To miejsce chciałam odwiedzić już w zeszłym roku, ale jak zwykle wypadało coś innego do zobaczenia. Wreszcie postanowiliśmy tam pojechać. Po drodze zobaczyliśmy Zandaam i słynny hotel Inntel. Teraz czas na wpis o słynnym skansenie i czy faktycznie jest tam tak ładnie, jak to opisują w internetach.
Do powstania tego skansenu przyczynił się architekt Jaap Schipper, który wymyślił jego plan w 1946 roku. Materiały na budowę były dowożone drogą wodną i lądową od 1961 roku. Rewolucja przemysłowa w regionie Zaan rozpoczęła się w XIX wieku. Dzisiaj można zobaczyć, jak wyglądała i żyła pracująca wówczas społeczność: farny, drewniane domy, młyny, ścieżki i pola. Jest to najstarszy obszar przemysłowy w Europie Zachodniej. Pracowało tu kiedyś jednocześnie około 600 turbin wiatrowych. Dzięki kreatywnym przedsiębiorcom, z fabryk wyjechało wiele produktów. Był to tzw holenderski „Złoty Wiek”.

Przyczyniło się głównie do tego wynalezienie wału korbowego przez Cornelisa Cornliszoona van Uitgeesta w 1594 roku. Umożliwiło to mlynom m.in produkowanie większej ilości drewna na skalę przemysłową. Region Zaan stał się też centrum przemysłu stoczniowego. Aż 26 stoczni zwodowało od 100 do 150 statków rocznie. Odgrywał też ważną rolę w połowie wielorybów. Wkrótce powstawały kolejne młyny, w których np mielono przyprawy, produkowano olej spożywczy, papier, farby, włókna czy mąkę.

Oprócz młynów, budowano też piękne domy zamożnych właścicieli. Mają one piękne elewacje i znajdują się na grobli wzdłuż rzeki Zaan. Obok domów, często znajdowały się ogrody warzywne.

W skansenie można wejść do muzeum sabotów, czyli słynnych holenderskich, drewnianych butów i to mnie właśnie najbardziej interesowało. O sabotach i ich produkcji będzie kolejny, oddzielny wpis. Zobaczyć można muzeum sera i skosztować różnych jego rodzajów. A także młyn, w którym zobaczymy produkcję drewna. Tam niestety się nie dostaliśmy ze względu na ogrom ludzi. Po prostu nie chciało nam się stać w kolejce. Warto pamiętać, że w skansenie nadal mieszkają ludzie w swoich prywatnych domach. A pracownicy pokazujący turystom życie dawnych Holendrów często ubrani są w stroje z tamtej epoki, np pani, która opowiada o produkcji sera. Na terenie Zaanse Schaans mieszczą się sklepiki z pamiątkami, toalety, lodziarnia czy małe bary np z gorącą czekoladą. Parking kosztuje aż 15€ ale to dlatego, że te pieniądze idą m.in na utrzymanie tego miejsca.

Czy ten skansen zrobił na mnie wrażenie? Jest ładnie, ale według mnie, nie ma tej bajkowej otoczki jak Kinderdijk. W Kinderdijku byliśmy dwa razy: w letni weekendowy dzień i o zachodzie słońca. Było pięknie! Jest to miejsce, w przeciwieństwie do Zaanse Schaans, położone na uboczu, w większej ilości zieleni, spokojniejsze i bez takich dzikich tłumów. Zdecydowanie Kinderdijk wygrywa.

Do następnego 🙂
