Pisząc ten post, myślę sobie, jak tu przeżyć luty. Ludzie nie lubią listopada. Ja uwielbiam. Dla mnie najkrótszy luty jest najgorszy. Człowiek jeszcze się toczy przez ostatki zimy. Piszę „ostatki”, bo w Holandii na szczęście wiosna szybko się pojawia. W weekend widziałam już pierwsze żonkile.
W styczniu zawitała zima. Była to chyba niedziela, jeszcze noc za oknem. Wstałam do łazienki a tu na dachach śnieg. Aż się ucieszyłam. Na krótko, bo po południu już nic z niego nie zostało. Szkoda, bo i bałwana nie było. Ale dobre i to. Żałuję, że w Ardeny nie pojechaliśmy, bo widziałam na Facebooku, że tam było sporo śniegu.

Choinkę i ozdoby świąteczne rozebraliśmy w tym roku szybciej, bo już tydzień po Sylwestrze. Nie chciało mi się tego trzymać do połowy stycznia. Zawsze lepiej jest zdobić dom, niż sprzątać to wszystko, dlatego zawzięłam się i w weekend wszystko z rana zostało zapakowane do pudeł i wyniesione do pierdolnika, czyli na strych. Zawsze się zastanawiam, jak ludzie, którzy dostają szału z ozdobami i dekorują wszystko na umór (np w takiej Ameryce) biorą się potem za ściąganie tego. Ja bym dostała szału, ale z nerwów. Dlatego np takie lampki choinkowe ściąga i składa Pan Mąż, bo ja cierpliwości nie mam.

W tym momencie mamy bardzo mało pracy w pracy. Już dwa razy mieliśmy od czwartku wolne. Jestem na bank na minusie z godzinami, ale ja wiem, że szybko to potem odrobię. Jest nas garstka na szklarni. Inni albo zjechali do Polski na dłuższy urlop, albo poszli do innej pracy. Koleżanka, która się musiała przeprowadzić około 100 km dalej, bo tam biuro pracy miało dla niej inną pracę, spytała się mnie, czy nie wezmę od niej trochę roślin. Mieszkała z facetem na firmowym i trochę jej się ich nazbierało. A że ja roślinki lubię i miejsce jeszcze mam, więc się zgodziłam. I tak przywlokłam do domu dwa pudła storczyków i parę innych liściastych.

Wymyśliłam sobie, że będę każdego miesiąca – 16 dnia, robić zdjęcie w tym samym miejscu w parku obok domu, o tej samej godzinie. Żeby potem zobaczyć, jak było coraz jaśniej o 20:00. Holandię nawiedziły mgły. I trzymały się dosyć długo. Lubię taką pogodę i do parku poszłam sama i guzik widziałam. Zrobiłam zdjęcie nad bajorem i było czarno. Nic nie widać. Może w tym miesiącu będzie lepiej. Za mną były domy i lampy, więc coś tam widać.


Będąc u mechanika, widziałam dwie terenówki. Jedną typową, wielką z orurowaniem i lampami, a druga, to chyba raczej mini różowy suv – range rover. Pierwszy raz takiego cudaka widziałam.


Moja siostra, która spędziła święta w Polsce, pojawiła się ponownie u nas, bo z lotniska Schiphol wracała do Kanady. Spędziliśmy dwa dni na chodzeniu po sklepach i graniu w planszówki. W sobotę rano trzeba było ruszać na lotnisko. Lubię patrzeć na samoloty.

Potem zajechaliśmy do Delft, do mojego brata i do domu. Wracaliśmy przez Europort, ale taką drogą, gdzie jeszcze nas nie było. Mijaliśmy coś w stylu deptaka/ bulwaru, gdzie stały ławki z widokiem na port i wieżowce Rotterdamu. Powiedziałam Panu Mężowi, że musimy tam kiedyś pojechać i pooglądać statki. Tylko zupełnie nie wiem co to za miejsce.


A teraz dwa słowa o zakupach. Byłam z siostrą w Hemie, czyli drogerii połączonej ze sklepem odzieżowym i innymi pierdołami. Znalazłam tam kilka rodzajów mgiełek do ciała o pięknych zapachach. Różowa jest już ze mną. A w Lidlu są patyczki zapachowe, które mam nadzieję nie znikną nigdy z półki sklepowej. Uwielbiam ten zielony zapach. Postawiłam w pokoju a czuć nawet na korytarzu.


Mój ulubiony sklep, zaraz po kringloopie, czyli turecki. W warzywach bym mogła siedzieć i godzinę, wybierając np paprykę. Tym razem kupiłam też pomidory. U nas jeszcze ich nie ma. A ja jem je cały rok, więc niestety o tej porze roku muszę za nie płacić 🙂 Do pracy nie mogę brać tych kupnych np na kanapce. Przestrzegamy zasad, żeby nie pojawił się znowu wirus. Zasady i reguły są jeszcze bardziej zaostrzone, bo jakby nie patrzeć, pracujemy przy żywności.


Do następnego 🙂

Biedne salamandra. Pewnie wyschły. Bo to nie są jaszczurki. Jaszczurki by przeżyły taki klimat. Salamandra są plaża i, potrzebują dużo wilgoci, bo ich ciało traci wodę przez skórę. U mnie w ogródku siedzą pod doniczkami najczęściej. W zakamarkach, gdzie słońce ich nie dochodzi.
U nas też śniegu jak na lekarstwo. Kolejny sezon bez łyżew.
PolubieniePolubione przez 1 osoba