Podobno, gdy się pisze bloga, to warto od czasu do czasu taki wpis zrobić. Lubię czytać takie teksty u innych blogerek, bo zawsze coś tam ciekawego można wypatrzeć. No więc, ja też coś napiszę małego na ten temat, bo kilka rzeczy jesienią lubię.
Przede wszystkim przed domem muszą stać jesienne rośliny. W tym roku mam kilka kolorów wrzosów. Mam nadzieję, że dotrwają do wiosny i dalej będą sobie rosły. Jeden wrzos uchował mi się od zeszłej jesieni. Zrezygnowałam za to z ustawiania na zewnątrz dyń. Zgniją szybko, bo często pada, a mam dwa fajne okazy na półce z książkami.

Będąc w Lidlu, zawsze oglądam dodatki do domu. Teraz wypatrzyłam (i dorwałam ostatnią sztukę) ceramiczną dynię w białym kolorze ze światłem ledowym. Wygląda fajnie i postawiłam ją na komodzie w sypialni. Włączam przed spaniem, bo daje delikatne, przyjemne światło.

A jeśli o światełkach mowa, to świece też muszą być, bo jesień jest wtedy jeszcze bardziej jesienna 🙂 Mam ich sporą kolekcję w salonie, ale ostatnio znalazłam jesienną Yankee Candle w dużym słoju o korzennym zapachu (zresztą bardzo ładnym), który naprawdę kojarzy mi się z tą porą roku.

Jak jesień, to pora na zbieranie grzybów. W Holandii niestety lasów jak na lekarstwo, zresztą w moich okolicach ich chyba w ogóle nie ma, a poza tym tutaj można zbierać tylko na własny użytek 250gram. To dla mnie nic, bo ja uwielbiam zbierać grzyby i je jeść. Dlatego na Temu zamówiłam kubek z grafiką grzybków – będzie jak znalazł do picia kakao.

Do jedzenia wlatuje szarlotka. Jako, że sama piec potrafię tak, jak odprawiać mszę (mimo to, czasem próbuję i często gówno wychodzi), więc kupuję gotowe placki w sklepie. Lidl tutaj ma w ofercie porządne ciasto jabłkowe: duże kawałki owoców i sporo cynamonu 🙂

Jesienią zazwyczaj zaczynam używać oleju kokosowego. Ten kupiłam w tureckim sklepie. Po całym dniu czyszczę twarz mleczkiem, a potem nakładam olej i czyszczę poraz drugi, żeby rozpuścić zanieczyszczenia. Potem wlatuje żel do mycia twarzy. Często też używam go zamiast balsamu. Jeśli o mnie chodzi, to nie ma nic lepszego, niż taki olej do wysuszonej i podrażnionej skóry. Zresztą czytałam, że jest on w stanie nawet wyleczyć trądzik.

Zaczęłam też pić ocet jabłkowy na czczo. Kupiony też w tureckim sklepie. Czytałam o jego zdrowotnych właściwościach i stwierdziłam, że też spróbuję. Więcej o tym można przeczytać tu: https://zwierciadlo.pl/lifestyle/533876,1,ocet-jablkowy-przed-posilkiem–tak-czy-nie-podpowiada-glucose-goddess-czyli-jessie-inchauspe.read sklepie.
Nie ma opcji, żebym nie wspomniała o kryminałach, których nazbierało się trochę i aż się proszą o czytanie ich w jesienne wieczory 🙂

Do tego dochodzą oczywiście podcasty kryminalne. W pracy nie mam w tej chwili możliwości, żeby wszystkich zaległych odsłuchać. W domu zaś wolę jednak czytać. Czasem włączam przy sprzątaniu, ale i tak jestem do tyłu. Ostatnio odkryłam „Maskę Arlekina” i „Paragraf zbrodni” Szymona Wochala.


Pisałam już kiedyś, że zajęłam się (dzięki TikTokowi) wyklejaniem -„journaling”. Mam jeden album ledwo zaczęty. Ale za to znalazłam czas, żeby do drugiego zeszytu wklejać, np bilety wstępu, zaproszenia, ulotki, itp, czyli pamiątki z odwiedzonych miejsc albo kartki urodzinowe. Można wpisywać tam ulubione cytaty, wklejać paragony- ogólnie co tam nam pasuje, co się podoba, do czego mamy sentyment, itp. Nazywa się to „junk journal”. Nazbierało się nam sporo takich „papierków” i postanowiłam je wklejać. Do tego kupiłam w Actionie kolorowe, tematyczne stickery i ozdabiam te kartki. Stwierdziłam, że połączę to z journalingiem. Zobaczymy, co wyjdzie. Na Temu jest mnóstwo naklejek, dlatego dokupię więcej. Sporo na ten temat można się dowiedzieć z Tik Toka.


Miłych jesiennych wieczorów i do następnego 🙂

Piszesz o samych rzeczach, które uwielbiam! Szczególnie ostatnio trafiłam na swoj journal i pomyślałam sobie, że może się temu ponownie oddać? uspokajało mnie to bardzo!
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Mnie się spodobało to wyklejanie. Pan Mąż znalazł kolejne pamiątki, które będę wklejać 🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba