Pogoda w lutym była naprawdę kiepska. Nawet bym stwierdziła, że dołująca. Lubię takie klimaty, ale jesienią. Dobrze, że poprzedni miesiąc był taki krótki, bo nawet ja miałam dość tych ciężkich chmur i ponurych dni.
W pracy spokój. Wróciło już wprawdzie kilka osób z poprzedniego sezonu. I tu niespodzianka, bo pierwszy raz szef ponownie chce ludzi z Rumunii. Nie są to typowi Cyganie, którzy mają zasady i reguły panujące w firmie w dupie, tylko normalni Rumuni. Spokojni, sympatyczni i dostosowujący się do otoczenia. Wróciła też wesoła Słowaczka Veronika. Mamy też kilku Turków pracujących na ZZP, także jest misz masz, ale pozytywny. Niestety z samymi Polakami się nie da do końca dobrze pracować. Ukrainki z zeszłego roku niestety nie wracają. A szkoda, bo dobrze mi się z nimi pracowało na magazynie.

Pomidory rosną bardzo szybko i według wyliczeń zbiór nastąpi w końcówce marca, początku kwietnia. Wreszcie będę mogła je jeść i brać np w tortilli do pracy. Nadal nie wolno nam wnosić pomidorów np ze sklepu, ze względu na ryzyko wirusa. W tym roku przywiązuje się jeszcze większą wagę do ochrony roślin i warzyw. Ja w pracy wykonuję różne zadania. Czas mi przez to szybko leci i dodając do tego słuchane podcasty, równa się szybki powrót do domu 🙂 Ostatnio np zakładałam „kolanka „, czyli zgięte plastikowe nakładki na trasy, żeby je wzmocnić. Chodzi o to, żeby pod ciężarem owoców gałązki z nimi nie pękły.

W lutym trwał w Holandii karnawał. Wprawdzie tylko chyba 3 dni, ale obchodzony wesoło. Najbardziej hucznie jest w Brabancji i Limburgii. Jest mnóstwo parad, festiwali, muzyki i przebieranek. Pamiętam, że gdy mieszkałam kiedyś w Brabancji (blisko Walwijk), to nawet kasjerki w marketach były przebrane. Przez chwilę chciałam nawet jechać i obejrzeć co nieco, ale Pan Mąż miał niestety lenia. Wrzucam więc tylko zrzut z TikToka.

W centrum handlowym po sklepie Blokker nie ma już śladu. Była to sieć ze sprzętem RTV i AGD a także z dekoracjami do domu i np talerzami czy szklankami. Kupiłam tam kiedyś odkurzacz i żelazko, które mi służą po dziś dzień. Mieli też dobre worki do odkurzaczy. Na szczęście zdążyłam zrobić zapas. W miejsce Blokkera powstała bawialnia dla dzieci. Są huśtawki, baseny z piłeczkami albo duże klocki. W grudniu siedział tam Mikołaj i dzieci robiły z nim zdjęcia.

Ja wyjęłam z zamrażalnika grzyby, które zbierałam w zeszłym roku i zrobiłam wreszcie z nich grzybową. Najpierw podsmażyłam na maśle- w całym domu unosił się zapach. Potem wleciał placek z jabłkami i wanilią. Też pachniało.


Poszłam na spacer do parku, żeby nakarmić ziarnem ptaki. Były niemal same łyski. Kilka kaczek i żadnych łabędzi. Ledwo zrobiłam kółko wokół jeziorka i zaczęło padać. Pogoda była paskudna. Już się wprawdzie przyzwyczaiłam, że w tygodniu jest słońce a w weekend deszcz. Takie uroki Holandii.

Udało mi się dojrzeć przebiśniegi i krokusy. Żonkile jeszcze spały i miały gdzieś wychodzenie na zewnątrz. Gdy teraz to piszę, jest już żółto. Nagle się obudziły i ozdobiły pobocza dróg i trawę nad kanałami.

A wspomniana wyżej Słowaczka Veronika, pojawiła się w pracy w takiej oto koszulce:

Do następnego 🙂
