SUPERMARKET W BELGII

Wreszcie mam czas, żeby napisać kolejną część dotyczącą naszego wyjazdu w Ardeny. Tak, jak poprzednio pisałam,  teraz będzie kilka słów o tamtejszym supermarkecie.

Skończyło się na szczęśliwym znalezieniu naszego domku nr 20. Po przespanej twardo nocy, obudziłam się już o 7:30, a myślałam, że będę gniła w łóżku minimum do 9:00. Ale nie. Chyba z wrażenia się tak wcześnie obudziłam.  Mąż spał twardo i nie chciałam go budzić.  Z tym, że potrzebowaliśmy czegoś na śniadanie a ja w dużej mierze potrzebowałam kawy. Bez kawy nie ma zabawy. Odpaliłam internet i postanowiłam poszukać najbliższego marketu. No i był jakieś 7 km dalej, czyli w tym miasteczku przez które jechaliśmy wczoraj wieczorem, żeby dotrzeć do ośrodka.  Postanowiłam pojechać sama. Zapakowałam się do auta, włączyłam nawigację i ruszyłam.  Szosa kręta i pod górę przez las, muzyka rockowa full i jechało się z rana ekstra.

Ostatnio modny drink, którego nigdy nie piłam. 

Dotarłam do miasteczka (zapomniałam nazwy) i nawigacja mnie prowadzi tymi krętymi uliczkami. Minęłam jakiegoś starszego pana,  który robił coś w ogródku.  Potem minęłam go ponownie. Myślę sobie: coś jest nie tak. Jeśli minę go trzeci raz, to chyba nawigacja wywaliła mnie w pole. W sumie minęłam go 4 razy! Co jest? Klęłam pod nosem i powtarzałam,  że przecież ci ludzie muszą coś jeść i gdzieś robić zakupy do cholery! Dobrze, że w miasteczku było niemal jeszcze pusto. Zatrzymałam się i wbiłam adres sklepu ponownie.

Advocat w słoiku,  który się je łyżeczką. 

Okazało się, że supermarket jest i owszem, ale w miasteczku obok. 5 km dalej. Czyli nawigacja zgłupiała.  Pojechałam tam. I faktycznie, po chwili byłam na miejscu. Supermarket nazywał się Okay.  Były tylko duże wózki dostępne.  Wzięłam i weszłam do środka.  Tubylcy rozmawiali po francusku. A raczej mix francuskiego z walońskim/jakby holenderskim. Ja po francusku znam może ze 4 słowa.  A oni za to nie chcą gadać po angielsku. No nic, idę na żywioł,  zakupy trzeba zrobić. 

Tych chrupek w Holandii nie widziałam. Kupiłam.  Mnie nie smakowały,  bo przypominały prażynki w smaku.

Chodziłam sobie spokojnie alejkami,  była garstka klientów,  kilku pracowników.  Oglądałam towar. Na pewno chciałam kupić chleb, jakąś wędlinę,  kawę i mleko.

Czekolada z orzechami, całkiem smaczna. I jedna z lepszych kaw, jakie piłam.  Kupiłam tylko dwie i żałuję,  że nie więcej. 

Tym, co różniło ten market od innych, była szklana ściana.  Za nią była spora chłodnia,  gdzie oprócz różnych mrożonek,  mięs i wędlin, nabiału, ciast, itp, znajdowały się też owoce, warzywa i zioła.  Wszystko było świeże i jędrne. 

Kupiłam ciasto owocowe, bardzo dobre i jogurt owocowy w szklanym słoiczku. 

No i oczywiście do koszyka włożyłam też wędlinę i ser żółty.  Wybór pieczywa był duży.  Wybrałam jakiś chleb. Okazał się potem watą ciężką do krojenia. 

Jedna z lepszych zupek/ gorących kubków.  Jest to większe opakowanie, niż standardowy Knorr.  Obok puszki z mieszanką tuńczyka z warzywami. Również pyszna  🙂

Dotarłam wreszcie do kasy. Patrzę,  tylko samoobsługowe.  Potem (będąc drugi raz w tym sklepie z mężem), zauważyłam, że po środku,  między 4 samoobsługowymi,  były takie z kasjerkami. Z tym, że one też były równie malutkie. Kasjerka stała przy monitorze z czytnikiem. Taśma była niemal niewidoczna. Ale wracając do sedna.

Pyszne wafelki. Kilka w jednym opakowaniu.

Zaczęłam kasować produkty i wkładać do papierowych toreb. Zaznaczę,  że guzik z menu na monitorze rozumiałam,  bo wszystko po francusku. Dotarłam do chleba i zonk, bo przecież muszę wybrać rodzaj pieczywa. Na szczęście obok, pani układała jakiś towar na półkach.  Po holendersku poprosiłam o pomoc. Zrozumiała i pomogła.  Nacisnęła co trzeba i wróciła do układania.  Ja kasowałam dalej. Musiała mnie obserwować,  bo zanim dotarlam do płatności,  to już była przy mnie i pomogła mi zapłacić.  Czyli jednak Belgowie są pomocni. Zapłaciłam,  podziękowałam i wróciłam do domku. Obudziłam męża,  bo ktoś musiał zrobić śniadanie. 

2 żele pod prysznic i płyn do płukania- bardzo ładne zapachy.

Do następnego 🙂

Dodaj komentarz