Jest bullet journal, booking journal, czy po prostu wyklejanie kolaży. I tak sobie oglądałam na Instagramie, TikToku i Pintereście te wszystkie kolorowe zeszyty i pomyślałam, że dobrze by było mieć wszystko w jednym. I można przecież takie coś stworzyć i nazywa się to „commonplace”.
Nie powiem, wkręciłam się w to. I zamiast kupować gotowe boulety np do czytania książek, to można stworzyć własny i nawet więcej. Za wyklejanie kolaży już wzięłam się wcześniej. Ale to za mało dla mnie. A nie potrzebuję prowadzić trzech kajetów. Oglądałam filmiki, na których dziewczyny pięknie opisują i ozdabiają zeszyty opisując różne rzeczy. A niektóre mają naprawdę wyobraźnię i piękne pismo. Kaligrafia też mnie interesuje. I tak, w starym zeszycie z zeszłego roku zaczęłam prowadzić nowy journal.
Zostawiłam strony z różnymi utworami do nagrania nowej płyty, która przyda się podczas np długiej podróży do Polski. Poza tym, jest też dosyć długa lista książek, które bym chciała mieć w swojej biblioteczce.

Na kolejnych stronach mam spisane części serii książek, żebym pamiętała które mam a które muszę dokupić. Zostawiłam też listę „aż” pięciu książek, które zawzięcie przeczytałam w poprzednim roku i zrobiłam pod nimi napis „dupa”, czyli nic z wyzwania nie wyszło. Za to w tym roku rozpoczynam kolejne i zrobiłam sobie regał, na którym oznaczam książki. Pierwsza już jest.

Dalej mamy listę z tytułami przeczytanych książek, autora i miejsce akcji. Na koniec mojego czytelniczego wyzwania wybiorę najlepszą książkę roku 🙂


Będę też prowadzić listę pozycji zakupionych w tym roku, bo na pewno coś kupię. Inaczej będę chora. Trzeba regały dowalić. U innych dziewczyn zobaczyłam tzw „cmentarz”. Narysowałam więc 4 nagrobki, bo przypuszczam, że tyle książek mi braknie do wyzwania. Może być oczywiście mniej lub więcej.

Zrobiłam też zakładkę z napisem Nowy Rok 2026. Za nią są strony oznaczone każdym miesiącem. Co na nich się znajdzie? Wszystko to, co działo się, zdarzyło w danym miesiącu. Np w styczniu sporo śniegu spadło, odebraliśmy auto od mechanika i to właśnie w obrazkach, naklejkach, opisach zawarłam. I tak każdy miesiąc.

Zaczęłam też oglądać więcej filmów. Mamy pakiet na SkyShowTime i żal nie korzystać. Pojawiają się tam i starsze jak i nowsze filmy.

Z filmami mam dwie strony. Tę drugą z popcornem wypatrzyłam na Pinterest. Obok wykleiłam i zrobiłam napis nawiązujący do zagłady pszczół. To hasło bardzo mi się spodobało.

Nie zrezygnowałam z kolaży. Wyklejam sobie rzeczy, które lubię. I tak np znalazło się morze i plaża, ulubiona pora roku, czyli jesień. W planach mam jeszcze grzyby, kawę czy książki. Jednym z motywów będą też tulipany i wiatraki Holandii.

Mnóstwo dziewczyn robi też tzw „mapę marzeń”. Moja jeszcze nie jest skończona, bo potrzebuję więcej naklejek i obrazków. Nie są to jakieś ogromne marzenia. Wyklejam z ciekawości, bo opinie mówią że działa. Coś jak potęga podświadomości.

Na końcu zrobiłam tzw „weather tracker”. Chodzi w tym o to, żeby zrobić tabelkę z miesiącami i dniami i kolorować okienka wg oznaczeń pogody, np słońce – okienko na żółty kolor, deszcz- niebieski, itd. Na koniec roku wychodzi podsumowanie pogodowe. Z tym podchodziłam ze trzy razy, bo zawsze coś spieprzyłam, ale udało się wreszcie tabelkę zrobić.

Zeszyty z naklejkami kupuję w Actionie i na Temu. Do tego wycięłam różne obrazki ze starych gazet. Uzbierało się trochę tego. W każdym razie bardzo mnie relaksuje tworzenie takiego zeszytu. Codziennie po pracy coś tam wyklejam. W koszyku na Temu mam już wybrane stikery. A w internecie jest mnóstwo inspiracji. Ktoś może powiedzieć, że to głupie i dziecinne. Nic bardziej mylnego. Potem fajnie będzie zajrzeć do zeszytu i zobaczyć co tam się ciekawego wydarzyło. Póki mi się nie znudzi, będę to prowadziła.

Do następnego 🙂
