ZAKUPY Z HEBE

I nie tylko z Hebe. Gdy jestem w Polsce odwiedzam zawsze tę drogerię, bo jest moją ulubioną a ilość maseczek do twarzy sprawia, że siedzę tam trochę dłużej niż chcę.

W Holandii są trzy popularne sklepy/ drogerię, w których można zaopatrzyć się w jakieś kosmetyki. Najpopularniejszy jest Kruidvat. To taki trochę Rossman, ale wybór marek mniejszy. Potem mamy Etos i Hema. Z tym, że w Hemie jest w dużej ilości kolorówka i tylko tej marki. Oprócz tego gadżety do domu, biura i odzież. Wiele osób sądzi, że tutaj jest mały wybór kosmetyków niż w Polsce. I zgodzę się z tym. W takim Rossmanie jest wszystkiego do wyboru, do koloru. Polskich marek (i nie tylko) ogrom. Dlatego często kupuję przez internet. Minus taki, że nie mogę sobie dokładnie produktu obejrzeć , powąchać, itp. Bo akurat po drogeriach lubię chodzić 🙂

W Polsce na pierwszy rzut idzie Hebe, czasem Rossman a potem oczywiście Biedronka, bo i tam już jest duży wybór fajnych rzeczy. Pan Mąż siedział w aucie i oglądał internety, a ja latałam między półkami. Zeszło mi około pół godziny. Uprzedziłam go, że szybko nie będzie i niech mnie lepiej nie pogania. W Biedronce kazałam mu stać w jednym miejscu z koszykiem, żeby się nie plątał pod nogami a ja w tym czasie zbierałam to i owo i mu zanosiłam. Dobrze, że miał co robić w telefonie. Spotkał nawet kolegę ze szkoły średniej, więc ja miałam czas na buszowanie między regałami. Kupiłam sporo kosmetyków, które mają mi pomóc na skórę przed latem. Muszę jeszcze dokładniej poczytać co z czym łączyć a z czym nie, żeby nie narobić sobie problemów.

Na pierwszy ogień poszły maski i maseczki do twarzy. Te w kremie zmywalne jak i te w płachcie. Muszą być z miodem, witaminą c, nawilżające, odmładzające itp. Ta pomarańczowa w słoiczku to moja nowość. Jest z rokitnika i ma pomóc szarej, zmęczonej skórze nawilżyć ją. Zmywa się po 10-15 minutach.

Kremy do rąk też lubię. Nie lubię suchej skóry dłoni. Mam zawsze kilka tubek, bo szybko mi się krem kończy a nie chcę zostać bez. W Hebe była nowość. Zresztą bardzo ciekawa i fajna, bo musy do rąk w sprayu. Różne zapachy. No oczywiście kupiłam. Jeszcze nie używałam, ale jestem tego produktu bardzo ciekawa.

Wpadło też coś do włosów, czyli farba, spray i kapsułki, których stosowanie ma dać kondycję włosom i paznokciom.

Do tego kupiłam m.in serum z kwasem migdałowym na niedoskonałości skóry, peeling enzymatyczny (pierwszy raz będę używać), krem rozświetlający, piankę do mycia twarzy, mydełko glicerynowe, czy krem/ sorbet marki „AA” (to akurat w Biedronce).

W Biedronce była też „szafa” z polską marką Bell. Wzięłam puder matujący i kredkę woskową do brwi. Podkład matujący z Lirene (bardzo lubię tę firmę) z Hebe.

A na koniec mój hit. Chyba wiele osób kojarzy firmę Miraculum i jej słynną „Panią Walewską”. Pamiętam te opływowe flakony o kobaltowym kolorze a w nich mocny zapach perfum. Nie mój gust, ale są kultowe. W Biedronce za to były różowe. Mniejsza buteleczka, ale dużo ładniejszy zapach. Delikatniejszy, mimo że posiada w składzie wanilię, nuty owocowe i trochę kwiatowych. Bardzo mi się podobają. Potem w Netto natknęłam się na… balsam do ciała tej samej serii. No i mam komplet zapachowy na lato 🙂 Wiem, że mają też mydełka i żele pod prysznic. A oprócz różowego koloru, jest jeszcze biały.

Mam wszystkiego na zapas. Starczy mi chyba do końca roku 🙂

Do następnego 🙂

Dodaj komentarz