Ależ ja się ucieszyłam, że tuż pod nosem w sobotę wielkanocną, będzie pchli targ. Zaczyna się już na nie sezon i mam zamiar odwiedzić jeszcze kilka w tym roku.
Rommelmarkt odbył się w miejscowości Tinte (tam znajduje się moja szklarnia). Jest to w sumie wieś. Trwał od godziny 10:00 do 15:30. Pogoda dopisała. Ludzi było sporo. Stwierdziliśmy z Panem Mężem, że MUSIMY coś kupić. Nawet jakąś pierdołę, bo to pierwszy pchli targ w tym roku.
Na wstępie obejrzeliśmy meble, których było naprawdę sporo. Rozglądałam się za biurkiem. Były sekretarzyki, całkiem przyzwoite, ale dla mnie trochę za małe. Nie brakowało stolików czy krzeseł.

Potem natknęłam się na dwie duże skrzynie z torbami, torebkami i plecakami różnej wielkości, różnych marek i różnego koloru. I tam zatrzymałam się na dłużej, tym bardziej że cały czas dorzucany był kolejny towar.

Rzeczy do domu oczywiście też były. Można było kupić serwisy kawowe, garnki, miski, lub coś do ozdoby, typu świeczniki, wazony czy koszyki. Nic z tego nie wybrałam, bo po prostu nie potrzebuję. Tylko oglądałam.

Nie zabrakło stoisk z zabawkami, biżuterią, lampami a także kwiatami. Można też było nabyć świeże ogórki, bakłażany czy pomarańcze.


W pewnym momencie zauważyliśmy, że ktoś do nas macha. Okazało się, że to Corne, były właściciel szklarni, w której kiedyś pracowaliśmy. Corne odchodził na emeryturę i wynajął swoją szklarnię innej firmie. Nasz kierownik nie dogadywał się z nowymi najemcami i postanowił odejść zabierając nas ze sobą. Dlatego pracujemy teraz tu, gdzie pracujemy. Czasami Corne nas odwiedza. Na emeryturze zajmuje się swoim hobby, czyli motocyklami. Na pchlim targu miał swój stragan z elektroniką. Pogadaliśmy chwilę, pogratulowaliśmy mu zostania kolejny raz dziadkiem ( jego syn- Nick ma syna), życzyliśmy wesołych świąt i poszliśmy na frytki.

Jedzenia tam nie brakowało. Można było zjeść fryty z dodatkami, krokiety, jakąś zupę, gofry i lody. Kolejka do frytek była długa, ale nie zrezygnowaliśmy, bo dopadł nas mały głód.

Co tu dużo pisać… Z pustymi rękami do domu nie wróciliśmy 🙂 Ja kupiłam 3 damskie torebki w idealnym stanie. Każda po 2€. Pan Mąż dorwał lampki choinkowe rodem z PRL, takie zakładane na klipsy.


Dziewczyna, która handlowała zabawkami, miała też różne notesy. A że ja lubię takie rzeczy i lubię pisać, więc nabyłam jeden w czarnej okładce.

Teraz pozostaje czekać na Dzień Króla, bo wtedy też odbywają się pchle targi.

Do następnego 🙂
