Jesień, to zdecydowanie nadal moja ulubiona pora roku. Nic się w tej kwestii jeszcze nie zmieniło. I nie wiem, czy kiedykolwiek się zmieni. Ostatnio myślałam sobie za co ją tak lubię i wypunktowałam kilka rzeczy.
Nie od dziś słyszę: co tu robić jesienią albo zimą…? Że wiosną i latem można gdzieś wyjść, pojechać, że jest ciepło a nawet gorąco itp. Jestem z tych ludzi, co to o żadnej porze roku się nie nudzą. Zresztą, jeśli mam jakieś zajęcie (a zazwyczaj mam), to pora roku nie ma znaczenia dla mnie. Zawsze śmieszy mnie, a nawet często irytuje, narzekanie Polaków mieszkających w Holandii na pogodę. Bo więcej jest deszczu, chłodu, wiatru i mgieł, niż np w Polsce. Zawsze odpowiadam, żeby się przenieśli do pracy gdzieś indziej, skoro tutaj do pogody nie mogą się przyzwyczaić. Tam, gdzie zawsze ciepło. Najbardziej narzekają chyba ci, którzy mieszkają tu niemal cały rok albo już od kilku dobrych lat przyjeżdżają do sezonowej pracy. Czasem mi odpowiadają (bo znają moje podejście do takiej pogody), że ja jestem mądra taka, bo lubię deszcz i jesień. To odpowiadam: też polub. To tak, jak w internecie matki „mają pretensje” do bezdzietnych o ilość wolnego czasu: jakbyś miała dzieci, to byś zobaczyła…
Mieszkam nad morzem i mimo, że rzadko nad nie jeżdżę teraz, to cieszę się, że mieszkam blisko wody, plaża pod nosem, jest gdzie wyjść, jest co zwiedzić. A znam taką osobę, która przyjeżdża tu co roku na sezon i narzeka na brudne morze (Północne jest czystsze akurat niż np Śródziemne), zimne morze, chuj.. wa pogoda niemal zawsze i ta osoba siedzi praktycznie cały czas w domu i nie ma siły na nic. No to czas chyba zmienić miejsce do życia… Ale dość o narzekaniu. Za co lubię jesień?
Powód 1

Powód 2

I teraz kilka zdań na temat zbierania grzybów w Holandii. Lasów tutaj jest mało. Polska może się pochwalić ogromną ilością drzew, ale już syfem w nich, to absolutnie nie. Mamy 21 wiek a ludzie nadal w Polsce nie szanują lasów. Do tej pory widuję tam ogrom śmieci. W Holandii można legalnie zebrać dla siebie 500g grzybów, nad czym ja sama ubolewam. Nie wiem, czy jest w tym kraju jakikolwiek Holender, który zbiera grzyby leśne. I czy w ogóle się na nich zna. Po urlopie pokazałam zdjęcia z grzybobrania Holendrowi, z którym pracuję na magazynie szklarni. Oczy wywalił na widok ilości grzybków i powiedział, że wie, że w Polsce to tradycja. Opowiedział mi nawet, że jakiś czas temu pewna Holenderka znalazła jakieś grzyby, ugotowała i poczęstowała dwóch członków rodziny. Potruli się i zmarli. Dodał, że miałabym z tej historii dobry podcast. Wtedy ja wywaliłam oczy i szkoda że nie dopytałam o szczegóły. To tylko pokazuje, jak znikomą wiedzę mają Holendrzy na temat grzybów w lesie. Znają tylko sklepowe odmiany pieczarek, grzybków mun czy shitake albo pieprznika jadalnego, czyli kurkę. Zresztą kurki sklepowe są drogie i często w opłakanym stanie.
Ostatnio głośno było w holenderskiej prasie o złapaniu przez strażników leśnych grzybiarzy. Widziałam te materiały, ale nie zagłębiałam się w nie. Czytałam natomiast komentarze Polaków, którzy zainteresowali się tematem i także tych, którzy nic więcej nie przeczytali oprócz nagłówka i się burzyli. Albo w ogóle nic nie czytali i nie widzieli. Ci drudzy pisali, że to chory kraj, bo na rogu Murzyn sprzeda ci bez problemu dragi ale grzybów zbierać nie można. No coś w tym jest. Niestety. Ale! Ci pierwsi zaznaczyli, że nie było podane, jakiej narodowości byli ci grzybiarze i że prasa podkreśliła, że w Polsce dzieci już od małego uczą się rodzajów grzybów i ich zbierania. Sama znam to z autopsji. Poza tym, gdyby pozwolono nagle zbierać grzyby legalnie , to lasy byłyby zdegradowane. Nie dość, że jest ich mało, to ludzie wszystko by zadeptali, nie mówiąc już o zostawionych śmieciach. I tu muszę się zgodzić. Tym bardziej, że pracują tu też ludzie z innych krajów, gdzie grzyby można zbierać. Nie dalej, jak w zeszłym tygodniu, na pewnej grupie polskiej na Facebooku, ktoś wrzucił zdjęcie z holenderskiego lasu/ parku, przedstawiające porzuconą butelkę po Żywcu. To niestety dobrze nie świadczy. Ocenę tego wszystkiego zostawiam Wam. Swoje napisałam 🙂
Powód 3

