KRYZYS W BRANŻY KWIATOWEJ

Holandia kojarzy się z tulipanami i wieloma innymi kwiatami. Niestety nad tym sektorem zawisły czarne chmury. Koszmarny wirus powoduje plajtowanie szklarni z kwiatami, zamykanie kwiaciarni i zwalnianie ludzi. Nie ma popytu na rośliny. Kwiaty są masowo wyrzucane do kontenerów, lub sprzedawane po bardzo zaniżonej cenie. Ostatnio nawet, służba zdrowia otrzymała bukiety w ramach podziękowania za pomoc ludziom…Widziałam osoby wracające z pracy z bukietami pięknych kolorowych róż…Na Marketplace jest mnóstwo ogłoszeń o sprzedaży różnych, różnorakich kwiatów: doniczkowych i bukietów, tulipanów, bratków a nawet palem.

Sytuacja jest dramatyczna. W jednej z największej firm Royal Flora Holland, w piątek 13 marca (!) trzeba było zniszczyć 20% towaru, bo nie było chętnych do kupienia. Ceny kwiatów zmalały o połowę. Firma organizuje ok 30 aukcji kwiatów i roślin dziennie o wartości ok 8 mln euro. Holenderski sektor kwiatowy zatrudnia 150 tys ludzi a ok 35% światowego eksportu kwiatów o wartości 6,2 mld euro rocznie, przechodzi przez Holandię.

Na lotnisku Amsterdam-Schipol, o tej porze roku jest mnóstwo stoisk tulipanów, amarylisów i innych kwiatów ogrodowych. Ceny nie są duty-free, ale stawia się na jakość: ogromne kielichy tulipanów, albo 4 pałki amarylisów- każda po 5 kwiatów.

W piątek, 13 marca, słynny ogród Keukenhof, odwiedzany przez miliony turystów rocznie, ogłosił, że będzie zamknięty do końca kwietnia. Udało nam się go odwiedzić w zeszłym roku. Kwiaty kwitną do połowy maja, więc dla własnego bezpieczeństwa lepiej odpuścić tę atrakcję teraz w ogóle.

Holenderski kwiaciarz Paul Deckers, który od 34 lat dostarczał kwiaty do Watykanu z okazji wielkanocnego kazania papieża na placu Świętego Piotra, poinformował na swej stronie w Facebooku, że w tym roku nie będzie dostawy z Holandii.

Szybka wyprzedaż

FAJANSE Z DELFT

Jak już wcześniej pisałam, w zeszłym roku odwiedziliśmy Delft. Pierwsze, co rzuca się tam w oczy, to sklepiki z pamiątkami w niebieskim kolorze. Piękne i często pięknie drogie. Wśród nich znajdziemy talerze, filiżanki, dzbanki, wazony, czy kafelki. Fajanse z Delftu ( Delfts blauw)to wyroby dekoracyjne i użytkowe ręcznie malowane w kolorze niebieskim na białym tle. Powstały w XVII w jako imitacja prawdziwej porcelany importowanej wówczas z Chin.

Flamandzcy garncarze przybyli do Delft z dzisiejszej Antwerpii i zapoczątkowali rozwój tutejszego garncarstwa. Pierwsza wytwórnia fajansów powstała prawdopodobnie pod koniec XVIw. Od 1602r zaczęto importować do Holandii prawdziwą chińską porcelanę. Był to jednak towar bardzo drogi, więc miejscowi garncarze podjęli starania wyprodukowania przedmiotów podobnych do porcelanowych, ale z materiału dostępnego w Europie, czyli gliny. W pierwszej połowie XVIIw. gdy próby imitacji chińskiej porcelany w niebieskich kolorach powiodły się, szybko zaczęły powstawać manufaktury. Wyroby te nazwano fajansami. Potem „holenderską porcelaną”. W okresie największego rozkwitu produkowano miliony sztuk rocznie i wysyłano do odległych zakątków świata.

