BYŁO, MINĘŁO…

Czekałam na koniec tego miesiąca. To były ostatnie podrygi roku. Należało wszystko zamknąć i w życiu i w pracy. I teraz ruszamy z kopyta dalej, bo mam kolejne plany.

Poprzedni rok był taki pół na pół. I były jego dobre strony i te kiepskie. Nie będę tutaj robić podsumowania roku. Będzie pokazany miesiąc w obiektywie. Jak zawsze. W pracy zakończyliśmy sadzenie nowych pomidorów i rozpoczęły się prace pielęgnacyjne. Większość ludzi wróciła do swoich krajów, do swoich domów. W tej chwili jest nas dziewięcioro pracowników plus dwóch szefów. Lubię, jak jest taki spokój. Zaczynamy pracę o godzinę ósmej, więc jest jeszcze ciemno. Przywiązywaliany rośliny do sznurków i niektórzy zakładali lampki czołowe.

Ja 24 grudnia miałam wolne. Mam sporo godzin na plusie, więc szef się zgodził, żebym została już w domu. Miałam czas, żeby wszystko ogarnąć i posprzątać. Ale już wcześniej zaczęłam oglądać filmy świąteczne. Coś tam sobie robiłam a w tle leciały różne komediowe i romantyczne filmy. Nie zdawałam sobie sprawy, że jest ich aż tyle.

Przeczytałam nawet przepis na świąteczny film i brzmiał on mniej więcej tak: ona/ on mieszkają i pracują w wielkim mieście i nie mają czasu na nic. Znajdują chwilę, aby wyrwać się na święta w rodzinne strony. Miło spędzają czas i spotykają swoją dawną miłość. Jest ok, dopóki nie pokłócą się o jakąś pierdołę. Ona lub on postanawiają wyjechać, ale w ostatniej chwili zmieniają decyzję. Na koniec jest całus i napisy końcowe 🙂 Okładki filmów w większości w kolorach czerwono- złotych. Te filmy nie są porywające i wysokich lotów, ale raz w roku można obejrzeć. Ja lubię popatrzeć na te pięknie wystrojone świątecznie domy.

Ptaszki na dworze dostały jedzenie. Cały czas przylatują sikorki a nawet rudzik. Dzisiaj widziałam srokę. W drewniany domek włożyłam słoik z masłem orzechowym z ziarnami m.in słonecznikiem. Ogólnie wyłożyłam trzy opakowania, które kupiłam w Lidlu.

Moje ptaszyska mają się dobrze, ale wiem że nie pasuje im ta pora roku. Późno wychodzą z klatki i wcześniej do niej wchodzą. Rozkręcają się, gdy wracamy do domu i nie są wtedy same.

W Jumbo znalazłam sernik. Nie wiem, czy on jest tylko na święta, czy cały czas. Muszę się zorientować. Jest przepyszny. Ser ma lekki smak cynamonu. Zawsze ta przyprawa pasowała mi do jabłek a tu niespodzianka: z serem jest bardzo dobry.

Podczas zakupów warzywnych u Turka, Pan Mąż stwierdził, że ma ochotę na kebaba. Ja nie rozumiem fenomenu tego dania, gdzie w Polsce jest on na każdym kroku. W Holandii też tego nie jem. A w takich przybytkach zawsze jest multum ludzi.

Za to podczas zakupów obserwowałam pewnego pieska. Siedział grzecznie przy drzwiach, przywiązany i czekał na właściciela. Nie reagował nawet na lekkie zaczepki innych klientów. Wypatrywał tylko oczami swojego pana. Psy w Holandii ogólnie są dobrze wychowane. Rzadko szczekają na obcych, bez smyczy chodzą grzecznie przy nodze. Popularne są tu szkoły dla psów.

Ja standardowo poszłam do kranu z oliebollen i kupiłam 4 sztuki zwykłych z cukrem pudrem i dwie sztuki dubai. W zeszłym roku dubai z kremem pistacjowym bardzo mi smakowały. W tym roku się nie popisali. Krem był mdły a pączki suche. Ale zjadlam, bo centów to nie kosztuje.

Zajrzeliśmy też do centrum ogrodniczego, żeby zobaczyć świąteczną makietę. I to była ostatnia chwila, bo pracownicy już ją rozmontowywali. Towar świąteczny był przeceniony. Kupiliśmy iglastą girlandę na poręcz schodów.

Były właściciel szklarni postanowił pozbyć się domu, w którym mieszka. Stoi on obok szklarni a do emerytury (czyli jeszcze chyba ten rok) będzie z nami pracował. Potem się wraz z żoną przenoszą do miejscowości obok. Kupili willę za ponad 2 mln €. Dom jest naprawdę okazały. Stoi pośród drzew, ma ogromny basen i ogród. Nie ma to jak taka emerytura za harówkę przez niemal całe życie. Właściciele szklarni zazwyczaj zostają milionerami a mimo to, ciężko im rozstać się z pracą.

W Sylwestra pracowaliśmy niemal do końca. Nie mieliśmy planów nigdzie wychodzić a tym bardziej kogoś zapraszać. W piżamach graliśmy w Globalistę.

Ja znalazłam na platformie filmowej „Smerfy”. Zupełnie o tym filmie zapomniałam. Włączyłam i nie rozczarowałam się. Z wioski zostaje uprowadzony Papa Smerf a reszta akcji dzieje się w Paryżu. Jednym z głównych bohaterów jest… brat Gargamela i widz poznaje historię Smerfetki.

W Sylwestra Holendrzy przeszli samych siebie. Co roku walą niemiłosiernie. Ale od tego roku rząd zabrania całkowicie fajerwerków i ludzi poniosło. Strzelali aż do 3 w nocy! Ja rozumiem, to tradycja i nie warto całkowicie zabraniać, ale wystarczy strzałów na max pół godziny. Fajerwerki były jak zawsze piękne. Szkoda tylko, że są po nich straty. U nas w mieście z dymem poszły 4 auta, pojawił się pożar w dwóch domach i jednym bloku mieszkalnym. Ludzie, to naprawdę debile.

Do następnego 🙂

Dodaj komentarz