BYŁO, MINĘŁO…

Wpisy kończące i podsumowujące miesiące od tej pory będę tak tytułować. W chwili, gdy to piszę jest już wieczór a za oknem typowo późnojesienna pogoda. Na niebie co chwila pojawiają się ciemne chmury i napierdziela deszcz.

Ten rok zakończył się w Holandii orkanem o imieniu Henk, który oczywiście nabroił na tyle, że odwołano niektóre loty, transport publiczny zamarł a drzewa wyrwało z korzeniami. Nie lubię wiatru, wichury. Deszcz mi nie przeszkadza. Zmienię temat i napiszę teraz coś o pracy. Jesteśmy po najgorszym, czyli likwidacji starych roślin i wysprzątania szklarni. Parę słów na temat sprzątania. Już tyle lat pracuję w tej branży, ale chyba nigdy nie widziałam tyle śmieci.

Wśród liści, znaleźć można było papierki po papierosach (palić na szklarni absolutnie nie wolno), zużyte chusteczki, gumowe rękawiczki, butelki po różnych napojach w tym po…alkoholu. Tak, bo niektórzy byli już chyba tak skończonymi alkoholikami, że musieli się napoić procentami żeby przeżyć.

Butelki ukryte w szatni w placówkach były potem cichaczem transportowane na szklarnię i wypijane w rajkach w czasie pracy. Wiadomo, że w trakcie pracy alkohol jest zabroniony. Taki jeden z drugim mogli przecież spaść z wózka, pociąć palce i by był problem. Szef tłumaczy, ale ludzie swoje… Na betonie stoi kilka koszy na śmieci. Po co wrzucać tam odpady typu rękawiczki, skoro można szybciej i w krzaki pomidorów. Dorośli ludzie a mają zasady w dupie. A potem zdziwieni, że po wszystkim szef podziękował za współpracę. Jest nas tylko garstka a ci, co wylecieli prosili jeszcze o kolejną szansę. Mówili, że nie będzie olewania pracy, palenia i picia… Taaaa…

Na długie zimowe wieczory dorwałam wykreślankę holenderską. Różna tematyka i zawsze jakieś nowe słówka do głowy wpadną.

Podobają mi się te holenderskie okna. Może nie ich wielkość, ale to jak są ozdabiane. Najbardziej te z lampkami na parapetach. Daje to przytulny efekt.

Wracając któregoś wieczora z pracy, natknęliśmy się na naszym osiedlu na rower z takim napisem na tekturze:

Ktoś znalazł ten rower w rowie i napisał kartkę z pytaniem, czyja to zguba. Najciekawsze jest to, że on tam stał i stał… Nikt się po niego nie zgłosił i nikt go nie zabrał, bo miał ochotę. Potem widziałam, że rower leżał. Teraz już nawet nie zwróciłam uwagi, czy jeszcze jest.

Po posadzeniu nowych plantów pomidorów nadszedł czas na kontrolę. Czyli chodzimy z wózkami i sprawdzamy, czy w każdym miejscu jest posadzona roślina, czy nie jest złamana, itp. Lubię to zajęcie, bo jest spokojne i mogę słuchać swoich podcastów. Pracę zaczynajmy, gdy jeszcze jest ciemno i w takich warunkach jest najlepiej, bo guzik widać a tu leci historia o jakimś kryminaliście:)

Pierwszy raz jadłam makaron ryżowy. I chyba ostatni. Dlaczego? Bo nie lubię takiego cienkiego makaronu. Tego z rosołu też nie. Koleżanka z pracy dała mi przepis: makaron ryżowy, świeży ogórek, paluszki krabowe, koperek, sos koperkowo – ziołowy (z polskiego sklepu) a ja dodałam jeszcze krewetki. Dobre to było, ale makaron bym jednak zmieniła.

Sąsiadka ma dwa koty: rudy Mattie i ten czarno- biały. Moje papugi codziennie siedzą w kuchni. Mają na półce swoją miejscówkę na przeciwko okna. Kot je wyczaił i przychodzi, siada na koszu na śmieci i obserwuje ptaki 🙂

Sklep turecki, gdzie zawsze zaopatruję się w warzywa, owoce i zieloną herbatę, rozrósł się do supermarketu. Dodali więcej towaru, w tym takie torty 🙂

Będąc w niemieckim Kauflandzie złapałam przy kasie paczkę pierników. I żałuję, że tylko jedną. Ostatnio czytałam, że Holandia, Polska i Niemcy to liderzy w Europie jeśli chodzi o produkcję tych ciastek. Gdybym miała oceniać, to 1.Polska, 2.Niemcy, 3.Holandia. Niemieckie okazały się naprawdę pyszne z nadzieniem brzoskwiniowym. Przełożyłam je do świątecznej puszki i wszystkie sama zjadłam, bo Pan Mąż nie przepada. Lepiej dla mnie 🙂

Znalazło się też jedzenie dla ptactwa, czyli kulki z ziarnem, ale bez tej siatki, bo mogą im się łapki zaplątać. Kupiłam dwie „miski”. Jedna jest na ziarno, druga na wodę. Woda teraz niepotrzebna. Ułożyłam na obu kulki.

Do następnego 🙂

Jedna odpowiedź na “BYŁO, MINĘŁO…

  1. No wlanie takie odnalezione rzeczy, które csekaja na właściciela to urok Holandii. Polak by wziął „bo nikt nie pilnuje” albo „bo niczyj”. A tutaj? Jak nie twój to nie bierzesz. Proste. Kiedyś już pisałam że koleżance rower ukradli. Pierwsze co to chciała się polasic na cudzy rower, jak mówiłam że stoi od kilku dni oparty o latarnie i czy to nie jej. Kolor się nie zgadzał, ale dopytywała o konkretne miejsce żeby iść i go zabrać. Polskie myślenie. A potem dziwne ze o polakach jak o złodziejach się mówi. To z alkoholem tak samo. U mnie panowie wpadli na pomysł z anyzowymi cukierkami. Zabijają zapach wódki. Więc taka słodka gorzelnie często czuć.

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz