okna hotelowego na ogródki działkowe.

Drugi dzień szkolenia był bardziej intensywny. Na szczęście w miarę się wyspałam. Byłyśmy podzielone na dwie grupy. Jedna miała starszego pana a my starszą panią, która zmarła na raka. Miałyśmy usunąć jej tzw port. Kiedyś żyły są już w fatalnym stanie po licznych wlewach, pod skórę wszywa się port, przez który sączy się chemia. Dodatkowo uczyli nas nacinania skóry i jej powłok. Dotarliśmy do płuc. To, co w środku najbardziej mnie interesuje i musiałam nawet dotknąć. Do tego uczyłysmy się wyjmowania rozrusznika serca. Nie wiedziałam, że jest umiejscowiony tuż pod skórą. Potem nastąpiła nauka zszywania nacięć. Te nowe rzeczy robiłyśmy znów wspólnie. Potem każda grupa kończyła swoje zwłoki. Ciekawym doświadczeniem było np przywracanie koloru sinym palcom i paznokciom. Nasi szkoleniowcy opracowali specjalny płyn, który wstrzykuje się pod paznokcie, masuje i momentalnie zmienia się ich kolor. Wygląd, jak u żywego człowieka. W tym wypadku, musiałyśmy mieć nałożone specjalne okulary. Po zakończeniu, pani została złożona do tekturowej trumny, bo czekała ją kremacja.

Na koniec czekała nas współpraca. Nasi nauczyciele usunęli się w cień, a my miałyśmy przygotować ciało staruszki, która miała stomię. Trzeba było działać w grupie. Jedna robiła to, druga szykowała tamto, itd. Widziałyśmy co do nas należy i trzeba było dzielić się pracą. I na tym polu doszło do spięcia między dwiema dziewczynami. Jedna z nich, (nazwijmy ją N) sięgnęła zenitu swoim pierdoleniem. Na pauzach non stop gadała m.in o swoim życiu, rodzinie, stwierdziła nawet, że teściowa jej nienawidzi. Na pytanie, czy jest po ślubie, powiedziała, że nie. Że jest jeszcze wolna… Skończyła trzy lata kryminalistyki i koniecznie chciała rządzić. Najpierw pchała się do wszystkiego a potem zaczęła nas nawet ustawiać. Wreszcie jedna z dziewczyn upomniała dobitnie N żeby nie zabierała nam pracy. Ta się oburzyła i powiedziała, że jest przeciwnie: ona nam ją oddaje. Potem krążyła koło mnie i gadała, że zabieranie przez nią pracy, to wierutna bzdura. Machnęłam ręką, powiedziałam, żeby dała spokój, bo trzeba skończyć pracę. Do końca dnia N chodziła z kijem w dupie. Miałam to gdzieś, bo dyplomy się zbliżały i wiem, że więcej tej zarozumiałej dziewuchy nie spotkam. Mam taką nadzieję.

Wracając do tematu: pani, która była szykowana do pochówku należała do elegantek. Miała długie paznokcie pomalowane na różowy kolor, permanentne brwi i farbowane włosy. Ubranie na ostatnią drogę też było nie byle jakie: sukienka w różowo – fioletowe kwiaty, szary żakiet i srebrne szpilki. I w podobnych barwach zrobiłam jej makijaż. Prezentowała się ładnie. Po tej pracy, nastąpiło sprzątanie, szykowanie się do wspólnego zdjęcia z dyplomami. Do tego przemowa, podziękowania i prezent w postaci książki, którą napisał jeden z naszych nauczycieli.

Dodam jeszcze kilka moich uwag. Przede wszystkim warto (a nawet trzeba) pytać się w zakładach pogrzebowych, jakie działania będą wykonywane na zmarłej bliskiej osobie. Płacimy – wymagajmy. Nie pozwólmy na sklejanie powiek i ust. Domagajmy się, aby ciało wyglądało najlepiej jak się da. Można pytać o balsamację. Powiedziano nam, że branża pogrzebowa w Polsce szoruje jeszcze niestety po dnie. Pracownicy domów pogrzebowych, to hermetyczne środowisko. Często są to stali i starsi pracownicy, którzy nic nowego się nie uczą i odwalają swoją robotę byle jak. To jest niedopuszczalne! Co mnie zaskoczyło? Zapach. Nie jest to smród rozkładających się zwłok. Jest to lekko słodkawy i trochę mdły zapach, ale szybko się przyzwyczaiłam. Każde ciało pachnie jednak inaczej. Zależy to od choroby, wieku, czasu w chłodni. Nie palę, więc może dlatego po wyjściu z zakładu, cały czas czułam tę woń. Włosy myłam codziennie. Nerwy należy trzymać na wodzy. Praca nie dla wrażliwych. Dostajesz ciało, skupiasz się na tym, żeby odpowiednio wyglądało. Nie myślisz o tym, kim ten ktoś był, jak żył itp. Jemu już wszystko jedno a ty musisz zadowolić rodzinę. Bliscy powinni poczuć ulgę, że jednak dobrze zmarły był zaopiekowany a oni mogą go godnie pożegnać. W chłodni widziałyśmy też inne ciała. Jednym z nich, były zwłoki 23- letniej Ukrainki. Popełniła samobójstwo zażywając jakieś tabletki. Czekała na sekcję zwłok. Poza tym pokazano nam zwłoki przed i po, dwóch młodych Polek, które się powiesiły. Ilość samobójstw w Polsce poraża.

Szkolenie dało mi niesamowitego kopa do dalszego działania. W dwa dni nauczyłam i dowiedziałam się mnóstwa umiejętności i rzeczy. Do tego doszły cenne wskazówki. Mam zamiar iść dalej w tym kierunku i zrobić kurs balsamacji. Współpraca z firmą się nie kończy, bo po znalezieniu pracy w tym zawodzie, cały czas kontakt się utrzymuje a chłopaki służą pomocą. Należę do zamkniętej grupy na Facebooku i tam też mogę kierować pytania. Z chęcią wrócę do Jeleniej Góry. Ta nauka była czystą przyjemnością 🙂

Do następnego 🙂

2 myśli na temat “KURS

  1. No niesamowity wpis. Ze śmiercią stykamy się zawodowo. Pracuję w szpitalu. Nie jest dla mnie czymś o czym się nie powinno rozmawiać. A jednak przeczytałam to, co napisałaś z ciekawością. Podałaś minimum faktów przy maksimum wrażeń, których nawet ktoś, kto nie styka się ze śmiercią na co dzień nie odbierze za przesadne. Ciekawy ten kurs i cenne wskazówki.

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz