Zaczyna się dla mnie najlepszy czas w roku. Jak ja się cieszę, że już wrzesień. Robiąc ten wpis, mam jeszcze tylko jeden dzień do rozpoczęcia długo oczekiwanego urlopu. Inni wracają z niego a my zaczynamy. Wreszcie odetchnę i odpocznę.
Przed nami 3 tygodnie bimbania. No może nie całkiem, bo mamy trochę roboty w domu. Wyjazd do Polski koniec końców nie doszedł do skutku. We wrześniu zazwyczaj jest tu całkiem ładna pogoda. Dlatego musimy zrobić porządek m.in z drzwiami. Jedne odmalować, drugie wymienić. Strych też czeka na generalny porządek. Do tego należy przyciąć drzewa. Ogólnie cały dom i ogród uporządkować. Gdybyśmy pojechali do Polski, guzik byśmy w domu zrobili. Poza tym jest to podróż męcząca. Nie będę ukrywać, że wracamy zmęczeni. A potrzebujemy naprawdę odpocząć. Wykorzystać ten czas na relaks i trochę pracy w domu. Z racji tego, że w marcu, gdy mam urodziny, to zawsze biorę wolne. Więc w przyszłym roku planujemy wyjazd do Polski. Wypada też wtedy Wielkanoc.

Podczas tych trzech tygodni mamy zaplanowane 3 wyjazdy. Na pierwszy ogień idzie rejs statkiem po rezerwacie przyrody Biesbosch. Zawsze chciałam to miejsce zobaczyć. Kojarzy mi się trochę z dżunglą amazońską. No może trochę na wyrost to porównanie, ale na pewno ciekawie będzie płynąć pośród drzew i innych roślin, podziwiając m.in szkockie krowy. Drugi tydzień, to wyjazd w Ardeny. Jak ja na to czekam! 4 dni w zarezerwowanym domku w lesie, nieopodal rzeki. Sama natura, cisza i spokój. Mój mózg wróci na swoje miejsce 🙂 Trzeci tydzień, to jednodniowy wypad do Limburgii (moja ulubiona prowincja) i do Niemiec. Z tych wszystkich destynacji będą wpisy.

Zanim gdzieś dalej pojedziemy, to wymyśliłam piknik nad morzem. Zapakuję koc, jakieś żarcie, książkę i będę leżała na plaży. Do usranej śmierci. Mogę tam nawet drzemkę odwalić. Muszę posłuchać szumu fal. Podobno w przyszłym tygodniu pogoda ma dopisać, więc w poniedziałek jedziemy na plażę. Lato było wyjątkowo upalne. Tutaj jest normalne, że na plażach rozstawiane są specjalne automaty z darmowym kremem z filtrem 50. W Rotterdamie też widziałam takie automaty. Filtr mniejszy, bo 30, ale jednak. Fajna inicjatywa.

Przekroczyłam 40stkę. Zaczęłam następną część życia. Cholera wie, czy dotrwam kolejne 40 lat, ale doszłam do wniosku (lepiej późno, niż wcale), że czas się wziąć za siebie. Od środka. Łykam witaminę D3 na stawy i kości i lepsze samopoczucie. Do tego Zaczęłam ćwiczyć. Nic wielkiego, ale chcę wyrobić rutynę chociaż 15 minut dziennie a w weekend zacząć biegać. 100 lat tego nie robiłam + trening na orbitreku, który stoi i się kurzy. No więc pierwsze zakwasy są. Nie jest źle. Dodałam do tego detoks z chlorellą. Uparłam się i chcę poprawić swoją formę.

W sierpniu nadeszło zaćmienie Słońca. Nie kupiłam specjalnych okularów ani nie pojechałam np na plażę, żeby mieć lepszy widok do oglądania tego zjawiska. Pan Mąż usnął po pracy na kanapie i zupełnie o tym zapomniał. Ja zauważyłam tylko, że zrobiło się ciemniej. Było tak, jak w czerwcu, gdy jest godzina 22:00 a na zewnątrz jasno. Zdjęcie tego tak dobrze nie obrazuje. Jak dla mnie, było przyjemnie i chłodniej.

