Znowu sobie wymyśliłam, że potrzebuję coś z kringloopa. A dokładniej, to coś do kuchni. Chodzi o patelnię. Nasze już zdezelowane, a to niedobrze. Miałam ochotę nimi rzucać, jak Magda Gessler w Kuchennych Rewolucjach.
A więc należało zajrzeć do ulubionego sklepu i poszukać dobrej patelni. I zaraz się okazało, że jest i to nie jedna. Wrzuciłam do koszyka porządne i niemal nowe naczynie, które kosztowało 4€. Pan Mąż znalazł drugą, trochę mniejszą a ja dorzuciłam wok, który zawsze chciałam mieć. I tym sposobem mamy trzy niemal nowe naczynia.

Podczas naszego oglądania towaru, bo oczywiście na patelniach się nie skończyło, pracownik układał nowy towar, ale w miejscu, gdzie są m.in meble i inne dodatki do domu. I tam stała ona! Lampa do salonu na trzech drewnianych nogach. Zawsze mi się podobały takie. Kosztowała 17€ i bierzemy. Tym sposobem mamy kolejny abażur w salonie.

Nie mogłam się powstrzymać przed wzięciem takiego kompletu na tacy, czyli cukiernica i dzbanuszek do mleka. Ten pojedzie do mojej siostry.

W kringloopie nie brakowało też szklanych pojemników do przechowywania przypraw, ziół czy sypkich produktów. Nie potrzebuję, więc nie brałam. Znalazłam też regał ze sporą ilością różnych solniczek i pieprzniczek.


Jedna z ładniejszych komód, jakie widziałam. Lubię takie proste meble.

A niżej komplet naczyń i kilka lampek.


Do następnego 🙂
