ŁOWICKI WZÓR

Łowicz, to miasto położone nad rzeką Bzurą, słynące z kultury lokalnej. Jej unikatowym elementem jest gwara łowicka oraz folklor, który znany jest nie tylko w kraju, ale też poza jego granicami 🙂 Łowicki folklor obejmuje m.in niepowtarzalne ręczne wycinanki. Stanowi inspirację dla sztuki użytkowej i wielu designerskich projektów. Znakomicie wpisuje się w bieżące trendy.

Ja od razu zakochałam się w tym wzorze. W internecie znajdziemy wiele sklepów oferujących gadżety z łowickim motywem 🙂 Kiedyś, w Sopocie zostawiłam swoje etui z okularami. Potrzebowałam nowego i przypadkiem natrafiłam na sklep oferujący różne rzeczy z kolorowym wzorem. Zaczęło się od etui, a zakończyło na filiżance i kubku. Zbieram kubki, ale teraz dołączyły filiżanki 🙂 Kupiłam te rzeczy w sklepie folkstar.pl. Wysyłają za granicę 🙂 Paczka do mnie dotarła po niecałych 2óch tygodniach. Oprócz wzoru łowickiego, znajdziemy nawet opolski i motyw bałtycki 🙂

Kubek termiczny
Wszystko zapakowane w piękne pudełeczka 🙂

Trzeba się kiedyś wybrać do Łowicza 🙂

BIBLIOTECZKI I REGAŁY Z KSIĄŻKAMI HOLENDRÓW

Polska ma na koncie 4 literackie Noble, Holandia- 0. Mimo to, Holendrzy czytają częściej i więcej. A już na pewno kupują mnóstwo książek, czego dowodem są ich nierzadko duże biblioteczki, regały i półki wypchane książkami. Najczęściej znajdują się one w salonach w towarzystwie foteli i lamp, aby umilić czytanie 🙂 Oprócz książek, na półkach stoją różne bibeloty, zdjęcia. Regały książkowe dodają charakteru holenderskim wnętrzom i znajdują się niemal w każdym domu. Moja „biblioteczka” jest jeszcze skromna z racji małych gabarytów mieszkania, ale w przyszłości, planuję jedną ścianę przeznaczyć na regały 🙂 Dlatego chętnie podpatruję, jakież to rodzaje półek i foteli upodobali sobie Holendrzy. Poza tym, warto przyjrzeć się meblom i dodatkom wokoło biblioteczki, bo i tam można wyhaczyć ciekawe połączenia. Oto garść inspiracji 🙂

Oranżeria przekształcona w biblioteczkę. Przy regałach fotel, lampy i komody. Do tego wielki stół 🙂 Miejsce i do pracy i do spożywania obiadów. Wszystko ze sobą ładnie się łączy.
Tutaj olbrzymi salon z kominkiem. A w salonie jadalnia+ biblioteczka. Na podłodze płytki, do tego mnóstwo drewna. Niebieski kolor kanapy i żyrandola to taka wisienka na torcie 🙂
Tu już nowocześniej. Kominek z lustrem i wazonem glamour, białe proste regały i kanapa+ czarny dywan i biurowe fotele.
Znowu biel, tym razem wszędzie. Najbardziej urzekł mnie parapet, pod którym wbudowane są półki, a na nich piękny wazon z pięknymi kwiatami. Żadna przestrzeń się nie zmarnuje 🙂
Tutaj kącik czytelniczy: zwykłe półki z książkami, na przeciwko kominek. Na kominku niebieski akcent a na podłodze 2 poduchy. Można i tak 🙂
Regał w stylu kolonialnym w jasnych wnętrzach. Obok stolik z lampą i wygodny fotel a la uszak w całkiem odmiennym kolorze.
Kolejny regał kolonialny i kolejny fotel wybijający się kolorem 🙂
Biblioteczka w salonie, oszklona, pełna książek i bibelotów. Obok nowoczesna lampa i puf.
Jadalnia połączona z książkami 🙂 Stół mały i okrągły- nie zabiera dużo miejsca. Obok oczywiście znowu lampa (ja mówię na nią „trójnóg” i jest na mojej liście must have.
Nowoczesny prosty regał z nowoczesną lampą. Na podłodze dywan w szarościach, a na nim kanapa też w tym kolorze. I ten fotel!!!
Ciężkie regały kolonialne z drabinkami- typowo biblioteczny styl. Fotele nie mój klimat, ale „zrobiły robotę” 🙂
Kolejny kącik czytelniczy: po prawej stronie proste półki, po lewej ciężkie, zdobione z szufladami. Na środku skórzany fotel i mały stolik, a pod oknem, metalowy stojak na gazety 🙂

Tutaj zupełnie odmiennie, bo za drzwiami widzimy sypialnię w stylu rustykalnym, a biblioteczka znajduje się w a la garderobie, o czym świadczy wbudowana szafa z drzwiczkami „shutterami”. Jestem na tak 🙂

Miłego czytania! 🙂

EFTELING- NAJWIĘKSZY I NAJSTARSZY PARK ROZRYWKI W HOLANDII

Czytałam ostatnio, że Holendrom podczas epidemii, najbardziej brakuje zabawy w parkach rozrywki. Wszystkie są zamknięte, a Efteling zawsze jest oblegany. Nam udało się go odwiedzić 2 lata temu i każdy, kto jest w Holandii, powinien chociaż raz tam pojechać 🙂

Efteling otwarto w 1952r (3 lata później dopiero, powstał amerykański Disneyland) i nazywał się Het Sprookjesbos, czyli „Baśniowy Las”. Od tamtej pory szybko się rozwija i konkuruje z paryskim Disneylandem. Efteling w 1972r zdobył nagrodę najlepszego parku rozrywki w Europie. Na cały kompleks Efteling składa się: park rozrywki, 4-gwiazdkowy Efteling Hotel, Bosrijk- wioska wakacyjna z basenem, pole golfowe. Do popularnych rozrywek dla dużych, należą: Python, Pegasus, Vliegende Hollander(Latający Holender), Pirania River i Baron 1898 i „Joris en de Draak”(drewniany rollercoaster Św Jerzy i Smok. Oprócz ekstremalnych „karuzel”, znajdziemy też bajkowy las dla dzieci „Het Sproojebos” z postaciami z bajek, Fatamorganę. Oprócz tego liczne sklepiki i restauracje. Jeden dzień, to za mało, żeby zobaczyć wszystko. Park jest ogromny, piękny i niemiłosiernie zatłoczony. Najlepiej jechać tam w tygodniu. Latem w ciepłe dni, kolejki kilometrowe. Warto zostać do wieczora, bo wtedy obejrzymy piękny pokaz w rytm muzyki podświetlanych na kolorowo fontann. My zostaliśmy tam niemal do 22:00 i załapaliśmy się nawet na pokaz tańca brzucha 🙂 Bilet wstępu do tanich nie należy- koszt ok 40euro, w zależności od pory roku. Latem najdrożej. W cenie biletu jest wstęp na wszystkie atrakcje i to po kilka razy 🙂 Za parking zapłaciliśmy 10 euro.

Podsumowując: trzeba tam pojechać i zobaczyć te wszystkie fantastyczne rzeczy na własne oczy!

Joris en de Draak
Latający Holender- mój ulubiony 🙂
Pirania- suchym się nie wychodzi 🙂 Nie wiem, jakim cudem udało mi się zrobić zdjęcie…
Python
Baron
Po lewej- koło widokowe
Widok z koła

MARKA „CIEN” Z LIDLA

Epidemia wszędzie, ale do sklepu trzeba się czasem wybrać po produkty, które są akurat potrzebne. W tej chwili omijam drogerie, zakupy najczęściej robię w Lidlu, gdzie jest spory wybór np kosmetyków. A że skończył mi się szampon i żel do mycia twarzy, więc pognałam na dział i złapałam parę dodatkowych rzeczy na zapas. Wcześniej rzadko sięgałam po kosmetyczne produkty z Lidla, ale teraz postanowiłam się w nie zaopatrzyć, aby uniknąć biegania po innych sklepach.

Szampon do włosów farbowanych „Colour Brilliance”- farbuję włosy, więc takich szamponów nigdy dosyć. Ta czerwona butla skrywa pięknie pachnący szampon i nie trzeba dużo do zrobienia piany i umycia włosów.

Szampon „Fruit & Vitamin”- do codziennego mycia włosów normalnych. Zapach przypomina gumę Turbo 😉 a to zapach owocowy, prawdopodobnie brzoskwiniowy. Dobrze odświeża i czyści włosy.

Odżywka do włosów „Oil care”- ze spłukiwaniem i olejkiem macadamia. Pięknie pachnie i dobrze odżywia. Zalecane jest trzymanie jej na włosach ok 3min. Ja zawsze trzymam ok 10min. Nakładam tylko na końcówki, bo te zawsze mam suche. Po spłukaniu, włosy ładnie pachną i są dobrze odżywione i nawilżone 🙂

Żel do mycia twarzy „Hydro effect”- z kwasem hialuronowym, delikatnie i dokładnie oczyszcza skórę. Dobrze się pieni. Używając pierwszy raz, zastanawiałam się, co przypomina mi zapach kosmetyku… I już wiem! Kojarzycie zapach w pociągowym wc? Właśnie ten zapach żelu skojarzył mi się ze środkiem czyszczącym 😀 Zastanawiałam się, czy to dobry pomysł, myć buzię takim zapachem, ale ze skórą nic złego się nie dzieje, a do zapachu się przyzwyczaiłam he he 🙂 Najważniejsze, że działa!

Płyn micelarny „Micellar water fresh”- do skóry mieszanej i normalnej. Z wodą z kwiatów chabru i gliceryną, bezalkoholowy. Najpierw „tapetę” zmywam płynem 2-fazowym a teraz także i tym płynem. Skóra jest skutecznie odświeżona i oczyszczona.

Do tego dobrałam jeszcze zmywacz do paznokci- duża wydajna butelczyna i 2 rzeczy dla dzieci marki „Lupilu”: chusteczki nawilżające, które przydają się np do czyszczenia syfu po moich papugach 🙂 i krem „Baby nappy cream”, który jest dobry do nakładania na noc na dłonie 🙂 Warty kupna jest także zapach do wc kwiatowy marki W5 „Floral fantasy” 🙂

Mydło w płynie migdałowe- wiadomo, mydło ważna rzecz! Tak było, JEST i powinno być. W toalecie zawsze na umywalce stoi butelka mydła. Do tej pory kupowałam te z Actiona. A teraz skusiłam się na lidlowskie o zapachu migdałowym. I to był strzał w 10! Bardzo dobrze się pieni, oczyszcza a dłonie cudnie pachną migdałami 🙂 Od tej pory, tylko to mydło! Polecam!

Spokojnej kwarantanny i dużo mydła! 🙂

PASEN, CZYLI WIELKANOC

Holendrzy nie traktują świąt Wielkanocy tak religijnie, jak Polacy. Elementem świąt są dni wolne od pracy i krótki odpoczynek w Niedzielę Wielkanocną- Eerste Paasdag i Poniedziałek Wielkanocny- Tweede Paasdag.

Przed świętami Holenderki szturmują Actiona w poszukiwaniu ozdób wielkanocnych, a te pojawiają się już nawet 3 m-ce przed Wielkanocą. Domy dekorowane są kompozycjami z tulipanów, żonkili, czy hiacyntów. Do tego mnóstwo zajączków i kolorowych jajek.

Wielkanoc w Holandii, to święto jajek czekoladowych 🙂 Tradycją jest paaseieren zoeken, czyli szukanie czekoladowych jajeczek w ogródku. A ukrywa je paashaas- wielkanocny zając. Przy śniadaniu wielkanocnym, które jest w niedzielę, odbywa się eitje tik, czyli stukanie ugotowanym jajkiem w drugie jajko. Trzeba uważać, aby skorupka nie pękła, inaczej się przegrywa 🙂

Kolejną tradycją są wielkanocne ogniska- paasvuur. W prowincjach wschodnich i północnych rozpalane są wielkie ogniska. Zbieranie materiału (palet, desek, gałęzi) trwa wcześniej nawet parę miesięcy. Im większy ogień, tym lepiej. Jest to zwyczaj wywodzący się z czasów pogańskich. Do Księgi Rekordów Guinnessa w 2012r wpisało się ognisko z miejscowości Espelo, które miało prawie 46m wysokości!

Na świątecznym stole Holendrów nie może zabraknąć paasstol, czyli słodkiej bułki z dużą ilością bakalii i marcepanu (oni w ogóle mają świra na punkcie marcepanu). Do tego duuuuużo jajek, pieczywo, masło w kształcie baranka, ser i wędlina.

„Pasja według Świętego Mateusza” to dzieło Jana Sebastiana Bacha zawsze wykonywane w Concertgebouw w Amsterdamie w Wielki Piątek. Podobno trzeba tam być przynajmniej raz w życiu.

W Niedzielę Wielkanocną sklepy są zamknięte, więc Holendrzy spędzają czas z rodziną: na spacerach lub na przejażdżkach rowerowych. W Poniedziałek Wielkanocny niemal wszystko już otwarte, w tym woonboulevard, czyli sklepy z wyposażeniem wnętrz, więc Holendrzy ruszają najczęściej właśnie tam 😉

Jajek i tulipanów nigdy dosyć w Wielkanoc 🙂 Wesołych Świąt! Fijne Pasen!

STROOPWAFEL

Stroopwafel, czyli wafel z syropem- to rodzaj holenderskich ciastek. Na jeden stroopwafel składają się dwie okrągłe waflopodobne warstwy oraz nadzienie z syropu, brązowego cukru i masła pomiędzy nimi. Do nadzienia mogą zostać dodane substancje smakowe, np. cynamon, karmel lub wanilia. Tradycyjna metoda ich przygotowania polega na przecięciu świeżo upieczonego, gorącego wafla przez środek na pół, rozsmarowaniu nadzienia po wewnętrznej stronie i połączeniu.

Stroopwafel, to stary holenderski przysmak, wynaleziony w 1784r w Goudzie przez tamtejszego piekarza Gerarda Kamphuisena. Jeden z najstarszych zachowanych przepisów podaje, że wafle pieczono używając resztek ciast. Stroopwafle były bardzo tanie, dlatego nazywano je ciastkami dla ubogich. Do 1870r wafle były popularne jedynie w Goudzie i okolicach. Dzięki sprzedaży podczas targów i uroczystości na rynku, zyskały popularność w całym kraju. Obecnie są najpopularniejszym dodatkiem do kawy i herbaty w całej Holandii.

Holendrzy zwykle jedzą je popijając filiżanką kawy, herbaty lub kakao. Niektórzy przed konsumpcją kładą je na kubku z gorącym napojem, aby roztapiający się w ten sposób karmel, zmiękczył ciastko i wydobył jego smak 🙂 Praktykowane jest także podgrzewanie wafli w kuchence mikrofalowej, lub podsuszanie, trzymając je w otwartym opakowaniu.

Dzisiaj stroopwafle można kupić praktycznie w każdym supermarkecie. Poza granicami kraju, fabrykę ciastek otwarto w 2009r w Casablance. Zdobyły także popularność w Niemczech i RPA. W Nowym Jorku sprzedawane są miniaturowe wafelki, częściowo pokryte czekoladą pod nazwą Dutch Moon Cookies 🙂

W 1979r powstała nawet holenderska grupa muzyczna pod nazwą The Amazing Stroopwafels, a w Polsce oryginalne ciastka można kupić od 2009r.

Waflownica żeliwna do pieczenia ciastek
Są pyszne!

KRYZYS W BRANŻY KWIATOWEJ

Holandia kojarzy się z tulipanami i wieloma innymi kwiatami. Niestety nad tym sektorem zawisły czarne chmury. Koszmarny wirus powoduje plajtowanie szklarni z kwiatami, zamykanie kwiaciarni i zwalnianie ludzi. Nie ma popytu na rośliny. Kwiaty są masowo wyrzucane do kontenerów, lub sprzedawane po bardzo zaniżonej cenie. Ostatnio nawet, służba zdrowia otrzymała bukiety w ramach podziękowania za pomoc ludziom…Widziałam osoby wracające z pracy z bukietami pięknych kolorowych róż…Na Marketplace jest mnóstwo ogłoszeń o sprzedaży różnych, różnorakich kwiatów: doniczkowych i bukietów, tulipanów, bratków a nawet palem.

Sytuacja jest dramatyczna. W jednej z największej firm Royal Flora Holland, w piątek 13 marca (!) trzeba było zniszczyć 20% towaru, bo nie było chętnych do kupienia. Ceny kwiatów zmalały o połowę. Firma organizuje ok 30 aukcji kwiatów i roślin dziennie o wartości ok 8 mln euro. Holenderski sektor kwiatowy zatrudnia 150 tys ludzi a ok 35% światowego eksportu kwiatów o wartości 6,2 mld euro rocznie, przechodzi przez Holandię.

Na lotnisku Amsterdam-Schipol, o tej porze roku jest mnóstwo stoisk tulipanów, amarylisów i innych kwiatów ogrodowych. Ceny nie są duty-free, ale stawia się na jakość: ogromne kielichy tulipanów, albo 4 pałki amarylisów- każda po 5 kwiatów.

W piątek, 13 marca, słynny ogród Keukenhof, odwiedzany przez miliony turystów rocznie, ogłosił, że będzie zamknięty do końca kwietnia. Udało nam się go odwiedzić w zeszłym roku. Kwiaty kwitną do połowy maja, więc dla własnego bezpieczeństwa lepiej odpuścić tę atrakcję teraz w ogóle.

Holenderski kwiaciarz Paul Deckers, który od 34 lat dostarczał kwiaty do Watykanu z okazji wielkanocnego kazania papieża na placu Świętego Piotra, poinformował na swej stronie w Facebooku, że w tym roku nie będzie dostawy z Holandii.

Szybka wyprzedaż

FAJANSE Z DELFT

Jak już wcześniej pisałam, w zeszłym roku odwiedziliśmy Delft. Pierwsze, co rzuca się tam w oczy, to sklepiki z pamiątkami w niebieskim kolorze. Piękne i często pięknie drogie. Wśród nich znajdziemy talerze, filiżanki, dzbanki, wazony, czy kafelki. Fajanse z Delftu ( Delfts blauw)to wyroby dekoracyjne i użytkowe ręcznie malowane w kolorze niebieskim na białym tle. Powstały w XVII w jako imitacja prawdziwej porcelany importowanej wówczas z Chin.

Flamandzcy garncarze przybyli do Delft z dzisiejszej Antwerpii i zapoczątkowali rozwój tutejszego garncarstwa. Pierwsza wytwórnia fajansów powstała prawdopodobnie pod koniec XVIw. Od 1602r zaczęto importować do Holandii prawdziwą chińską porcelanę. Był to jednak towar bardzo drogi, więc miejscowi garncarze podjęli starania wyprodukowania przedmiotów podobnych do porcelanowych, ale z materiału dostępnego w Europie, czyli gliny. W pierwszej połowie XVIIw. gdy próby imitacji chińskiej porcelany w niebieskich kolorach powiodły się, szybko zaczęły powstawać manufaktury. Wyroby te nazwano fajansami. Potem „holenderską porcelaną”. W okresie największego rozkwitu produkowano miliony sztuk rocznie i wysyłano do odległych zakątków świata.

W drugiej połowie XVIIw, sprzedaż wyrobów zaczęła się zmniejszać a ich jakość obniżać. Fabryki zaczęły podupadać, gdyż odkryto surowce do produkcji prawdziwej porcelany, a także masowo importowano porcelanę z Chin. Napływ także tańszej angielskiej porcelany, spowodował ostateczny upadek wytwórni fajansów z Delft. W 1700r istniały 33 wytwórnie, w 1750 tylko 24 a ok 1800r działało ich już tylko 10. Ostatecznie w 1840 r nastawiono się na produkcję taniej ceramiki o niskiej jakości i dzięki temu pozostała tylko jedna z fabryk „De Porceleyne Fles”. W 1884r inżynier Joost Thooft przywrócił wyrobom z Delftu ich dawne dobre imię poprzez wprowadzenie ulepszonej technologii produkcji, dającej produkt o podobnej jakości do porcelany angielskiej.  Za zasługi dla przemysłu ceramicznego w 1919 roku fabrykę uhonorowano tytułem Koninklijk, czyli „królewska”. Fabryka Royal Delft/Koninklijke Porceleyne Fles założona w 1653 roku była jedyną, która przetrwała i funkcjonuje do dzisiaj 🙂

