FOTORELACJA- MAJ

Ten comiesięczny wpis powstał niestety z małym poślizgiem.  A ja jestem zaskoczona, jak szybko zbliżamy się do lata. Dopiero co była wiosna i moje urodziny,  a tu już Holendrzy okupują plażę i pływają łódkami. 

Z racji tego, że już czerwiec, to i kupa roboty w robocie. Sezon się zaczął i pracujemy czasem i w soboty. Co nie bardzo mi się podoba, bo jestem już po prostu trochę zmęczona.  A tu trzeba gdzieś czasem pojechać,  ogarnąć chatę i ogródek.  A właśnie- ogródek.  Czat GPT zrobił z naszego zajebistego kawałka zieleni dżunglę.  Bo tak chciałam i nawet mi się podoba 🙂

Działam też z moim ogródkiem warzywnym. Chociaż to za dużo powiedziane. W związku z tym (i kilkoma innymi powodami), przełożyliśmy nasz urlop w Polsce na wrzesień.  W tej chwili nawet nie będzie miał mi kto warzyw podlewać a nie chcę,  żeby to, co wyrośnie,  poszło na zmarnowanie. Żółta fasolka ładnie mi już wschodzi.

W pracy, jak już wspomniałam,  zapierdziel i psująca się maszyna od podnoszenia przeklętych przeze mnie plastikowych skrzynek. Czasami jest taki rozpiździel,  że nie wiadomo w co ręce włożyć.  I tak nadal najgorsze są piątki.  Nigdy nie wiem, kiedy wyjdę z pracy. Wysłałam też moje CV i list motywacyjny do zakładu pogrzebowego w moim mieście,  bo akurat szukają pracownika. Narazie 0 odzewu, ale nie tracę nadziei i będę próbować dalej.

Jaco walczy z maszyną.

Odkładamy też pomidory dla Turków. To jest tzw druga klasa: trochę miękkie,  z dziurkami,  lekko pęknięte.  Problem w tym, że zanim oni przyjadą po odbiór,  to niektóre warzywa są już zgnite, pudełka miękkie i wszystko się wali i ląduje na podłodze.  I potem trzeba tę zgniliznę sprzątać.  Zawsze jest coś do roboty na magazynie.

Ostatnio dostałyśmy za skrzynki tureckie ciastka. Podczas przerwy zobaczyłam na naszym stole talerzyk z jakimiś słodyczami. A że nie wiedziałyśmy co to, dla kogo i od kogo, to koleżanka odniosła na główny bufet. Szef powiedział,  że to dla nas od Turka. Obawiałam się baklawy,  bo nie lubię,  ale było zaskoczenie, bo te ciastka nie były inne, nie takie słodkie i bardzo dobre.

Pogoda w maju zaskakiwała.  W sumie, w Holandii zawsze zaskakuje, bo nigdy nie wiadomo, co będzie się działo na niebie w ciągu dnia. Ale tym razem były burze, gorące dni, ciepłe wieczory a potem nagle chłodno i wietrznie z ulewami.  Tylko gradu brakowało.  I by było po moich roślinach. 

W miejscowości niedaleko nas odbywał się wypasiony kermis. Mimo, że było gorąco,  pojechaliśmy.  Umówiliśmy się na miejscu z jedną parą i koleżanką z pracy, która miała przyjechać z jakimiś innymi dziewczynami. Na miejscu byliśmy pierwsi. Ta para jeszcze pojechała do marketu budowlanego i gdy wreszcie dotarli na miejsce, to my już byliśmy wyhuśtani,  wytrzęsieni i chcieliśmy do domu. A ta koleżanka dojechała w momencie, gdy my odjeżdżaliśmy.  Z ludźmi się tak umawiać…

Zanim pojechaliśmy do domu, weszliśmy pod namiot, gdzie był bar i scena. Trzeba było napić się czegoś zimnego, bo skwar był niemiłosierny. Pod namiotem występ mieli śpiewający seniorzy z orkiestrą.  Pierwszy raz oglądałam tutaj taki występ.  Ciekawe to było, śpiewali donośnie, a starsza widownia dobrze się bawiła przy piwku.

Po powrocie Pan Mąż wpadł na pomysł zrobienia małego grilla. Bez innego towarzystwa. Sami. W sumie miałam ochotę na kiełbasę z musztardą.  Na kermisie można było kupić np frytki, ale kolejki były długie.  Czekanie w nich wydało nam się bez sensu, bo szybciej dojechalibyśmy do domu. A byliśmy głodni już bardzo. Padło więc na grilla. Wpadł do nas z wizytą kot sąsiadki i nie pogardził kawałkiem polskiej kaszanki.

Nadszedł ten czas, kiedy w Holandii słońce wcześnie wstaje i późno zachodzi. Nawet nie czuć,  że jest 21:30, bo tak jasno. Nie narzekam, nie marudzę,  przyzwyczaiłam się.  Zasłony w sypialni pomagają.  Plus taki, że pranie szybko schnie i można bez zamarzania spać przy otwartym oknie.

Papugi często w weekendy teraz przesiadują na dworze i robię im kąpiel spryskiwaczem do kwiatków.  Lubią to. Lubią też ćwierkać do przelatujacych ptaków.  Wiem, że by też chciały z nimi polatać po przestworzach,  ale by do mnie już nie wróciły.  Pokazałyby mi środkowy palec i fruuuu… Nawet by nie przeżyły na wolności. 

Mam w kajecie zapisane pomysły na kolejne wpisy a zdjęcia się piętrzą w telefonie. Znowu muszę się zebrać,  mimo częstego braku czasu i pisać tutaj regularnie, bo materiał się produkuje i czeka.

Kacza mama z młodymi.

Do następnego 🙂

4 myśli na temat “FOTORELACJA- MAJ

  1. Polecam chodzić na takie koncerty. Świetna zabawa. Możesz zapisać się na newsletter jakiegoś miejsca, które to organizuje czy stowarzyszenia. Ceny są zazwyczaj niskie, a fajnie być wsród ludzi z pasją. ładuje to baterie.

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz