MINĄŁ MAJ

Wreszcie czerwiec. Piszę „wreszcie”, bo w maju mieliśmy zakończenie szkoły. Stresy poszły w odstawkę a ogólnie sporo się działo.

Na początku maja mieliśmy egzamin, który przeprowadziła nasza nauczycielka, a mimo to trochę się stresowałam. Za zadanie mieliśmy przeprowadzenie rozmowy sprzedawca vs klient. Chodziło o oddanie telefonu na gwarancji. Nauczycielka była pracownikiem sklepu a ja klientem z wadliwym telefonem. Trzeba było rozmawiać przez pięć minut. Kolejnym zadaniem była trzyminutowa prezentacja na temat wymarzonej pracy. Wszystko było nagrywane. Okazało się, że nie taki wilk straszny. Kiedy nadeszła kolej Pana Męża i poszedł się produkować, ja zeszłam na dół, żeby oglądać kwiaty.

Brat z żoną, którzy przyjechali tu do pracy (kolejni młodzi ludzie, którzy nie widzą sensu pracy i życia w Polsce), przywieźli nam najlepsze lody na świecie, czyli smalec domowej roboty 😁

Pisałam wcześniej, że szukaliśmy dla nich łóżka, żeby spali normalnie w pokoju a nie waletowali na kanapie w salonie. Byliśmy też w kringloopie i natknęłam się na świetną kanapę. Bardzo wygodna, ale niestety raczej za duża do naszego salonu. No i nie ma funkcji spania, a Pan Mąż stwierdził, że jeśli będziemy zmieniać kanapę to rozkładana musi być.

Udało nam się kupić rozkładaną kanapę ale musieliśmy po nią jechać około 50km. Miejscowość Gouderak, leży niedaleko Goudy i jest naprawdę ładna.

Tak w ogóle, to mamy kota. Ja, która mam papugi, zgodziłam się, żeby brat przyjechał z kotem! Nie mieli co z nim zrobić, więc kotka szkoda. Skalpel jest kotką, wysterylizowana, przez całe dotychczasowe życie mieszkała w bloku. Wychodziła tylko na smyczy. Teraz ma do dyspozycji ogródek i uczy się chodzić po płotach. Raz ją z niego ściągałam, bo nie umiała zejść. Kot jest grzeczny, korzysta tylko z kuwety i w kwiatkach nie kopie. Miała już bójkę z kotem sąsiadów. Śpi czasem z nami. Pan Mąż za kotami nie przepada, a do Skalpela się przekonał.

W połowie maja był kolejny egzamin na komputerach. I tu już był cyrk, bo w egzaminie brały udział dwie grupy: początkująca w której były m.in Turczynki i ludzie z Bułgarii i nasza, zaawansowany poziom. Nauczyciele mieli dla każdego po laptopie ale słuchawki musieliśmy mieć swoje. Trzeba było m.in napisać maila czy opisać zalety ćwiczeń na siłowni. Potem były filmiki na różne tematy, które należało odsłuchać i zaznaczać odpowiednie odpowiedzi. I tu już się wkurzyłam, bo nie mogłam się skupić. Dlaczego? Bo Bułgarzy robili hałas. Nie mieli słuchawek, więc słuchali na głośnikach. Głośno rozmawiali, chodzili między stolikami, konsultowali się między sobą i włączali słowniki w telefonach, gdzie mówili wyraz a ten tłumaczył. Na sam koniec nawet nie raczyli dokończyć egzaminu, po prostu wyszli. Zero jakiegokolwiek szacunku do innych i ich pracy.

Na drugi dzień odbył się egzamin praktyczny. Jak to wyglądało? Do firmy przyjechały dwie panie. Mieliśmy rozmawiać o naszej pracy. Chwilowo zakończyłam pracę na sortowni i poszłam pomagać ciąć liście. Lubię to, bo mogę w spokoju podcastów słuchać. Więc włączyłam sobie swoje kryminały i zaczęłam pracę. Szef chodził z paniami i wołali nas na beton. Natknęli się na mnie, bo byłam najbliżej. Poszłam na pierwszy ogień. Przedstawiły się i powiedziały o czym będzie rozmowa i jeśli czegoś nie zrozumiem, to powtórzą po angielsku. Poszło fajnie i jak się rozkręciłam z gadaniem, to trzeba było kończyć, bo pozostali czekali. Teraz czekamy na dyplomy.

Zaczęłam znowu znosić do domu wielkie pomidory i przerabiać je na sos. Są takie ładne i aż szkoda nie korzystać. Wyszło mi prawie 10 słoików różnej pojemności. W przetwory mogę iść. Lubię to. Lubię też ciasta, ale piec nie umiem. Raz brat z żoną (Przemek i Marta) naleśniki mi zrobili, bo ja nie umiem. Wychodzą mi chleby. Objadłam się jak świnia 😁

Zaczęłam sprzątanie strychu. Czego tam nie było… Niewykorzystane przez właścicieli domu panele i płytki wystawiłam na Marketplace. Inne rzeczy są popakowane i pojadą do kringloopa. Najpierw tam kupowałam a teraz sama muszę klamoty oddać 😆

Kawał sera Gouda od sąsiadów za skrzynkę pomidorów. A niżej ciastko truskawkowe od koleżanki z thermomixa

Co mi się bardzo podoba w Holandii? Palmy mrozoodporne! Spotkać je tu można na każdym kroku. Sama mam dwie, ale marzą mi się w ogrodzie takie wielkie okazy:

A tu wisteria. Nawet nie przypuszczałam, że tak pięknie pachnie! A to żółte, to złotokap alpejski

W miejscowości 9 km od nas odbył się kermis. Impreza była na stadionie piłkarskim. Atrakcji ogrom. Każdej karuzeli nie zaliczyłam, bo jestem tchórz. Wysoko i do góry nogami, to nie mój odlot. Oprócz lunaparku rozstawione były namioty, w których były sceny i bary piwne. Uwielbiam takie coś, bo Holendrzy się świetnie bawią. Robiłam za kierowcę, nie piłam, patrzyłam jak inni balują. Około 18:00 było już po koncertach. A grali m.in jazz. Nie mój typ muzyki. Potem puszczali jakieś disco z głośników. Luźna, fajna atmosfera. Trzeba było wracać, bo byliśmy umówieni na grilla ze znajomymi.

Pogoda wreszcie zrobiła się bardzo słoneczna. Ponad 20 stopni. Postanowiliśmy pojechać po pracy (to był poniedziałek i jakieś święto, więc pracowaliśmy krócej) na plażę. Plaża jest w naszym mieście przy osiedlu Citta Romana. Są tam domki kryte strzechą i zespół domków kempingowych. Wynajmują je najczęściej Niemcy. Główna aleja prowadzi do plaży nad rozlewiskiem Renu. Na prawo jest olbrzymia tama, która oddziela rzekę od morza. Plaża jest szeroka, mało zaludniona. Woda bardzo płytka i bardzo ciepła. Idzie się ze 200 metrów wgłąb i jest po kostki.

Moja wymarzona sypialnia

Do następnego 🙂

Jedna odpowiedź na “MINĄŁ MAJ

  1. Uwielbiam to, jak ktoś nie lubi kotów, a potem jednego poznaje. Mój teść co schodził rano do salonu albo wracał ze sklepu, pytał „a kotek gdzie? Był już na śniadaniu?” 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do Traszka Anuluj pisanie odpowiedzi