W drugiej połowie XVIIw, sprzedaż wyrobów zaczęła się zmniejszać a ich jakość obniżać. Fabryki zaczęły podupadać, gdyż odkryto surowce do produkcji prawdziwej porcelany, a także masowo importowano porcelanę z Chin. Napływ także tańszej angielskiej porcelany, spowodował ostateczny upadek wytwórni fajansów z Delft. W 1700r istniały 33 wytwórnie, w 1750 tylko 24 a ok 1800r działało ich już tylko 10. Ostatecznie w 1840 r nastawiono się na produkcję taniej ceramiki o niskiej jakości i dzięki temu pozostała tylko jedna z fabryk „De Porceleyne Fles”. W 1884r inżynier Joost Thooft przywrócił wyrobom z Delftu ich dawne dobre imię poprzez wprowadzenie ulepszonej technologii produkcji, dającej produkt o podobnej jakości do porcelany angielskiej.  Za zasługi dla przemysłu ceramicznego w 1919 roku fabrykę uhonorowano tytułem Koninklijk, czyli „królewska”. Fabryka Royal Delft/Koninklijke Porceleyne Fles założona w 1653 roku była jedyną, która przetrwała i funkcjonuje do dzisiaj 🙂

W Delfcie produkowano fajanse dekoracyjne i użytkowe: wazony, flakony, talerze, dzbany do wina i piwa, świeczniki, naczynia stołowe (solniczki, misy, wazy, maselniczki, czajniki, talerze) oraz naczynia apteczne. Cechą wyróżniającą fajanse holenderskie są odcienie błękitu kobaltowego. Na początku wyroby dekorowane były na wzór chińskiej porcelany Dynastii Ming. Dopiero później zaczęto je dekorować motywami niderlandzkimi 🙂 W Polsce wyroby te są potocznie nazwane „delftami” 🙂

DZIWACTWA W HOLENDERSKICH DOMACH

Wystrój domów polskich i holenderskich różni się bardzo. Polacy mają inny gust. Holendrzy lubią płytki, cegłę, mnóstwo ozdób i nierzadko meble, jak wyjęte ze starego zamczyska. Sypialnie dla odmiany są skromnie urządzone, ale reszta pomieszczeń posiada różne ozdoby i dziwaczne kolory. Oto kilka przykładów na widok których się mocno zdziwiłam 🙂 I na pewno nie będę miała takich „ozdób” w domu.

Duuużo drewna w łazience. Podobają mi się dodatki drewniane, np lustro w takiej oprawie, czy umywalka wbudowana w drewnianą szafkę. Ale całe ściany w boazerii? Ja jestem na nie.

Jeśli Holender ma ulubiony kolor, to więcej niż pewne, że znajdzie się w całym domu. I nie trzeba zgadywać, co to za kolor, bo zobaczymy go na ścianach, meblach np kuchennych i w łazience 🙂

Wc to nie tylko sedes i umywalka. Często znajdziemy tam ogrom ozdób, ozdóbek… Jak dla mnie- koszmar. I weź to potem sprzątaj…

Jak widać, każde miejsce jest dobre na przechowywanie różnych rzeczy 😀 Zasiedzisz się na sedesie- otwierasz butelkę 😉

Sypialnia połączona z łazienką… Koszmar, którego nie potrafię zaakceptować. Już pal licho te okropne płytki na podłodze, ale wanna?! Nie!

Sypialnia z umywalką to bardzo częsty widok. Ma to zaletę: wstajesz rano i od razu myjesz twarz i zęby, nie czekając w kolejce do łazienki. W holenderskich sypialniach oprócz łóżka i szafy, rzadko znajduje się więcej rzeczy, ale umywalka pojawia się bardzo często. Zresztą dla Holendra sypialnia służy tylko do spania, nie przesiadują w niej, więc taki wystrój to dla nich norma.

ZDOBYCZE Z KRINGLOOPA

Akcja

Akcję, którą popieram: zostań w domu, staram się przestrzegać. Wczoraj poszłam po chleb. Musiałam. I co zobaczyłam? Otwarty kringloop! No trzeba wejść. A widziałam, że okno wystawowe w nowych kolorach (co nowa dostawa, to inna gama kolorystyczna), więc polazłam.W środku na szczęście przestrzegano przepisów, czyli dezynfekcja 🙂 To była w sumie szybka akcja. Przeleciałam półki ze szkłem. Oto,co wygrzebałam:

Pszczółki- 0,75 centów szt.

Pszczoły- nasze dobro na Ziemi. Trzeba to to chronić, bo inaczej wyginiemy. Jestem za! To po pierwsze. Po drugie- wiosna kojarzy mi się z kolorem żółtym. I zobaczyłam te piękne żółte filiżany (bo są wielkie) z pszczółkami 🙂 Myślę: bierę!!!! I wzięłam 🙂

I te piękne niebieskie saboty (klompen), wiatraki (molen), tulipany (tulpen) 🙂 Zobaczyłam i przepadłam! Myślę: biere! I kupiłam. Jedna kosztowała 1euro. A mam 3 🙂

Szklane naczynie- takie coś idealnie wygląda w łazience. Jako pojemnik na waciki sprawdziłoby się idealnie. Moja łazienka jest zwykła, prosta. Dlatego to szkło wrzuciłam do kuchni.

I na koniec wazon w kolorze żółtym. Wygląda jak pęknięta skorupka jajka. Idealna dekoracja na święta Wielkanocy 🙂

Życzę spokojnej niedzieli 🙂 I zapraszam też na Instagram 🙂

DELFT, CZYLI MAŁY AMSTERDAM

Do Delft wybraliśmy się pewnej letniej, gorącej soboty. Słyszałam sporo o tym miasteczku, oglądałam zdjęcia i postanowiłam: jedziemy, bo co tu innego robić 😉 Delft leży nad rzeką Schie, na południe od Hagi. Od końca XVI w jest jednym z głównych europejskich ośrodków produkcji fajansu a później porcelany. Stare miasto z dużym rynkiem Grote Markt, poprzecinane jest licznymi kanałami, okolone starymi topolami i uroczymi kamienicami. Na rynku i w bocznych uliczkach znajdują się liczne knajpki i sklepiki z pamiątkami, w których kupimy m.in magnesy, widokówki i oczywiście porcelanę i inne lokalne produkty. Delficki rynek jest jednym z najpiękniejszych w Europie. Najbardziej rozpoznawalnym punktem rynku jest renesansowy ratusz z okiennicami w czerwonym kolorze. Istnieje już od 1200r. Dalej znajdują się kościoły: Nieuwe Kerk (Nowy Kościół, wybudowany w latach 1397-1496) i Oude Kerk (Stary Kościół, z 1250r). Postanowiliśmy wejść na wieżę widokową Nowego Kościoła. To druga najwyższa wieża w Holandii o wysokości 115m i 376 schodów. Bilet kosztował 4,50 euro. Przy kasie biletowej znajduje się sklepik z pamiątkami i szafka na plecaki i większe torebki. Schody są baaardzo wąskie, wchodzi się małymi grupkami bez plecaków, bo się po prostu człowiek nie zmieści. No więc po kupnie biletu heja na górę… I błędem było włażenie tam w taki upał :/ No, ale jak się powiedziało A… Wchodziliśmy i wchodziliśmy… Pot koszmarny i drżące nogi. A przy samym końcu poczułam, że nie dam rady- mdliło mnie 😮 A gdzie tu jeszcze zejść? Ja prawie zeszłam, ale w drugą stronę 😉 Weszliśmy na pierwszy balkon, a jest jeszcze wyżej drugi. Kto da radę, ten wejdzie 🙂 Wysiłek się opłacił! Widok świetny!

Tam, gdzie zegar- drugi balkon
Ratusz

Z Delft pochodzi malarz Jan Veremeer, autor „Dziewczyny z perłą”. Na każdym kroku można zobaczyć obrazki, widokówki i inne pamiątki z jej podobizną. Oprócz tego oczywiście sklepy z piękną porcelaną w niebieskim kolorze 🙂

Trafiliśmy także na pchli targ 🙂 Stoiska rozłożone były wzdłuż kanału. Wygrzebałam piękny duży kosz piknikowy za 10 euro.

Kiedy będzie już po całej epidemii, świat się uspokoi i będzie można wreszcie wyjść i pozwiedzać, to zachęcam do wizyty w Delft 🙂 Jest pięknie!

PYSZNA PASTA DO KANAPEK

Czasem jest tak, że już nie wiem, co zjeść. Unikam holenderskie wędliny, ale i czasem w polskim sklepie nie ma zbyt dużego wyboru… Dlatego zawsze mam w domu jajka i rybę w pomidorach 🙂 I robię z nich bardzo smaczną pastę do kanapek. Kto lubi ryby i jajka, temu posmakuje. Do tego ketchup- nasz Kotlin i posiekana cebula. Ja trochę zmodyfikowałam przepis, który polecam!

Filety śledziowe ze zdjęcia pochodzą oczywiście z polskiego sklepu, ale te holenderskie też są w sumie smaczne. Zamiast śledzia, można użyć makreli w pomidorach. Jajka (4 -5 szt) gotuję na twardo. Żeby szybciej i łatwiej się obierały, warto dodać do wody trochę zwykłego octu 🙂 Po ugotowaniu siekam w drobną kostkę, solę, pieprzę. Potem dorzucam rybę i ketchup- taką ilość ketchupu, żeby nie było za suche i zbyt lejące.

I teraz mała modyfikacja, bo ja zamiast cebuli dodaję szczypiorek, który hoduję na parapecie w kuchni. Ja po prostu wolę szczypiorek 🙂 Tnę nożyczkami, bo to zawsze szybciej i prościej. Oprócz zieleniny daję starty żółty ser i „bełtam” to wszystko elegancko widelcem 🙂

I taka pasta jest idealna do chleba. Smakuje świetnie! Podejrzewam, że sprawdziłaby się nawet na imprezie, np do krakersów 🙂 Przechowujemy oczywiście w lodówce w zamkniętym pojemniku! Smacznego!

CZYSTEK

Mamy epidemię. Wirus zaatakował i zewsząd napływają informacje, jak się leczyć. Co wolno a czego nie. Chciałam dzisiaj pokazać roślinę, która jest znana ze swoich leczniczych właściwości i można pić z niej herbatkę dzień w dzień. Ja piję od ok 4 lat. 4 lata temu zachorowałam na grypę i pozamiatało mnie mocna. Ledwo na nogach stałam. Wyleczyłam się i od tamtej pory zero przeziębienia 🙂

Czystek jest niewysokim krzewem z delikatnymi różowymi lub białymi kwiatami. Pochodzi z krajów bałkańskich. W starożytności otrzymywano z niego miękką i lepką żywicę. Stosowano ją przy biegunce, chorobach dróg oddechowych i na trudno gojące się rany. Dziś czystek na nowo zdobywa popularność i można go dostać w sklepach zielarskich np w formie suszu, który ja używam.

Czystek zawiera bardzo dużo polifenoli, czyli substancji neutralizujących wolne rodniki. Dzięki temu hamuje rozwój stanów zapalnych, zwalcza drobnoustroje chorobotwórcze. Doskonały w okresie przeziębień. Pomaga oczyścić ciało z toksyn i metali ciężkich (polecany dla palaczy), poprawia kondycję skóry. Przeciwdziała powstawaniu miażdżycy, chroni przed kleszczami i komarami. Podobno u ludzi pijących czystka, wydziela się substancja odstraszająca te owady. Pomocny przy boreliozie.

Czystka najlepiej kupić w formie suszu ze sprawdzonego źródła. Chodzi o dobrą jakość. Sprawdźmy też dobrze skład, bo jeżeli oprócz liści znajdziemy dodatkowo zmielone łodygi, to smak herbatki będzie bardziej gorzki. Jak parzymy? Ja sypię do dzbanka i zostawiam pod przykryciem 5-8 min. Można też wsypać do kubka łyżeczkę suszu i zalać wrzątkiem. Jeżeli smak niezbyt odpowiada, to polecam dodać miodu lub 1-2 plastry cytryny 🙂

MADURODAM, CZYLI HOLANDIA W MINIATURZE

Wiosna rozkwita w Holandii, słońce świeci, ptaszki ćwierkają 🙂 Niestety pojawił się przebrzydły wirus i nie chcemy nigdzie się szwędać. Jeździmy tylko do pracy. Trzeba przeczekać, więc odświeżę sobie wycieczkę z zeszłego roku z maja. Byliśmy w Hadze w Parku Miniatur. Znajomy Holender powiedział, że przynajmniej raz w życiu każdy mieszkaniec Holandii powinien tam być i zobaczyć na własne oczy Madurodam. I ja mu przyznaję rację, bo jest co oglądać! Nawet bym tam znowu pojechała 🙂

Co to dokładnie jest? To interaktywny park miniatur, nazywany Holandią w miniaturze, znajdujący się w dzielnicy Hagi- Scheveningen. Znajdują się tam najważniejsze budowle i zabytki Holandii, odtworzone w skali 1:25. W 2012 roku Madurodam obchodził 60 rocznicę swojego istnienia i z tej okazji został poddany rekonstrukcji. Można tam zobaczyć wszystko to, z czego słynie Holandia. Na liście miejsc do zobaczenia, należy dopisać park 🙂 Oficjalne otwarcie parku odbyło się 2 czerwca 1952 roku. Nazwa Madurodam pochodzi od nazwiska studenta Georgea Maduro, który zginął w obozie koncentracyjnym Dachau.

Co zobaczymy w Madurodamie? Jest m.in lotnisko Schipol, Amsterdam, Gouda i targ serowy, szklarnie z kwiatami, Rijksmuseum (przez szklany dach można zobaczyć nawet obrazy!), stadion piłkarski, wesołe miasteczko, Europort, wiatraki i oczywiście kanały. A w kanałach pływają ogromne karpiowate 🙂 Żałowałam, że nie wzięliśmy chleba, bo rybki się nie boją i podpływają do ludzi i wystawiają mordki. Nawet głaskałam 🙂

Bilety kupiliśmy w kasie na miejscu. Dostaliśmy też mapkę. Płaciliśmy też oczywiście za parking. Taniej jest przez internet. Spędziliśmy tam ze 3 godziny. Informacje bieżące i bilety są na stronie https://www.madurodam.nl/nl/tickets.

Polecam taką wycieczkę i gdy tylko opuści nas wirus, to trzeba się wybrać tam, bo pogoda zaczyna sprzyjać 🙂

SMACZNE Z LIDLA

Bardzo często robimy zakupy w Lidlu. W Polsce lubię chodzić do Biedry i Netto. Tu jest jeszcze Aldi, ale w tym sklepie nie byłam od wieków. W Lidlu mam kilka ulubionych produktów, które zawsze kupuję, bo są naprawdę pyszne 🙂

Loempia”s– lumpie, czyli po naszemu „lumpy” 🙂 Można je określić mianem nadziewanego mięsem i warzywami krokieta. Są wegetariańskie, mini, z kurczakiem i szynką. Te na zdjęciu to kip i ham, czyli kurczak i szynka. Ja zawsze je rozmrażam, potem na patelnię i taki podpieczony lump najbardziej mi smakuje. Lumpie można spotkać w każdym supermarkecie. Pakowane po dwie, lub pojedynczo. Ja zazwyczaj kupuję te w Lidlu przy okazji innych zakupów.

