CZY HOLENDRZY SĄ NAPRAWDĘ SKĄPI?

Jest takie powiedzenie: „Gdy się Holender rodził, to Żyd płakał”. Żydzi od dziejów umieją podwajać majątki, nie boją się lichwy, wymyślili obligacje korporacyjne. Mają pieniądze i tu nagle urosła im konkurencja w postaci Holendrów. Napiszę, jak ja to widzę i przytoczę dwie anegdoty.

Zanim na dobre zadomowiłam się w Holandii, wiele słyszałam i czytałam na temat rzekomego skąpstwa Holendrów. Jest nawet słynne stwierdzenie na ten temat, czyli „Kijken, kijken, niet kopen”. Oznacza to: patrzeć, patrzeć, nie kupić. Dotyczy m.in Holendrów na wakacjach, którzy tylko oglądają, żadnej pamiątki nie kupią, bo szkoda pieniędzy. I to jest akurat dobre, bo po jaką cholerę kupować chińskie pierdoły, o których się potem i tak zapomni. Najważniejsze są chyba zdjęcia i wspomnienia. Ja sama już zrezygnowałam z różnej maści pamiątek, które nie są tak naprawdę potrzebne. Lubię jedynie magnesy. Jeśli mam okazję kupić też coś dobrego do jedzenia, to też się skuszę.

Wierzba, jedno z ładniejszych drzew.

Kolejnym słynnym wśród Polaków zachowaniem Holendrów, jest robienie przyjęć. A w zasadzie ich brak. Bo to nie jest typową impreza, jak w Polsce, czyli z głośną muzyką i toną jedzenia. Fakt, Polacy są gościnni i znani z tego. I nie ma w tym nic złego. Do historii przeszły już imprezy i spotkania towarzyskie z czasów PRL-U. Jakiś czas temu, oprócz urodzin, wyprawiane były też fety z okazji imienin. Do tej pory huczne są wesela. Holendrzy tak nie balują. Na holenderskim weselu jeszcze nie byłam, ale co nieco słyszałam o tym. Jest dużo skromniej, ludzie nie są wystrojeni jak na bal a do kopert wkłada się malutkie sumy, np 20€. Imienin się nie obchodzi. Urodziny, to małe spotkanie towarzyskie przy kawie, kracie Heinekena, ciastkach i małych przekąskach. Do legendy należą opowieści jak to każdy z gości dostaje po ciastku i to wszystko. O kolejne nie jest w dobrym tonie prosić, a jeśli się na przyjęcie spóźnimy, to już nic nie zjemy. Pamiętam jedno z firmowych barbecue. Odbywało się w piątek po pracy. Pracowaliśmy do końca a jeszcze trzeba było pojechać do domu, wykąpać się i przebrać. Kto pojawił się szybko, to zjadł a dla reszty mało co zostało. Dowózki jedzenia nie było. Z drugiej strony, gdy zaprosili nas do siebie sąsiedzi, to poczęstowali piwem, kawą i dobrym ciastem. Żona szefa naszej szklarni ma przydomową szklarenkę, w której hoduje ogórki. Co jakiś czas przynosi dla wszystkich pudełko z warzywami na kantynę i można brać. Dlatego uważam, że Holendrzy lubią i chcą się dzielić tym, co mają. Może nie jest to robione z rozmachem, ale na pewno nie są nie gościnni i nie towarzyscy i skąpi. Co do imprez z wielkim rozmachem… Tu podoba mi się podejście Holendrów. Bo po jaką cholerę urabiać ręce po łokcie i wyprawiać balangi dla połowy rodziny i znajomych? Ok, rozumiem, że niektórzy to lubią. Ale po co to robić, bo np rodzina oczekuje, bo tak trzeba, itp. Pamiętam i znam osoby (kobiety) gdzie jeszcze niedawno przed imprezą sprzątały dom, stały przy garach a po wyjściu gości znowu sprzątały. I czy jest sens tyle gotować, gdy jedzenia się nie przeje tylko wyrzuci? Dla mnie to już po prostu marnowanie czasu, pieniędzy i produktów. Nie wyprawiam imprez nawet urodzinowych. Wolę z tej okazji gdzieś pojechać.

Pisklaki łyski.

Korting, korting – czyli przecena. Holendrzy uwielbiają promocje, upusty cenowe itp. Skoro można coś kupić taniej, to dlaczego nie skorzystać. Jeśli w markecie produkty mają kończącą się datę przydatności i obniżoną cenę, to i ja się skuszę. Jeśli jest promocja typu kup 2 + 2 gratis, to czemu nie. Nie kupuję drogich produktów spożywczych z górnych półek. Znam osobę z Polski, która nie kupi nic tańszego. Wszystko markowe, od jedzenia po ciuchy. Zostały dwa śledzie w słoiku? Nie będzie trzymać, wyrzuci. Ja jedzenia nie marnuję, to dla mnie zło. Kupujemy tyle, ile zjemy. Wolę iść na zakupy do Lidla i zapłacić mniej, niż kupować tylko w polskim sklepie. I właśnie zakupy z przeceny, to według mnie nie jest skąpstwo, tylko dobre gospodarowanie pieniędzmi.

Holendrzy nie zmieniają aut co roku. Owszem, jeżdżą dobrymi sprzętami, ale długie lata. Znam Polaków, którzy muszą mieć albo najlepiej dwa auta albo nowe co jakiś czas, żeby inni widzieli, że go stać. Rozumiem, że czasem jest mus mieć te dwa samochody, albo kupić nowe auto, bo stare na złom. Ale żeby się ludziom przypodobać, żeby zazdrościli, tego już nie rozumiem. Albo to „świecenie” ubraniami z logo drogich marek. Holendrzy mają pieniądze, ale nie obnoszą się z tym. Jak wcześniej napisałam – na tutejszych weselach nie zobaczy się odpicowanych ludzi. Nie noszą tony biżuterii i torebek Channel. Im to niepotrzebne do życia. I nie jest tak, że im szkoda wydać pieniędzy na luksusowy towar. Nie wierzę, że nie mają w szafach żadnych markowych rzeczy. Po prostu nie paradują w nich na co dzień. Lubią natomiast wydać kupę forsy na dobrej jakości łóżko albo pierdoły do domu w Actionie 🙂

Pracuję z taką Anią. Opowiadała mi kiedyś, że była z dziećmi na spacerze nad morzem. W pewnym momencie podeszła do nich Holenderka i zaczęły rozmawiać. Ania powiedziała, że pochodzi z Polski. Pani się ucieszyła i zaczęła opowiadać o swoim synu, który ma dobrego kolegę Polaka i był z nim w Polsce. Ania się zapytała, czy mu się podobało. Pani na to, że tak, bardzo. I w tym momencie, pewnie każdy Polak pomyśli, że Holender był zachwycony krajobrazem, jedzeniem, dużo zwiedził, itp. Owszem był zachwycony (jego mama też), bo miał spanie i jedzenie absolutnie za darmo 🙂 Nie musiał płacić za hotel, bo kumpel go ugościł w domu rodzinnym. I to mu się najbardziej podobało.

Pracuję z takim jednym Holendrem który bardzo lubi piwo. Twierdzi, że jeśli się w weekend nie nawali, to to nie jest weekend. Tak, Holendrzy też potrafią na bani być. Pewnej soboty poszedł z kumplami do pubu. Tam poznał innych facetów. Narąbali się w trzy dupy. Nastepny dzień, patrzy w telefon a tam zdjęcia z jakimiś nowo poznanymi. Na koncie nic nie ubyło. Dowiedział się, że jemu stawiali piwo a on nawet nie pomyślał, żeby sobie samemu kupić. Nawet mu do głowy nie przyszło żeby postawić w rewanżu. Absolutnie się tym nie przejął i ucieszył, że nie musiał forsy wydawać, melanż miał za darmo 🙂

Czy można się czegoś od Holendrów nauczyć? Tak. Jest to na przykład gospodarność, odpowiednie zarządzanie czasem i pieniędzmi, że nie trzeba obnosić się z bogactwem, żeby inni zazdrościli, że wydawanie pieniędzy na głupoty nie jest opłacalne. I ja nie uważam, że typowy Holender to sknera i skąpiec. Jest oszczędny, ale bez przesady. To jest po prostu zdrowe podejście do pieniądza.

Do następnego 🙂

3 myśli na temat “CZY HOLENDRZY SĄ NAPRAWDĘ SKĄPI?

  1. Moja szefowa chodzi w ciuchach superdry. Wygląda pospolicie, brązowe lub ciemno zielone sweterki i dżinsy. Nawet jak klienci przychodzą. Malutki napis z nazwą marki gdzieś na bólu rękawa i tyle. W Polsce szef chodzi pod krawatem i koniecznie z dużym logiem marki jeśli nosi polo. Imprezy? Mogliby lepiej karmić, ale liczy się atmosfera. Zaś wydawanie pieniędzy? Powiem tak, Polak wydaje kasę cały rok a na wakacjach bieduje, a Holender cały rok oszczędza a na wakacjach tu restauracja, tu lunchroom, tam café. Mój teść o tym mówił po wizytach w Chorwacji. Oni zbierają figi przy drodze i gotują dżemy w pokoju hotelowym, a holendrzy zajmują wszystkie knajpki.

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do polskiwiatrak Anuluj pisanie odpowiedzi