LEGOWORLD- UTRECHT

Był Dinoworld, więc czas na Lego 🙂 Znowu coś dla dzieci, ale starsi też mieli frajdę. Szczególnie panowie 🙂 To samo miasto i ten sam budynek. Nawet na parking trafiliśmy ten sam. Bilety kupiliśmy na miejscu i poszliśmy zobaczyć, co tam się działo. A działo się duuużo. Mnóstwo stoisk z postaciami, pojazdami, budynkami, makietami. I wszy-stko z klocków. Niektóre świeciły, ruszały się a pociągi jeździły. Pan Mąż oczywiście w 7 niebie 🙂 Przy każdym stoisku siedzieli budowniczy tych cudów. Można było zadawać pytania na temat tego hobby, z tabliczek informacyjnych dowiadywaliśmy się, co to za obiekty, z ilu klocków powstały i jak długo były budowane. Oprócz makiet kolejowych, można było obejrzeć lotnisko, amerykańskie tiry, głowę Terminatora, stadion z Harrego Pottera, makiety Star Wars, Smerfy i wiele innych. A dla jeszcze większej frajdy, rozstawione były stoiska z mnóstwem klocków i każdy mógł coś zbudować 🙂

SPACER WZDŁUŻ OUDEGRACHT

Nie będzie o Utrechcie, ale o kanałach w tym mieście 🙂 Dlaczego, bo są inne. Miasto poprzecinane jest kanałami wzdłuż których można spacerować na dwóch poziomach- przy ulicy położonej wyżej, bądź deptakiem znajdującym się tuż nad wodą. To rozwiązanie służyło kiedyś kupcom, którzy rozładowywali towar z łodzi wprost do składów. Dziś większość ceglanych magazynów została przekształcona w knajpki, restauracje i kawiarnie. Wspomniany Oudegracht, to najstarszy kanał w mieście w kształcie łuku i biegnący w części dawnego zakola Renu. Warto skorzystać z rejsu po kanale statkiem wycieczkowym i zobaczyć Utrecht z innej perspektywy. Polecam także spacer po zmroku. Centrum miasta nabiera uroku i atmosfery i nie ma lepszego miejsca na spędzenie gorącego, letniego wieczoru 🙂

Jesienny Utrecht

BELGIJSKA CZEKOLADA

W zeszłym roku, podczas urlopu pojechaliśmy na 1 dzień do Belgii. Chciałam zobaczyć Brugię, bo wiele zdjęć widziałam w internecie i stwierdziłam, że to ładne miasto i blisko 🙂 Ale nie o Brugii dzisiaj. Dzisiaj będzie o czekoladzie, z której Belgia słynie.

Belgijska czekolada uchodzi za jedną z najlepszych na świecie. Jaki jest jej sekret? To stosowny proces produkcji a także ziarna kakaowca wysokiej jakości. Jest gładka i ma aksamitną konsystencję. Nie znajdziemy w niej więc jakichkolwiek grudek. Najlepsze marki stosują masło kakaowe, które pochodzi z końcowego etapu obróbki ziaren, a swoje wyroby sygnują nazwą „Amabo”. W języku suahili oznacza kakao.

Sklepiki czekoladowe mają cudowne wystawy 🙂

Historia belgijskiej czekolady liczy niemal 200 lat, a zaczyna się od kolonizacji Konga przez króla Leopolda II Koburga, który przejął tam pola kakaowca. W późniejszych czasach belgijskie wyroby stały się bardzo popularne. Dzięki aptekarzowi Jeanowi Neuhausowi powstały słynne pralinki i stały się znakiem rozpoznawczym tego państwa. Na każdym kroku można zobaczyć urocze, pachnące sklepiki z czekoladą. Czego tam nie ma! Mnie urzekły czekoladowe narzędzia, np śrubki, młotki, klucze 🙂

Widać ceny, które do niskich nie należą. Ale za jakość się płaci, prawda?

Nasza wizyta w Belgii odbyła się przed Halloween, więc wystawy sklepowe były odpowiednio przystrojone. Czekoladowe dekoracje zmieniają się tam zależnie od świąt i pór roku. I to jest najfajniejsze, bo jest co oglądać 🙂

My także mamy kilka czekoladowych cudów 🙂 Ja nie oparłam się młotkowi, który okazał się gorzką czekoladą, a tę bardzo lubię.

OSTATNIO PRZECZYTANE

Przeczytałam ostatnio 2 książki Grahama Mastertona. Jedna z nich, to thriller z domieszką kryminału, a druga to horror o duchach 🙂 Obie czyta się świetnie! Wciągają od pierwszych stron i zakończenia mają ciekawe.

Thriller „Siostry krwi” nawiązuje do filmu „Siostry Magdalenki” i do prawdziwych wydarzeń. W latach 70 w irlandzkim hrabstwie Galway, w ogrodzie klasztoru, gdzie kiedyś mieścił się prowadzony przez siostry zakonne dom dla samotnych matek, znaleziono stosy kości dzieci, a o ich śmierci nie było żadnej informacji. W domu opieki zostaje uduszona stara zakonnica. W jej ciele znaleziono świętą figurkę. Po jakimś czasie okoliczni mieszkańcy widzą kolejną, wykrwawiającą się zakonnicę przyczepioną do wypełnionych helem balonów, która szybuje nad łąkami i rzeką.

Jest to kontynuacja cyklu kryminałów z Katie Maguire, do którego należy 8 powieści. Polecam! I jeszcze jedno: obejrzyjcie koniecznie „Siostry Magdalenki”. Mocny dramat, który pokazuje, jak kiedyś były traktowane kobiety, które „zgrzeszyły”. Warto także przeczytać to: https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1696492,1,pieklo-w-irlandzkim-kosciele-masowy-grob-na-terenie-prowadzonym-przez-zakonnice.read

Kalifornia. Michael i Tasha padają ofiarą psychopaty, który taranuje ich samochód. Kobieta ginie na miejscu. Michael po 2óch miesiącach budzi się ze śpiączki w prywatnej klinice. Nie pamięta wypadku, nie wie kim jest… Wg lekarzy ma odbywać dalszą rekonwalescencję w pobliskiej osadzie. W miarę upływu czasu Michaelowi wraca pamięć i nabiera pewności, że wszyscy wokół kłamią i że w osadzie dzieje się coś dziwnego. Mężczyzna próbuje uciec, ale… Więcej nie zdradzę, przeczytajcie sami 🙂 Fabuła świetna i jak dla mnie, dobry film by mógł z tego powstać.

MOJE TRÓJMIASTO

Jeśli jesteśmy w Polsce i tylko możemy, jedziemy do Trójmiasta. To moje miejsce na Ziemi 🙂 Uwielbiam klimat Gdańska i plaże Sopotu. Uwielbiam spacer wśród kamienic gdańskich, ulicę Mariacką i Żurawia. Uwielbiam molo i szwędanie się po plaży, gapienie się na ptaki i karmienie ich. No i te zachody Słońca… Do Gdyni zawsze jedziemy żeby wejść na Dar Pomorza. Na Błyskawicę jeszcze się nie udało, nad czym ubolewa Pan Mąż (bo albo poza sezonem, albo renowacja) Noclegi zawsze zaklepujemy w Sopocie. Kiedyś był to najświetniejszy kurort- uzdrowisko nad Bałtykiem. Teraz wakacyjna mekka celebrytów. I ma swój urok. Jeżeli dobrze się przyjrzymy ludziom dookoła, to o każdej porze roku zobaczymy kogoś znanego 🙂 My widzieliśmy np Ryszarda Kalisza z żoną a obiad obok nas jadł Krzysztof Diablo Włodarczyk 🙂 Polecam knajpę przy molo: https://www.facebook.com/Kurort-Cafe-419550361415495/ Można zjeść pysznie i tanio, do wyboru do koloru 🙂 Zupy są często za darmo, samemu bierze się dolewkę. A kompoty i lemoniady- niebo w gębie! Dzisiaj to taki ogólnikowy wpis dotyczący Trójmiasta ze zdjęciami. Następnym razem będę opisywać dokładnie, co zwiedzić, zobaczyć, gdzie zjeść 🙂

Zdjęcie z internetu. To tu warto zjeść!

MUZEUM ZABAWEK W OOSTERHOUT

Do Oosterhout pojechaliśmy, bo wynalazłam na Marketplace samochody do kolekcji Pana Męża. Spodobały mu się, postanowił kupić, więc trzeba było je odebrać. Sprawdziłam w Google, gdzie to jest, co to za miasteczko i czy są tam jakieś atrakcje. Bo skoro tam jedziemy, to warto coś ciekawego zobaczyć.

