FARMA DYNIOWA I DEKORACJA DOMU

Nadszedł ten czas, kiedy dostaję małego świra na punkcie jesieni, dyń i Halloween.  W tym roku zrobiłam trochę więcej rzeczy, które jeszcze bardziej pokazują,  że moja ulubiona pora roku już w pełni.  Lato definitywnie: bye,  bye.

Zniosłam ze strychu wszystkie ozdoby jesienne. Przebijają je rozmachem tylko te bożonarodzeniowe. Przyszła mi jeszcze mała paczka z Temu,  w której było kilka dodatkowych dekoracji, m.in poszewki na dwa jaśki,  czy dwa małe duszki. Wstawiłam do szafki 5 kubków z motywem jesiennym i halloweenowym.  Powiesiłam ściereczki kuchenne z motywem liści i dyń.  Na stole pojawił się podobny bieżnik i wazon z podświetlanym bukietem liści.  Na ławie taca z odpowiednimi świecami m.in zapachu dyń i te w kształcie czaszek. Na szafce przed tv też dekoracja.

Nie mogłam pominąć regału z książkami.  Są tam w większości horrory i kryminały,  więc kilka ozdób zawsze się pojawia. Na stałe stoją sowy i tablica Ouija.  Dodałam mini dynie, grzybka z Actiona i podświetlany mały lampion z motywem czarownicy.

Z zamówienia,  które przyszło teraz z Temu najbardziej podoba mi się chyba duszek Casper.  Musiałam go mieć i znajduje się w kuchni. Jest plastiku i dwóch częściach: głowa i tułów + ogonek. Do każdej z tych części dołączone były samoprzylepne kółka.  Ogonek przykleja się od wewnątrz szafki a reszta na zewnątrz i wygląda to tak, jakby przez nią przechodził. 

W sypialni natomiast położyłam dywanik w kształcie dyni. Tak szczerze, spodziewałam się,  że przyjdzie jakiś wyliniały bubel, ale nie. Jest sporych rozmiarów,  miękki, od spodu ma gumę,  dzięki czemu nie lata po podłodze i szybko się rozprostował.  Wygląda dobrze.

W niedzielę pojechaliśmy na małą farmę dyń.  Szukałam ich na Marktplaats. Zależało mi na takich, które są otwarte w niedzielę właśnie,  bo sobotę miałam zajętą porządkami.  Rolnicy, którzy mają farmę,  posiadają też sklepik z lokalnymi produktami, np sokami czy miodami.  On akurat był zamknięty.  Pogoda nie dopisywała,  ale mnie to nie przeszkadzało absolutnie. Ludzi nie było.  Dyń było naprawdę sporo. Od tych najmniejszych do olbrzymów.

Będę robiła w weekend zupę dyniową,  więc wiedziałam,  że na pewno kupię dyńkę hokkaido.  A tak na marginesie, to podoba mi się nazwa. Do kupienia były też skrzynki z miksem dyniek. A także orzechy włoskie. 

Cieszę się,  że farmy dyniowe zyskują coraz większą popularność także w Polsce.  Tradycja ta przywędrowała ze  Stanów Zjednoczonych. W Holandii jest bardzo popularna. Małe gospodarstwa wystawiają przed dom stoiska z dyniami a te większe robią porządny rozmach. Zawsze oglądam te małe wystawy. Nie brakuje drewnianych stołów, skrzynek, snopków słomy,  wozów, na których stoją dynie. Często w otoczeniu wrzosów czy ozdób halloweenowych.  Popularne ostatnio są wielkie farmy w otoczeniu zwierząt typu kozy, czy kaczki, specjalne fotościanki,  sprzedaż innych lokalnych produktów a w Holandii można dodatkowo napić się gorącej kawy. Dla mnie ekstra.

Chciałabym  wziąć udział w tworzeniu takiej farmy. Ale bym miała pomysłów.  Wykorzystałabym wszystkie atrybuty jesieni. Może kiedyś się uda… Najpierw muszę mieć dyniowe pole 😉  Fajna sprawa. Wracając do tematu… Wróciliśmy do domu z kilkoma dniami, w tym jedną bardzo dużą.  Do tego skrzynka z miksem dyniek. A tak w ogóle,  dynia tak naprawdę botanicznie jest owocem, ale ludzkość przyjęła ją jako warzywo i już.  Po powrocie do domu, zabrałam się za czyszczenie kostki z liści.  Przycięłam też bluszcz. Wsadziłam wrzosy do skrzynek. Ustawiłam chryzantemy (w tym roku tylko jedna sztuka) i zaczęłam obmyślać, jak ułożyć owoce/ warzywa. Te małe włożyłam między wrzosy. Miałam też wcześniej kupioną tykwę.  Uwielbiam je. W tym sezonie skupiłam się na dyniach.  Chciałam ich mieć więcej niż poprzednio. I się udało.  Całość prezentuje się tak:

Do następnego 🙂

Skomentuj