FOTORELACJA- MARZEC

I tak oto mamy kwiecień,  który w Holandii jest już bardzo zielony i kwiecisty. Marzec nie był dla mnie jakoś zbytnio wspaniały,  mimo że miałam wtedy urodziny.

I z tej okazji wzięłam tydzień urlopu a Pan Mąż trzy dni. Mieliśmy jechać na cały dzień w Ardeny na szlak, który prowadzi do wodospadu i przy okazji zrobić mały piknik z mini grillem. Gówno z tego wyszło. Po pierwsze, w pracy jechałam sobie po betonie na hulajnodze. Odpychałam się na całkowicie wyprostowanej nodze. I tak naciągnęłam mięsień łydki,  że ledwo chodziłam.  Ból niemal identyczny do tego, gdy złapie skurcz. Było to w piątek przed urlopem, a Ardeny miały być we wtorek. Do tej pory trochę boli. O marszu w górkach i dolinkach nie mogło być mowy. Bym padła.  Nie dała rady. Poza tym, pogoda w Ardenach była wtedy kiepska. Trochę szkoda, ale poczekamy na lepszy czas. Musiałam się zadowolić bukietem kwiatów. 

Pogoda podczas mojego wolnego tygodnia była niemal całkiem do dupy. Ale gradu i burz się nie spodziewałam.  Deszcz niemal bez przerwy a grad zniszczył mi zielnik w skrzynce. Wszystko do naprawy. O pracach w ogrodzie nie było mowy. Niemal nic nie zrobiłam.  A chciałam większe wiosenne porządki. Zostało mi tylko zwykłe sprzątanie. 

W pracy wszystko zaczęło ruszać.  Ludzie dojeżdżali.  Pomidory wystrzeliły w górę a owoce na dole były coraz większe., choć jeszcze zielone. Nieswojo się czuje, gdy jestem wśród wielu osób.  Dobrze, że nie palę,  bo ciężko mi by było wysiedzieć z tyloma osobami na palarni, gdzie jest gwar i obgadywanie. Obok naszej szklarni znajduje się mniejsza z papryką.  Tylko raz widziałam tam może ze dwie osoby. Nie wiem, kto i kiedy tam pracuje. Nazywam ją szklarnią widmo  🙂

Gdy jedziemy do i z pracy, mijamy gospodarstwo rolnicze. Rolnik uprawia w polu ziemniaki i cebulę.  Wystawia mobilny sklepik z towarem i skrzynką na monety. W Holandii to bardzo popularne. Miałam trochę klepaków,  więc kupiłam tam 5kg ziemniaków.

Chyba najczęściej fotografowane przeze mnie ptaki, czyli łabędzie:

Ostatnio na Facebooku, ludzie chwalili się zdjęciami papug- aleksandetta obrożna. Jest to inwazyjny gatunek, który w Holandii się bardzo rozmnożył i ludzie je widzą wszędzie.  Ja jeszcze nie spotkałam.  Wiem tylko, że żyją w stanach i drą niesamowicie ryje. Zdjęcie z Facebooka:

Wchodzą nawet na balkony.
Fototapeta w markecie 🙂

Przez tego TikToka,  znowu siedziałam w garach. Zostały mi 3 banany, więc zrobiłam chlebek bananowy. Pierwszy raz to jadłam,  bo za bananami ogólnie nie przepadam. Robię z nich jedynie koktajle ze szpinakiem, albo Pan Mąż je. Chlebek wyszedł całkiem dobry, ale to nie będzie mój ulubiony placek.

W supermarkecie Jumbo znalazłam oliwy smakowe ich marki. Kupiłam tę z bazylią. 

A pod supermarketem, znowu efektownie zaparkowany wózek sklepowy.

Pączki z Lidla, to zdecydowanie mój faworyt. Przez długi czas ich nie jadłam,  ale ostatnio kupiłam takie kolorowe z bardzo smacznym nadzieniem.

Do następnego 🙂

Dodaj komentarz