Skrzydełka kurczaka– podobno w Polsce takich nie ma, a na pewno nie w Lidlu. Naszej rodzinie zaserwowaliśmy je do obiadu i zrobiły furorę. W Polsce ich nie znaleźli. Szkoda, bo są naprawdę dobre. Znaleźć je można w 2óch wersjach: łagodnej i pikantnej. Ja wolę te pierwsze. Wykładamy je na blachę (wyłożoną folią aluminiową) i pieczemy wg instrukcji na opakowaniu. Skrzydełka mają dużo mięsa, więc są syte. Serio. Po zupie na drugie danie (bez ziemniaków) jak znalazł 🙂

Kawa– w Polsce piłam Maxwell House, potem tutaj w Holandii Douwe Egberts czerwoną. Stwierdziłam, że jest kwaskowata i próbowałam inne. Na pewno musiała być czarna, fusiasta 🙂 Trafiłam na kawy lidlowskie. Najpierw była czarna marki Bellarom, a teraz przerzuciliśmy się na niebieską Bellarom Decaf. I smakuje najbardziej. Koszt chyba ok 3 euro, ale opakowanie starcza na długo (500 g).

Vla– co to jest vla? Chyba po prostu budyń, tyle, że na zimno 🙂 Ja budynie uwielbiam i zaskoczona byłam, że można to jeść zimne i jest pyszne! Vla spotkamy w każdym markecie. Smaki waniliowe, czekoladowe, waniliowo- czekoladowe, straciatella, waniliowe z czekoladowymi groszkami…W Lidlu marka Milbona. Lubię waniliowo- czekoladowy smak. Vla znajdziemy w dużych opakowaniach jak mleko. Są też w małych, jak jogurty. Te są podobno podawane pacjentom w szpitalach do obiadu, na deser. Ja dostałam 🙂 Polecam spróbować vla 🙂

Twarożek– też marki Milbona. Jeśli lubicie nasz polski serek wiejski z Piątnicy, np ze szczypiorkiem, to ten też polubicie. Te akurat ze szczypiorkiem nie są. Są z niczym, ale są (tak mi się wydaje) bardziej słone od wiejskich. To akurat mi pasuje. W polskim sklepie kupowałam wiejski, a znajomi polecili mi lidlowski. Tańszy i ciut większy. A że szczypior hoduję w domu, to zawsze dorzucam do tego serka i jest pyszny. Następnym razem spróbuję też dodać rzodkiewkę.

Kremowy serek ze szczypiorkiem– taki faktycznie jest: kremowy, o delikatnym smaku, ze szczypiorkiem. Idealny do smarowania kanapek, świetnie zastępuje np serek topiony. A że mnie jest zawsze mało szczypiora, to dodaję jeszcze więcej 🙂 Są też inne smaki serka, np paprykowy, ale wg mnie najlepszy jest ten, powiedziałabym- uniwersalny 😉 Świrnie nadaje się jako podkład np pod wędlinę, ogórka, czy pomidora 🙂

Jogurty greckie– marki Milbona. Oczywiście jest wiele innych jogurtów, ale te są chyba najlepsze. Smaki: malinowy, jeżynowy, truskawkowy i naturalny. Miałam fazę na truskawkowe, teraz przyszedł czas na jeżynowe i malinowe. Z tym, że jeżyna wygrywa bezapelacyjnie 🙂 Polecam!

UROKLIWA BRUGIA

Brugia (po holendersku Brugge), to miasto w północno- zachodniej Belgii, leżące we Flandrii Zachodniej. Nazywane jest flamandzką Wenecją, bo posiada mnóstwo kanałów i zachowało historyczny wygląd.

