MIEJSCE NA GRILLOWANIE

Holendrzy uwielbiają barbecue. Na ich podwórkach- i tych małych i większych- znajdzie się zawsze kącik, w którym stoi grill elektryczny lub węglowy. Gdy tylko nadejdą ciepłe i słoneczne dni, niemal w każdy dzień tygodnia poczuć można zapach pieczonych kiełbasek i mięcha. W Polsce grilluje się zazwyczaj w weekendy i robi się z tego imprezę. Pojawia się alkohol i sporo znajomych. Tutaj robienie grilla traktuje się jak coś powszedniego- taki obiad na świeżym powietrzu. Sami domownicy, w weekend piwo Heineken 🙂

Ale zanim zasiądzie się do obiadu-bbq, trzeba miejscówkę przygotować 🙂 Holendrzy wyciągają swoje grille (stoją całe lato), zestawy ogrodowe, nierzadko z parasolem i robią klimat na podwórku. A podwórko takie, to nie tylko trawa i parę kwiatków. Zestawy ogrodowe, czyli krzesła,leżaki, stoły, fotele i kanapy, stoją na specjalnie zrobionych drewnianych podestach, lub płytach. Bardzo często są zadaszone, zrobione na wzór tarasów. Dookoła rozstawiane są liczne lampki, świece. Na płotach i murach dojrzymy dekoracje typu obrazki, figurki buddy, sztuczne motyle, doniczki z kwiatami. Mało tego, wielu ludzi posiada półeczki zrobione z drewnianych skrzynek, a na nich poustawiane są różne bibeloty. I w takich, stworzonych przez siebie klimatycznych kącikach, siedzą, jedzą i rozmawiają. Poniżej parę zdjęć, na których widać jak wyglądają podwórka latem 🙂

CO WARTO PRZYWIEŹĆ Z HOLANDII

Będąc w kraju tulipanów, wiatraków i rowerów, trzeba koniecznie rozejrzeć się za pamiątkami. A tych znajdziemy mnóstwo. W każdym mieście są sklepiki z różnymi gadżetami w typowo holenderskie wzory. Dla każdego coś fajnego 🙂 Kupimy dla siebie, jak i sprawimy prezent dla kogoś bliskiego. Poniżej kilka propozycji 🙂

Parasolka w tulipany i wiatraki z napisem Holland. Bardzo kolorowa, do tego posiada rączkę w kształcie tulipana. Nie jest może zrobiona z super materiału, ale do zdjęć i małego deszczu pasuje jak ulał 🙂

Magnesy i widokówki. Magnesy kupuję zawsze i z każdego miejsca, które odwiedzam. Uwielbiam je i powiększam moją jeszcze małą kolekcję. Widokówki kiedyś zbierało wiele osób, a jeszcze więcej wysyłało. Ja ostatnio kilka przypięłam do małej tablicy w kształcie liścia monstery. Kupiłam je, bo są na nich naprawdę piękne widoki. Więc jeśli ktoś lubi, to magnes i widokówka są super pamiątką.

Stroopwafels, czyli słynne holenderskie ciastka z karmelem. Z tym, że nie te kupione w markecie zapakowane w folię. Proponuję poszukać takich w ozdobnej puszce, jak np na zdjęciu wyżej. Puszka w kolorze pomarańczowym, czyli w kolorze Holandii. Do tego ta piękna grafika: rowery, saboty, wiatraki, krowa…

Kubeczek vintage- uwielbiam kubki a ten z czerwony z napisem tulips from Holland jest uroczy. W sam raz do kawy. W sklepach są także inne kolory.

Świeca- tą kupiłam akurat podczas ostatniej wizyty w Utrechcie. Poszłam po magnes i wyszłam też ze świecą. Przedstawia oczywiście wieżę Domotoren. Znaleźć je można w różnych rozmiarach i kolorach.

Skarpety i saboty– jak widać wszystkie w fantastycznych kolorach. Ja za skarpetami akurat nie jestem, ale saboty, czyli słynne drewniane buty są ok 🙂 Z tym, że te tutaj nie są z drewna a z pluszowego materiału. Takie typowe bambosze do chodzenia po domu. No i te holenderskie symbole… 🙂

Tulipany- wiadomo, cebulki kwiatowe znajdziemy niemal wszędzie i to trzeba nabyć. Przecież z tego słynie Holandia. Trzeba tylko dokładnie obejrzeć, czy są dobrej jakości, zdrowe i czy nie czuć pleśni. Fajne są także sztuczne tulipany. Ale nie plastikowe! Proponuję te drewniane 🙂

Sery- wiadomo, Holandia słynie z serów i to nie byle jakich. Wiele rodzajów znajdziemy w marketach. Ale to nie to samo, co ser kupiony w Goudzie, czy Edam. W tych miastach organizowane są prawdziwe targi serowe, gdzie można podziwiać i kupić wielkie okrągłe sery. Oprócz tego, trafić można na jarmarki (ten na zdjęciu powyżej był w Goudzie), gdzie kupimy lokalny przysmak. Z braku laku, w większych centrach handlowych, spotkać można serowe sklepy, gdzie zaopatrzymy się w żółte trójkąty 🙂

Będąc w większym mieście typu Rotterdam, Amsterdam czy Utrecht, warto zajrzeć do kringloopa 🙂 A tych jest mnóstwo. W Utrechcie natknęlismy się na 2 w centrum. A dokładnie, po dwóch stronach Starego Kanału. Oczywiście weszliśmy. Myślałam, że ceny będą dosyć wysokie, a tu niespodzianka 🙂 Fakt, sklep mały, ale za to bardzo tani. Jeżeli szukacie fajnych, ciekawych rzeczy, to trzeba koniecznie zajrzeć do sklepu z używańcami 🙂

UTRECHT- MIASTO, KTÓRE TRZEBA ZOBACZYĆ

To była nasza trzecia wizyta w tym mieście. Będzie jeszcze kolejna, bo wszystkiego nie zdołaliśmy zobaczyć. Tym razem udało się pojechać w miesiącu letnim. Pogoda dopisała i poszliśmy się powłóczyć po mieście. Teraz, gdy jest ciepło, pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to to, że Utrecht tonie w zieleni 🙂 Oprócz dużych skupisk drzew, można iść do parku przez który płynie oczywiście kanał, usiąść na zielonej trawie i po prostu posiedzieć. Zresztą widziałam ludzi, którzy siedzą tam, leżą albo ćwiczą. Albo pływają łódkami po kanałach.

Głównym celem naszego ostatniego przyjazdu do Utrechtu, było zwiedzenie Muzeum Kolejnictwa. Zostawiliśmy auto na parkingu muzeum i poszliśmy pieszo pod katedrę. Droga prosta, jak „mordę strzelił”. Prosta, w sensie tym, że się nie można zgubić 🙂 Ale za to można spacerkiem przejść się uroczymi uliczkami. Wszystko, co chcieliśmy zobaczyć, znajduje się w jednej kupie i nie da rady zabłądzić. Mimo, że to była sobota, centrum miasta było spokojne i ciche. Jedynie nad kanałem Oudegracht (Starym Kanałem) było dużo ludzi, którzy siedzieli w kawiarnianych ogródkach. W Utrechcie jest wiele kanałów, ale ten jest zdecydowanie naj 🙂 A wykopany został podobno w XI wieku. Architektura miasta powala. Zdjęcia zdecydowanie nie oddają całego uroku. Te budynki trzeba zobaczyć na własne oczy!

Kaczki w ogóle się nie bały. Przyzwyczajone do turystów. Staraliśmy się mimo to, przejść możliwie jak najdalej od nich. Powiedziałam nawet do nich grzecznie: „Przepraszam kaczki, że przeszkadzamy, ale musimy przejść” 😀 Nie wiem, czy zrozumiały, bo to jakby nie patrzeć, holenderskie ptaki, ale odpowiedziały: „Kwa, kwa, kwa” 😀 Na zdjęciu niżej znajduje się chyba najwęższa uliczka w Utrechcie! No chyba, że jeszcze gdzieś jakieś takie są… Po obu stronach budynków, znajdują się okna i sąsiad sąsiadowi może elegancko zajrzeć do chałupy!

Dotarliśmy po ok 10 minutach pod Katedrę Świętego Marcina. To druga nasza wizyta tam. Pierwszy raz byliśmy w zeszłym roku. Pojechaliśmy na LegoWorld i stwierdziliśmy, że zobaczymy też katedrę. Budynek robi oszałamiające wrażenie. Nawiązuje stylem do gotyku francuskiego. Jego budowa rozpoczęła się w 1254 roku i trwała do XVI wieku. W 1572 r w wyniku nadchodzącej fali reformacji dokonano wielu wandalizmów i duża liczba ornamentów wewnętrznych i zewnętrznych została zniszczona. Z ogromnej katedry zachowała się tylko część wschodnia, w pobliżu wieży Domotoren. W 1674 r w czasie burzy zawaliła się nieukończona nawa, dlatego dziś wieża stoi kilkadziesiąt metrów od reszty katedry. Wieża ma 112m i podobno jest to najwyższa kościelna dzwonnica Holandii. Na wieżę do tej pory nie weszliśmy z braku czasu. W tej chwili wokoło wieży rozstawione są rusztowania, ale wejść na nią można. Tylko z przewodnikiem! Wcześniej trzeba zrobić rezerwację, gdyż ustalone są godziny wejścia, np 13:30. Na przeciwko znajduje się informacja turystyczna. Informację na ten temat można znaleźć też w internecie. Jeżeli chodzi o katedrę, to niestety była zamknięta dla zwiedzających (wirus:/ ). Udało nam się zobaczyć dziedziniec z ogrodem w zeszlym roku. Katedrę można zwiedzać za darmo.

Zdjęcie z zeszlego roku

I ciekawostka z Utrechtu 🙂 Jak już wcześniej wspomniałam, miasto jest zielone. Dodatkowo, na dachach przystanków autobusowych, zasadzono miododajne rośliny specjalnie dla pszczółek 🙂

Zdjęcie zrobione z auta, ale po lewej stronie widać przystanek z porośniętym dachem 🙂

KAPSALON, CZYLI HOLENDERSKI FAST FOOD

Kiedyś ktoś rzucił hasło: idziemy na kebaba. Ja za tymi tureckimi kebabami nie przepadam, ale poszłam i wtedy zamówiłam i zjadłam pierwszy raz kapsalona. W ogóle to myślałam, że to turecki wynalazek, z baranim mięsem 🙂 Potem okazało się, że to holenderski fast food i z kurczakiem. Piersi kurze piekły się na ruszcie, takim jaki mają typowe bary kebabowe.

Co to dokładnie jest kapsalon? Wikipedia podaje, że to danie typu fast food, na które składają się frytki przykryte szoarma i warstwą sera gouda. Jest to zapiekane do momentu roztopienia sera a następnie pokryte warstwą sałatki. Najczęściej podawane z sosem czosnkowym lub innym ostrym sosem.

Składniki, które znajdują się w tym kapsalonie, który my lubimy i kupujemy, to frytki ( niekarbowane), na to położone są ścięte piersi kurze i ser. Nie sądzę żeby to była gouda. To raczej wielkie plastry najzwyklejszego sera z marketu. Jest to zapiekane, następnie polewane sosami: białym- na pewno nie jest on czosnkowy. Powiedziałabym, że ma smak śmietanowy, z ziołami. Drugi- czerwony sambal, bardzo ostry. Zawsze biorę tylko ten biały, który uwielbiam 🙂 Ostry nie jest dla mnie. Na to położona jest surówka: sałata lodowa z piórkami czerwonej cebuli i plastry zielonego ogórka. I to danie jest naprawdę pyszne!

Nazwa kapsalon w języku niderlandzkim oznacza dosłownie salon fryzjerski. Danie zostało wymyślone ( dopiero!) w 2003r przez Nathaniela Gomesa, fryzjera z Rotterdamu 🙂 Gomes we współpracy z położoną niedaleko jego salonu restauracją serwująca szoarme, połączył wszystkie swoje ulubione składniki w jedną potrawę. Od tego czasu kapsalon rozprzestrzenil sie w Holandii i Belgii.

Będąc w Holandii, trzeba spróbować tego pysznego wynalazku 🙂

KUCHNIA W KOLORZE

Większość ludzi jest przyzwyczajona do kuchennych mebli w kolorze białym, beżowym lub jasnoszarym, który jest teraz akurat bardzo modny. Można stwierdzić, że do takich kolorów pasuje wiele różnych dodatków i nic się z niczym „nie kłóci”. Holendrzy najwidoczniej mają inne zdanie, bo nie boją się kolorów w kuchni, często nasyconych. Do tego stawiają na wiele różnorodnych dodatków, o których pisałam w poście dotyczących białych kuchni. Im nie przeszkadzają „tony” desek do krojenia- drewnianych rzecz jasna, plecionych koszyczków, dzbanków, czy lamp 🙂

Żeby nie było, w holenderskich domach także spotkamy meble kuchenne w szarościach: od jasnej barwy do ciemnej. Holendrzy, jeżeli chodzi o wnętrza, znają się na rzeczy i wiedzą co jest na topie. Ich kuchnie często wyglądają, jak żywcem wyjęte z katalogów 🙂

Olbrzymia kuchnia z „kącikiem do wypicia herbatki”- tak bym to nazwała 🙂 Pod oknem widzimy mały stolik z fotelem i krzesłem, na ścianie obrazy. Dodatkowo 2 piękne kredensy z porcelaną. Obok większego kredensu stoi malutki stoliczek, na którym postawiono bibeloty, a nad nim wisi obrazek i olbrzymia chochla. Kuchnia gazowa wielkich rozmiarów, stylizowana na starodawny piec. Całość dopełnia duży drewniany stół z pięknymi krzesłami. Kuchnia z klimatem!

Kolejna szarość, ale ciut ciemniejsza od poprzedniej. Kuchnia dla odmiany malutka. To, co mi osobiście się w niej podoba, to te oszklone szafki po prawej, w których można wyeksponować kubki, filiżanki, czy inne szkło. Do tego z boku, po lewej stronie, stoi mała półka na kółkach na różne kuchenne produkty. Na ścianie przy okapie, widzimy dwie malutkie drewniane półeczki w kolorze białym, na których stoją przyprawy.

A tu już kolor mocno szary. Kuchnia matowa, nowoczesna, połączona z drewnem. Efekt? Mega! Na podłodze drewno, na suficie krokwie, półki na ścianie niezabudowane- wyglądają tak, jakby ktoś po prostu przykręcił do ściany dechy 🙂 Wszystko wyeksponowane, ale jest zachowany porządek. Nad zlewem widzimy różne ozdobne słoje, w których przechowywane są produkty. Nie zabrakło oczywiście ozdobnych akcentów, jak np trzy aniołki na ścianie obok zlewu, zioła, czy ozdobna drewniana taca po drugiej stronie kuchni. Mnie podoba się także drewniane okno 🙂

Kuchnia w brązach, ale jasnych. Duuuużo drewna i dodatków 🙂 Chodniki na drewnianej podłodze z naturalnych włókien- piękne! Duży drewniany stół z czterema krzesłami i ławką 🙂 Nad oknami ubranymi w krótkie firanki i (ja to nazywam) płotki- półeczki pełne kuchennych dzbanków. Po lewej stronie, przytwierdzony do ściany napis BBQ. Oprócz tego regał w kącie pełen bibelotów. Po drugiej stronie mini kwietnik na ścianie i wiklinowy fotel w kącie. Wiejski klimat, jak się patrzy 🙂

Brąz różnego odcienia i drewno w całej kuchni 🙂 Szafki ciemnobrązowe. Dywanik na podłodze i płytki w kolorach kawy z mlekiem. Moją uwagę zwróciła półeczka z kubkami 🙂 Oprócz tego, mnóstwo obrazków na ścianie, a na okapie urocza kanka na mleko i dwa kubki z motywem krowim. Czajnik także a la krowa 🙂 Po dokładniejszym przyjrzeniu się kubkom, zauważyłam na nich krowy, owce czy kury. W tej kuchni króluje zwierzyna wiejska 🙂

Kolejna kuchnia w wiejskim stylu, ale na niebiesko. Albo miętowo… Jak kto woli 🙂 Drewniana podłoga + krokwie na suficie. Zlew i okap w stylu rustykalnym. Przy oknie, po lewej stronie- półka z wiszącymi chochlami, do tego kawałek ceglanej ściany a na podłodze aluminiowy baniak. Po prawej stronie, na parapecie waga kuchenna a obok okna, kamionka. W Polsce kisimy w niej ogórki, a tu służy do przechowywania łych kuchennych 🙂

Ściany i sufit drewniane, ale meble już w kolorze błękitu, albo lawendy… Ciężko mi to stwierdzić, bo aż tak mocna w barwach nie jestem. Jak widać, nie tylko faceci mają z tym problem 😉 Brak oszklonych szafek. Wszystko zabudowane i mało wyeksponowanych bibelotów kuchennych. Mimo to, dzięki drewnie i stołowi na środku, kuchnia sprawia wrażenie przytulnej.

Kolor niebieski po całości 🙂 Widać, że jest to kuchnia połączona z salonem. Ramy okienne i zasłonki mają kolor frontów. Górnych szafek brak. Powiedziałabym, że kuchnia zrobiona na wzór baru w knajpie, ale klimat jest. Robią go płytki na podłodze (tylko takie mi się podobają) + drewniany stół wiklinowe krzesła + piękny sufit 🙂

A to już kuchnia z typowego loftu w wielkim mieście typu Amsterdam. Prosta, nowoczesna, bez zbędnych ozdób. Kolor szafek i części ściany- ciemnoniebieski, podchodzący pod granat. Nad zlewem półka ze szkłem i dwiema figurkami. Oprócz tego, na zewnątrz widzimy tylko stojak na noże a po drugiej stronie drewniane tacki i deski. Jest to typ kuchni, w której rzadko się gotuje. Ona ma po prostu wyglądać 🙂

Do następnego!

CO WYNALAZŁAM W KRINGLOOPIE

Poszłam znowu do „dziada”, bo stwierdziłam, że skuszę się na figurki sów, które widziałam poprzednim razem. Nie kupiłam ich wtedy, bo stwierdziłam, że nie mam miejsca na takie klamoty 😉 Ale widziałam je na moim regale z książkami. Idealnie by tam pasowały. No i były- 3 sztuki. I mam je już na półce 🙂


Oprócz tego, wygrzebałam torebkę z Zary za 3 euro. W bardzo dobrym stanie, niezniszczona. Nie orientuję się po ile są torebki z tej sieciówki, ale za takie pieniądze warto ją było kupić.

Do tego dorzuciłam bransoletkę skrzydła. Piękna, czarna 🙂

3 kuchenne gadżety: ozdobna butelka z przyprawami i ziołami zalanymi oliwą. Ozdoba na okap jak znalazł. Lubię kawę, więc mała drewniana tacka z obrazkami kawowymi też pasuje mi na okap. Staram się jak najmniej przynosić do domu plastiku, dlatego tacki wybieram drewniane. Potrzebowałam też pojemnika na mąkę ziemniaczaną a lubię ozdobne kuchenne słoiki, więc ten pojemnik z drewnianym wiekiem jest idealny

No i oczywiście przyniosłam też pleciony koszyk- doniczkę. Kwiatków nigdy nie za mało, a te koszyki są super, więc na pewno się przydadzą. Tym bardziej, że non stop jakieś rośliny dosadzam na balkon. Dorobiłam się nawet pszczółek 🙂

Oprócz ładnych rzeczy, często rzucają mi się w oczy „koszmarki”. Tak było i tym razem 🙂 Są to rzeczy żywcem wyjęte z horroru. Nie wiem, czy ktoś chciałby mieć to w domu, ale ja na pewno nie. Są to starodawne wózeczki, chyba dla lalek. No i rzecz jasna: lalki. Też starodawne i takimi się kiedyś dzieci bawiły. Brrrr…

4 BABSKIE KOMEDIE

Obejrzałam ostatnio cztery komedie, które mogę polecić, gdyż można się pośmiać 🙂 Przyjemnie się ogląda i sądzę, że za jakiś czas znowu do nich wrócę.

1.”Pożyczony narzeczony”

Amerykańska komedia romantyczna na podstawie książki Emily Giffin „Coś pożyczonego”. Jedną z głównych ról gra Kate Hudson. Prawdziwym uczuciem zapałała do siebie dwójka przyjaciół: Rachel i Dexter. Problem w tym, że Dexter ma poślubić najlepszą przyjaciółkę Rachel- Darcy. Jest to opowieść o trójkącie miłosnym i wystawionej na próbę przyjaźni dwóch znających się od dzieciństwa kobiet.

2.”Ślubne wojny”

Kolejny film z Kate Hudson w roli głównej. I kolejny o przyjaźni damsko- damskiej. Liv i Emma są najlepszymi przyjaciółkami. Od dziecka wyobrażały sobie swoje śluby i obie marzyły o weselu w nowojorskim hotelu Plaza. Teraz marzenie ma się spełnić, bo wychodzą za mąż. Niestety popełniono błąd i daty obu ślubów wyznaczono na ten sam dzień… Jest to prawdziwa próba przyjaźni.

3.”Moja dziewczyna wychodzi za mąż”

Super komedia, tym razem o przyjaźni damsko- męskiej 🙂 Tom traktuje kobiety przedmiotowo. Wyjątkiem jest długoletnia przyjaźń z Hanną. Gdy kobieta wyjeżdża służbowo do Szkocji, Tom uświadamia sobie, jak bardzo mu jej brakuje… Fajna historia z pięknymi krajobrazami Szkocji.

4.”Sposób na teściową”

Komedia w gwiazdorskiej obsadzie: Jennifer Lopez i Jane Fonda. Po latach poszukiwań, Charlie poznaje wreszcie faceta swoich marzeń- Kevina Fieldsa. Niestety jego matka, gwiazda tv- Viola, to kobieta żywcem przeniesiona z najbardziej koszmarnych snów. Będzie próbowała odstraszyć narzeczoną syna i zmieni się w najgorszą teściową na świecie… Ubaw gwarantowany 🙂

HORTUS BOTANICUS, CZYLI OGRÓD BOTANICZNY W LEJDZIE

2 lata temu postanowiliśmy pojechać do Lejdy, do Ogrodu Botanicznego. Dowiedziałam się, że można tam zobaczyć Wiktorię Królewską 🙂 Jest to olbrzymia lilia wodna z dorzecza Amazonki. Przez Indian nazywana „talerzami wodnymi”. To był mój numer jeden do zobaczenia w tym ogrodzie. A przy okazji podziwialiśmy mnóstwo innych ciekawych roślin.

Na wstępie w kasie biletowej, dostaliśmy mapkę z planem ogrodu, a w cenie biletu było także wejście do niewielkiego obserwatorium astronomiczne 🙂 Polecam i tam zajrzeć.

Hortus Botanicus Leiden jest najstarszym zachowanym ogrodem botanicznym w Holandii. Został założony w 1590r. Ogród współpracuje z wieloma organizacjami, np muzeami, uniwersytetami czy stowarzyszeniami entuzjastów roślin. W 1575r w Lejdzie został założony uniwersytet a jego administratorzy zwrócili się do rady miasta o udostępnienie niezabudowanej części za budynkiem uniwersytetu, aby stworzyć ogród z roślinami. Studenci medycyny mieli tam badać rośliny lecznicze. Ogród został obsadzony pierwszymi roślinami w 1594r- posadzono 251 nasion różnych gatunków z Krety. Pojawiły się tam również tulipany, tytoń, kukurydza, czy… ziemniaki.

Hortus Botanicus dzieli się na kilka części:

Ogród Frontowy- jest najstarszą częścią tuż przy wejściu. Rośnie tam najstarsza roślina w ogrodzie, czyli tulipanowiec. Oprócz tego, złoty deszcz, czyli forsycja. Wszystkie rośliny, altany i ogrodzenia pozostały na miejscu, niezmienione, wg planu z początków założenia ogrodu

Ogród Zimowy- jest najmłodszą częścią ogrodu i mieści się w szklarni. Został wybudowany w 2000r. Mieszczą się w nim np sukulenty- żywe kamienie, paprocie i rośliny mięsożerne: rosiczki, dzbaneczniki, trąbki 🙂 Mieści się tam też sklep i kawiarnia.

Ogród Japoński- założony w 1990r. na pamiątkę dla Filipa Franza von Siebolda, który zbierał rośliny w Japonii i kazał je przetransportować właśnie do ogrodu. Rosną tam rośliny z Azji.

Ogród Tropikalny- to ten z Wiktorią Królewską 🙂 Jest podobno zasiewana każdego roku i pierwszy raz zakwitła 8 lipca 1872r. Oprócz tego znajdziemy tam olbrzymie paprocie i tropikalne orchidee.

Obok kompleksu szklarni rośnie drzewo lotosu i orzech japoński, czyli Gingko Biloba. Oprócz tego różnego rodzaju bambusy 🙂 Wszystkie rośliny mają tabliczki z nazwami. Jest tam zielono, cicho i przyjemnie, mimo, że ogród mieści się z zasadzie w centrum Lejdy. Samego miasta nie zwiedzaliśmy, bo brakło nam czasu niestety. Mimo to, polecam ten ogród zobaczyć. W tej chwili jest jeszcze zamknięty, z wiadomych przyczyn :/

I ta piękna monstera 🙂
W Obserwatorium 🙂

Miejsce dla miłośników roślin i kosmosu 🙂

8 RZECZY, KTÓRE LUBIĘ W HOLANDII

Minęło 7 lat, odkąd żyję w kraju tulipanów i 6, odkąd mieszkam w uroczym Helkevoetsluis. Ostatnio sobie myślałam, co mnie tu zaskoczyło pozytywnie i co mi się podoba. I jest 8 takich rzeczy, które jako pierwsze rzuciły mi się w oczy. Oto one:

1.Brak śmieci

Tak, tak, gdzie nie spojrzeć- czysto 🙂 Owszem, w dużych miastach, kosze przepełnione, na chodnikach papierki, w kanałach wózki sklepowe i rowery (!) Ale w małych miejscowościach i parkach: 0 śmieci 🙂 Nawet, jeśli ktoś nabrudzi, zaraz jest to sprzątane 🙂

2.Brak plakatów, bilboardów i ogłoszeń na murach i słupach

W dużych miastach są plakaty itp. Ale nie ma tego tyle, co w Polsce. Taka prawda. Nie dość, że firmy obklejają ogrodzenia posesji reklamami, to do tego słupy ogłoszeniowe „uginają się” pod kilogramami: dam pożyczkę lub nekrologami. Zerwie potem to to wiatr lub człowiek, rzuci na chodnik i bajzel gotowy. Koszmar :/

3.Kilometry ścieżek rowerowych

Wiedziałam, że Holandia to kraj rowerów i że są ścieżki rowerowe. Ale tutaj, są ulice dla samochodów zweżone, żeby rowerzystom lepiej i bezpieczniej się jeździło. Rower ma pierwszeństwo. Jedną miejscowość od drugiej dzieli np 15-20km. Co je łączy? Ścieżka rowerowa 🙂 Nie ma ich chyba tylko przy trasach.

4.Ptactwo i woda

Kanałów, stawów i jeziorek od cholery 🙂 Ja lubię morze, jeziora, rzeki i inne bajora, więc dla mnie raj. Tak jak dla ptaków tu żyjących 🙂 Widzisz łąkę- przecinają ją kanały. Idziesz do parku- kanały i staw. Jest tu mały lasek? Uwaga, bo przez krzaki płynie woda 🙂 Mewy i łabędzie siedzą na łąkach i szukają jedzenia. Nad brzegami stawów, na jednej nodze stoją czaple. W wodach pływają kaczki i perkozy. Dzikich gęsi od groma 🙂 Nawet w miastach mewy się po chodnikach szwedaja, i często jadąc autem, trzeba czekać, aż łabędź przejdzie przez ulicę do kanału. Kiedyś, jadąc autobusem, łabędzia rodzinka przechodziła przez ulicę. Kierowca się zatrzymał i czekał, aż państwo przejdzie 🙂

5.Kultura w sklepie

Tak, jest tu takowa 🙂 O co chodzi? O to, że nikt nikogo nie popedza, wszyscy grzecznie stoją w kolejce. Z pakowaniem zakupów do toreb nie ma zazwyczaj pośpiechu. Na początku wszystko szybko pakowałam. Raz, dwa żeby nie blokować kolejki, bo przecież innym też się spieszy. A guzik. Inni sobie pakowali zakupy powoli, ucinali gadke z kasjerka 🙂 A jak stali przed tobą z pełnym wózkiem/koszykiem, a ty miałeś tylko dwie rzeczy, to Cię przepuścili 🙂 I ja też tak teraz robię 🙂

6.Kultura na drodze

Ta kultura polega głównie na przepuszczaniu i machaniu 🙂 O co chodzi? Na ulicach jest mnóstwo zwężen. Jedno auto musi poczekać i ustąpić. Jeśli ty poczekasz, spodziewaj się machania dłonią w podziękowaniu. Jeżeli Ciebie ktoś puści pierwszego, machnij dłonią 🙂 Rowerzyści i piesi także często tak dziękują kierowcom, za to, że ci zatrzymują się przed pasami. A tu nie trzeba w sumie na chama wchodzić na pasy. Kierowca sam się zatrzymuje bez problemu 🙂

7.Brak bezdomnych psów

Koty oczywiście chodzą samopas wszędzie, ale i one raczej mają właścicieli. Psy, pieski i psiaki zawsze ze swoimi panami i paniami. Do tego wychowane. W ogóle nie słychać szczekania. Jeszcze nie widziałam aby jakiś pies chodził sam, bez opieki. Z tego co wiem, za porzucenie i znęcanie się nad zwierzętami, grożą tu baaardzo surowe kary. Jestem za!

8.Luz

O jaki luz mi chodzi? O taki, że jeżeli nie zachowujesz się jak niektórzy Polacy (nie palisz zioła na potęgę, nie przeklinasz jak szewc w miejscu publicznym), to możesz wyjść na ulicę nawet w worku i nikt nie zwróci na to uwagi. Widziałam ludzi w pizamach czy na boso robiących zakupy. Norma 🙂 Dlatego już nie przejmuję się tym, że czasem wyjdę nieuczesana, czy w ciuchach jakby je psu z gardła wyjął 🙂

I żyje się lepiej! 🙂

CZAS NA MASECZKĘ

Nie chodzi o maseczki przeciw wirusowi. Chodzi o takie, które wynalazłam w drogerii Etos i sklepie Action. W Etosie akurat była promocja, bo wystawiono tekturową półkę z różnymi maskami po 1 euro 🙂 A ja idąc do drogerii np po szampon, wychodzę zawsze z jakąś maseczką, od których już się chyba uzależniłam 🙂 A wiem, że stosowane regularnie, przynoszą efekty i korzyści dla skóry. Najlepsze są właśnie te w płachcie, bo m.in. nie trzeba ich zmywać- wystarczy zdjąć materiał a resztę wmasować w skórę twarzy i szyi. Preferuję te nawilżające lub przeciwzmarszczkowe. Czasem nakładam oczyszczającą albo rozświetlającą.