A teraz historia pełnego młodego sokoła. Otóż do szklarni przez otwarte okna w dachu, często wlatują różne ptaki i równie często nie mogą wylecieć. Najczęściej są to pliszki. I bardzo często nie są w stanie przeżyć w takich warunkach. Boją się, nie można ich złapać i wypuścić na zewnątrz. I potem znajdujemy martwe np gołębie. Kiedyś udało się złapać dziką kaczkę (mam nawet z nią zdjęcie) i jakiegoś drapieżnego ptaka. Tym razem ktoś uratował tzw podlota. Zostawił go pod szklarnią. Biedny maluch był wystraszony, nie umiał nawet latać. Podskakiwał. Zdecydowałam się zabrać go do domu, zanim stanie mu się krzywda.


Aplikacja pokazała, że to młody sokół wędrowny. Pod ochroną oczywiście. Daliśmy mu wody i surowego mięsa. Zadzwoniłam do dierenambulance, czyli specjalnego pogotowia ratującego dzikie zwierzęta, potrzebujące pomocy. Powiedzieli, że jeśli ptak nie jest ranny, to go nie zabiorą i najlepiej go wypuścić a on sobie poradzi. Nie wydaje mi się… Z internetu dowiedziałam się, że taki podlot (miał jeszcze sporo puchu) nie przeżyje bez rodziców, którzy pewnie uczyli go latać i polować.

Ja niestety nie umiem uczyć ptaków takich czynności. Zresztą trzymanie takiego ptaka jest zabronione i grozi surowym mandatem. Nawet gdybym go zatrzymała, to by się męczył, bo przecież dzikie zwierzę potrzebuje wolności. Poza tym może być ktoś doniósł i parę stówek w plecy. A żeby uprawiać sokolnictwo, to trzeba przejść kurs i zdać egzamin. Maluch został u nas dwie noce. Pożerał surową wątróbkę i pił dużo wody. Trochę się bał, ale na ręce dał się wziąć. Nie dziobał. Obserwował nas czujnie sokolim wzrokiem i już było widać, że wiedział że mu krzywdy nie zrobimy. Ale co dalej? Znalazłam w Rotterdamie tzw ptasi azyl. Opiekują się tam porzuconymi i rannymi ptakami a także jeżami i nietoperzami. Zapakowaliśmy sokolika do niewielkiego pudełka. Wyskoczył i usiadł mi na ramieniu. Niestety musieliśmy go tam zawiežć. Siedział potem grzecznie, przykryty cienkim ręcznikiem i dał się głaskać po łepku. Oddaliśmy go w dobre ręce. Ptasi azyl poszukuje wolontariuszy. Chętnie bym dołączyła do organizacji. Ale sam dojazd zabierał by mi kupę czasu. Niby Rottetdam blisko, ale trzeba przejechać niemal przez centrum plus korki. Swoją drogą, wolontariat jest bardzo popularny i dobrze widziany w Holandii. Jeżeli jest się wolontariuszem, warto to uwzględnić w cv, podczas szukania pracy.

W zeszłym miesiącu pożegnaliśmy naszą sąsiadkę, która zmarła na raka. O pogrzebie zrobię osobny wpis. Nadmienię tylko, że podczas ceremonii, usiedliśmy przy stoliku obok starszego małżeństwa. Powiedzieli, że nas znają z widzenia. Nie mogłam sobie przypomnieć ich twarzy. Później skojarzyłam, że mieszkają na przeciwko naszej ulicy. Rozmawialiśmy trochę i oczywiście dostali od potem dwie skrzynki pomidorów. W sumie, można ich nazwać naszymi sąsiadami. Więc sąsiadka zrobiła zupę pomidorową i nam przyniosła dwa pojemniki. Obiad mieliśmy więc z głowy 🙂 Zupa była zupełnie inna w smaku, bo bardziej słodka i zamiast makaronu, miała kawałki kurczaka. Inna odmiana od typowo polskiej i bardzo smaczna odmiana.

Zauważyłam wtedy, że mamy holenderskich znajomych praktycznie tylko wśród osób starszych. Lubię z nimi rozmawiać. Pewnego dnia załączył mi się czarny humor i powiedziałam do Pana Męża, że my zamiast prowadzać się z młodymi po imprezach, to będziemy chodzić po pogrzebach. Dobra, nie było tematu…


Do następnego 🙂