Chłód, mniej słońca i więcej deszczu plus wiatr, ale tego ostatniego akurat nie lubię, mimo to, przyzwyczaiłam się. Łeb chce czasem urwać, ale typowy Holender się nie poddaje i zasuwa do pracy/ szkoły na rowerze. Więcej o pogodzie pisać nie będę, bo już na początku co nieco napisałam i o podejściu do niej Polaków też.
Powód 4

Mniej turystów. Hellevoetsluis jest miastem turystycznym. Do tego rzut beretem jest miasteczko – fort Brielle i blisko Rotterdam. Dodajmy do tego jeszcze morze, szerokie plaże, domki letniskowe oblegane przez Niemców, ciepło/ gorące lato, oblegane bary i restauracje i taki introwertyk jak ja, woli nie wychodzić z domu. Nie lubię upału, tłumu, hałasu. Wtedy jest też dużo pracowników sezonowych, którzy nie zawsze zachowują się normalnie. Niektórzy Holendrzy pakują manele i wyjeżdżają z przyczepami kempingowymi w siną dal. Lubię z Panem Mężem zwiedzać ale lepiej nam to idzie, gdy nie musimy walczyć o miejsca z innymi turystami. Poza sezonem jest spokojniej i taniej.
Powód 5

Szybko robi się ciemno a gdy zapada mrok, to ja wtedy żyję. Jestem typowy człowiek sowa. To wieczorami mam najwięcej energii i mój mózg wtedy lepiej myśli i mam pomysły na różne rzeczy. Wtedy najlepiej też czyta mi się książki. Latem w Holandii nawet po 22:00 jest jeszcze jasno. Dla mnie to mordęga. Poza tym lubię przestawianie godziny do tyłu. Lubię spać, choć wielu uważa, że zmiana czasu jest bez sensu.
Powód 6
Robactwo, muchy i znienawidzone komary idą w pizdu. Tu dodawać więcej nie trzeba 🙂
Powód 7

Jesienne dekoracje, które uwielbiam. Chyba nawet bardziej, niż te zimowe i świąteczne. Mieszam je z tymi na Halloween. Poza tym według mnie, nie ma lepszego klimatu, niż ten, gdy zapali się jesienne świece i lampiony w deszczowy wieczór. Do tego koc i wino. Dlatego przed domem mam zawsze wrzosy, chryzantemy i dynie, na stole bieżnik w jesienny wzór, poszewki na kanapie w liście, sztuczne grzyby i kilka świec. Szyszki też się znajdą:)
Powód 8

Nie robią takiego wrażenia, jak jesienią. To jedno z ładniejszych warzyw a ja warzywa kocham. Będąc ostatnio w Polsce, zauważyłam, że coraz więcej ludzi hoduje to warzywo (zazwyczaj popularna była cukinia lub kabaczek) i je sprzedaje. Widziałam mini sklepiki przed posesjami. Powstaje też mnóstwo pumpkin farm. W Holandii są one bardzo popularne. Z tym warzywem związana jest ciekawa historia.
Wydrążona dynia z wyrzeźbioną twarzą, znana jest jako jack – o – lantern, która ma pochodzenie w dawnej legendzie irlandzkiej. Jej podstawowe znaczenie, to odstraszanie złych duchów oraz nawiązanie do mitu o skąpym Jacku. Według legendy, pijany i skąpy Irlandczyk imieniem Jack, oszukał samego diabła, przez co po śmierci nie mógł trafić ani do nieba ani do piekła. Został więc skazany na wieczną tułaczkę po ziemi, mając do oświetlenia drogi jedynie lampion z wydrążonej rzepy z tlącym się węgielkiem od diabła. Pierwotnie w Irlandii i Szkocji lampiony robiono z rzepy albo buraków, aby odstraszyć wędrującą duszę Jacka i inne źle duchy. Tradycję tę przenieśli do Ameryki irlandcy imigranci. Tam odkryto, że dynia jest łatwiejsza do rzeźbienia i przyczyniło się to do jej popularności jako symbolu Halloween. Przed przyjęciem roli lampionu, dynia jako warzywo typowo jesienne i pochodzące z Ameryki, kojarzyła się również z obfitością, płodnością i zbiorami. Bardzo lubię takie legendy:)
Powód 9