W Etosie wybrałam dwie maski. Jedną w płachcie oczywiście, a drugą zwykłą, zmywalną.

Maska nawilżająco- uspokajająca. Zawiera silne i naturalne składniki, takie jak ekstrakt z aloesu i ekstrakt z lukrecji. Ta specjalna formuła zapobiega wysuszeniu skóry a co za tym idzie, także uszkodzeniom. Dla mnie jak znalazł 🙂

Maska nawilżająco- uspokajająca. Zmiękcza i nawilża skórę. Wyciąg z arbuza pomaga w odbudowie i ukojeniu zmęczonej skóry.

Następne maski, to te, które wypatrzyłam w Actionie. Nazbierało mi się ich trochę, dlatego przed użyciem postanowiłam zrobić ten wpis 🙂 A wybór masek jest tam naprawdę duży. Nakładałam na twarz już ich sporo i są dobrej jakości, pomagają skórze. Znajdziemy różne: od nawilżających, po oczyszczające.

Maseczka z ekstraktem z pereł. Rozjaśnia i działa przeciwtrądzikowo. Zawiera witaminę E, B3 i kwas hialuronowy.

Maseczka z ekstraktem z propolisu i miodu. Wygładza i nawilża. Zawiera witaminę E, kwas hialuronowy i ekstrakt z zielonej herbaty.

Maska z kaktusem, delikatnie oczyszcza skórę. Zawiera ekstrakt z kaktusa, aloesu i alantoiny. Nie zaleca się stosować na podrażnioną lub uszkodzoną skórę.

Maska z wyciągiem z awokado i kwasem hialuronowym. Intensywnie odżywia, pozostawiając skórę miękką. Producent obiecuje, że skóra będzie gładka, jak dojrzałe awokado 🙂

Mops- nawilżająca maseczka z wyciągiem z ogórka. Poprawia elastyczność skóry i odżywia ją.

Zebra- głęboko oczyszczająca maska z ekstraktem z liści pachnotki. Oczyszcza pory skóry, oraz usuwa zanieczyszczenia i sebum. Sprawdziłam co to ta pachnotka. Okazuje się, że to roślina o wspaniałych właściwościach 🙂 Posiada np flawonoidy, które działają przeciwzapalnie, neutralizują wolne rodniki, odpowiedzialne za szybsze starzenie się skóry. W sieci można znaleźć mnóstwo ciekawostek związanych z tą rośliną 🙂

Teraz na tapecie maski firmy „the MASK Dr.” Ta maska nasycona jest naturalnymi składnikami odżywczymi, które pielęgnują skórę. Posiada ekstrakt z wodorostów, bogatych w minerały, takie jak wapń, jod i żelazo. Działają przeciwutleniająco i nawilżająco.

Maska ze spiruliną. To algi, które są pełne przeciwutleniaczy i składników odżywczych. Salicornia Herbacea Extract- jest to wyciąg z sukulentu, który rośnie wzdłuż wybrzeża Południowe Korei. Zawiera aminokwasy i minerały. Do tego morska woda, która jest także bogata w minerały.

Maska nawilżająca, zawiera niacynamid. Co to jest? Jest to pochodna wit B3. Jaki jest wpływ jej na naszą skórę? Działa przeciwstarzeniowo, wzmacnia funkcję ochronną skóry i ją nawilża, zmniejsza pory, przeciwdziała przebarwieniom i matuje tłustą skórę. Same zalety 🙂 Maska posiada także łagodzący ekstrakt z wiciokrzewu.

Maska z kolagenem roślinnym, który pomaga zachować elastyczność i jędrność skóry. Zawiera także niacynamidy, mieszankę ekstraktu z komosy ryżowej, soi, grapefruitu i koreańskiego żeń-szenia.

Maska biocelulozowa, to standard nawilżania i leczenia skóry. Wykonana jest z naturalnych włókien, które są delikatniejsze, niż zwykła chusteczka. Bioceluloza przylega jak druga skóra i natychmiast zatrzymuje wilgoć w skórze. Umożliwia głębsze wchłanianie korzystnych składników, niż zwykła maska. Zawiera mieszankę nasion jęczmienia, oczaru wirginijskiego i wyciąg z liści zielonej herbaty.

Moimi faworytkami są maski „the MASK Dr” 🙂