BYŁO, MINĘŁO…

Luty wspominam dobrze. Chyba pierwszy raz od kilku lat. Przede wszystkim dlatego, że udało mi się zrealizować pierwszą rzecz z kilku zaplanowanych w tym roku. Mimo to, napisać muszę, że nowy rok rozpoczynam od marca. Styczeń i luty były miesiącami próbnymi.

Zacznę od tego, że we wrześniu zeszłego roku wymieniałam polskie prawo jazdy na holenderskie. Powinno się to zrobić, gdy jest się już tutaj zameldowanym. A ja jestem ładnych kilka lat. Jeśli tego nie zrobimy, policja może, ale nie musi, wlepić mandat w wysokości nawet 500€. Umówiłam się więc na wizytę w gminie. Zrobiłam zdjęcie, wypełniłam wniosek i oddałam swoje polskie prawko. W zamian dostałam ksero prawa jazdy, pieczątkę gminy i adnotację, że nastąpi wymiana. I na tym świstku papieru jeździłam do lutego aż. Pani w gminie mówiła, że policja się raczej do niczego nie doczepi. Dostałam po około miesiącu informację z urzędu RDW (zajmującego się m.in wymianą prawa jazdy czy tablicami rejestracyjnym aut), że nie mają jeszcze potwierdzenia z polskiego urzędu, że legalnie zdałam egzamin i moje prawo jazdy jest prawdziwe. Zadzwoniłam więc do starostwa. Nie dostali mojego prawka i żadnej informacji z Holandii. Dzwoniłam tam w sumie jeszcze ze 3 razy z pytaniem, czy już się coś ruszyło. Nic. Miałam więc dwa wyjścia: wyrobić nowe prawko będąc w Polsce albo wysłać kogoś z rodziny do starostwa po potwierdzenie legalnego dokumentu i przysłanie tego tutaj a ja z tym papierem mogłabym się stawić w gminie i starać się, żeby wyrobili mi od razu holenderskie prawo jazdy. Oczywiście RDW musiałoby najpierw rozpatrzyć wniosek. Kupa roboty.

Haga. Zapomniałam wstawić to zdjęcie w poprzednim miesiącu, więc robię to teraz 🙂

Wreszcie, na początku grudnia dostałam wiadomość, że procedura wymiany ruszyła a 24 grudnia, znalazłam w skrzynce list z informacją, że moje holenderskie prawo jazdy będzie gotowe do odbioru w ciągu 5 dni roboczych. W styczniu pojechałam do gminy, żeby odebrać. Do odbioru też było potrzebne umówienie się. Zabukowałam więc termin i w lutym ponownie stawiłam się w gminie z dowodem osobistym. Prawo jazdy było gotowe. 52€ nie poszło na szczęście na marne.

Apartamenty w Hadze.

Pan Mąż kupił mi w Actionie różne kolorowe pisaki i długopisy. Zeszyt wybrałam sobie sama, bo będę prowadzić bullet journal. Lubię pisać i jak na razie wypisałam książki, które muszę mieć na swojej półce. Zapisuję też pozycje przeczytane. Fajna zabawa.

Kolczyki z Temu. Uwielbiam kolczyki różnego rodzaju. Noszę codziennie. Na szczęście nie mam problemu noszenia ich z różnego materiału. Na Temu jest ogromny wybór za rozsądną cenę. Ktoś powie, że to „chińszczyzna”, ale z drugiej strony ktoś inny kupi te same za większe pieniądze w innym sklepie. Ja je lubię i kupować będę.

Próbowałam dubajskiej czekolady i pączka z kremem pistacjowym. Pączek lepszy. W tureckim sklepie ostatnio jest wysyp m.in kremu pistacjowego, czekoladek, ciastek czy batoników z tym nadzieniem. I mam mojego faworyta. Są to wafelki czekoladowe z kremem pistacjowym. Dla mnie smak idealny jeśli chodzi o takie połączenie.

Muszę zawieźć parę sztuk do Polski.

Skoro jesteśmy w temacie jedzenia, to ostatnio miałam fazę na kopytka. Robiłam kilka razy aż do przejedzenia. Ja tak po prostu mam: najdzie mnie chęć na jakąś potrawę/ danie i nie ma zmiłuj. Jem aż mi przejdzie. Trochę to głupie, ale kopytek akurat dawno nie jadłam. A że zrobienie ich idzie mi szybko, to mogłam się opychać do woli. W sumie jadłam je chyba ze 4 dni 🙂 Najlepsze dla mnie to te z cebulką i skwarkami z boczku.

Te dwa w środku naprawdę przypominają kopytka zwierzęce 😆

W pracy spokojnie. Jeszcze. Pomidory są już sporej wielkości ale do pierwszej ścinki jeszcze trochę czasu zostało. Pierwsze trosy nie są jednak najpiękniejsze. Wyrosły po prostu brzydkie, wątpliwej jakości i różnej wielkości. Nie wszystkie owoce nadają się do dalszego wzrostu. Dlatego w cztery dziewczyny jeździmy na wózkach i wycinamy brzydkie pomidory, tzn te wielkie bulwy, malutkie, czy suche. Mają zostać ładne owoce w ilości czterech pomidorów na gałązce. Tros zawsze jest formowany na 5, ale te pierwsze będą o jeden mniej. Wyrzucamy tego po kilkadziesiąt skrzynek dziennie.

Mój tata pracuje w pomocy drogowej. Jeździ niemal po całej Europie i zbiera na lawety uszkodzone auta. Często jest w Holandii, ale niestety nie może do nas podjechać, bo jest sprawdzany na GPS. Ostatnio zadzwonił z wiadomością, że jest jakieś 10 km od naszego miasta, w Zuidland. Wsiedliśmy w auto z pączkami i paroma rzeczami dla mamy z kringloopa. Po prawie roku spotkałam się wreszcie z kimś z rodziny  🙂 Posiedzieliśmy z godzinę w aucie, pogadaliśmy i do domu a tata w drogę powrotną.

Na drugi dzień po pracy, z koleżanką robiłam swoje pierwsze pączki. Żeby było szybko i żeby zdążyć skonsumować je w Tłusty Czwartek przed północą, to zdecydowałyśmy się na air fryer. Wyszły trochę suche, przypominające bułki. Nie były złe, ale jednak lepsze są te tradycyjnie smażone na tłuszczu. Mimo to, tradycji stało się zadość i pączki były zjedzone. W zasadzie jemy je do tej pory.

Nadziane były konfiturą z róży i dżemem malinowym. Posypane cukrem pudrem.

Na koniec informacja odnośnie mojego przyszłego pobytu w Polsce. Mieliśmy jechać we wrześniu, ale będę robiła kurs, którego ostatni termin przypada na sierpień. Od bardzo dawna chciałam pracować ze zmarłymi. Interesuje mnie branża funeralna. Rozglądałam się za odpowiednią firmą szkoleniową. Mam książkę Adama Ragiela, który prowadzi takie kursy. Prawie zdecydowałam się na kurs w jego firmie. Prawie, bo na TikToku zobaczyłam szkolenie w firmie Master. Weszłam na ich stronę, przeczytałam ofertę i to było to. Zaskoczyło mi w mózgu i już nie było odwrotu. Potem poszło szybko. Zadzwoniłam tam, wypełniłam formularz, wpłaciłam zaliczkę i dostałam potwierdzenie na maila. Także 23-24 sierpnia spędzę w prosektorium w Jeleniej Górze, gdzie będę uczyć się intensywnie rozszerzonej tanatokosmetyki. Branża funeralna idzie do przodu, przeżywa rozkwit. Coraz więcej ludzi z powołaniem decyduje się na ten kierunek. To już nie te czasy, gdzie podpity pan maluje zwłoki byle jak. Wiem, że się do tego nadaję, że to moje powołanie i cieszę się, że wreszcie spełnię to marzenie. Dyplom ukończenia kursu jest też w języku angielskim. Mam w planach oczywiście szukać pracy w tej branży a także dalej szkolić się w tym kierunku pod okiem Master: balsamacja i asystent sekcyjny. Już nie mogę się doczekać 🙂

Jeszcze wrzucę tutaj kolejne zdjęcie z Hagi a konkretniej z widokiem coffieshopa. Można na nim zauważyć domek holenderski stojący na kanale. Jest w kolorze brązowym z napisem „Coffieshop”. Pierwszy raz widziałam ten przybytek w takim budynku.

Zdjęcie robione z auta.

Do następnego 🙂

3 myśli na temat “BYŁO, MINĘŁO…

  1. Zjadłabym takie kopytka. Jestem ciekawa twojego kursu. Nie powiem, w filmach kryminalnych lubiłam zawsze sceny w prosektorium, jednak nie wiem czy na żywo bym potrafiła pracować. Chyba za dużo horrorów oglądałam. Widziałaś Sekcja Jane Doe? Jak dobrze pamiętam, to lubisz czytać becketa? Świetnie on opisuje zagadki kryminalne z perspektywy patomorfologa. Wciąga. Ja też myślę że pierwsze miesiące roku są wejsja próbną. Zwłaszcza pod względem dietowym . 😂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Sama jestem ciekawa tego kursu i wiem, że to praca dla mnie. Dla takiego introwertyka jest ona stworzona 😜 Oglądałam „Autopsję Jane Doe” kilka razy i za każdym razem się bałam. Becketa uwielbiam i muszę sprawdzić, czy już wyszła kolejna powieść z serii.

      Polubienie

Dodaj komentarz