NIE TAKI SĄSIAD- HOLENDER STRASZNY, JAK GO MALUJĄ

Poznaliśmy naszych nowych sąsiadów: i tych z lewej i tych z prawej strony. Poszliśmy wreszcie się przedstawić. Zabraliśmy ze sobą „prezenty”, tzn pełne skrzynki 🍅. Ale po kolei…

Jak już wcześniej pisałam, przed nami mieszkali tu inni Polacy. Od tych ostatnich słyszeliśmy, że małżeństwo sąsiadów z prawej jest super. Ci po lewej, nie odpowiadali nawet na „dzień dobry” i non stop skarżyli się na hałasy. No to ja sobie myślę, że jakiś powód tej niechęci do Polaków skądś się wziął… Pan Mąż mówi tak: „Dobra, zaczynamy urlop i trzeba iść się przedstawić i przywitać”. Ja byłam, przyznam się, pełna obaw. A już na pewno w stosunku do tych sąsiadów nieprzychylnych Polakom. Ale dobra, poszliśmy zaraz po pracy. Najpierw do tych miłych. Otworzyła nam pani uśmiechnięta i ciut zaskoczona, bo nie wiem, czy nas obserwowała z okna, gdy znosiliśmy klamoty. Możliwe, że jednak tak, bo Holendrzy podobno lubią wiedzieć dużo na temat swoich sąsiadów. Przedstawiliśmy się i powiedzieliśmy skąd jesteśmy i że teraz tu będziemy mieszkać, bo kupiliśmy dom. Pani na to, że wie, że jest jej miło i od razu zapraszała nas na kawę. Była sama, bo mąż w pracy. Grzecznie podziekowalismy i odmówiliśmy, bo my ledwo po pracy. I jeszcze chcieliśmy przecież iść do tych drugich „niemiłych”. Powiedziała, że rozumie i się cieszy z nowego towarzystwa 🙂 Fajnie, super, miło, nie? I potem z duszą na ramieniu zapukalismy do kolejnych drzwi. Ja miałam myśl typu: „Kurwa zamkną nam drzwi przed nosem i będzie siara”… Ale nie! Rozmowa była krótka i miła. Spokojni, fajni ludzie. Podziękowali za warzywa i nawet stwierdzili, że będzie się dobrze mieszkać. A! I też wiedzieli kim jesteśmy i że kupiliśmy dom.

W piątek, ostatni dzień przed urlopem. Przyjechaliśmy po pracy, parkujemy a tu wychodzi sąsiad (ten, co wcześniej był w pracy i nie poznał nas osobiście). Najwidoczniej czekał na nas. Przedstawił się i mówi, że widzi nas w przyszły weekend na kawie. Ok, przyjdziemy 🙂 W pierwszy tydzień urlopu nawet nie dobiło jeszcze weekendu a tu dzwonek do drzwi. Wróciliśmy akurat dopiero co z zakupów i jedliśmy kapsalony. Pan Mąż otwiera, a tu sąsiad „od kawy”. Mówi, że mamy wpaść teraz na kawę i piwo. Coooo? Przecież umówieni byliśmy na weekend. Ale ok. Poszliśmy. 2 godzinki zleciały przy kawie i rozmowie. Mili, sympatyczni, weseli. Wiele nam opowiedzieli o jeszcze dużo wcześniejszych lokatorach 😬 Np to, że raz mieszkało tu przed nami 9 facetów! Pracowników z Polski. Wesoło nie było. Tzn sąsiadom, bo ci panowie podobno co weekend bawili się wybitnie 😣 No i co się potem dziwić Holendrom… Wychodzi na to, że po prostu wystarczy mieszkać „po ludzku”, być spokojnym, miłym, mówić „dzień dobry”, „dziękuję” i „do widzenia” a przekonają się tubylcy i do obcokrajowców 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: