Ale szybko mi ten wrzesień minął. Nie mogłam się go zresztą doczekać, bo wtedy miałam dwa tygodnie urlopu, który właśnie zakończyłam. Udało mi się wysępić u szefa dodatkowe dwa dni wolnego- piątek przed i poniedziałek po. Pan Mąż niestety do pracy musiał chodzić.
Ja zostałam w domu, bo chciałam pomalować schody, położyć nowe dywaniki i całkowicie wysprzątać dom przed późną jesienią i zimą. Trzeba było zrobić trochę porządków, żeby m.in pozbyć się niepotrzebnych rupieci. Lubię takie czystki. Pierwszy tydzień wolnego był ciepły, więc umyłam okna na zewnątrz. Gdy zaczęło padać – w środku. A padało dość konkretnie, bo i burze były. Okna myję gąbką i wodą z płynem do mycia naczyń+ płyn do mycia szyb. I robię takie „mazaje” na szybie. Zresztą lubię myć okna, relaksuje mnie to 🙂

Pan Mąż w weekend ostatni raz porządnie skosił podwórko. Ja usuwałam chwasty z mojego ogródka i wsadziłam cebulki żonkili. Może na wiosnę coś wyrośnie. Umyłam grille, zrobiłam porządek z chodnikiem i doniczkami.

Miałam też nawet czas na stanie przy garach. Na TikToku jest sporo fajnych profili z gotowaniem. Znalazłam przepis na pyszne smoothie. Nigdy za tego typu koktajlami nie przepadałam, ale ten jest rewelacyjny: pół banana, pół świeżego ogórka, pół awokado, kiwi ze skórką, trochę natki pietruszki, wody i soku z cytryny. Zmiksować i od razu pić. Pycha! Dodatkowo udało mi się zrobić bardzo dobre placki ziemniaczane z cukinią (wszystko tarte na grubych oczkach) z sosem kopertowym 🙂


Zrobiłam porządki na regale z książkami. Jeden mam w salonie a drugi w najmniejszym pokoju. Kurzu od groma. Wszystko od nowa układałam, co zresztą lubię robić. Książki zawsze układam tematycznie.


W czasie, gdy ja siedziałam w domu, na szklarni pojawiła się papużka falista! Szef dał jej wody, ale to za mało dla tego ptaszka, bo padł by prędzej z głodu, niż z pragnienia. Nie była bardzo płochliwa, ale niestety złapać się nie dała. Próbowali, ale uciekała. Szkoda, bo bym miała czwartą za free. Musiała wlecieć przez otwarte w dachu okno i nie wiadomo, co z nią się stało 😦

Za to moje papugi śpią w dziwnych miejscach. Najpierw spały na patykach, dopóki jeden samczyk nie przeniósł się w kąt klatki, więc drugi zrobił to samo, a samiczka śpi na huśtawce, ale na samej górze. Zresztą, co się dziwić – papugi to stan umysłu 🙂


W chyba ostatni ciepły wieczór, wybraliśmy się z Panem Mężem do parku na spacer. Było już naprawdę ciemno, ale szkoda było siedzieć w domu. Park mamy minutę marszu od domu. Siedzieliśmy nad bajorem na ławce i nagle przytuptał sporej wielkości jeż.

A tu schody, które mnie doprowadziły do szału. Dywaniki przyklejone na amen w pacierzu a do tego każdy przytwierdzony czterema śrubkami. Było roboty z usuwaniem kleju, ale malować trzeba dwa razy.



Oczywiście pojechać musiałam do centrum ogrodniczego po wrzosy. Wyszłam z dwoma rodzajami: mixem kolorów i pomarańczowym, fioletowym astrem i dwiema małymi dyniami, które stoją na regale z książkami w salonie. W weekend będę robiła dekorację przed domem.




Pan Mąż pożyczył od sąsiada wysoką drabinę, bo chciał naprawić rynnę. Była dziura, bo woda z niej kapała na parapet okna łazienki. Najpierw wziął się za jej czyszczenie i taki był efekt, że najpierw muszę porządnie kostkę wyczyścić, żeby ułożyć kompozycję z wrzosów:

Byłam też w kringloopie. W Actionie dekoracje na Boże Narodzenie pełną gębą i w kringloopie już też. Dla mnie za wcześnie. Zobaczyłam też piękne biurko.


Regał z książkami w salonie też uporządkowany. Nie ma kurzu a książki są znowu elegancko poukładane. Zniknęły zbędne szpargały a pojawiły się kupione wcześniej dynie.


Do następnego 🙂
