Zanim zacznę kolejne jesienne wpisy, to muszę wrócić do urlopu wrześniowego, a co za tym idzie- do kolejnego miejsca, które odwiedziliśmy w Ardenach. Chodzi o prawdopodobnie „najmniejsze miasto świata”, czyli Durbuy.
Mam w zanadrzu jeszcze 2 wpisy ardenowe. Będę je przeplatała z innymi. Staram się wszystko nadrobić, a więc zaczynajmy. Durbuy, to miasto w południowo- wschodniej Belgii, w Walonii, w prowincji Luksemburg. Leży nad rzeką Ourthe. Jego powierzchnia wynosi 157,08 km kw. Sięga wczesnego średniowiecza i jest związane z zamkiem nad rzeką Ourthe. Początkowo była to osada- Durboium a pierwsze wzmianki o niej pochodzą z 814r a około 889-900r na skalistym wzgórzu wyniesiono pierwszą warownię.


W 1331r Jan Luksemburski (król Czech i hrabia Luksemburga) nadał Durbuy status miasta oraz przywileje. W tym okresie rozbudowano mury obronne, bramy miejskie i rynek a samo miasto stało się lokalnym centrum handlu i rzemiosła.


Nad miasteczkiem, nad rzeką, wznosi się ogromny zamek- Kasteel van Durbuy, znany też jako zamek hrabiów d’Ursel. Jest to malownicza budowla położona na wzgórzu. Powstała w średniowieczu a zniszczona została około 900r. Odbudowano ją w 1024r. Na przestrzeni wieków zamek był wielokrotnie niszczony, palony i odbudowywany.


Obecny wygląd budowli pochodzi głównie z przebudowy późniejszych prac modernizacyjnych. W czasie II wojny światowej budynek był wykorzystywany zarówno przez wojska niemieckie jak i amerykańskie. Zamek obecnie jest prywatną własnością rodu hrabiŏw d’Ursel. Nie jest udostępniony dla turystów. Można go jedynie podziwiać z zewnątrz podczas spacerów.


Podsumowując: brukowane stare miasto zachowało swój urok i średniowieczny charakter. Można je spokojnie obejść w godzinę. Ma mnóstwo fotogenicznych miejsc i zakątków. Restauracji też nie brakuje (my jedliśmy w pizzerii). Parking przy wejściu do miasteczka płatny. Oprócz samej miejscowości odwiedziliśmy też dwa inne miejsca (o nich w kolejnych wpisach). Ogólnie, najbardziej interesował nas zamek i rzeka. Czy ponownie bym tam pojechała. Raczej nie. Miałam Durbuy w planach i zobaczyłam, co chciałam. Przed nami jeszcze wiele do zobaczenia w Ardenach 🙂

Do następnego 🙂
