CZAS NA MASECZKĘ

Nie chodzi o maseczki przeciw wirusowi. Chodzi o takie, które wynalazłam w drogerii Etos i sklepie Action. W Etosie akurat była promocja, bo wystawiono tekturową półkę z różnymi maskami po 1 euro 🙂 A ja idąc do drogerii np po szampon, wychodzę zawsze z jakąś maseczką, od których już się chyba uzależniłam 🙂 A wiem, że stosowane regularnie, przynoszą efekty i korzyści dla skóry. Najlepsze są właśnie te w płachcie, bo m.in. nie trzeba ich zmywać- wystarczy zdjąć materiał a resztę wmasować w skórę twarzy i szyi. Preferuję te nawilżające lub przeciwzmarszczkowe. Czasem nakładam oczyszczającą albo rozświetlającą.

W Etosie wybrałam dwie maski. Jedną w płachcie oczywiście, a drugą zwykłą, zmywalną.

Maska nawilżająco- uspokajająca. Zawiera silne i naturalne składniki, takie jak ekstrakt z aloesu i ekstrakt z lukrecji. Ta specjalna formuła zapobiega wysuszeniu skóry a co za tym idzie, także uszkodzeniom. Dla mnie jak znalazł 🙂

Maska nawilżająco- uspokajająca. Zmiękcza i nawilża skórę. Wyciąg z arbuza pomaga w odbudowie i ukojeniu zmęczonej skóry.

Następne maski, to te, które wypatrzyłam w Actionie. Nazbierało mi się ich trochę, dlatego przed użyciem postanowiłam zrobić ten wpis 🙂 A wybór masek jest tam naprawdę duży. Nakładałam na twarz już ich sporo i są dobrej jakości, pomagają skórze. Znajdziemy różne: od nawilżających, po oczyszczające.

Maseczka z ekstraktem z pereł. Rozjaśnia i działa przeciwtrądzikowo. Zawiera witaminę E, B3 i kwas hialuronowy.

Maseczka z ekstraktem z propolisu i miodu. Wygładza i nawilża. Zawiera witaminę E, kwas hialuronowy i ekstrakt z zielonej herbaty.

Maska z kaktusem, delikatnie oczyszcza skórę. Zawiera ekstrakt z kaktusa, aloesu i alantoiny. Nie zaleca się stosować na podrażnioną lub uszkodzoną skórę.

Maska z wyciągiem z awokado i kwasem hialuronowym. Intensywnie odżywia, pozostawiając skórę miękką. Producent obiecuje, że skóra będzie gładka, jak dojrzałe awokado 🙂

Mops- nawilżająca maseczka z wyciągiem z ogórka. Poprawia elastyczność skóry i odżywia ją.

Zebra- głęboko oczyszczająca maska z ekstraktem z liści pachnotki. Oczyszcza pory skóry, oraz usuwa zanieczyszczenia i sebum. Sprawdziłam co to ta pachnotka. Okazuje się, że to roślina o wspaniałych właściwościach 🙂 Posiada np flawonoidy, które działają przeciwzapalnie, neutralizują wolne rodniki, odpowiedzialne za szybsze starzenie się skóry. W sieci można znaleźć mnóstwo ciekawostek związanych z tą rośliną 🙂

Teraz na tapecie maski firmy „the MASK Dr.” Ta maska nasycona jest naturalnymi składnikami odżywczymi, które pielęgnują skórę. Posiada ekstrakt z wodorostów, bogatych w minerały, takie jak wapń, jod i żelazo. Działają przeciwutleniająco i nawilżająco.

Maska ze spiruliną. To algi, które są pełne przeciwutleniaczy i składników odżywczych. Salicornia Herbacea Extract- jest to wyciąg z sukulentu, który rośnie wzdłuż wybrzeża Południowe Korei. Zawiera aminokwasy i minerały. Do tego morska woda, która jest także bogata w minerały.

Maska nawilżająca, zawiera niacynamid. Co to jest? Jest to pochodna wit B3. Jaki jest wpływ jej na naszą skórę? Działa przeciwstarzeniowo, wzmacnia funkcję ochronną skóry i ją nawilża, zmniejsza pory, przeciwdziała przebarwieniom i matuje tłustą skórę. Same zalety 🙂 Maska posiada także łagodzący ekstrakt z wiciokrzewu.

Maska z kolagenem roślinnym, który pomaga zachować elastyczność i jędrność skóry. Zawiera także niacynamidy, mieszankę ekstraktu z komosy ryżowej, soi, grapefruitu i koreańskiego żeń-szenia.

Maska biocelulozowa, to standard nawilżania i leczenia skóry. Wykonana jest z naturalnych włókien, które są delikatniejsze, niż zwykła chusteczka. Bioceluloza przylega jak druga skóra i natychmiast zatrzymuje wilgoć w skórze. Umożliwia głębsze wchłanianie korzystnych składników, niż zwykła maska. Zawiera mieszankę nasion jęczmienia, oczaru wirginijskiego i wyciąg z liści zielonej herbaty.

Moimi faworytkami są maski „the MASK Dr” 🙂

STYL HAMPTON

Mieszkając w prowincji Zuid Holland, nad Morzem Północnym, zauważyłam, że wiele domów i mieszkań holenderskich urządzonych jest w stylu hampton, albo bardzo podobnie do tego stylu. W moim przypadku, na pierwszym miejscu był i nadal jest styl kolonialny, a na drugim własnie hampton. A ponieważ uwielbiam morze i cieszę się ogromnie, że teraz nad nim mieszkam, więc interesują mnie też wnętrza i dodatki w takim własnie stylu.

Skąd wywodzi się w ogóle styl hampton i co go wyróżnia? Nazwa wywodzi się od The Hamptons, czyli grupy popularnych kurortów leżących na półwyspie Long Island, stanowiących ulubione miejsce wypoczynku bogatych nowojorczyków. Wygląda to mniej więcej tak, że nad oceanem, wzdłuż plaży, stoją okazałe wille, gdzie dobrze sytuowani Amerykanie relaksują się z dala od zgiełku Wielkiego Jabłka.

Co wyróżnia styl hampton? Przede wszystkim jasne wnętrza, bez szaleństw z kolorami. Najlepiej sprawdzą się: biel, beż, odcienie niebieskiego, szarości, jasne brązy. Do tego dużo drewna, lnu i rattanu. Dom urządzony w takich barwach i dodatkach ma wyciszać, uspokajać i kojarzyć się z morskim klimatem. Kolory piasku, odcienie niebieskiego, czy błękitu nawiązują do natury, a to dalekie jest od wyglądu mieszkania w Nowym Jorku 🙂 Mimo to ma być elegancko, ale bez zbędnego przepychu. Mieszkanie w takim stylu można z łatwością urządzić w każdym mieście.

Bazą, dzięki której pomieszczenia wydadzą się przestronniejsze jest, półmatowa, lub matowa śnieżnobiała biel. Z nią można łączyć beż i brąz w różnych odcieniach, kremową biel, kość słoniową i kojarzące się z morzem, rożne odcienie niebieskiego. A gdzieś kiedyś czytałam, że niebieski, to ulubiony kolor większości ludzi na naszym globie 🙂 Z tym, że ten ostatni, od jasnego błękitu, aż po granat, w stylu hampton, najczęściej pojawia się na dodatkach, np poduchy, koce, wazony, czy zastawa stołowa. Kolejnymi elementami w hampton są elementy marynistyczne, np liny, drewniane wiosła na ścianie, kotwice, muszle, kamienie, obrazki przedstawiające: ocean, morze, statki a także morskie zwierzęta i rośliny. Ciekawym dodatkiem jest zegar Mora, który można znaleźć w antykwariatach, lub naszym Allegro. Nie wiadomo do końca, dlaczego i jak zadomowił się w tym wnętrzu, ale wiadomo, że do niego pasuje jak ulał i jest pożądany 🙂

Nie można też zapomnieć o lampach z dużymi abażurami, które stoją w wielu miejscach i o wazonach ze świeżymi kwiatami. W holenderskich domach, ciekawym elementem wystroju są żaglówki, które zobaczyć można w wielu oknach i nie tylko. Mam i ja 🙂 Wynalazłam oczywiście w kringloopie ze 3 lata temu i od tamtej pory sterczy na parapecie w salonie. Ale o tym innym razem 😉 Oto kilka przykładów holenderskich wnętrz i tych podpatrzonych w internetach:

Kuchnie w stylu hampton są białe a podłogi zazwyczaj drewniane

A tu kilka przykładów dekoracyjnych znalezionych w internetach:

Niedługo lato! 🙂

ZNALAZŁAM DOBRY PREPARAT DO SPRZĄTANIA

Ocet niespożywczy, który kosztuje ok 50 centów i jest uniwersalnym środkiem do czyszczenia. Wśród różnych Cifów i Ajaxów znalazłam to coś i postanowiłam wypróbować. Ocet nadaje się tylko do czyszczenia różnych powierzchni i urządzeń kuchennych. Doskonały do łazienki, od wanny, przez umywalkę, do muszli sedesowej. Dobry do mycia okien, czy okapu kuchennego. Sama wypróbowałam. Zdjęłam kratkę, nasypałam na nią sody zwykłej, kuchennej, dodałam octu. Po paru sekundach zaczęła wytwarzać się piana. A potem wystarczyło wyszorować. I okap prawie, jak nowy, bez okropnego zapachu spalenizny 🙂

Do zmywarki także się nadaje 🙂 Zamiast specjalnego płynu „pachnącego” Domestosem, użyłam znowu sody i tegoż octu. Do kieszonki na tabletkę, wsypałam sodę, a ocet (niedużo) rozlałam w środku urządzenia. Potem guzik na 60 stopni i zmywarka lśni, czuć odświeżenie 🙂

Inny rodzaj octu, który używam, jest tylko do odkamieniania urządzeń, np czajnika elektrycznego. Ja używam go także do czyszczenia, np wanny i kranów. Sprawdza się równie dobrze, jak ten pierwszy 🙂 Do tej pory widziałam ocet o zwykłym „octowym” zapachu, ale też cytrynowym, czy eukaliptusowym. Znajdziemy go np w supermarkecie Albert Hijn i w sklepie Action. Polecam, bo to tani i dobry sposób na czysty i pachnący dom 🙂

Idealny na wiosenne porządki!

CO ZNAJDZIEMY W KRINGLOOPIE

A w zasadzie, czego nie znajdziemy? Kringloopy to jedna z wizytówek Holandii. Wcześniej słyszałam o wystawkach. I jakiś czas temu jeszcze się zdarzały. Teraz nic o nich nie słychać. Za to słyszałam, że Polacy jeżdżą do „dziadów”… Myślę: co to te dziady do cholery? O starszych ludzi chodzi, czy co? Pytam się. A oni na to, że to te sklepy z używanymi rzeczami 🙂 Potem dowiedziałam się, gdzie te całe „dziady” można spotkać w okolicy, gdzie mieszkam. Okazało się, że w Hellevoetsluis są 2, a po przeprowadzce do nowego mieszkania, „dorobiłam się” jednego zaraz obok domu 🙂 Teraz, kiedy przejeżdżam obok, to zawsze wiem, kiedy jest nowy towar. Wystarczy, że zerknę w okno wystawowe, bo co dostawa, to inna aranżacja 🙂 Więc ja sobie tam zawsze chodzę i zawsze coś upatrzę 🙂 Teraz byłam znowu, bo cierpię na brak doniczek a kwiaty na balkon kupione. No i wynalazłam doniczkę- wannę, w której posadziłam chryzantemy. A te były w markecie na przecenie 🙂

Piękne kolory!

Polacy uwielbiają kringloopy, pewnie dlatego, że u nas, w Polsce takich sklepików brak. Owszem, są pchle targi, ale nie od wtorku do soboty. A kringloopy otwarte są od wtorku. Znaleźć w nich można wiele perełek. Czytałam, że Polacy podjeżdżają wielkimi samochodami, kupują hurtowo i sprzedają w kraju za duże pieniądze. Widziałam i ceny są faktycznie wysokie. A Holendrzy oddają te swoje stare piękne meble, gadżety, dekoracje, itp, bo wolą kupić nowe w Ikei 😉 Zrobiłam kilka zdjęć, na których widać, jaki towar leży na półkach u „dziada”. Chciałam pokazać rzeczy do kuchni i parę dekoracyjnych. Zawsze lubię spojrzeć na kubki, czy talerze. I zawsze mam ochotę na kolejny kubek, chociaż miejsca w szafce już brak :/ A poza tym widać, że są to rzeczy w dobrym stanie, niemal jak nowe 🙂

Talerze, półmiski a nawet całe serwisy poukładane kolorami i wzorami 🙂
Tace i tacki- do wyboru, do koloru 🙂

Przed urlopem w Polsce, zawsze robię składowisko upolowanych rzeczy i potem rozdaję Rodzince. Uważam, że lepiej dać coś oryginalnego, ciekawego, ładnego z takiego sklepu, niż jakieś badziewie, które spotkać można wszędzie 🙂

BIAŁE KUCHNIE W HOLENDERSKICH DOMACH

Biała kuchnia pasuje w sumie do każdego domu. Jasne meble nadają lekkości wnętrzom. Są ładne i funkcjonalne, dają klimat. Ja raczej nie jestem zwolenniczką białych mebli, ale kuchnia w stylu holenderskim akurat mi się podoba 🙂 Jest trochę podobna do tej w stylu skandynawskim, ale cechuje ją wiele bibelotów, drewna, niebieskich akcentów i tych w kolorach ziemi. Kuchnia holenderska, to połączenie nowoczesności z tradycyjnym wnętrzem, a to sprawia, że jest przytulnie 🙂 Poniżej zdjęcia kuchni z większych domów, gdzie jest miejsce i na drewniany stół i na kredens. A kredensy ze szkłem, porcelaną, to w holenderskich domach norma.

Meble kuchenne, płytki i stół w bieli. Blat i kredens w kolorze drzewa. Mnie najbardziej podoba się ten niewielki stoliczek z koszyczkami. Stoi sobie tam w kącie i wygląda 🙂 Nad nim pleciona ozdoba, a na nim kwiaty i lampka. Stół niewielki ze świetnymi krzesłami, mieści się bez problemu. I wystarczy na nim postawić taką drewnianą tacę z kubeczkami w niebieskie (a jakże) wzorki i jest pięknie 🙂

Tutaj znowu stoliczek 🙂 Na nim stoją naczynia emaliowane, na które jest teraz szał i puszki. A te rzeczy Holendrzy uwielbiają, zresztą ja też 🙂 Pod spodem, na podłodze stoją plecione koszyki- także standard u Holendrów. Zamiast kredensu, nad zlewem, wisi oszklona szafka, która eksponuje naczynia. Pod okapem, nad blatem wiszą serca, stoi zając… Holendrzy uwielbiają ozdoby 🙂

Ta kuchnia nie jest ogromna, ale bardzo przytulna. Ponownie widzimy nieduży stół w kolorze drewna, ze świetnymi krzesłami. Na nim stoi skromny wazon z kwiatami (podejrzewam) magnolii. Holendrzy uwielbiają kwiaty w domu i niemal w każdej kuchni zobaczymy wazony ze świeżymi kwiatami 🙂 W oczy rzucają się także plecione koszyki i dwie nieduże lampy wiszące nad zlewem, które dają ciepłe światło.

Tym razem zwróciłam uwagę na płytki na ścianie, które mają granatowe wzorki, 2 talerze wiszące nad oknem z motywem roślinnym, wieszak- świetny!- na kuchenne ściereczki i drewniane blaty. Nad drzwiami znajdziemy półkę na garnki i kawałek ceglanej ściany.

Zrobiło się sielsko 🙂 Na pierwszy ogień idzie stół: okrągły, przykryty obrusem w kratkę, z krzesłami, które tutaj pasują idealnie. W oknie wiszą krótkie, skromne zasłonki, na parapetach kwiaty. Płytki na ścianie we wzorek a meble kuchenne skromne. Nad zlewem dwie małe lampki a nad stołem stylowy żyrandol. No i trzeba wspomnieć o krokwiach pomalowanych na zielono. Pięknie!

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy: kury i koguty 🙂 Widzimy je na ścianie pod stylowym kamiennym okapem i na obrusie na stole. Kuchnia bez szafek na ścianach. Jedynie mała półeczka w kącie. Zamiast tego, duże okna. Jedyne, co akurat mnie się nie podoba, to te „fotele” przy stole. Jak dla mnie za ciężkie :/

Kuchnia spora, bo zmieścił się w niej wielki drewniany stół (z koszmarnymi fotelami). Meble nowoczesne, połączone ze stylowo zabudowanym okapem, na którym stoją bibeloty. W oknie kolorowa zasłonka. Na podłodze dywan. Obok kuchenki gazowej stoi coś, co zauważyłam od razu: kanka na mleko! Świetny gadżet do kuchni. Holendrzy wstawiają do niej kwiaty, lub łychy kuchenne 🙂

Tutaj zbliżenie na kankę: oczywiście obrazek niebieski, prawdopodobnie holenderskich kobiet, lub pary

Co tutaj mamy? Duużo drewna: sufit i piękne grube blaty, cudne płytki na ścianie i podłodze. Kamienny zlew i okap z falbanką. Na okapie różne puszki (uwielbiam!) Szafki małe i skromne. Nad zlewem półeczka z przyprawami a pod nią aniołek. A w tle, pod schodami, znowu widzę koszyki 🙂

Biel, biel i drewno. Ta kuchnia jest mega skromna, jakby złożona z samych rzeczy, których ktoś się pozbył: stół z przetartym blatem, stare krzesła, lichtarz wiszący między oknami… Znowu widzę na parapecie cudeńko: emaliowany dzbanek z łychami 🙂 No i te drewniane beki… 🙂

Dolne szafki zwykłe, proste. Ale te wiszące z szybkami, to już hit! Oprócz tego mnóstwo drewna, co strasznie mi się podoba. Wreszcie nie ma płytek na podłodze 🙂

Kuchnia niewielka, ale przyjemna. Meble nowoczesne. Znajdziemy czerwone akcenty, kota na parapecie i dwa plecione koszyczki, wiszące obok kuchenki. Podłoga drewniana 🙂

Także tutaj kuchnia mała, jakby wyjęta z mieszkania w bloku. Blaty drewniane, koloru wenge. Płytki na ścianie typu metro, czyli popularna cegiełka. Obok okapu, wieszaki z koszyczkami metalowymi na doniczki z ziołami. Szafki z szybkami a pod nimi, na blacie, stoją 3 pojemniki na kawę, herbatę i cukier. Hit!

Warto zajrzeć do czyjejś kuchni i garów 😉

BLOGI, KTÓRE LUBIĘ CZYTAĆ

Bardzo lubię czytać blogi. Zanim zaczęłam pisać swój (a w moim przypadku, to dopiero nieco marny początek), natknęłam się na kilka fantastycznych blogów, gdzie zawsze znajdzie się ciekawy artykuł, zawsze coś mnie zainteresuje. Trzy z moich ulubionych blogów są m.in o modzie. Na szczęście nie tylko, bo ubrania na blogach rzadko mnie interesują.

https://makelifeeasier.pl/ to blog Kasi Tusk 🙂 Jest nie tylko o ubraniach, ale o stylu życia w Trójmieście, zakupach, wnętrzach, urodowych trikach a nawet fajnych przepisach kulinarnych. Warto tam zajrzeć, nawet tylko po to, żeby obejrzeć piękne zdjęcia Bałtyku, czy Sopotu 🙂

https://beauty-fashion-shopping.pl/to blog Pauli Jagodzińskiej. Paula prowadzi bloga razem z mężem. Pokazują swój dom, opisując, jak jest urządzony. Lubię tam czytać o dodatkach we wnętrzach. Oprócz tego mnóstwo relacji z podróży i recenzje przeczytanych książek, co bardzo mi się podoba 🙂

https://fashionable.com.pl/to blog Ani Zając, która także prowadzi go z mężem. Głównie pisze o modzie i urodzie. Oprócz tego znajdziemy relacje z podróży i mnóstwo porad dotyczących wystroju wnętrz i dodatków takich, jak np zastawy stołowej, czy urządzeniu werandy 🙂

Teraz czas na blogi typowo podróżnicze. Lubię czytać szczególnie te o emigracji do innego kraju, gdyż sama także nie mieszkam w Polsce. Bardzo interesuje mnie życie innych na obczyźnie: gdzie dokładnie mieszkają, czym się zajmują, co im się podoba, co ich zaskoczyło 🙂

http://odkrywajacameryke.pl/ to moje ostatnie odkrycie 🙂 Pani Kasia od 5 lat mieszka w Stanach a na swoim blogu opisuje początki za oceanem. Oprócz tego mnóstwo porad dotyczących kupna biletu na samolot, starania o wizę,itp. Bardzo ciekawie czyta się o zwyczajach Amerykanów, ich życiu i licznych niespodziankach po zderzeniu z amerykańską kulturą. Polecam!


https://blogwartzachodu.pl/ to blog podróżniczo- emigracyjny prowadzony przez Marcina. Zwiedza Holandię i Niemcy, a także inne zakątki Europy. Niedawno polecał niemiecki Aachen, który też chcieliśmy odwiedzić. Dlatego z przyjemnością przeczytałam wpis o tym mieście i jeżeli wreszcie będzie to możliwe- to jedziemy 🙂

https://www.busemprzezswiat.pl/– moi ulubieńcy 🙂 Lubię czytać ich podróżnicze relacje i opowieści, oglądać piękne zdjęcia 🙂 No i oczywiście czytać książki- posiadam 3.

https://www.primocappuccino.pl/– wszystko o Italii: o włoskim życiu, języku, miejscach. Wszystko to, o czym nie wspominają przewodniki 🙂

Oprócz powyższych blogów, lubię też zajrzeć na:

*https://www.podrozepokulturze.pl/

*https://filmowepodroze.pl/

*https://zaleznawpodrozy.pl/

A teraz blog wnętrzarski, ale nie byle jaki, bo inspirowany filmami z Hollywood 🙂 Strona o aranżacji wnętrz i stylu życia, głównie z kina. Można podpatrzeć, jak wyglądają domy i mieszkania bohaterów znanych filmów i seriali 🙂 Zapraszam do https://learningfromhollywood.pl/

I blog dotyczący tylko roślin 🙂 Zaczęłam hodować różne liściaste kwiaty, więc potrzebowałam porad, jak o nie dbać. Na tym blogu znajdziemy wszystko. Polecam! http://leafmealone.pl/

Oprócz książek, warto też czytać blogi 🙂

ŁOWICKI WZÓR

Łowicz, to miasto położone nad rzeką Bzurą, słynące z kultury lokalnej. Jej unikatowym elementem jest gwara łowicka oraz folklor, który znany jest nie tylko w kraju, ale też poza jego granicami 🙂 Łowicki folklor obejmuje m.in niepowtarzalne ręczne wycinanki. Stanowi inspirację dla sztuki użytkowej i wielu designerskich projektów. Znakomicie wpisuje się w bieżące trendy.

Ja od razu zakochałam się w tym wzorze. W internecie znajdziemy wiele sklepów oferujących gadżety z łowickim motywem 🙂 Kiedyś, w Sopocie zostawiłam swoje etui z okularami. Potrzebowałam nowego i przypadkiem natrafiłam na sklep oferujący różne rzeczy z kolorowym wzorem. Zaczęło się od etui, a zakończyło na filiżance i kubku. Zbieram kubki, ale teraz dołączyły filiżanki 🙂 Kupiłam te rzeczy w sklepie folkstar.pl. Wysyłają za granicę 🙂 Paczka do mnie dotarła po niecałych 2óch tygodniach. Oprócz wzoru łowickiego, znajdziemy nawet opolski i motyw bałtycki 🙂

Kubek termiczny
Wszystko zapakowane w piękne pudełeczka 🙂

Trzeba się kiedyś wybrać do Łowicza 🙂

BIBLIOTECZKI I REGAŁY Z KSIĄŻKAMI HOLENDRÓW

Polska ma na koncie 4 literackie Noble, Holandia- 0. Mimo to, Holendrzy czytają częściej i więcej. A już na pewno kupują mnóstwo książek, czego dowodem są ich nierzadko duże biblioteczki, regały i półki wypchane książkami. Najczęściej znajdują się one w salonach w towarzystwie foteli i lamp, aby umilić czytanie 🙂 Oprócz książek, na półkach stoją różne bibeloty, zdjęcia. Regały książkowe dodają charakteru holenderskim wnętrzom i znajdują się niemal w każdym domu. Moja „biblioteczka” jest jeszcze skromna z racji małych gabarytów mieszkania, ale w przyszłości, planuję jedną ścianę przeznaczyć na regały 🙂 Dlatego chętnie podpatruję, jakież to rodzaje półek i foteli upodobali sobie Holendrzy. Poza tym, warto przyjrzeć się meblom i dodatkom wokoło biblioteczki, bo i tam można wyhaczyć ciekawe połączenia. Oto garść inspiracji 🙂

Oranżeria przekształcona w biblioteczkę. Przy regałach fotel, lampy i komody. Do tego wielki stół 🙂 Miejsce i do pracy i do spożywania obiadów. Wszystko ze sobą ładnie się łączy.
Tutaj olbrzymi salon z kominkiem. A w salonie jadalnia+ biblioteczka. Na podłodze płytki, do tego mnóstwo drewna. Niebieski kolor kanapy i żyrandola to taka wisienka na torcie 🙂
Tu już nowocześniej. Kominek z lustrem i wazonem glamour, białe proste regały i kanapa+ czarny dywan i biurowe fotele.
Znowu biel, tym razem wszędzie. Najbardziej urzekł mnie parapet, pod którym wbudowane są półki, a na nich piękny wazon z pięknymi kwiatami. Żadna przestrzeń się nie zmarnuje 🙂
Tutaj kącik czytelniczy: zwykłe półki z książkami, na przeciwko kominek. Na kominku niebieski akcent a na podłodze 2 poduchy. Można i tak 🙂
Regał w stylu kolonialnym w jasnych wnętrzach. Obok stolik z lampą i wygodny fotel a la uszak w całkiem odmiennym kolorze.
Kolejny regał kolonialny i kolejny fotel wybijający się kolorem 🙂
Biblioteczka w salonie, oszklona, pełna książek i bibelotów. Obok nowoczesna lampa i puf.
Jadalnia połączona z książkami 🙂 Stół mały i okrągły- nie zabiera dużo miejsca. Obok oczywiście znowu lampa (ja mówię na nią „trójnóg” i jest na mojej liście must have.
Nowoczesny prosty regał z nowoczesną lampą. Na podłodze dywan w szarościach, a na nim kanapa też w tym kolorze. I ten fotel!!!
Ciężkie regały kolonialne z drabinkami- typowo biblioteczny styl. Fotele nie mój klimat, ale „zrobiły robotę” 🙂
Kolejny kącik czytelniczy: po prawej stronie proste półki, po lewej ciężkie, zdobione z szufladami. Na środku skórzany fotel i mały stolik, a pod oknem, metalowy stojak na gazety 🙂

Tutaj zupełnie odmiennie, bo za drzwiami widzimy sypialnię w stylu rustykalnym, a biblioteczka znajduje się w a la garderobie, o czym świadczy wbudowana szafa z drzwiczkami „shutterami”. Jestem na tak 🙂

Miłego czytania! 🙂

EFTELING- NAJWIĘKSZY I NAJSTARSZY PARK ROZRYWKI W HOLANDII

Czytałam ostatnio, że Holendrom podczas epidemii, najbardziej brakuje zabawy w parkach rozrywki. Wszystkie są zamknięte, a Efteling zawsze jest oblegany. Nam udało się go odwiedzić 2 lata temu i każdy, kto jest w Holandii, powinien chociaż raz tam pojechać 🙂

Efteling otwarto w 1952r (3 lata później dopiero, powstał amerykański Disneyland) i nazywał się Het Sprookjesbos, czyli „Baśniowy Las”. Od tamtej pory szybko się rozwija i konkuruje z paryskim Disneylandem. Efteling w 1972r zdobył nagrodę najlepszego parku rozrywki w Europie. Na cały kompleks Efteling składa się: park rozrywki, 4-gwiazdkowy Efteling Hotel, Bosrijk- wioska wakacyjna z basenem, pole golfowe. Do popularnych rozrywek dla dużych, należą: Python, Pegasus, Vliegende Hollander(Latający Holender), Pirania River i Baron 1898 i „Joris en de Draak”(drewniany rollercoaster Św Jerzy i Smok. Oprócz ekstremalnych „karuzel”, znajdziemy też bajkowy las dla dzieci „Het Sproojebos” z postaciami z bajek, Fatamorganę. Oprócz tego liczne sklepiki i restauracje. Jeden dzień, to za mało, żeby zobaczyć wszystko. Park jest ogromny, piękny i niemiłosiernie zatłoczony. Najlepiej jechać tam w tygodniu. Latem w ciepłe dni, kolejki kilometrowe. Warto zostać do wieczora, bo wtedy obejrzymy piękny pokaz w rytm muzyki podświetlanych na kolorowo fontann. My zostaliśmy tam niemal do 22:00 i załapaliśmy się nawet na pokaz tańca brzucha 🙂 Bilet wstępu do tanich nie należy- koszt ok 40euro, w zależności od pory roku. Latem najdrożej. W cenie biletu jest wstęp na wszystkie atrakcje i to po kilka razy 🙂 Za parking zapłaciliśmy 10 euro.

Podsumowując: trzeba tam pojechać i zobaczyć te wszystkie fantastyczne rzeczy na własne oczy!

Joris en de Draak
Latający Holender- mój ulubiony 🙂
Pirania- suchym się nie wychodzi 🙂 Nie wiem, jakim cudem udało mi się zrobić zdjęcie…
Python
Baron
Po lewej- koło widokowe
Widok z koła

MARKA „CIEN” Z LIDLA

Epidemia wszędzie, ale do sklepu trzeba się czasem wybrać po produkty, które są akurat potrzebne. W tej chwili omijam drogerie, zakupy najczęściej robię w Lidlu, gdzie jest spory wybór np kosmetyków. A że skończył mi się szampon i żel do mycia twarzy, więc pognałam na dział i złapałam parę dodatkowych rzeczy na zapas. Wcześniej rzadko sięgałam po kosmetyczne produkty z Lidla, ale teraz postanowiłam się w nie zaopatrzyć, aby uniknąć biegania po innych sklepach.

Szampon do włosów farbowanych „Colour Brilliance”- farbuję włosy, więc takich szamponów nigdy dosyć. Ta czerwona butla skrywa pięknie pachnący szampon i nie trzeba dużo do zrobienia piany i umycia włosów.

Szampon „Fruit & Vitamin”- do codziennego mycia włosów normalnych. Zapach przypomina gumę Turbo 😉 a to zapach owocowy, prawdopodobnie brzoskwiniowy. Dobrze odświeża i czyści włosy.

Odżywka do włosów „Oil care”- ze spłukiwaniem i olejkiem macadamia. Pięknie pachnie i dobrze odżywia. Zalecane jest trzymanie jej na włosach ok 3min. Ja zawsze trzymam ok 10min. Nakładam tylko na końcówki, bo te zawsze mam suche. Po spłukaniu, włosy ładnie pachną i są dobrze odżywione i nawilżone 🙂

Żel do mycia twarzy „Hydro effect”- z kwasem hialuronowym, delikatnie i dokładnie oczyszcza skórę. Dobrze się pieni. Używając pierwszy raz, zastanawiałam się, co przypomina mi zapach kosmetyku… I już wiem! Kojarzycie zapach w pociągowym wc? Właśnie ten zapach żelu skojarzył mi się ze środkiem czyszczącym 😀 Zastanawiałam się, czy to dobry pomysł, myć buzię takim zapachem, ale ze skórą nic złego się nie dzieje, a do zapachu się przyzwyczaiłam he he 🙂 Najważniejsze, że działa!

Płyn micelarny „Micellar water fresh”- do skóry mieszanej i normalnej. Z wodą z kwiatów chabru i gliceryną, bezalkoholowy. Najpierw „tapetę” zmywam płynem 2-fazowym a teraz także i tym płynem. Skóra jest skutecznie odświeżona i oczyszczona.

Do tego dobrałam jeszcze zmywacz do paznokci- duża wydajna butelczyna i 2 rzeczy dla dzieci marki „Lupilu”: chusteczki nawilżające, które przydają się np do czyszczenia syfu po moich papugach 🙂 i krem „Baby nappy cream”, który jest dobry do nakładania na noc na dłonie 🙂 Warty kupna jest także zapach do wc kwiatowy marki W5 „Floral fantasy” 🙂

Mydło w płynie migdałowe- wiadomo, mydło ważna rzecz! Tak było, JEST i powinno być. W toalecie zawsze na umywalce stoi butelka mydła. Do tej pory kupowałam te z Actiona. A teraz skusiłam się na lidlowskie o zapachu migdałowym. I to był strzał w 10! Bardzo dobrze się pieni, oczyszcza a dłonie cudnie pachną migdałami 🙂 Od tej pory, tylko to mydło! Polecam!

Spokojnej kwarantanny i dużo mydła! 🙂