Halloween! Jako dziecko obchodziłam tzw „Przebierańce”. Ludzie przebierali się w dziwne i straszne postaci, chodzili po domach a nawet organizowano bale w remizach. Teraz to już chyba odeszło do lamusa a na dobre rozgościło się Halloween. A jeszcze wcześniej mieliśmy Dziady. W internecie od dawna trwa burza między zwolennikami a przeciwnikami tego święta. Ja jestem zdania: nie chcesz- nie obchodzisz, ale nie wtrącaj się do tych, co obchodzą. Jest wielu chrześcijan, którzy obchodzą Halloween a potem Wszystkich Świętych. Ja lubię ten straszny klimat i moim marzeniem jest chociaż raz spędzić ten dzień w Stanach i odwiedzić Salem. A także jesienny Vermont. Dawno mnie nie było w Polsce w Dniu Wszystkich Świętych. Kiedyś chodziłam nawet za dnia na mszę. Potem mi przeszło. Pojawiły się prześmiewcze memy dotyczące rodzin i ubioru ludzi na cmentarzu. Często zdarza się, że w ten dzień jest naprawdę ciepło, ale w futrze trzeba się pokazać. I chociaż samo słowo „grobing” nawet mi się podoba, to już wystrojeni ludzie bawiący się w modę cmentarną nie bardzo. Taka ciekawostka: mówi się, że Polacy ubierają się do pór roku a Holendrzy do pogody 🙂 Wracając do święta… Bardzo lubię wtedy cmentarz wieczorem. Mnóstwo zniczy i ten klimat. Ludzi jest wtedy dużo, ale i tak jest cisza, zaduma. To jest nie do podrobienia. Holendrzy wiedzą, że w Polsce jest takie święto i że cmentarze wyglądają wtedy wyjątkowo pięknie. Ja potrafię pogodzić obydwa święta 🙂
Powód 10

Jesienią lepiej wchodzą filmy grozy. Tak jak zimą „Kevin” , czy „Krampus”. Ostatnio odświeżyliśmy sobie „Miasteczko Twin Peaks”. Gdy byłam mała, rodzice oglądali. Wszyscy chyba wtedy to oglądali. Ja też zerkałam i się bałam, chociaż nie wiem czemu. Na SkyShow znalazłam tylko dwa sezony i je obejrzałam. Teraz, z perspektywy czasu, serial ten nie jest straszny, czasem nawet śmieszny. Bo go rozumiem. I nie zrobiła na mnie wrażenia muzyka w czołówce, ale ta, która leci w tle 🙂 Mogę polecić jeszcze kultowy „Siedem” z Bradem Pittem i Morganem Freemanem. Obejrzałam też z Panem Mężem (choć się wzbraniał „Taśmy z Poughkeepsie”.

Amerykański horror (wg mnie raczej thriller/ kryminał) z 2007 roku, nakręcony w stylu paradokumentu. Film przedstawia zbiór ponad 800 taśm wideo, rzekomo znalezionych w domu seryjnego mordercy, który terroryzował miasto Poughkeepsie w stanie Nowy Jork. Akcja rozpoczyna się od odkrycia kasety wideo w opuszczonym domu. Policja znajduje taśmy, na których seryjny morderca nagrywał swoje zbrodnie, tortury, porwania i przerażające, psychologiczne gierki z ofiarami. Historia jest opowiadana poprzez wywiady z policjantami, profilerami FBI oraz bliskimi ofiar, przeplatana fragmentami makabrycznych nagrań mordercy. Ze względu na styl, film wywołał wiele kontrowersji a część widzów wierzyła, że jest oparty na faktach. Po premierze na festiwalu Tribeca w 2007 roku planowana dystrybucja kinowa została wstrzymana. Zyskał on rozgłos dzięki wyciekowi do internetu a oficjalnie ukazał się dopiero w 2017roku.

Do następnego 🙂

https://share.google/JP2GYrIlekdmrioji możliwe że już na mandat się możesz kiedyś załapać. Limit to 250g grzybów. Na użytek własny. Polacy mają tendencje do niedoceniania niczego, marnowania tego co mają i przerzucania winy na okicznosci. Pogoda jest idealnym tego przykładem. Dla mnie wiosna i jesień to ta sama pora roku. W obu zimniej, w obu wieje, w obu można zmoknac. I co z tego? Mamy 21 wiek i świetne ubrania funkcyjne. Jak człowiek się przejdzie w deszczu dobrze ubrany to po powrocie do domu cieszy się bardziej że spaceru niż jakby w przeciętnie pogodny dzień chodził. Bo kiedy zobaczysz tęczę? Właśnie jak pada.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Wolę do Polski na grzyby jechać 😆
PolubieniePolubienie
Poszukaj na YouTube Other side of the box. Ciekawe zaskoczenie.
PolubieniePolubione przez 2 ludzi
Obejrzałam i teraz żadnego pudełka nie otworzę 😆
PolubieniePolubienie