Miasteczko małe, sporo kościołów, w tym Bazylika Św Jana, 4 zameczki i Muzeum Zabawek- Speelgoedmuseum, do którego postanowiliśmy wejść. Wyczytałam, że są tam zabawki z całego świata :0 Pani w kasie sprzedała nam bilety (można płacić kartą), podała mapkę i wytłumaczyła, gdzie wejść i w którą stronę się poruszać. Eksponaty znajdowały się w szklanych gablotach i były nieco przerażające! Jako miłośniczka horrorów widziałam różne lalki w filmach i aż dziw bierze, że podobnymi kiedyś bawiły się dzieci! Oprócz lalek rodem z filmów grozy, było tam mnóstwo lalek Barbie, np z 87 roku 🙂 Do tego liczne gry, np domino, warcaby, małe makiety z pociągami i samolotami, maskotki. Po przejściu wszystkich sal, trafiamy do przytulnej kawiarni połączonej ze sklepikiem, gdzie napijemy się darmowej kawy lub herbaty i kupimy zabawkę 🙂 Co ciekawe, dochód ze sprzedaży biletów idzie dla osób z chorobą Alzheimera. Jeżeli będziecie w pobliżu Oosterhout albo w mieście, to zachęcam do odwiedzenia muzeum. Fajny powrót do dzieciństwa 🙂 Więcej informacji można znaleźć na stronie muzeum: https://www.speelgoedmuseum.nl/

MARKETPLACE

Oprócz kringloopów (sklepów ze starociami), pchlich targów, których w Holandii jest od groma, korzystam też z Marketplace na Facebooku. Przeglądam regularnie ogłoszenia i non stop się dziwię, jakie perełki można znaleźć za grosze!!! No, może za centy 🙂 Ludzie sprzedają np kolekcje herbat, perfumy, porcelanę, artykuły kolekcjonerskie, meble, książki…Wszystko! Jako, że staramy się o kupno domu, więc powoli zbieram różne fajne rzeczy, dzięki którym urządzimy dom. Ostatnio nabyłam w miejscowości, w której mieszkam, serwis kawowy. W drobną krateczkę, bez szaleństw 🙂 Zapłaciłam 20euro. Nie wiem, czy to dużo, czy nie, bo na serwisach się nie znam (jeszcze) ale grunt, że mój gust 🙂

DINOWORLD- UTRECHT

Kiedy chodziłam jeszcze do podstawówki (czyli kupę lat temu 😉 był szał na dinozaury. Prawie każdy się nimi interesował, niektórzy zbierali plakaty z dinusiami, pisma, książki, albumy, naklejki… Ja też. Szkoda, że w szkole nie było lekcji poświęconych tym gadom. Pan Mąż też przechodził fazę dinozaurową (co zresztą zostało mu do dziś). Wyczytałam, że w Utrechcie będzie wystawa objazdowa Dinoworld! Jedziemy? Jedziemy! Co z tego, że my już dawno dorośli i to jest bardziej widowisko dla dzieci? Starzy też mogą oglądać 🙂 Zapakowaliśmy się w auto i pojechaliśmy. Bilet kupiliśmy na miejscu. Wystawa była na kilku halach, żeby pomieścić te gigantyczne stwory. A były podobno naturalnych rozmiarów. Niektóre się ruszały, ryczały i można było dotknąć np jęzora 🙂

MOJE HITY APTECZNE Z PL, KTÓRE POMAGAJĄ MI W NL

Nie miałam jeszcze okazji być w holenderskiej aptece. Kiedy jestem w Polsce, zawsze idę na zakupy do naszych aptek. Oprócz tabletek przeciwbólowych (wolę Etopirynę od Paracetamolu), witamin i syropu na grypę, targam torbę różnych maści i kremów do skóry. I nie tylko. Kosztują grosze a pomagają dużo. Mam swoje sprawdzone produkty 🙂

1.Maść nagietkowa- niemal do każdego problemu skórnego, np oparzenia, odmrożenia, trądzik, przyspiesza gojenie ran, szybciej znikają siniaki i otarcia. Przeciwdziała wolnym rodnikom, łagodzi stany zapalne, nawilża, odżywia. Na temat nagietka i produktów możecie wyczytać kupę rzeczy w internecie.

2.Dremosan- krem półtłusty do twarzy i ciała. Niweluje uczucie suchości skóry. Kosmetyk zawiera wit. A i E, glicerynę, które działają nawilżająco i zmiękczająco. Chroni skórę przed mrozem i wiatrem, a tu w Holandii pizga złem często.

3.Alantan dermoline- krem ochronny z wit. A. Kosmetyk przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry dorosłych i dzieci. Łagodzi skutki działania niekorzystnych warunków zewnętrznych, np wiatr, suche powietrze, detergenty. Suchej, wrażliwej skórze przynosi ulgę i ukojenie.

