NASZE ŚWIĘTA

To była nieco inna Wielkanoc. W zasadzie nie chciałam tych świąt w ogóle obchodzić.  Wszystko zmieniło się po jednym telefonie. Chociaż i tak w pierwszej chwili pomyślałam,  że to żart. 

Moja mama zadzwoniła i powiedziała,  że odwiedzi mnie w Holandii. W pierwszej sekundzie niedowierzanie. Jak to? Przecież są święta.  W Polsce zawsze obchodzone. Miała jechać busem do mojego brata, który mieszka w Almelo a potem z nim do mnie i do drugiego brata i jego żony,  którzy mieszkają w Delft. Koniec końców,  okazało się,  że jedzie z moim tatą autem. To był w sumie spontan. Taki mały świąteczny trip.

Posprzątałam więc porządnie chatę,  ugotowałam żurek z białą kiełbasą, zrobiłam sałatkę (którą jem do tej pory), upiekłam schab ze śliwką (wszystkim smakował,  tylko nie mnie. Jednak nie moje smaki), ugotowałam kompot z truskawek, kupiłam mazurka w polskim sklepie i jakieś ciasto w Jumbo i czekałam na przyjazd gości. 

Wszyscy zjechali się finalnie do nas w Lany Poniedziałek i niestety woda ich dosięgła.  Pan Mąż otworzył okno w łazience,  które wychodzi na stronę od ulicy i znajduje się centralnie nad drzwiami wejściowymi.  Użył słuchawki od prysznica i lał z góry.  Ja otworzyłam drzwi i pryskałam z butelki do zraszania roślin.  Rodzice weszli, obejrzeli dom, rozpakowali się, (dostaliśmy z Polski wiejskie jajka i swojskiej wędliny), odpoczęli i poszliśmy na spacer do parku. Pogoda dopisała. Zrobiliśmy rundę wokół jeziorka i wróciliśmy do domu. Potem czekała nas wycieczka nad morze. Blisko, bo około 10km od domu.

Były spacery, zdjęcia,  zbieranie muszli. Morze było spokojne i w trakcie odpływu.  Brat zdjął buty i wlazł do wody. Miałam ochotę zrobić to samo. Na plaży znajduje się wiele barów i knajp. Wszystko otwarte. Holendrzy tak właśnie spędzali drugi dzień świąt.  Ludzi było naprawdę dużo.  Siedzieli przy piwie/ winie, jedli,  opalali twarze w słońcu albo spacerowali z psami. My zjedliśmy kibeling, czyli dorsza smażonego w cieście z pysznym sosem. Już wiem, gdzie jest pyszna ryba 🙂

Nad morzem spędziliśmy chyba ze 3 godziny. Po powrocie jeszcze trochę siedzieliśmy w ogrodzie. Potem wszyscy padli, jak muchy i spaliśmy jak zabici. My z Panem Mężem we wtorek już do pracy a rodzice z bratem zrobili sobie rajd po kringloopach. Ich łupy były zacne. Gdy wróciliśmy z pracy, zabrałam ich na spacer po porcie Hellevoetsluis.  Pokazałam mieszkanie, które kiedyś wynajmowaliśmy,  spacerowaliśmy nad głównym kanałem i oglądaliśmy statki.

Dotarliśmy na plażę,  potem był park z bunkrami, wiatrak, dok i 3 okręty- muzeum. Zrobiliśmy sporych rozmiarów kółko.  Rodzicom się miasto podoba. Szkoda, że nie mogli zostać dłużej,  bo tutaj jest tyle miejsc do odwiedzenia, zwiedzania, zobaczenia.

Przywiozłam im z pracy dwie skrzynki pomidorów.  W czerwcu muszę dowieźć im  magnesy na lodówkę (nie wiedzieli, gdzie kupić) i sera. W środę wyszli z domu razem z nami. My do pracy a oni odwieźli brata do Almelo i skierowali się do Polski. To były fajne święta i jesteśmy zadowoleni, że odwiedzili nas tutaj, w nowym domu wszyscy rodzice  🙂

Do następnego 🙂

Dodaj komentarz