Brugia otrzymała prawa miejskie w 1128 roku. Wtedy zbudowano nowe mury i kanały. Kiedyś miasto posiadało bezpośredni dostęp do morza, ale stopniowe zamulanie kanałów spowodowało odcięcie. Dopiero sztorm w 1134 roku umożliwił ponowny dostęp i stworzył naturalny kanał w Zwin. Od ok 1500 roku kanał zaczynał się zamulać i miasto straciło znaczenie handlowe. Pałeczkę przejęła Antwerpia. W drugiej połowie XIX wieku, Brugia stała się miastem turystycznym. A w drugiej połowie XX wieku miasto zaczęło odzyskiwać dawną sławę. Boom turystyczny nastąpił po powiększeniu w latach 70 i 80 portu Zeebrugge i w 2002 roku Brugia została wybrana Europejską Stolicą Kultury.

Historyczne centrum Brugii znajduje się od 2002 roku na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Brugia stanowi przykład średniowiecznej zabudowy, która zachowała historyczną strukturę. Nakręcono tu nawet film z Colinem Farrellem i Ralphem Fiennesem pt „In Brugge”, a po polsku „Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj”. Po filmie turystów zaczęło przybywać i wyczytałam nawet, że miejscowym się ten natłok ludu w ogóle nie podoba. Jednak stwierdziłam (po obejrzeniu zdjęć w sieci), że tam jest pięknie, nie mamy daleko, no i że trzeba zobaczyć te belgijskie sklepiki z czekoladą, oraz spróbować osławionych frytek 🙂

Więc pewnego dnia wsiedliśmy w auto i ruszyliśmy. Zaparkowaliśmy niedaleko centrum (parking płatny). I poszliśmy się szwędać, bo tu wręcz trzeba to zrobić, żeby zobaczyć urok miasteczka. Był to październik i myślę sobie: pewnie nie będzie wielu turystów… Taaaa… Pierwsze co, to trzeba mieć oczy dookoła głowy. Brugia jest mała i małe jest historyczne centrum. I po tym centrum jeździ mnóstwo rowerzystów, dorożek i aut. Z tym, że rowerzyści nie patrzą uważnie na pieszych, trzeba uciekać. Dookoła rynku jest mnóstwo pięknych uliczek ze sklepikami czekoladowymi i mnóstwo turystów robiących mnóstwo zdjęć. Także trzeba tak cykać fotki, żeby nie uchwycić czyjejś twarzy na swoim zdjęciu. Ciężko… Na rynku stoją przyczepki z barem frytkowym 🙂 Piwa nie próbowaliśmy. Chcieliśmy frytki. Wszędzie kolejki i nie można płacić kartą. Warto mieć drobne i to nie mało, bo fryty drogawe- zapłaciliśmy chyba ok 4 euro za średnią porcję. Ale smak wyborny 🙂

Na rynku Grote Markt znajdziemy piękne kamieniczki, ratusz i wieżę Belfort, na którą można wejść (bilet chyba 10 euro). Jest to średniowieczna dzwonnica z wieżą widokową, do której prowadzi 366 stopni. Ma 83 metry i 47 dzwonów! Jest piękna, ale nie wchodziliśmy na nią, a szkoda. Może innym razem. Podobno przy okazji zwiedzania browaru De Halve Maan, można zobaczyć równie piękny widok na miasto i bez kolejki, bo na wieżę może wejść jednorazowo 7 osób. Co jeszcze warto zrobić? Zrobić rejs łódką po kanałach. No i tu zonk, bo mieszkam w kraju kanałów i jeszcze nie płynęłam! Ale nadrobię i Brugię też nadrobię 🙂

Jeżeli nie chcecie chodzić po muzeach, pływać po kanałach, to trzeba chociaż przejść się tymi pięknymi uliczkami. Są tu pocztówkowe miejsca i wg mnie Brugia to chyba najpiękniejsze miasto w Belgii 🙂 Polecam!

Grote Markt
Wieża Belfort