FOTORELACJA

Myślałam, że już chyba usunę bloga. Potem stwierdziłam, że założę nowego i będę sobie dalej pisać swoje wypociny. Dlaczego? Bo wiele rzeczy mi się tutaj pozmieniało i szlag chciał mnie trafić. Ale jednak coś tam ogarnęłam.

Zmieniłam swoje logo. Mam zamiar jeszcze popracować nad menu, bo to mnie wyjątkowo denerwuje. W każdym razie blog działa dalej, ale parę rzeczy muszę zmodyfikować żeby to miało ręce i nogi. Zajmie mi to trochę czasu, bo jestem laikiem i sama muszę do tego dojść. Powiedzmy, że styczeń był miesiącem próbnym w nowym roku i zaczynam od lutego, którego nie lubię. Żeby nie było aż tak wesoło, to telefon też mi się już pierniczy. Mam wprawdzie od jakiegoś czasu nowy aparat w ramach abonamentu, ale nie znoszę zmieniać telefonu, bo i nie znoszę uruchamiać od nowa aplikacji. Nie mam cierpliwości. A do starego sprzętu jestem poza tym przyzwyczajona. Niestety zajechałam go już chyba całkiem i nie mam wyjścia – nowy pójdzie w ruch. Jakoś to ogarnę. Dobrze , że Pan Mąż się zna.

Zima w styczniu pojawiła się w Holandii i to taka (jak na te rejony) całkiem porządna. Jak ja się cieszyłam! Oczywiście nadal w trampkach biegałam i skarpetach – stopkach. Spotykałam mnóstwo bałwanów ulepionych i przez dorosłych i przez dzieci. Paraliż na drogach był, a jakże, ale odśnieżarki dawały radę. Tutaj każdy wie, że śnieg zaraz znika.

Mam sporo godzin na plusie, które muszę odebrać. Mnie tam pasuje, dlatego bez problemu wzięłam dzień wolny (piątek) i złożyłam choinkę i ogólnie dom posprzątałam. Ciężko mi jednak było się ogarnąć po świętach. Jak to jest, że kościół sobie wymyślił, że Jezus urodził się w grudniu a potem mamy Sylwester,  Nowy Rok i potem trzeba ruszać z kopyta. Wiadomo, postanowienia, zmiany, lepsze życie i co tam jeszcze się chce realizować… O tej porze przyroda śpi. Odpoczywa. A ludzie muszą inaczej. Bo trzeba się wziąć za życie od nowego roku. Dlaczego nie można tego zaczynać od wiosny, gdy wszystko się budzi? Człowiek od razu by miał większe chęci do działania a nie robienie rzeczy jak śnięta ryba, ledwo patrząc na oczy. Chyba sobie Sylwestra na wiosnę przełożę  🙂

Po wybuchach sylwestrowych, natknąć się można było na duże ilości pozostałości po fajerwerkach. Na zdjęciu wyżej widać nawet uszkodzony kosz na śmieci. Widziałam nawet znak drogowy rozwalony. Tym razem było więcej strat niż do tej pory. No ale teraz wszystko jest posprzątane i naprawione. W styczniu wreszcie został naprawiony nasz samochód. Jebło coś w skrzyni biegów. Mechanik miał termin dopiero w nowym roku, więc piątego biegu długo nie można było wrzucić. Nigdzie zatem nie jeździliśmy, bo na trasie 80km/h się nie pojedzie. Wycena naprawy, to aż 2000€. Koniec końców wyszło 1700. O trzy stówy mniej, chociaż nadal dużo. I tak zresztą wolimy iść do Holendra (mamy już sprawdzonego i dobrego mechanika), niż do Polaka, bo słyszeliśmy historie, jak to dymali innych rodaków na kasę a nawet perfidnie zamieniali części z nowych na stare.

Zainteresowałam się bardziej koreańską pielęgnacją. Skóra w zimie i po, nie wygląda super ekstra, szczególnie jak ma się 40 lat. Moja jest trochę przesuszona i poza tym źle spałam ostatnio, bo co rusz się budziłam i kusiło mnie, żeby patrzeć na zegarek. Najgorsze było ponowne zasypianie a po chwili dzwonił budzik. Człowiek nieprzytomny. Mam nadzieję, że teraz będzie lepiej. Zmęczona jestem tym styczniem, mimo że lubię tę ciemność i tę pogodę.

Ostatni weekend był na plusie, trochę słońca wyszło, więc i Holendrzy wyszli z domów. Najwyraźniej im też zima dokopała. Widziałam, jak przed kilkoma domostwami siedzieli przy grillach i koksownikach i zapalonych lampkach ogrodowych. Na przeciwko nas zrobiono też małe party i do 22:00 puszczali rocka, np Deep Purple „Smoke on the water” 🙂 Chyba w lutym, gdy będzie cieplej, też odpalimy grilla. Mam chęć gdzieś poza tym wyjść, jechać. Ileż można w chałupie siedzieć…

Moje storczyki w łazience ponownie zakwitły. Nie poddają się i co rusz wypuszczają nowe pędy z kwiatami. Tym razem zupełnie inne kolory. Dobrze im tam. Ogólnie prawie wszystkie rośliny w domu mają się dobrze. Ostatnio tylko aloesy zrobiły się ciężkie i jeden po prostu pękł. Nie dało się już nic zrobić.

Do następnego 🙂

2 myśli na temat “FOTORELACJA

    1. Ja jadę na ten moment na dwa telefony. W nowym jeszcze nie mam aplikacji do bloga i powoli wszystko przenoszę. Masakra, bo tego nie znoszę. Wpisy czekają a ja ledwo ogarniam nowy telefon 😆 A bloga muszę poprawić. No ale nic, wszystko się zrobi.

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do Traszka Anuluj pisanie odpowiedzi