W marcu skończyłam 40 lat i z tej okazji wymyśliłam sobie, że gdzieś pojedziemy. Nie chciałam absolutnie żadnej imprezy. Ciągnie mnie do zwiedzania. Najpierw miało być Lazurowe Wybrzeże, potem zmiana na Londyn, potem Ardeny i koniec końców i tak stanęło na Francji.
Nasza podróż miała trwać dwa dni i mieliśmy zobaczyć cztery miejsca. Od 24 marca mieliśmy urlop, żeby na spokojnie wyjechać. Ja nie lubię planować trasy, noclegów, bo guzik mi z tego wychodzi. Ja zawsze mówię, że „jedziemy na pałę” i wtedy jest faktycznie ok a niespodzianek po drodze się nie boję. W poniedziałek trochę pospaliśmy, zjedliśmy ciastka z Jumbo, które imitowały tort i oczywiście zdmuchnęłam świeczki. Potem kanapki i picie na drogę, razem z ciuchami na zmianę zapakowaliśmy do auta i pojechaliśmy. Wyjechaliśmy oczywiście za późno. Aha, i wzięliśmy lornetkę z której ani razu nie skorzystaliśmy.

Muzeum, które chciał zobaczyć Pan Mąż było już zamknięte. Trudno. Zrobiłam mu zdjęcie pod bramą i weszliśmy do sklepiku obok po magnesy i widokówki. Wyszliśmy też z regionalnym piwem. Pojechaliśmy dalej. Nasz cel, to był hotel Ibis w miasteczku Fecamp. Czytałam o nim opinie i były dobre. Wynajęliśmy pokój ze śniadaniem.

Obsługa bardzo miła i rozmawiali po angielsku, wtrącając swój francuski akcent, co było fajnie słyszeć. Wypakowaliśmy się w pokoju, który nie był duży, ale czysty. Łazienka także.

Sprawdziłam w internecie, czy jest czynny jakiś supermarket. Był jeszcze otwarty Carrefour, więc raz dwa pojechaliśmy tam kupić coś na szybko, na kolację. Kanapek z domu już brakło. Do zamknięcia mieliśmy tylko pół godziny, ale ochroniarz wpuścił nas na pięć minut i nawet nie był poirytowany. Kasjerka też miła. Zrobiliśmy małe zakupy, w tym Heineken, bo miałam problem z zaśnięciem. Nie swój pokój, inne łóżko a poza tym trasa była jednak długa, a spać chociaż trochę chciałam. Pan Mąż nie ma problemu z zaśnięciem.


Obudziłam się przed 4:00 i leżałam z telefonem do 6:00. Pół godziny później było śniadanie. Spać mi się nie chciało, byłam głodna, więc obudziłam chłopa, że czas się zbierać, bo kawę lubię wypić w spokoju i bez tłumów. Zeszliśmy na dół i pierwsze, co chciałam, to automat z kawą, która okazała się pyszna. Przeważało śniadanie na słodko a ja preferuję to na słono. Nie skorzystałam więc z naleśników czy płatków. Dwie bułki z wędliną i serem plus dwa jajka na twardo mi wystarczyły. Zjadłam jeszcze mini bułkę z czekoladą. Brakowało mi jednak jakiegoś warzywa. Ale i tak nie było źle.


Po śniadaniu wymeldowaliśmy się i postanowiliśmy jechać do celu. Nie mieliśmy nawet ochoty zwiedzać Fecamp, czego żałuję. Muszę jeszcze dodać, że chciałam odwiedzić większy supermarket i zobaczyć, co tam ciekawego jest. Znalazłam duży Carrefour i pojechaliśmy. Ale o tym będzie inny wpis.





Ogólnie tamtejsza architektura francuska bardzo mi się podoba. Czasem jechaliśmy też po naprawdę krętych i wąskich uliczkach, gdzie niżej był ogromny spad, a w dole było widać małe domki. To na pewno nie będzie pierwsza i jedyna nasza wyprawa do Francji. Musimy odwiedzić dwa pozostałe miejsca. Odległości są od nich duże i na prawdę marzyłam już o swoim domu i łóżku, mimo że lubię zwiedzać. Francuzi są tam mili (w porównaniu do Belgów). A o miejscach, które udało nam się zobaczyć, zrobię kolejne wpisy.
Do następnego 🙂

Piękna okolica! Nigdy nie byłam na północy Francji. Chciałabym się przejechać. Może teraz jest dobry moment by zacząć dyskutować z mężem. 😜
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Koniecznie! My tam chcemy wrócić, bo jest mnóstwo miejsc do zobaczenia 😀
PolubieniePolubienie