To będzie ciekawy wpis. Znalazłam dobrą historię dotyczącą pewnej pani, która mieszkała około 10 km od mojego miasta- w miejscowości Brielle. Spisałam fakty, zrobiłam kilka zdjęć i zapraszam do czytania.
O Brielle dużo nie będę pisała, bo nie o to w tym poście chodzi. Nadmienię tylko, że jest to stare miasto warowne. Fortyfikacje pochodzą z XVII wieku i są zabytkiem narodowym i jedną z najlepiej zachowanych budowli obronnych w Holandii. Ciekawostką jest to, że w 1585 roku Brielle stało się własnością Anglii. Królowa Elżbieta otrzymała je jako zastaw wraz z Ostendą, Vlissingen i Fortem Rammekens w zamian za pomoc wojskową i finansową w walce z Hiszpanią. W 1616 roku terytoria te powróciły do Republiki Zjednoczonych Niderlandów.

Dzisiejszą bohaterką (w zasadzie antybohaterką) jest Maartje Willemsdochter. O jej dzieciństwie nie ma nic. Wiadomo, że w 1628 roku wyszła za mąż za tkacza- Jana Jansza. Przed rokiem 1622 mieszkała w Delft, Rotterdamie i Vierpolders. Miała wtedy już kilku mężów i za każdym razem zostawała wdową. Jej nowy mąż Jan, zamieszkał z nią w Zuideinde. Małżeństwo nie było zbyt szczęśliwe. Nowożeńcy kłócili się nieustannie, a zaledwie 2 miesiące później, małżonek zmarł. Sąsiedzi byli zaskoczeni tą śmiercią, bo chłop cieszył się dobrym zdrowiem. Ktoś nawet przypomniał sobie wtedy, że dzień przed śmiercią męża, Maartje kupiła trutkę na szczury. Ale nikt nie powiązał tego szczególnie ze zgonem, bo plagi szczurów były w tamtym czasie powszechne. Plotki jednak zaczęły krążyć i dotarły wreszcie do komendanta policji Brielle (który był również komornikiem).

Zarządził więc sekcję zwłok Jana Jansza i rzeczywiście, w ciele mężczyzny znaleziono „pewną ilość trutki”. Tyle, że wtedy „trutka” odnosiła się też do arsenu lub roślin trujących, np jak wilczomlecz czy tojad. Maartje została aresztowana i osadzona w więzieniu za ratuszem. Do winy przyznała się bez tortur: „We wtorek kupiłam trutkę na szczury od farmaceuty Jorisa van Steenbergera. Tego samego wieczoru wsypałam tej trutki wraz z cukrem do wina mojego męża. O 3 nad ranem wsypałam jeszcze trutkę do piwa i dałam mu do wypicia. W środę, wczesnym rankiem już nie żył.”. Następnie Maartje wyznaje, że ma na sumieniu jeszcze więcej morderstw. Otruła bowiem również 6 (!) poprzednich mężów, w tym chirurga i lekarza od dżumy, Damiaena van Cruyskercke. Polubiła go 4 października 1622r. To również nie było szczęśliwe małżeństwo. Kiedy po 5 latach Damiaen zachorował, Maartje dodała truciznę do jego lekarstwa, a resztę do posiłku z groszku. Wkrótce potem zmarł.

Trutkę na szczury Maartje za każdym razem kupowała od różnych aptekarzy. Dlatego morderstwa mogły być niewykryte przez długi czas. Zresztą nie tylko mężowie padli ofiarą kobiety. Otruła ona także 8 swoich dzieci. Wyznaje: „Moja córka Pietertje miała rok i 3 miesiące i ciągle chorowała. Dosypywałam jej trutki do kaszki. Inna córka była trudnym dzieckiem. Miała 5 tygodni, gdy ją otrułam.” Podczas procesu Maartje podawała różne powody morderstwa. Twierdziła, że za każdym razem wychodziła za niewłaściwego mężczyznę. I tak np jeden mąż był „trudny”(cokolwiek to znaczy…), inny stracił pracę, po czym groziło jej życie w ubóstwie. Jeszcze inny zachorował i wymagał zbyt dużej opieki. Jej dzieci również były do niczego. Miały dużo płakać i sprawiać mnóstwo kłopotów. A tak w ogóle, Maartje nie lubiła dzieci. Chciała się ich pozbyć.

Policjanto- komornik i radni Brielle słuchali tych zeznań ze zdumieniem. Nigdy nie spotkali się z podobnym przypadkiem. Uważali te fakty za „makabryczne, potworne, przeklęte i odrażające „. 9 października 1628 roku Maartje wylądowała na stosie na Rynku przed ratuszem. Cały jej dobytek został skonfiskowany. Komornik wystąpił z żądaniem: „A prawa ręka wspomnianej więźniarki, którą dopuściła się wyżej wymienionych ohydnych czynów, ma zostać odcięta a ona sama ma zostać spalona żywcem na popiół.” Kara ostatecznie była „łagodniejsza”, ponieważ rękę oszczędzono. Według podania ludowego, stojąc na stosie, Maartje wypowiedziała słowa: „Nyet sonder Godt”, co prawdopodobnie znaczy dzisiaj: nie bez Boga. Słowa te są wyryte na białych kamieniach na Rynku (nie znalazłam nic takiego), ale historycy twierdzą, że wydaje się to mało prawdopodobne. Wątpią, aby rada miejska Brielle chciała upamiętnić czyny Maartje w ten sposób.

Maartje przeszła do historii jako seryjna morderczyni. Emerytowany profesor kryminologii historycznej (ciekawa dziedzina), Pieter Spierenburg uważa, że Maartje sfabrykowała swoje zeznania i uważa że liczba 15 morderstw jest nierealna. Ostatecznie udowodniono jej tylko ostatnie morderstwo.
Do następnego 🙂