4.Witamina E w kapsułkach- nawilża skórę, czyni ją miękką i zmniejsza widoczność zmarszczek. Ja swoją mam zamiar stosować pod oczy. Najlepiej dodać kropelkę do kropelki kremu i wklepać. Stosować na noc 🙂 Można ją stosować jako krem na twarz, dodać do odżywki do włosów.

5.Olejek rycynowy- tutaj chyba nie muszę dużo pisać. Potrzebny jest mi do wzmocnienia rzęs. Stosuję go na noc. Smaruję także nim brwi, bo oprócz tego, że wzmacnia włoski, to jeszcze przyciemnia 🙂

OGRÓD KEUKENHOF

Wiosna za pasem, bo śniegu w Holandii jak nie było, tak nie ma 🙂 Na moim balkonie prawie zakwitły żonkile i hiacynty 🙂 Często leje i wieje (wręcz chce łeb urwać), ale czuć powiew wiosny. Dlatego dzisiaj wspomnę nasz zeszłoroczny wypad do Keukenhof. Zawsze chciałam zobaczyć to miejsce na własne oczy. Udało się i nie zawiodłam się. I trochę się też zawiodłam…

Keukenhof znaczy ogród kuchenny. Jest to must see w Holandii 🙂 Jedna z największych atrakcji, co roku odwiedzana przez setki turystów. Położona w miejscowości Lisse, rozciąga się na obszarze 32ha. Ogród co roku wiosną, rozkwita tysiącami kwiatów cebulowych: tulipanów (moje ulubione), hiacyntów, krokusów, żonkili, narcyzów… Jest największym ogrodem tego typu na świecie. Pierwsza wystawa roślin cebulowych odbyła się w 1949r z inicjatywy ówczesnego burmistrza Lejdy.

Do Keukenhof udaliśmy się dokładnie 11 maja. Trochę za późno, bo było już po polach tulipanowych (chodzi mi o te wielkie połacie, które można zobaczyć w internecie np z lotu ptaka). No, ale sam ogród prezentował się dobrze 🙂 Kupiliśmy w kasie bilety (przez neta taniej). Pani w okienku zapytała się, czy przyjechaliśmy autem. Tak. Więc sprzedała od razu bilet parkingowy, wręczyła tickety i mapkę. Załapaliśmy się na motyw hippisowski (co roku jest inny). Najpierw pawilon z różnymi kwiatami, m.in storczykami i dekoracjami w stylu dzieci kwiatów. Zapach oszałamiający 🙂 Dostaliśmy niemal oczopląsu. Po wyjściu na zewnątrz, spacerowaliśmy alejkami podziwiając tysiące kolorowych tulipanów. Było pięknie!

Oprócz tulipanów (których nazwy można odczytać z tabliczek), było mini zoo (kozy, pawie, papugi), mały labirynt (fajna zabawa), który prowadził do wysokiej altany, z której można podziwiać wspomniane wcześniej pola tulipanów. Były ławki, można siąść i coś zjeść. Jak dla mnie, ogród można obejść spokojnie w 3 godz.

Zwróciłam uwagę na to, że kielichy tulipanów były ogromne! Porównałabym je do wielkości kobiecej dłoni. To nie te małe, co rosną w naszych ogródkach albo sprzedawane są w sklepach. Nie, nie… No i te kolory! Wszystkie barwy tęczy. Kiedyś czytałam, że nie ma w Holandii tylko jednego koloru tulipana: niebieskiego. Faktycznie, nigdy nie widziałam. Zauważyłam też, że do jednego miejsca w płynącym „potoku” w ogrodzie, turyści wrzucają monety 🙂 Nigdzie o tym nie czytałam, a tych pieniędzy jest naprawdę sporo.

Co mnie rozczarowało troszkę? Tłumy, tłumy… Nie wiedziałam, że tam może być aż tylu ludzi! Jak zrobić zdjęcie, kiedy wszędzie widzisz twarze przed aparatem? Ja też jestem turystką, tak jak reszta, ale… No właśnie chyba każdego turystę wkurzają trochę inni turyści. Po drugie ceny. Za sam bilet zapłaciłam 18euro. A tam są jeszcze sklepiki z pamiątkami. Ceny kosmiczne. No, ale wiadomo: ogród musi zarabiać. Skusiłam się tradycyjnie na magnes i na mydło o nieziemskim zapachu. Zapachy mydeł były różne i polecam! Pachną obłędnie. Czuć nawet przez opakowanie. Warto wsadzić jedno do szafy w ciuchy 🙂