Co jest z tym rokiem, że tak zasuwa? Zaraz będzie grudzień, a ja jak jakaś zjawa, bo nic mi nie wychodzi ostatnio, rok się skończy i znowu stwierdzę, że moje plany poszły w las. Ale od początku…
W pracy wszyscy się urlopują. My jak zwykle czekamy na wrzesień i jest to z jednej strony męczące, bo jesteśmy już wypompowani. Przez te upały chodzimy do pracy na 6:00, czego wybitnie nie znoszę. Mam w życiu dwa problemy: z wczesnym zaśnięciem i wczesnym wstawaniem. Niestety lato nie sprzyja w moim przypadku z wysypianiem. Ja mniej śpię, niż pracuję. Gorąco, więc ludzie wychodzą z pracy wcześniej. Ja z racji funkcji na magazynie, niemal ostatnia. Dla mnie to jeden ch…, bo i tak w domu jestem około 17:00. Niech się już ten gorąc skończy!

Od jakiegoś czasu przyszła (a w zasadzie wróciła) do nas koleżanka. Dwa razy była zwolniona za chodzenie w kratkę i znowu ją szef przyjął, bo szybko tnie pomidory. Ok, nie miałam nic do niej. Z tym, że ona na poprzedniej szklarni pełniła funkcję taką jak ja, czyli magazyn. Zmieniła się. Nie dość, że wiecznie chora, słaba i wszystko ją boli, to próbuje wcinać mi się w moją robotę. Pomaga mi na sortowni, bo umie. Ale ściemnia. I próbuje resztę załogi ustawiać. U nas są inne warunki i inaczej praca wygląda, niż tam gdzie poprzednio pracowała. Raz w piątek, kiedy jest największy zapierdol i największe sprzątanie (czego ona robić nie umie), powiedziała z rana że jej słabo i chce być na magazynie. Nawet mnie o tym od razu nikt nie poinformował. Tak się wkurwiłam, że pojechałam do domu. Niech se sama radzi. Nie było mnie na firmowym grillu po pracy. Miałam gdzieś. Też mi było słabo. Szef się wkurzył, ale wyjaśniłam to z nim. Skoro on mnie opieprza za błędy innych dziewczyn, każe mi je uczyć, pilnować itp, to niech mi zostawi tę wolną rękę i nie wciska na moje miejsce koleżanki. Bo opierdolić, to wie kogo. Jeśli ona jest chora, to do domu. Narazie jest spokój. Zresztą ona znowu jest na urlopie w Pl. A moja dobra kumpela o 3 tygodnie musiała się prosić…

Plany rozrywkowe też do dupy. Kajaki w Ardenach- niewypał, bo poziom rzek niski a kajaka na plecach nie mam zamiaru wlec. Rejs łódką ze zgraną ekipą przez rezerwat przyrody- niewypał. Najpierw dostałam informację, że łódka którą zarezerwowałam, nie nadaje się do użytku. Podobno uszkodzona. Potem co sobota- robota i czasu nie było. A teraz urlopy i nie ma jak i z kim. Plaża- niewypał. Człowiek zmęczony i pracą i gorącem, że tylko by się siedziało w domu przy wentylatorze. Ja muszę się w tym sezonie w morzu wykąpać!

Wspomniałam wyżej, że w któryś piątek po pracy był grill, na którym mnie nie było. We czwartek firma zwoziła na magazyn sprzęt, czyli stoliki, grille, lodówkę, alkohol itp. Był też głośnik. Holender Jaco podłączył pod niego swój telefon i włączył muzykę, którą on lubi i ja zresztą też: hard rock, metal. Jak mi czas zleciał! Aż się lepiej pracowało. Muza zagłuszała szklarniowe radio, wyłączyłam podcasty i słuchałam porządnych dźwięków.

Ale wróćmy do niewypałów. Mój ogródek też niewypał. A jakże! Coś mi znowu wyżera fasolkę, nie nadążam z podlewaniem przez suszę i kończę z hodowlą warzyw. Za to ubzdurałam sobie, że wyhoduję w domu pieczarki. Bo przecież mam za dużo czasu na wszystko. I nie zgadniecie! Niewypał. Pieprzę. Tylko kwiaty. Chociaż może nie, bo znowu wymyśliłam, żeby starać się w gminie o ogródek działkowy. Czeka się na niego dłużej, niż na dom. Ale warto. A co tam.

Dobrze, że chociaż w miarę porządek na ogrodzie jest. Chwasty wyrwane, czysto, nowe ledy wstawione. No tylko stara lodówka czeka na wywóz. Jeszcze czeka nas sprzątanie strychu, bo burdel większy niż w burdelu. Z tym, że tam temperatura najwyższa. Nie da rady w tym upale coś zrobić. Czekamy na chłód. Wniosek? Gorąc jest do dupy.

Dobrze, że chociaż w drogerii Etos było ok. Ulubiona farba do włosów w promocji 1+1 gratis. Z tonikiem Garniera było tak samo. I oczywiście kupiła też produkty do zwiększania objętości włosów, bo mam ostatnio fioła na tym punkcie.

Na koniec najbardziej poważny temat: eutanazja. W Holandii dostępna. Ale nie w sposób, który wiele osób myśli (mam na myśli m.in katolików, czy innych wierzących). To nie jest tak, że idzie się do lekarza i mówi: panie doktorze, chcę se umrzeć w grudniu po południu. Ok, przyjadę ze strzykawą na życzenie. Nie. To tak nie działa. To są badania, konsultacje, rozmowy z psychologiem. Jeśli nie ma szans na wyleczenie, lekarz zezwala na takie odejście z tego świata. Wtedy też można zaplanować swój pogrzeb, pożegnać się z rodziną i godnie, w spokoju i bez bólu odejść. Na kursie tanatokosmetyki, widziałam ciała wykończone nowotworem. To odchodzenie w wyciu z bólu, bezsilności , męce a na to wszystko patrzy rodzina i też cierpi. Jestem za eutanazją.

Nie pisałam o tym wcześniej, ale moja ulubiona sąsiadka ma raka. To ta, która podlewała moje kwiaty i dawała jeść papugi, gdy byliśmy na urlopie poza Holandią. Dzięki niej ćwiczyłam język. W zeszłym roku, w sierpniu, była z mężem Ronem na wakacjach na Rodos. Zaslabła. Do hotelu przyjechał doktor. Coś złego z krwią. Nakazał po powrocie do kraju, udać się szybko do lekarza. Wynik: rak płuc. Margo spędziła jakieś 5 miesięcy w szpitalu. Chemioterapia, leki, badania, itp. Rak się zmniejszał. Była nadzieja. W tym roku pogorszenie i przerzut na wątrobę. Operacja już odpada. Nadzieja zniknęła. Udało im się jeszcze raz polecieć na Rodos. A teraz zostało tylko czekanie w domu. I branie mnóstwa tabletek.

Byłam u Margo ostatnio też sama. Ron wyszedł z psem. Rozmawiałyśmy. Pokazała mi ślad: czerwoną rozmazaną i dużą plamę na brzuchu. Rak wątroby. Pokazała mi pudełko z licznymi tabletkami: była tam też morfina. To były najmniejsze pigułki. Pokazała mi pokłute ramiona, bo morfinę w zastrzykach też bierze. Decyzja? Chce eutanazję. I tak wie, że umrze, ale nie chce cierpieć. Aż się poryczałam i to ona mnie pocieszała!

W zeszłą niedzielę poszliśmy z mężem do sąsiadów razem. Daliśmy jej bukiet kwiatów. Taki słoneczny. Pytała się nas, czy chcemy przyjść na pogrzeb. Może być max 25 osób. Jeśli nie, to ona to zrozumie i dostaniemy specjalną kartę z jej zdjęciem. Chcemy iść na pogrzeb. Będzie pochowana w trumnie z naturalnego materiału na cmentarzu, który jest parkiem. Rosną drzewa, kwiaty, pasą się owce. Nie ma tam nagrobków, sztucznych kwiatów czy zniczy. Tylko drewniane tabliczki z imieniem i nazwiskiem. Cmentarz sama wybrała, jak i trumnę, która już czeka na piętrze.

Kiedy eutanazja? W ten piątek, 14 sierpnia o godzinie 13:00. Lekarz zjawi się w domu. W tej chwili sąsiadka jest już podłączona do specjalnej pompy z morfiną, która płynie do krwioobiegu. Bez tego, mówi że ból nie do zniesienia. Jest uśmiechnięta do końca. Bo i taka zawsze była. Dla niektórych to pewnie przerażające. Z jednej strony się nie dziwię, bo i ja pierwszy raz spotykam się z tym tak blisko. A z drugiej strony, po co cierpieć? Temat wart przemyślenia.

Do nastepnego 🙂

Tez po dniu w szklarni nawet w ogrodzie nie siedzimy. Mamy dość słońca i upału. Rozumiem wkurw na koleżankę. Nic tak nie psuje humoru jak ktoś kto bruzdzi w dobrze ułożonym systemie pracy.
PolubieniePolubione przez 1 osoba