W Delfcie produkowano fajanse dekoracyjne i użytkowe: wazony, flakony, talerze, dzbany do wina i piwa, świeczniki, naczynia stołowe (solniczki, misy, wazy, maselniczki, czajniki, talerze) oraz naczynia apteczne. Cechą wyróżniającą fajanse holenderskie są odcienie błękitu kobaltowego. Na początku wyroby dekorowane były na wzór chińskiej porcelany Dynastii Ming. Dopiero później zaczęto je dekorować motywami niderlandzkimi 🙂 W Polsce wyroby te są potocznie nazwane „delftami” 🙂

DZIWACTWA W HOLENDERSKICH DOMACH

Wystrój domów polskich i holenderskich różni się bardzo. Polacy mają inny gust. Holendrzy lubią płytki, cegłę, mnóstwo ozdób i nierzadko meble, jak wyjęte ze starego zamczyska. Sypialnie dla odmiany są skromnie urządzone, ale reszta pomieszczeń posiada różne ozdoby i dziwaczne kolory. Oto kilka przykładów na widok których się mocno zdziwiłam 🙂 I na pewno nie będę miała takich „ozdób” w domu.

Duuużo drewna w łazience. Podobają mi się dodatki drewniane, np lustro w takiej oprawie, czy umywalka wbudowana w drewnianą szafkę. Ale całe ściany w boazerii? Ja jestem na nie.

Jeśli Holender ma ulubiony kolor, to więcej niż pewne, że znajdzie się w całym domu. I nie trzeba zgadywać, co to za kolor, bo zobaczymy go na ścianach, meblach np kuchennych i w łazience 🙂

Wc to nie tylko sedes i umywalka. Często znajdziemy tam ogrom ozdób, ozdóbek… Jak dla mnie- koszmar. I weź to potem sprzątaj…

Jak widać, każde miejsce jest dobre na przechowywanie różnych rzeczy 😀 Zasiedzisz się na sedesie- otwierasz butelkę 😉

Sypialnia połączona z łazienką… Koszmar, którego nie potrafię zaakceptować. Już pal licho te okropne płytki na podłodze, ale wanna?! Nie!

Sypialnia z umywalką to bardzo częsty widok. Ma to zaletę: wstajesz rano i od razu myjesz twarz i zęby, nie czekając w kolejce do łazienki. W holenderskich sypialniach oprócz łóżka i szafy, rzadko znajduje się więcej rzeczy, ale umywalka pojawia się bardzo często. Zresztą dla Holendra sypialnia służy tylko do spania, nie przesiadują w niej, więc taki wystrój to dla nich norma.

ZDOBYCZE Z KRINGLOOPA

Akcja

Akcję, którą popieram: zostań w domu, staram się przestrzegać. Wczoraj poszłam po chleb. Musiałam. I co zobaczyłam? Otwarty kringloop! No trzeba wejść. A widziałam, że okno wystawowe w nowych kolorach (co nowa dostawa, to inna gama kolorystyczna), więc polazłam.W środku na szczęście przestrzegano przepisów, czyli dezynfekcja 🙂 To była w sumie szybka akcja. Przeleciałam półki ze szkłem. Oto,co wygrzebałam:

Pszczółki- 0,75 centów szt.

Pszczoły- nasze dobro na Ziemi. Trzeba to to chronić, bo inaczej wyginiemy. Jestem za! To po pierwsze. Po drugie- wiosna kojarzy mi się z kolorem żółtym. I zobaczyłam te piękne żółte filiżany (bo są wielkie) z pszczółkami 🙂 Myślę: bierę!!!! I wzięłam 🙂

I te piękne niebieskie saboty (klompen), wiatraki (molen), tulipany (tulpen) 🙂 Zobaczyłam i przepadłam! Myślę: biere! I kupiłam. Jedna kosztowała 1euro. A mam 3 🙂

Szklane naczynie- takie coś idealnie wygląda w łazience. Jako pojemnik na waciki sprawdziłoby się idealnie. Moja łazienka jest zwykła, prosta. Dlatego to szkło wrzuciłam do kuchni.

I na koniec wazon w kolorze żółtym. Wygląda jak pęknięta skorupka jajka. Idealna dekoracja na święta Wielkanocy 🙂

Życzę spokojnej niedzieli 🙂 I zapraszam też na Instagram 🙂